Marek Jastrząb: Wybrańcy narodu, czyli nasz kielich goryczy5 min czytania

()

04.02.2020

Każdy, kto interesuje się polityką, z niepokojem śledzi rozwój wydarzeń. A my, pomalutku, rozważnie i dyplomatycznie, idziemy do tyłu; pomijając frazes o tym, że siedzimy na beczce prochu (a dokolusia targają nami kataklizmy i zewsząd słychać nadciągający tupot zagrożeń), jesteśmy z siebie zadowoleni. Cieszy nas widok zadymionych miast i staramy się robić wszystko, by smog dotarł na wieś.

Podczas gdy pozostałe państwa UE spieszą się, by jak najprędzej zapobiec szkodom wywoływanym przez ruchawki klimatyczne i zobowiązując się do likwidacji zagrożeń związanych z atmosferycznym ociepleniem, dążą do wyraźnej poprawy obecnego stanu w ciągu trzydziestu lat, my, twardo i wbrew rozsądkowi, wywalczyliśmy sobie ulgę pozwalającą przedłużyć ten czas o dwadzieścia wiosenek.

Choć ze wszystkich stron dopadają nas zmiany na gorsze i przed oczyma bujają się widma klimatycznych klęsk, choć burza huczy wkoło nas, rozszerzająca się lista punktów zapalnych, ognisk potencjalnych konfliktów, nie wywiera na nas wrażenia. Nie martwi nas powiększająca się powierzchnia (porównywalna z obszarem Polski) pływającego po oceanie śmietnika plastikowych odpadów.

Nie robi na nas wrażenia. Przeciwnie: uwzięliśmy się twierdzić, że sprowadzanie do Polski wszelkiego rodzaju odpadów, w tym toksycznych, jest wyśmienitym interesem. Tak jak rezygnacja z węgla produkcji krajowej kosztem sprowadzania go z krajów przybocznych pomaga naszym górnikom.

*

Pamiętamy Dolinę Rospudy i zagrożenia wynikające dla przyrody poprzez planowaną budowę obwodnicy Augustowa? Te zapiekłe dyskusje w obronie rezerwatu przyrody? Pamiętamy, ile czasu zajęło, by udało się zrezygnować z dewastowania unikalnego krajobrazu? Dopiero presja pod postacią finansowych kar nałożonych przez UE wymogła na rządzie ustępstwo.

Ile czasu zajęło naprawianie szkód w transplantologii wynikłych z oszczerstwa rzuconego na znanego lekarza? Dopiero wyrok sądowy zmusił Zbigniewa Ziobro do jego przeprosin i zakończenia nieuzasadnionej nagonki.

A przecież było to nie tak dawno, bo za czasów pierwszego podejścia PiS-u do rządzenia. A przecież już wtedy rzeczywistość udowodniła, że wśród tego ugrupowania znajdują się barbarzyńcy. Degeneraci gotowi spełniać chore wizje: chociażby wbrew społeczeństwu.

Wspierani przez Andrzeja Leppera i jego bandę zadymiarzy z Samoobrony, popierani przez idące u ich boku partie byłego prezesa Ligi Polskich Rodzin, i jego zaczepne hordy Młodzieży Wszechpolskiej, Romana Giertycha, teraz szanowanego krytyka PiS-u, kreatury te na szczęście krótko, bo zaledwie trzy lata, psuły Polskę.

Lecz zanim przeminęli, zostawili po sobie ślad w postaci utrwalenia nowych obyczajów: ustami wybrańca narodu Andrzeja Leppera zapowiedzieli, że: w sejmie wersal się skończył. I było to proroctwo spełniane przez (np.) gwarowe jazgoty Krystyny Pawłowicz lub szydliwe wypowiedzi komunistycznego prokuratora Piotrowicza.

PiS, w odróżnieniu od wyborców, wyciągnął nauki z przegranej, obrał więc inną taktykę sprawowania władzy. Pierwsza odsłona jego panowania było to zaledwie nieśmiałe preludium; stwierdził, że tylko większościowe rządy gwarantują ich długotrwałość. A także ich bezkarność. I do osiągnięcia tego stanu dążył.

Po ośmiu latach opozycyjnej poniewierki PiS wygrał ponownie i ujrzał się w komfortowej sytuacji: kontrolował parlament i dyktował mu warunki bez oglądania się na rozbitą opozycję. A przy poparciu swojego prezydenta mógł bez przeszkód kontynuować demontaż Polski i przy sposobności pokrzepić się finansowo. Tym razem z większym impetem, bo pod zakłamanym pozorem jej naprawy. Tym razem stosując taktykę całkowitego ignorowania przeciwników.

Służyły temu nocne obrady Sejmu RP, ekspresowe uchwalanie własnych ustaw bez zapoznania opozycji z ich zawartością, niedopuszczanie posłów do dyskusji nad nimi.

Na pierwszy ogień poszła Konstytucja. Lecz żeby się do niej dobrać i rozwalić ją, należało stworzyć wokół niej odpowiednią atmosferę: sprawić by prosty obywatel uwierzył w nerwowy klimat niejasności wobec jej prawnych zapisów. By zaczął wątpić w jej sensowność.

Następnym kolcem w oku było za bardzo autonomiczne sądownictwo. Pod PiS-owskim obcasem znalazły się trybunały ocenione przez rządzących jako instytucje podejrzane, bo aż nazbyt uzależnione od niezawisłości. Jak też zanadto narowiste oazy prawa wtykające jurystyczne nochale w kolejne hochsztaplerki na zamówienie i utrudniające pomyślny rozwój srebrnych szwindli.

Wierzgające prawo należało tak udoskonalić, by można było dowolnie naginać je do szachrajskich wymagań wiodącej partii. By ludzie pokroju Zbigniewa Ziobry już nigdy nie byli posądzeni o jego łamanie. By było na tyle elastyczne, aby uniemożliwić popełnianie wpadek popełnianych za czasów pierwszego rządzenia i zalegalizować je tak, by nie zdarzały się kary finansowe i reprymendy ze strony UE. Jak w przypadku durnego wycinania drzew Puszczy Białowieskiej.

Dotąd jesteśmy sfrustrowanymi świadkami ulepszania prawa. Jesteśmy więc obserwatorami własnej bezradności. Gdyż kłótliwa opozycja, nie potrafi zająć zdecydowanego stanowiska; zamiast przestać bawić się w akademickie spory o ilości glutów na księżycu, zamiast wygłaszać kunsztowne dysertacje na temat podłego losu, jaki PiS zgotował Polsce, powinna nareszcie i ostatecznie odstawić jałowe przekonywanie troglodytów do techniki. Porzucić finezyjne i górnolotne apele do ich zbutwiałych sumień, logiczne wywody uzbrojone w setki argumentów, wsparte międzynarodowymi autorytetami. Zaniechać przemów do nierozgarniętych ludzi, bo te subtelne oracje nie trafiają do celu.

Marek Jastrząb

Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

źródła obrazu

  • jastrzab: BM