Marcin Makowiecki: Domowe obserwatorium epidemii (3)

01.05.2020

W sieci krąży kopia listu prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego do prezesa TVP Macieja Łopińskiego. Zawiera wytyczne, jaką linię propagandową mają mieć programy Telewizji Polskiej. W pierwszej chwili sądziłem, że list to fałszywka, ale przypuszczenie, że jest to jednak autentyk, uwiarygodniała bieżąca zawartość programów TVP, zwłaszcza informacyjnych – TVP Info i Wiadomości – oraz tzw. przekazu dnia dla pisowskich aktywistów.

W końcu okazało się, że to rzeczywiście fałszywka, ale treść jej idealnie opisuje sytuację. Dlatego warto o tym jednak pomyśleć.

Na początku rzekomego listu jest informacja, że „izolacja społeczna” utrzyma się przez następne trzy miesiące. Wobec tego „długoterminowy plan przekazu informacji jest o krytycznym znaczeniu”.

Przechodzimy do szczegółów.

Najwyższy priorytet to „podkreślanie osiągnięć rządu, a w szczególności Ministra Zdrowia dla ratowania zdrowia społeczeństwa.(…) Stabilność i bezpieczeństwo kraju w osobie funkcjonującego prezydenta. Groźna sytuacja wymaga odważnych i niezbędnych decyzji, nawet jeśli wykracza poza literę prawa.”

Kolejna wytyczna odnosi się do relacji z Unią Europejską i zawiera zarówno ich ocenę, jak i postulowany kierunek propagandy. Czytam w podrobionym liście: „Obojętność Unii wobec dramatycznej sytuacji ekonomicznej i zdrowotnej Polski. Rewizja naszych relacji będzie obarczona konsekwencjami. Decyzje w tej sprawie będą nieuniknione po zakończeniu kryzysu”.

Potrzebna jest społeczeństwu ocena (oczywiście, pozytywna — M.) decyzji władz. „Zamknięcie granic zahamowało katastrofę mającą miejsce w pozostałych krajach. Niskie statystyki w Polsce są tego dowodem. Wirus zaatakował od zachodu. Blokada granic na dłuższy okres uchroni nas od odpływu ludzi z rynku pracy. (Rząd ogłosił odblokowanie od 4 maja, ruchu przygranicznego od Zachodu i Południa – M.). Epidemia pojednała Polaków, umocniła rodziny, dała poczucie bezpieczeństwa, przynależności i jedności narodowej. Opozycja nie godzi się z taką racją stanu”.

PiS jest zdeterminowane, aby kontynuować „dobrą zmianę” w sądownictwie i w całym systemie wymiaru sprawiedliwości, mimo oporu w kraju i poważnego konfliktu z organami UE. W liście-falsyfikacie znajdujemy więc zalecenie dla TVP: „Dalsze wzmocnienie reformy systemu prawnego jest naszym priorytetem. Odstąpienie choćby na krok zburzy dokonania ostatnich lat.

Czy wróciliśmy już do modelu PRL, kiedy mediami — prasą, radiem i telewizją — rządzili tacy ludzie jak Stefan Olszowski, Artur Starewicz czy Jerzy Łukaszewicz?

Każda siła polityczna sprawująca władzę ma prawo do przekazywania w mediach informacji dotyczących jej programów politycznych, podejmowanych decyzji, planów na przyszłość… Ale w systemie demokratycznym, jest zobowiązana do przestrzegania nienaruszalnych zasad. Nie może kłamać, wywoływać publikacjami konfliktów na tle etnicznym i obyczajowym. A już na pewno nie wolno jej zawłaszczać mediów publicznych, które muszą służyć całemu społeczeństwu.

Dziś media te stały się de facto własnością PiS. Dla podkreślenia ich politycznego charakteru zmieniono im nawet nazwę: na narodowe. A w istocie służą wyłącznie PiS, partii sprawującej władzę. Dlatego prezes lub inny funkcjonariusz, może wprost wydawać polecenia i wpływać na treść programów TVP i audycji publicznego radia.

Telewizja w polityce PiS ma miejsce szczególne. Tak ważne, że otrzymuje solidne wsparcie finansowe z budżetu państwa. W tym roku prawie 2 mld zł mimo protestów społecznych. Przypomnijmy, że jedną z pierwszych decyzji PiS po zdobyciu władzy (w pierwszym i drugim przypadku) było przejęcie telewizji i wprowadzenie do niej swoich ludzi. Opozycja organizowała protesty, manifestacje – PiS robiło swoje. A podatnicy płacą abonament, choć coraz mniej chętnie.

Propaganda telewizyjna w wydaniu PiS ma przede wszystkim chwalić władzę i jej słuszne decyzje. I przykrywać to, co dla niej niekorzystne: afery, niekompetencję władz, konflikty z UE i sąsiadami, porażki w polityce zagranicznej, walkę z wolnymi sądami i niezależnymi sędziami. Słowem wszystko to, co złego przyniosła „dobra zmiana”.

Czyli — choć krążący po Sieci dokument formalnie jest dość zręcznym fotomontażem, to wiernie oddaje rzeczywistość. Każdy to widzi.

Marcin Makowiecki

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com