Marek Jastrząb: Autorytety

21.01.2020

Absurd: przekonanie sprzeczne z twoimi poglądami
A. Bierce

Za każdym razem, gdy czytam powiadomienia o rocznicach śmierci tych, co odcisnęli na mnie piętno, czynię to z obawą, bo nie wiem, co znajdę; w zastraszającym tempie ubywa mi znanego świata, a na dodatek razem z nim obumierają we mnie – oczekiwania; mam wrażenie, iż za często odchodzą ludzie szlachetni, a na ich opuszczone miejsce wskakują komiczne figurki z kreskówek.

Wymykają się z istnienia alfy i omegi, a na ich miejsca gramolą się przypadkowi eksperci od oceny ich dorobku. Przy czym, zauważyć trzeba, że wokół co znaczniejszych person plugawią się niewydarzeńcy o monstrualnym zasięgu insynuacji, pomówień i oszczerstw. A im osoba atakowana stoi wyżej na społecznym świeczniku, z tym większą energią, pasją i nieustępliwością obrzucana jest guanem.

Zjawisko nosi nazwę UPADEK AUTORYTETÓW. A właściwie ich bezinteresownego gnojenia. Ośmieszania, niwelowania, sprowadzania do absurdu, do wytworzenia wokół nich atmosfery nieufności.

Co moment okazuje się, że ten czy ów znajdujący się na piedestale, czczony i stawiany jako wzór godny naśladowania, za symbol nieugiętości i moralnych cnót, pod zmasowanym naporem rozmaitych przeciętniaków, przepoczwarza się w gnidę o podejrzanej proweniencji.

Co rusz z odrażającym zaskoczeniem dowiaduję się, że okazali się ludźmi NIESŁUSZNIE WIELBIONYMI: kanaliami, emocjonalnymi ordynusami o śladowym rozumku i szmatławym formacie, a większość z nich, to esbeckie marionetki bezpodstawnie uważane za wzory do naśladowania.

Proceder ten odbywa się wedle rangi, parafrazując Gogola. Np. w rankingu obrzydzanych postaci, jedno z czołowych miejsc zajmuje Wałęsa. Natomiast ewidentny pezetpeerowiec, aparatczyk wsławiony płaszczeniem się przed każdą władzą, jest dla obecnie rządzących – ikoną demokracji: kryształowym człowiekiem pouczającym profesjonalistów, co to za cholera, ta konstytucja.

*

Natarczywie wypomina się Szymborskiej epizod fascynacji czerwoną zarazą, a ze złośliwą premedytacją nie pamięta jej wierszy (np. Wołanie do Yeti), utworów, w których poetka wyraźnie odcina się od socjalizmu z nieludzką twarzą. Do dyskursu mobilizują się dywizje oszołomów odrąbanych od wiedzy, choćby od faktu, że generalissimus strzelił racicami przeszło sześćdziesiąt lat temu, a Szymborska w latach pięćdziesiątych wystąpiła z PZPR i już od wtedy go nie kochała.

O Kapuścińskim wypowiadają się niepiśmienni miłośnicy literatury: tekst zmuszający do myślenia, budzi w nich wstręt, lekceważenie i pogardę. Jego książki znają tylko dlatego, że w drodze do przedszkola zawadzili wzrokiem o wystawę jakiejś księgarni. Lepiej już się orientują w obrazkach, w komiksach, w czymś, co nie wymaga od nich długotrwałego wysiłku. Co im nie przeszkadza w jazgotaniu na temat: donosił czy nie i ilu ludzi utłukł swoimi książkami.

*

O psychologicznych aspektach złożonej osobowości twórcy, o procesach myślowych decydujących o tekście autora, o uwarunkowaniach i sposobach tworzenia, o meandrach biografii pisarza, o obfitości dzieł pozostawionych przez niego, wiedzą przymało.

Mówię tu o aktorach takich jak Stuhr, Olbrychski, Gajos, pisarzach jak Kapuściński, bohaterach, takich jak gen. Zbigniew Ścibor-Rylski, społecznikach, jak Jerzy Owsiak, o ludziach, których się ma za nic wielkiego, których się podgryza i szczypie. Zabieram tu głos w obronie piszących od lat, od lat wydających swoją twórczość w kraju i na całym świecie. Powiadam tu o ludziach znanych z artystycznych dokonań. Znanych i bezustannie potwierdzających swoją wartość, własne poglądy i hart ducha.

Cenieni gdzie indziej, w swoim kraju są przedstawiani w złym świetle rzekomej PRAWDY. Ich znakomite sylwetki są pomniejszane, a ich twórczość spotyka się z niewybrednymi atakami ludzi o minimalnych osiągnięciach, wielkich ambicjach i mizernych potencjałach. Z kanalizacji wychylają się szczurze pyski kulturalnych trolli i wytrwale smrodzą dobrym słowem.

*

Nie od wczoraj znamy powiedzonko, że najtrudniej być prorokiem we własnym kraju. Tak samo z autorytetami; jeszcze żywe, nie powinny się ujawniać. Dopóki siedzą pod miotłą, nie zadzierają z gamoniami i wyrażają bezpieczne, zgodne z prawem, niekontrowersyjne poglądy, nikt ich nie zaatakuje. Lecz jeśli ośmielą się iść pod prąd, mieć zdanie wystające nad matrycowe poziomy, z mety pojawia się dyspozycyjna horda intelektualnych karzełków, drobnych ciułaczy kiepskich słów i ochoczo zabiera się za ich opluwanie, za dostosowanie ich do swojego pośledniego rozmiaru, za postponowanie i niszczenie tych, co przekraczają granice utartej percepcji. Tak stało się z Bartoszewskim, Edelmanem i in. A w kolejce na odstrzał czekają Pieronek, Boniecki, Oszajca…

Na razie Olga Tokarczuk jest wyłączona z nagonki, gdyż zbyt jawne jej atakowanie byłoby przedwczesne i ośmieszyłoby rząd poza granicami; sprawa z jej Noblem przybrała za duży międzynarodowy rozmiar, by zohydzać pisarkę. Ale gdy przetoczy się nad nią główna fala światowego zainteresowania i ucichną wiwaty, nasz niezawodny rząd postara się nie zawieść uczciwych patriotów i ponowi zawieszony szturm.

avatar

Marek Jastrząb

Pisarz, publicysta

Zbiór publicystyki Autora w Bibliotece Studia Opinii

do pobrania w formacie pdf

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com