Stanisław Obirek: Myślenie bezgraniczne

Czyli jak uwolnić się od klątwy dogmatyzmu

Właśnie skończyłem lekturę książki prowokującej, i to nie tylko tytułem. Jej zawartość stawia na głowie wiele rzeczy, które do tej pory wydawały mi się dość spokojnie poukładane. Po lekturze Klątwy Parmenidesa widzę, że szereg spraw muszę ułożyć na nowo. Ale o tym za chwilę.

Przypomnę tylko, że o prozatorskim debiucie Tadeusza Bartosia Mnich. Historia życia, którego nie było, pisałem rok temu, wskazując pewne analogie z Umberto Eco. Dzisiaj okazją jest kolejna książka Bartosia, wpisująca się w serię jego książek filozoficznych; przede wszystkim tych poświęcone Aquinacie: Tomasza z Akwinu teoria miłości. Studium nad Komentarzem do księgi „O imionach Bożych” Pseudo-Dionizego Areopagity oraz Metafizyczny pejzaż. Świat według Tomasza z Akwinu. Ale być może najważniejsze jest nawiązanie do trzeciej z kolei książki pokazującej Tomasza z Akwinu w zupełnie nowym świetle. Chodzi oczywiście o Koniec prawdy absolutnej. Tomasz z Akwinu w epoce późnej nowoczesności.

W Mnichu wyraźny był patronat Fryderyka Nietzschego, zwłaszcza w ostrych diatrybach przeciw chrześcijaństwu jako religii przeciwnej życiu. Najbardziej zastanowiło mnie radykalne stwierdzenie, że :

Katolicyzm jest religią śmierci, drogą zbliżenia się do śmierci, pozbawienia życia, w której jedni biegną szybciej, a drudzy wloką się niemiłosiernie, oddając przysługi naturze, jej prokreacyjnym prawom. Katolicyzm jest pełną przemocy gnostycką sektą. Jest satanizmem.

Klątwie Parmenidesa takich zdziwień jest więcej, ale kluczowe wydaje się twierdzenie, że chrześcijaństwo jest „prawzorem postprawdy”. Niezależnie od tego, jak bardzo kontrintuicyjna to konstatacja (wszak jesteśmy przyzwyczajeni do myślenia o tej religii jako drodze ku Prawdzie i to koniecznie dużą literą), brzmi wyjątkowo trafnie. Wystarczy przypomnieć, że to właśnie ta religia na przestrzeni wieków uczyniła z ortodoksji (a więc ze strategii wyciszania racji uznanych za heretyckie) swoją główną rację istnienia, budząc nie tylko intelektualny popłoch, ale i bardzo wymierne szkody dla wolności intelektualnej próby zrozumienia złożoności świata.

W każdym razie w Klątwie Parmenidesa Bartoś wraca na grunt filozoficznego namysłu, na którym czuje się chyba lepiej zadomowiony niż w literackiej fikcji. Tutaj owszem Nietzsche nadal się pojawia, ale na innych zasadach. Nie jest głównym punktem odniesienia, jak to było w Mnichu, ale jest jednym z wielu uczestników debaty, filozoficznej biesiady. I nie on rozdaje karty. Role głównych adwersarzy przyjmują na siebie, obok tytułowego Parmenidesa, Platon, Tomasz z Akwinu i Heidegger.

Mam wrażenie, że Tadeusz Bartoś znalazł swój własny tembr filozoficzny. Melodię, która odpowiada jego filozoficznemu temperamentowi. To kwestionowanie, nicowanie, nieustanne zadawanie pytań wcale nie oczywistych, a wszystko po to, by dowiedzieć się — jak to właściwie jest z tym naszym istniejącym bytem, poznającą świadomością.

To grząski grunt, ruchome piaski, płynna umykająca rzeczywistość.

No więc już widzę oczyma wyobraźni diagnozę oburzonych esencjalistów chrześcijańskich: skrajny relatywizm, bezczelność i brak szacunku dla uznanych autorytetów i oczywiście niechęć do Prawdy, pisanej oczywiście dużą literą. Ale chyba to nie jest tak.

Bartoś pyta, by się dowiedzieć, ale też, by po drodze przebić wiele nadmuchanych przez tradycję, a raczej przez jej dyletanckich epigonów, balonów filozoficznych. Robi to z wyjątkową gracją, choć nie stroni od kolokwializmów, a nawet odniesień zgoła niefilozoficznych.

Czy stał się więc Bartoś piewcą doświadczenia codziennego, alergicznie reagującym na teoretyczne nabzdyczenie? Myślę, że tak właśnie się stało. Owa filozoficzna dezynwoltura stała się możliwa dzięki uwolnieniu się z gorsetów obowiązujących mód czy dogmatycznych wymogów. À propos obowiązujących mód, proponuję lekturę zacząć od arcyzabawnego rozdziału zatytułowanego „Hypermodernizm, czyli co zrobić, by tworzenie nowych pojęć nie poszerzało naszej wiedzy”. Myślę, że może konkurować z błyskotliwą książką Alana Sokala i Jeana Brocmonta, Modne bzdury. O nadużywaniu pojęć z zakresu nauk ścisłych przez postmodernistycznych intelektualistów. Osobiście poczułem się niemal wyleczony (choć jeszcze resztki infekcji pozostały) z ułudy postsekularyzmu.

Autor Klątwy Parmenidesa oddaje się radości myślenia bez oddawania myśli w arendę komukolwiek czy czemukolwiek. A więc przezwyciężenie klątwy już nie tylko Parmenidesa, ale i Platona. Tomasza z Akwinu, Nietzschego i Heideggera. Odzyskana wolność dyskursu.

Można filozofować na nowo, po swojemu. Zresztą przykłady i wzory znalazł Bartoś najlepsze.

Przypomnijmy. Platon uznał, że poszukiwanie prawdy przynagla do przepędzenia poetów z idealnego państwa. Pisał przecież w dziesiątej księdze Państwa, że „nie należy człowieka więcej cenić niż Prawdę”. Arystoteles poszedł przykładnie w ślady mistrza i wielokrotnie zastanawiał się nad poprawnością jego ulubionych „idei”. Swój sceptycyzm bodaj najdobitniej wyraził w Etyce Nikomachejskiej, gdzie pisał (a właściwie mówił, bo przecież to nie on ją opublikował, ale pośmiertnie jego syn Nikomach właśnie): „Zdaje się chyba jednak, że może lepiej jest i że trzeba dla ocalenia prawdy poświęcić nawet to, co jest nam bardzo bliskie – zwłaszcza jeśli się jest filozofem; bo gdy jedno i drugie jest drogie, obowiązek nakazuje wyżej cenić prawdę [aniżeli przyjaciół]”.

A skoro tak, to nie ma większej frajdy niż uśmiercenie autorytetów, choćby najświętszych, bo tylko wtedy dowiemy się jak naprawdę jest. Wiedzą to zresztą również zwolennicy Buddy, którzy głoszą, że jeśli spotkasz Buddę — zabij go, bo tylko wtedy staniesz się prawdziwym jego uczniem.

avatar

Stanisław Obirek

Profesor

Teolog, historyk, antropolog kultury, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, były jezuita. Ur. 1956
Więcej w Wikipedii

Ostatnie artykuły Autora

6 najnowszych

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com