Nadzieja w beznadziei

16.05.2020

Pod niebem wirusa wracam do dawno przeczytanych książek. Dzisiaj w nocy była świetnie przetłumaczona przez mojego zmarłego przyjaciela, Andrzeja Drawicza, opowieść o życiu (1891-1938) zakatowanego w sowieckich łagrach genialnego poety Osipa Mandelsztama, napisana przez jego żonę, Nadieżdę, która przeżyła go o 42 lata. Tytuł książki „Nadzieja w beznadziei”.

„Pewna jestem jednego”, pisze Nadieżda o wczesnych wierszach O.M. (tak go nazywa w książce), „jego poezja wyprzedziła swój czas, system wciąż werbował swoich adeptów; słychać było glosy oświadczające, że tysiącletniemu państwu nie będzie końca. Pozostali tylko szeptali i wzdychali. Nikt ich nie słyszał, ponieważ ich nie potrzebowano; wiersz O.M.: naszych słów nie słychać o dziesięć kroków, dokładnie przekazuje sytuację tych lat”. …

„Upłynie jeszcze wiele czasu, nim obliczymy koszty tego teoretycznego błędu i sprawdzimy, czy rzeczywiście ziemia kosztowała nas dziesięć niebios” (O.M.) i czy, zapłaciwszy niebiosami, istotnie otrzymaliśmy ziemię.

Sto lat później, pod tym samym niebem, pod którym „ludzie radzieccy” żyli w letargu utraconej wolności, w moim amerykańskim łóżku — czytelni, budzi mnie z letargu wolności wybujałej i dobrobytu — epidemia korony. Na początku myślałem o tym, jak o maskaradzie: pod maseczkami różnych kształtów, wzorów i kolorów, miliony ludzików, kryje swoje twarze. Teraz oglądając ich w telewizji, gdy zamaskowana Grażyna jest na zakupach, myślę: każdego dnia umrze ich 3 tysiące, więcej niż w nalocie na World Trade Center, tej wielkiej amerykańskiej tragedii, którą przeżyliśmy. Ale tamto trwało jeden dzień, a to? W nieskończoność?

I tak wraca : „Nadzieja w beznadziei” z jej pytaniem o cenę szczęścia na ziemi w dzisiejszym świecie, w którym okrutny reżym polityczny, zastąpiła okrutna natura. Czy zapłacimy za to tylko szczepionką? Czy może radykalną reformą naszego życia w beztroskim kapitalizmie? A może będzie to, przy pomocy high-tech, zbiorowa, permanentna, wirtualna samoobrona? Jak przeżyje demokracja, unikając Wielkiego Brata?

Na razie Grażyna jest w swoim świecie, ja w swoim. Z Holokaustu i powojennego PRL świat niewoli jest mi bardziej znany niż jej. Wkładając do piecyka brytfankę z nowym ciastem na chleb, Grażyna liczy na moją umiejętność zamiany beznadziei na nadzieję. Łączy nas nostalgiczna płyta pod nazwą „Piosenki biesiadne”, którą piekareczka w kółko odgrywa w kuchni. Było już „Pije Kuba do Jakuba”, teraz leci: „Jedna baba drugiej babie wsadziła raz w dupę grabie”.

Nie dajemy się.

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com