Krzysztof Łoziński: Jakiej Polski chcę, część kolejna

10.02.2020

Szanowni Czytelnicy: kończę przygotowywać do druku książkę, której częścią będzie blok tekstów pod wspólnym tytułem „Jakiej Polski chcę”. Chodzi o to, że nawet w najburzliwszych czasach, ktoś musi myśleć o przyszłości.

Dziś prezentuję Państwu rozdział o mediach:

Media

Od kilkunastu lat ostrzegałem, że samo istnienie mediów państwowych, dla niepoznaki nazywanych „publicznymi”, jest niebezpieczne dla demokracji. Media te, po niemal każdej zmianie ekipy rządzącej, są zawłaszczane i służą propagandzie władzy. Nigdy jednak ta propaganda nie była tak kłamliwa i tak bezczelna, jak obecnie. Tak zwane „media publiczne” stały się istotnym narzędziem przeprowadzania zamachu stanu.

Słyszałem jako kontrargument, że w innych krajach też są media publiczne. Argument, że mamy coś robić, bo w innych krajach też tak robią, jest, nawiasem mówiąc, kuriozalny. To tak jakby argumentować, że mam bić żonę, bo niektórzy inni biją.

Nie zauważono przy tym, że w paru innych krajach, podobne jak obecnie u nas, zawłaszczenie mediów też miało miejsce i z podobnym skutkiem (Węgry, Turcja, Białoruś, Rosja…).

W Polsce cała konstrukcja telewizji i radia publicznego przypomina piramidę absurdu. Media te stały się podajnikiem trucizny i jadu za pieniądze obywateli.

TVP S.A. jest spółką giełdową, przedsiębiorstwem, a nie instytucją państwa (przynajmniej teoretyczne). Na rzecz tej spółki państwo ustanowiło „abonament”, parapodatek, płatność przymusową, której kryterium należności nie jest konsumowanie dostarczanej przez tę spółkę usługi, tylko posiadanie telewizora. To tak jakby kazać wszystkim kierowcom płacić za benzynę, nawet gdy jej nie tankują, na podstawie tego, że samochód ma opony.

Opiszmy to po kolei:

Ja, obywatel, nie zawierałem z TVP S.A. żadnej umowy. Nie zamawiałem dostarczania mi usługi w postaci produktu tej spółki, czyli programu TVP.

TVP S.A. nie wystawiła mi żadnej faktury za swoje usługi, nie przysłała mi żadnego wezwania do zapłaty, nie wystąpiła do sądu o zapłatę i nie uzyskała żadnego nakazu zapłaty.

Jaki jest wiec tytuł egzekucji? Żaden.

No to inaczej, potraktujmy ten „abonament” jako podatek. Już na początku mamy pierwszą sprzeczność. Abonament jest z definicji dobrowolną opłatą za prawo do korzystania z czegoś. Ta konstrukcja prawna wprowadza nowy byt: abonament przymusowy. W normalnym świecie abonament się wykupuje, zawierając umowę. Co więcej, umowę można wypowiedzieć.

Z drugiej strony mamy kolejny absurd: podatek na rzecz przedsiębiorstwa pobierany przez państwo. Zasilania przedsiębiorstw z podatków zabrania prawo unijne. Wprawdzie Konstytucja w Art. 217. mówi: „Nakładanie podatków, innych danin publicznych, określanie podmiotów, przedmiotów opodatkowania i stawek podatkowych, a także zasad przyznawania ulg i umorzeń oraz kategorii podmiotów zwolnionych od podatków następuje w drodze ustawy”, ale artykuł ten znajduje się w rozdziale X zatytułowanym „Finanse publiczne”. Pojawia się pytanie, czy spółka giełdowa TVP S.A. to finanse publiczne? Coś to się kupy nie trzyma. To raczej przedsiębiorstwo.

Co więcej, skoro jest to spółka giełdowa, to nawet nie można uznać jej za przedsiębiorstwo państwowe, bo akcje mogą mieć także podmioty prywatne. Finansowanie z podatku prywatnych udziałowców?

Ale absurdów jest więcej. Egzekucją tego podatku nie zajmuje się Urząd Skarbowy, tylko Poczta Polska. Przedsiębiorstwo zajmuje się pobieraniem podatku? W dodatku to przedsiębiorstwo dostało uprawnienia komornika.

Proszę państwa, to już jest tragikomedia. Przedsiębiorstwo (poczta) pobiera opłatę za abonament, którego nie wykupiłem, na podstawie umowy, której nie było i wypowiedzieć jej nie mogę, za usługę, której nie konsumuję i konsumować nie zamierzam. W dodatku to przedsiębiorstwo ma uprawnienia komornika, bez nakazu zapłaty, ma uprawnienia policji lub prokuratora, bo może dokonać przeszukania w moim domu bez nakazu sądowego, w sprawie, której nie ma. To przedsiębiorstwo ma uprawnienia Sądu Najwyższego, bo może nakładać na mnie kary, od których nie mogę się odwołać. Co więcej, podstawą do karania mnie nie jest konsumowanie usługi, lecz posiadanie przedmiotu (telewizora). To tak, jakby pobierać od kogoś mandaty za wykroczenia drogowe na zasadzie tego, że ma samochód, a czy jeździł, nie ma znaczenia. Zupełnie jak w góralskim dowcipie: – proszę mnie sądzić za gwałt, bo oprzyrządowanie też mam.

Proszę Państwa, tego potworka nie stworzyła komuna ani PiS. Stworzyły go nasze „solidarnościowe” pierwsze rządy wolnej Polski.

Moim zdaniem, po obaleniu tego zamachu stanu, który się obecnie dokonuje, media „publiczne” należy zlikwidować, lub sprywatyzować po podzieleniu na mniejsze kawałki, bacząc, by nabywcy nie byli wszyscy z jednej bajki.

Ale to jeszcze mało. Powinno się dokonać istotnej zmiany w Konstytucji – wprowadzić zakaz posiadania przez państwo jakichkolwiek udziałów w mediach. Państwo powinno mieć prawo wydawania tylko oficjalnych biuletynów, takich jak Dziennik Ustaw i biuletyny resortowe, a napisanie w nich nieprawdy powinno być traktowane jak potwierdzenie nieprawdy w dokumencie, czyli powinno być karalne. Bo te biuletyny powinny służyć wyłącznie publikowaniu aktów prawnych i komunikatów. Zero publicystyki.

A co do pozostałych mediów, potrzebny jest konstytucyjny zakaz określania przez państwo, kto może być ich właścicielem, redaktorem naczelnym, a zwłaszcza tego, kto może być dziennikarzem.

Mój projekt ustawy o prawie prasowym jest prosty:

1. Każdy wolny obywatel lub inna prywatna osoba prawna, ma prawo założyć gazetę (radio, telewizję) jaką chce;

2. Wydawca może publikować w swoich mediach treści, jakie chce, a jedynym ograniczeniem może być nienaruszanie prawa (prawo autorskie, dobra osobiste, niepropagowanie faszyzmu lub komunizmu, nie wzywanie do przemocy, lub dyskryminacji);

3. Wydawca może zatrudniać w swoich mediach kogo chce, na warunkach zgodnych jedynie z prawem pracy;

4. Zabrania się wszelkich form cenzury prewencyjnej;

5. Rejestracja tytułu prasowego w sądzie służy jedynie do ochrony praw do tytułu i nie jest obowiązkowa;

6. Dziennikarzem jest każdy, kto stale lub doraźnie tworzy materiały prasowe;

7. Odbieranie treści lub materiałów prasowych (także radiowych, telewizyjnych lub elektronicznych) nie może być obowiązkowe ani opodatkowane.

Utrzymałbym jeszcze dzisiejszy Art. 12. 1. prawa prasowego, mówiący o tym, że dziennikarz ma obowiązek sprawdzić zgodność z prawdą podawanych informacji, lub podać źródło.

Zapytacie zapewne: A co z tajemnicą państwową? Odpowiem tak: zadaniem dziennikarza jest zdobywanie informacji, a jeśli państwo (lub inna instytucja) ma tajemnice, to niech ich pilnuje.

I to by było na tyle.

Krzysztof Łoziński

B. przewodniczący KOD

Fizyk, alpinista, mistrz sztuk walki. A także dziennikarz i działacz polityczny.

Autor o sobie

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com