24.01.2020

W 1968 roku, gdy milicja biła studentów i profesorów na uniwersytetach i ulicach, gdy „aktyw robotniczy” napadł na zebranie Związku Literatów Polskich, gdy 2700 osób wylądowało w więzieniach, a wielu innych, w tym ja, w wojsku w ramach karnego poboru studentów, Antoni Słonimski napisał wiersz, który opublikował jeden z tygodników (Polityka albo Kultura, nie pamiętam), bo cenzor nic nie zrozumiał.
Wiersz miał tytuł: „Pismo Imć Pana Starosty Berdyczowskiego / wysłane do Uładówki / na ręce. J. O. Pana Hrabiego Jana Potockiego / Anno 1968”.
Niemal na początku padało zdanie: „Już to mój list ostatni słany na Berdyczów”, bo Słonimski wiedział, że pisze do tępego gnoma, Władysława Gomułki i jemu podobnych, którzy, jak ten cenzor, niczego nie zrozumieją, a jak zrozumieją to jeszcze gorzej.
Wiersz pasuje jak ulał, do sytuacji obecnej, gdy tępy gnom rechocze w sejmie, a ledwo magister Ziobro uważa, że jest jakimś ober sędzią, który uchyla Wyroki Sądu Najwyższego. Słonimski pisał, że „słowa jako te Antypody, głowami chodzą na dół, nogi mając w górze”.
Lata minęły, a sprawy poszły dalej. Dziś akty prawne i przepisy, jako te Antypody, mają przez rządzących znaczenie postawione do góry nogami.
Garkotłuk z Brzeszcz nie publikował wyroków Trybunału Konstytucyjnego, urzędniczka sejmowa nie wykonuje postanowienia dwóch sądów, w tym NSA i mówi, że w sądzie się nie stawi, bo nie, ledwo magister ogłasza, że postanowienie Sądu Najwyższego „jest niezgodne z prawem”, bo on tak mówi.
Najgorsze scenariusze stają się realne. Grupa podłych ludzi podbiła państwo pod wodzą kolejnego gnoma. Wypasieni cyniczni młodzi PiSS-mani bezczelnym rechotem traktują porządnych ludzi, którym intelektualnie i moralnie nie dorastają do pięt.
Demonstrują, że nie cofną się przed niczym, nawet przed rozlewem krwi.
Słowa, prawo, moralność jako te Antypody, głowami chodzą na dół, nogi mając w górze.

Krzysztof Łoziński
Emeryt
Ur. 16 lipca 1948 r., aktywista wydarzeń marca 68. Były działacz opozycji antykomunistycznej z lat 1968-1989, wielokrotnie represjonowany i dwukrotnie za tę działalność więziony.
Członek Honorowy KOD i NSZZ „Solidarność”
PS. Całego tekstu Słonimskiego nie udało mi się odnaleźć. Jeśli ktoś to ma, byłbym wdzięczny za podesłanie.

Cały tekst wiersza Słonimskiego odnaleziony. Brzmi tak:
Pismo Imć Pana Starosty Berdyczowskiego, wysłane do Uładówki, na ręce J. O. Pana Hrabiego Jana Potockiego.
Anno 1968.
Jaśnie Wielmożny Panie mój i Dobrodzieju!
Już to ostatni list i gołąb mej pamięci
wysłany na Berdyczów. Może w czas doleci
i nie spełnionym Hrabię zbudzi ostrzeżeniem.
Mniemam, iż to nie było excessus mandati,
że w drodze do Iberii i Sierra Morena
wstąpiłem do Krainy Antypodów Słowa,
bo warto ich zwyczaje poznać i opisy
ad colligenda rychło włączyć gdzie należy.
W tym kraju dziwnym nasze najprostsze wyrazy
znaczenie mają mylne, jak te Antypody,
co chodzą głową w dół, nogi niosąc w górze.
Im głębiej w tą Krainę wchodziłem, niebaczny
tym groźniejszy przede mną krajobraz wyrasta.
I oto co ujrzałem i co mnie spotkało:
W dolinie Los Hermanoz, w miejscu gdzie leżały
trupy wisielców, teraz całe wielkie wojsko
zaległo grząską ziemię gnilną masą krwawą
i wszystko, co obliczał nasz mądry Velasquez,
owe cyfry niewinne, wykresy, równania, od zaklęć Czarnej Magii i apokalipsy,
od tajnych słów Kabalaży stały się straszliwsze.
Na próżno się starałem skryć w grotach Uzedy,
porwały mnie plemiona zdziczałych tubylców
zbrojnych w maczugi światła, strzały laserowe,
ponaddźwiękowe dzidy, kobaltowe proce,
kamienie fotonowe, psy cybernetyczne,
paraboliczne bębny, flety bioplazmy
wtórujące podskokom sztucznych serc lub krwawych,
wydartych z piersi trupów jeszcze nie ostygłych.
O, Drogi Panie Hrabio, jakże mi daleko
do dworu ukrytego w sadach, do komnaty
ksiąg pełnej, gdzie rozmowy wiedliśmy przy kawie,
wonnej kawie słodzonej z cukiernicy srebrnej…
Antoni Słonimski
Ten cenzor, co „przepuścił” wiersz Słonimskiego, oczywiście nie czytał nigdy Potockiego, a na projekcji filmu wyszedł znudzony w połowie (byli tacy), więc też się nie załapał. Cenzura peerelki liberalniej traktowała sztukę uznaną przez nią za „ekskluzywną”, a więc społecznie mniej „szkodliwą”. Nasza nowa cenzura będzie pewnie skuteczniej zapobiegała odkłamywaniu „postawionych na głowie” ważnych słów. Ale też trudniej im będzie zapędzić do budy szczekający skrótami poetyckimi internet. Więc nasi sejmici uchwalą którejś nocy parę nowych ustaw, penalizujących takie zachowania. Ino moment !
Przypomniał mi się taki incydent z czasów PRL (które wracają). Malarz abstrakcjonista Marian Bogusz miał zaproszenie do zrobienia wystawy na Uniwersytecie w Monachium, ale trzeba było przywieźć obrazy. Do tego była potrzebna zgoda Ministerstwa Kultury (wywóz dzieł sztuki za granicę). Przedstawiciel ministerstwa obrazy obejrzał i wystawił zaświadczenie, że „nie przedstawiają wartości artystycznej”. Wystawa w Monachium miała wspaniałe recenzje w prasie kulturalnej kilku państw.
W kronice filmowej z czasów PRL pokazywano obrazy, Chagalla, Klee i Miro, jako przykłady „zwyrodnienia sztuki na Zachodzie”. Malarstwo Klee zresztą zostało uznane za „sztukę zdegenerowaną” w nazistowskich Niemczech.
Stanisław Jerzy Lec napisał kiedyś: Satyra, którą zrozumiał cenzor, słusznie jest niepublikowana.
A my mamy ministra Glińskiego…