Marek Jastrząb: Naród

28.05.2020

Opanowały nas ćwoki o bezobjawowym sumieniu. Wystarczy być sympatykiem aborcyjnych poczynań lub rzec nieprawomyślne zdanie na temat sądów, by wyjść na opozycyjnego bęcwała i narazić się na bluzgające pouczenia.

Choć są w stanie przedśmiertnym i obserwujemy ich rozpaczliwe konwulsje, to cały czas knują. Jeszcze, pocieszamy się płaczliwie. Jeszcze, krzepimy się myślą, że ich siły są na wyczerpaniu, bo coraz słabiej i z mniejszą pewnością, bronią się przed zarzutami.

*

Nie umiem przestać pytać, dlaczego wciąż dyrygują nami chore kanalie? Kto pozwala im grać na naszych nosach? Po jakie licho słuchamy nadal? Czemu myślimy o nich poważnie? Jak i kiedy to się stało, że mając przed sobą kolejną szansę, znowu zgubiliśmy ZŁOTY RÓG?

Lecz zadając te pytania, wiem, że odpowiedź jest kolejnym złudzeniem. Balsamem dla naszych wnuków raczej niż dla takich jak ja.

*

Nie byłoby dzielenia kraju na wrogów i ubogich duchem, gdyby na początku istnienia RP przeprowadzono rzetelną lustrację. Lecz jako naród jednoczący się tylko wówczas, gdy dopada go widoczek pustej michy, zadowalamy się utyskiwaniem na garbaty los.

Nie mogę wyjść ze zdumienia, że są jeszcze ludzie umiejący tęsknić za poprzednim ustrojem. Niełatwo przychodzi mi zrozumieć, jak mógł się im podobać; co w nim było takiego fascynującego, poza tym, że byliśmy młodzi? Nie kapuję, po co te ciągłe narzekania, wspominania, nostalgie i frustracje? Twierdzę, że skoro zrezygnowaliśmy z przywar poprzedniego ustroju, to nie po to, by do niego wracać.

avatar

Marek Jastrząb

Pisarz, publicysta

Zbiór publicystyki Autora w Bibliotece Studia Opinii

do pobrania w formacie pdf

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com