01.02.2020
Rzadko się zdarza, by adaptacja filmowa dzieła literackiego była wyraźnie lepsza od pierwowzoru. Toteż z dużym apetytem na znakomitą lekturę rzuciłem się na „Śliską sprawę” Volkera Kutschera, na której motywach zrealizowano wyborny serial „Babylon Berlin”. Spodziewałem się nieskromnie, że moja wyobraźnia dostarczy mi satysfakcji jeszcze większej, niż ekran telewizora.
Rezultaty były zaskakujące.
Ale najpierw kilka słów o serialu, którego drugi sezon właśnie zaczął się w HBO.
Pierwszy sezon był oszałamiający. Z niebywałym pietyzmem i niesłychanym nakładem kosztów odtworzono w nim realia Berlina z roku 1929. Ale nie tylko o te zatykające dech w piersiach realia chodzi: najważniejsza jest znakomicie oddana atmosfera dekadencji miasta w tym czasie i delikatnie zarysowany świt hitleryzmu. Gdy dodamy do tego rewelacyjną grę aktorów, wspaniale przenikające się liczne wątki skomplikowanej akcji i genialną oprawę muzyczną — otrzymamy arcydzieło. Jestem w tej opinii zgodny z licznymi krytykami.
Dla zachęty — jeśli ktoś nie widział — fragment pierwszego sezonu. Severija Janusauskaite, litewska aktorka, odtwarzająca w sezonie pierwszym serialu jedną z kluczowych postaci, „białą” arystokratkę rosyjską, Sorokinę, śpiewa wspaniałą piosenkę, stanowiącą główny motyw muzyczny dzieła.
A oto główni bohaterowie: komisarz policji Gereon Rath (Volker Bruch)

oraz przesympatyczna (mocno niejednoznaczna z wielu względów) jego pomocnica Charlotte Ritter. Rewelacyjnie zagrała ją Liv Lisa Fries.

Z pewnych względów – o których niżej – proszę obejrzeć jeszcze postać drugoplanową. To odtwarzany przez Ernsta Stötznera generał major Seegers

Serial zdobył dotychczas 22 poważne nagrody i 10 nominacji. W internetowej bazie IMDB ma wysoką ocenę 8,4 (na 10). Myślę, że to — wraz z moją rekomendacją — wystarczy, by ci z czytelników, którym ten wybitny film umknął, spróbowali go odnaleźć. Jest dostępny w HBO GO.
Tamże do obejrzenia (na dziś) pierwsze cztery odcinki sezonu 2 (IMDB donosi o zaawansowanych pracach nad dwoma kolejnymi sezonami). Sądząc po nich, autorzy przesunęli punkt ciężkości opowieści z mrocznej historii zdemoralizowanego jedynego w swoim rodzaju miasta Europy na wątek kryminalno-polityczny – ale mogę się mylić. Gdyby tak było, nie byłbym zachwycony. Ale realia zostały, bohaterowie też; nie uprzedzajmy zatem wypadków. Tak czy tak, co piątek wieczorem kanał HBO będzie we mnie miał widza.
Wracamy jednak do książki, która zainspirowała twórców serialu. Urodzony w 1962 roku dziennikarz Volker Kuscher napisał dotychczas osiem tomów opowieści o komisarzu Rathu i jego uroczej asystentce. Na polskim rynku ukazuje się właśnie nakładem WAB pierwszy z nich, „Śliska sprawa”. Zachwycony serialem nabyłem książkę natychmiast, rzuciłem się do lektury i… patrz tytuł. Niestety, z co najmniej dwóch powodów odradzam branie tej książki do ręki.
Pierwszy powód wskazałem na samym początku: w porównaniu z pierwszym sezonem serialu jest to dość umiarkowanej jakości konwencjonalna powieść kryminalna. Film jest o kilka klas lepszy, warsztatowo i intelektualnie. Formalnie osadzona w realiach epoki, w żaden sposób książka nie oddaje genialnie pokazanej na ekranie mrocznej atmosfery ówczesnego Berlina. Bohaterowie też są inni: niby ci sami, ale o nieco innej (dużo prostszej i jednoznacznej w książce niż w filmie) biografii. W filmie skomplikowano akcję, pokazano ja wielowątkowo, zachowując przy tym przejrzystość kompozycji i logikę wydarzeń; w książce jest to wszystko jakieś jednowymiarowe, płaskie i przedstawione wyłącznie z punktu widzenia głównego bohatera. Można byłoby przeczytać, naturalnie; ale satysfakcja z lektury byłaby umiarkowana.
Liczba stron: 592
Język: polski
ISBN: 9788328064188
Tłumacz: Anna Kierejewska
Wydawnictwo: W.A.B.
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Nie jest jednak nawet umiarkowana. Niestety, wydawnictwo wyraźnie spiesząc się, by zdążyć z drukiem na drugi sezon serialu, zadbało, zdaje się, wyłącznie o jakość… papieru. Niby książka ma tłumacza, redaktora i korektora – ale doprawdy nie wiem, za co oni wzięli pieniądze. Książka jest przetłumaczona fatalnie; polszczyzna tłumaczki, delikatnie mówiąc, nie powala (a redaktor i korektor mają w tym efekcie swój niechlubny udział), szczytem zaś wszystkiego są ośmieszające błędy. Tu wróćmy do wymienionej wyżej postaci generała Seegersa, trzykrotnie przedstawionego w książce jako… major generalny, zamiast generała majora. Odmiana zaś rosyjskiego nazwiska Sorokin (patrz wyżej piosenka)…
Szkoda gadać, pani się nazywa po polsku Sorokina, nie Sorokinowa, skarby zaś rodziny są skarbami Sorokinych, nie Sorokinowów; starczy tych dwóch przykładów braku erudycji i zwykłego niechlujstwa, żeby całość uznać za nędzną pośpiesznie robioną chałturę. Dlatego nie mam zamiaru przytaczać żadnych dalszych zdań, które mi w lekturze potwornie przeszkadzały swoją nieporadnością stylistyczną, a niekiedy anachronizmem: dialogi sprzed 90 lat oddane młodzieżową polszczyzną roku 2020, to co najmniej nieporozumienie.
W sumie: serial trzy razy głośne TAK, książka – achtung, chała.
Bogdan Miś


Panie Bogdanie ! Podzielam pańską opinie na temat tego serialu …Najdroższego w historii niemieckiej TV.Mała uwaga , polskie HBO jako sezon 1 prezentuje 16 odcinków… Na Blu Ray i DVD ukazało się pierwsze 8 odcinków jako sezon 1 , a kolejne 8 jako sezon 2… czyli prezentowany obecnie sezon jest sezonem 3…
https://www.blu-ray.com/movies/Babylon-Berlin-Collection-Staffel-1-and-2-Blu-ray/211582
Zgadzam się z Panem Misiem i Panem Yac Minem w ocenie serialu, książki nie przeczytam. Wydaje mi się jednak, że film lepszy od literackiego pierwowzoru to wcale nie tak rzadkie zjawisko, jak sugeruje redaktor. Przykład pierwszy z brzegu to „Nocny kowboj” w reżyserii Schlesingera, ciekawszy od powieści Herlihy’ego. A z naszego podwórka to serial „Boża podszewka” Cywińskiej, zdecydowanie górujący nad książkami Lubkiewicz-Urbanowicz.
Mam pewne wątpliwości,po obejrzeniu piosenki.Przedwojenni goście restauracji słuchali piosenek siedząc i sącząc napoje/vide „Kabaret”/.Zaprezentowane tu „gibalstwo”to wynalazek lat pięćdziesiątych.
Pewno pan ma rację; z dokładnością do tego, że oglądamy w filmie modną wówczas knajpę dancingową (była taka). Tylko, po pierwsze, co to ma za znaczenie? Serial nie jest filmem dokumentalno-etnograficznym, ale fabularnym, w którym efekt artystyczny jest najważniejszy. Być może, kobiety w 1929 roku w Berlinie nosiły też akurat loczek w lewo, a nie w prawo; i co z tego? Ważne, że scena robi wrażenie emocjonalne, które prawdziwie oddaje atmosferę nabrzmiałego zbiorowego erotyzmu, o którą zapewne twórcom chodziło. Po drugie, ja nie o tym — tylko o niechlujstwie translatorskim i językowym wydawcy książki…