09.06.2020

Na początku maja 2020 roku ponad 1000 osób zaangażowanych w różnych organizacjach i mediach katolickich promujących wartości sprawiedliwości społecznej i upominających się o godność wszystkich ludzi, wystosowało list do biskupa Nowego Jorku, kardynała Timothy’ego Dolana, który wielokrotnie wyrażał publicznie swoje poparcie dla prezydenta Donalda Trumpa, nazywając go „najlepszym prezydentem” i „przyjacielem ludzi wierzących” z prośbą by nie tylko odwołał swoje poparcie dla Trumpa, ale by powiedział prawdę o tej prezydenturze.
Jak wiadomo, w swojej kampanii Trump zapewniał aktywistów pro-life, że tylko on może zagwarantować skuteczną realizację ich programów ochrony życia. Zdaniem działaczy społecznych polityka Trumpa nie jest „pro-life”, a wręcz przeciwnie, niszczy życie, zwłaszcza ludzi ubogich, emigrantów i dzisiaj po brutalnej śmierci George’a Floyda w Minneapolis również Afro-Amerykanów. Bo przecież nikt inny, ale właśnie Trump zachęcał policję do większej brutalności. Teraz rada miasta Minneapolis rozważa rozwiązanie w ogóle policji w jej obecnym kształcie.
Wracając do listu, którego pomysłodawcą był John Gehring, dyrektor katolickiego Programu Wiara i Życie Publiczne, a zwłaszcza analizując długi spis popierających go nazwisk, zwróćmy uwagę na fakt, że jest wśród nich uderzająco wiele sióstr zakonnych, zakonników i księży — jak też katolików świeckich. To właśnie ci sygnatariusze świadczą o żywotności amerykańskiego katolicyzmu, coraz bardziej zmęczonego przywódcami, którzy wyraźnie nie dorośli do wyznaczonej im przez Kościół roli. Muszę przyznać, że przebiegając tę długą listę, popierających jakże słuszny protest przeciw mieszaniu polityki do religii, zastanawiałem się, dlaczego w Polsce podobne umizgiwanie się niektórych księży i biskupów do obecnej, również destrukcyjnej społecznie władzy, nie budzi tak powszechnego sprzeciwu, jak w USA.
List jest krótki i jasny, właściwie oczywisty. Przypomina sprawy oczywiste, że żaden polityk w pełni nie odzwierciedla nauczania społecznego kościoła, jednak w przypadku Donalda Trumpa rozdźwięk pomiędzy jego poglądami a katolickimi wartościami jest wyjątkowo wyrazisty. Składa się z dwóch akapitów, których lektura może być szczególnie ważna dla polskiego katolika. Pomimo istniejących różnic między Polską a USA, poglądy Trumpa i Kaczyńskiego są zadziwiająco podobne. Obaj zresztą mają do religii podejście równie cyniczne i wykorzystują ją do celów politycznych.
Kardynał Dolan dał się nabrać na tę polityczną kalkulację, podobnie jak i większość polskich biskupów. I w jednym i drugim przypadku mamy do czynienia z pozorną ochroną życia, której głównym celem jest zdobycie i utrzymanie władzy politycznej. Sygnatariusze piszą do Dolana, wskazując: „
Twoje ostatnie rozmowy telefoniczne z prezydentem Trumpem i pojawienie się w telewizji Fox News wzbudziły wrażenie, że liderzy katoliccy popierają prezydenta, który podzielił rodziny imigrantów, neguje zmiany klimatyczne, pogłębia podziały rasowe i popiera politykę ekonomiczną, która szkodzi biednym. Polityka Trumpa nie ma nic wspólnego z ‘pro-life’. Proszę, mów prawdę władzy i powstrzymaj się od stwarzania choćby pozorów, że biskupi mają jakiś związek z popieraniem tej prezydentury.
W drugiej części autorzy listu są jeszcze bardziej zdecydowani w ocenie prezydentury Trumpa: „
Wyjątkowe okrucieństwo tego prezydenta i brak podstawowego szacunku dla ludzkiej godności muszą być zakwestionowane. Kiedy przywódcy religijni przywiązują większą wagę do władzy niż do zasad, ryzykują utratę czystości moralnej koniecznej do upominania polityków, by dążyli do dobra wspólnego. Wzywam cię i innych biskupów, byście pokazali, że jesteście zdolni do przywództwa, którego nasz kraj tak bardzo potrzebuje w tym trudnym czasie.
W tym kontekście budzi szacunek otwarty list polskich świeckich katolików, skierowany bezpośrednio do papieża Franciszka (szkoda, że nie ma u nas tak wyrazistego przywódcy, jak w przypadku katolików świeckich w USA). Katolicy oskarżają polskich biskupów o brak reakcji na pokazane w filmach Sekielskich i szeroko komentowane przypadki nie tylko krycia pedofilów w sutannach, ale wskazują na bezkarność samych pedofilów. Stwierdzają, że wyczerpali już wszystkie możliwości protestu, dlatego pojęli rozpaczliwą próbę umieszczenia płatnego ogłoszenia w poczytnym włoskim dzienniku „La Reppublica”, by zwrócić uwagę Franciszka na sytuację Kościoła w Polsce. Ten gest świadczy o trzech sprawach:
1. Nuncjusz nie działa.
2. Katolicy konfrontują się z wyższym duchowieństwem.
3. Są zdesperowani.
Oto tekst, który można znaleźć pod tym linkiem wraz z możliwością wpłaty na sfinansowanie płatnego ogłoszenia:
Wesprzyj publikację apelu do Papieża w sprawie tuszowania pedofilii w KK w Polsce!!! | zrzutka.pl
Są sytuacje, w których milczenie staje się równoznaczne z przyzwoleniem na zło. Jako wierni Kościoła Katolickiego nie możemy już dłużej milczeć. Nie możemy udawać, że nic się nie stało. Nie chcemy być, poprzez brak naszej reakcji, współsprawcami dalszego cierpienia naszych braci i sióstr, którzy padli…
Inicjatorzy zwracają się do innych katolików, prosząc o wsparcie:
Jeżeli nie ma w Tobie również zgody na zamiatanie spraw pod dywan, na obarczanie ofiar winą za dokonane krzywdy, na unikanie odpowiedzialności – przyłącz się do naszej akcji.
A oto powody, dla których zdecydowali się przejąć inicjatywę:
Brak zdecydowanej i jednoznacznej reakcji hierarchii kościelnej, w tym Kongregacji ds Biskupów, Kongregacji Nauki Wiary oraz całkowita bierność nuncjusza apostolskiego w Polsce i Episkopatu Polski, na doniesienia w sprawie udokumentowanych przewinień abp. Leszka Sławoja Głódzia, bp. Edwarda Janiaka, bp. Jana Tyrawy jest dla nas – wiernych powodem zgorszenia. Pisanie listów, petycji, protesty pod kuriami, spotkania z nuncjuszem nie przyniosły żadnych wymiernych skutków. Wyczerpaliśmy już wszystkie możliwe drogi formalne i nieformalne, a mimo to nie padło ani jedno: PRZEPRASZAM ze strony tych, którzy dopuścili się konkretnych zaniechań, tuszowali przypadki pedofilii lub przenosili z parafii na parafię księży oskarżonych o molestowanie nieletnich. Obojętność ze strony przedstawicieli Kościoła Katolickiego w Polsce oraz brak stanowczej reakcji Watykanu zmusza nas do podjęcia bardzo radykalnego kroku, jakim jest wystosowanie apelu do papieża Franciszka na łamach włoskich gazet.
Zdaniem pomysłodawców:
Wpłacając i podpisując się imieniem i nazwiskiem chcemy dać świadectwo, że w polskim społeczeństwie jest wiele osób, które stoją po stronie ofiar, chcemy pokazać, że jest wiele katoliczek i katolików, którzy głośno domagają się sprawiedliwości i zadośćuczynienia. Nie chcemy dłużej milczeć wobec niegodziwości niektórych i bierności większości pozostałych arcypasterzy. Głos wiernych — grupa zaangażowanych wiernych Kościoła Katolickiego w Polsce.
I tu lista konkretnych osób. Ciekaw jestem, czy tak, jak w przypadku inicjatywy katolików amerykańskich, zostanie ona wsparta również przez siostry zakonne, księży i wykładowców uczelni katolickich. No i sprawa najważniejsza: ilu katolików ten apel podpisze. W chwili, gdy kończę pisać ten tekst, jest ich 107.


Determinacja świeckich i odwaga katolickiego duchowieństwa (zwłaszcza zakonnic i szeregowych ksiezy) warte są uznania i szerokiego poparcia. Jednakże na głębszą refleksję (a tym bardziej na zmianę polityki) ze strony kościelnych purpuratów raczej bym nie liczyła.
Trump cynicznie wykorzystuje fiksację amerykańskich kościołów (i protestanckich, i katolickiego) na kwestii ustawowego ograniczenia dostępu do aborcji – do czego praktycznie została tu zredukowanana (od czasu pontyfikatu JP II) chrześcijańska idea “sprawiedliwości społecznej”.
Po tej też linii broni swego poparcia dla Trumpa kard. Dolan, perorując o “budowaniu mostów” między stronami w aborcyjnym pseudoproblemie. Dla wyjaśnienia: “mosty” budował kardynał podczas konferencji liderów KK, domagających się rządowej ochrony dla katolickiego szkolnictwa, tj.: dofinansowania oraz nieingerowania (sic!) w ograniczające dostęp do antykoncepcji polisy ubezpieczeń zdrowotnych.
A to cytat jego lamentu z “oblężonej (z prawa i z lewa) twierdzy”:
Pełna zgoda, klerykalizm to paraliżująca choroba, nie tylko konkretne zachowania, ale nawet myślenie. Z tym większą sympatia i podziwem patrzę na determinację pani Justyny Zorn, ktora najpierw zorganizowła protest przed kurią Głódzia, potem wybrała się do nieprzemakalnego na fakty nuncjusza Pennacchio, a teraz wpadła na pomysł by dotrzeć bezpośrednio fo Franciszka via jego ulubiony dziennika (rozmowy z założycielem La Repubblica Eugenio Scalfaro) przeszły do histororii. Mam nadzieję, że ten zdesperowany głos polskiej katoliczki dotrze do uszu papieża.
Mimo sceptycyzmu co do natychmiastowych rezultatów, całym sercem popieram wszelkie tego typu inicjatywy. Nie mam jednak złudzeń, że perswazją da się zmienić klerykalną mentalność. Jedyna skuteczna droga – jak pokazuje najnowsza historia Francji czy Irlandii – to odczuwalny dla kleru wymarsz wiernych z instytucjonalnego Kościoła. Przez co bynajmniej nie mam na uwadze aktów apostazji, zdając sobie sprawe z egzystencjalnie ważkiej potrzeby wiary i jej podtrzymywania w religijnej wspólnocie. Trzeba ją jednak zacząć tworzyć na nowo. Co w dzisiejszych realiach komunikacji społecznej, dających każdemu dostęp do kulturowego skarbca Tradycji – bez pośrednictwa „uczonych” w piśmie i w Piśmie – nie jest niemożliwe.
Ci świeccy katolicy to ciekawy gatunek. Są wysysani i dojeni, wiec się troskają, żeby dojarka była dobrze umyta. Fakt, ze jeden doi, a drugi daje mleko, uznają za najzupełniej naturalny. Jakoś im nie przychodzi do głowy, ze tak długo ktoś jest krową, jak długo podstawia wymiona do wydojenia.
Udało się, na dwa dni przed zakończenie zbiórki pieniędzy na płatne ogłoszenie na koncie znalazło się 36 795 zł z potrzebnych 40 000 zł, a to oznacza, że 29 czerwca papież Franciszek przeczyta płatne ogłoszenie na temat zarówno tuszowania pedofilii w polskim kościele katolickim jak i o bezczynności nuncjusza. La Repubblica to jego ulubiona gazeta włoska więc pewnie nie przeoczy dużego ogłoszenia. Moim zdaniem te pieniądze można by wykorzystać na lepszy cel, ale skoro nic innego biskupów nie rusza to może takie akcje wpłynął na politykę Watykanu wobec polskich książąt kościelnych.
Za dwadzieścia lat jakiś dziennikarz będzie zadawał pytania „wiedział, nie wiedział, kto go oszukał, który sekretarz tego dnia mu nie położył gazety na biurku…”.