
28.06.2020
Jestem Polakiem mieszkającym w USA i próbowałem wziąć udział w wyborach prezydenckich. Nie udało mi się. Wybory są dla Polonii nie tylko naszym konstytucyjnym prawem, ale przede wszystkim sposobem na utrzymywanie więzi z krajem. Dzięki nim czuliśmy się chciani i szanowani jako równi członkowie polskiej wspólnoty. Dziś czujemy się zlekceważeni i wykluczeni przez Państwo Polskie. Zaniedbano nasze konstytucyjne prawa.
Kilka lat temu zlikwidowano tak potrzebne Polonii wybory korespondencyjne, uzasadniając to obawą przed fałszerstwami. Zrozumieliśmy i z żalem pogodziliśmy się. Teraz jednak ci sami decydenci promują wybory korespondencyjne jako bezpieczne. Cieszymy się z przywrócenia takiej formy głosowania, ale czujemy też, że ktoś z nami nie jest szczery i wcale tu o nasze dobro nie chodzi.
W niedoszłych wyborach planowanych na 10 maja 2020 roku wybory korespondencyjne miały się odbyć wyłącznie w Polsce, a za granicą mieliśmy głosować osobiście. Zorganizowano jedynie kilka lokali wyborczych. Ja musiałbym dojechać 2000 km do Los Angeles, łamiąc lokalne prawo ograniczające przemieszczanie się i udział w wydarzeniach zbiorowych podczas pandemii. Jako Polonia wstydziliśmy się przed zagranicznymi znajomymi, że Państwo Polskie naraża ich na niebezpieczeństwo. Rujnuje to naszą wieloletnią walkę z dowcipami o głupich, aroganckich i o nikogo niedbających Polakach.
Mamy zrozumienie dla przeszkód wynikających z pandemii. Rozumiemy różne interesy polityczne wynikające z przyspieszania lub opóźniania wyborów. Pogodziliśmy się z odważną decyzją organizacji wyborów w nowej formie, w tak krótkim terminie i w trakcie pandemii, pomimo istnienia innych opcji. Gotowi jesteśmy współpracować z resztą rodaków w tym wspólnym przedsięwzięciu. Nie możemy jednak przemilczeć utrudniania lub odbierania możliwości głosowania setkom tysięcy spośród nas. Tysiącom osób nie dano nawet możliwości zarejestrowania się, a 300-400 tysiącom „szczęściarzy” nie stworzono przyzwoitych warunków, albo wręcz nie dano szansy, na oddanie głosu. Nawet nie wiadomo, ile osób się zarejestrowało, bo pojawiają się różne liczby.
Podczas planowania obecnej powtórki wyborów zignorowano oczywiste do przewidzenia komplikacje dla Polonii. Aby oddać ważny głos za granicą trzeba mieć nie tylko dużo samozaparcia, czasu i pieniędzy, ale przede wszystkim dużo szczęścia.
Rodacy w Londynie zmuszeni byli założyć własną firmę kurierską PoloniaExpress, aby Konsulat po wielu kłótniach zgodził się od nich odebrać wypełnione pakiety wyborcze. Na podobnej zasadzie Polacy w Barcelonie podnajęli lokalną firmę kurierską, aby dostarczyła ich głosy. Na całym świecie ludzie się organizują, aby przezwyciężyć organizacyjne, biurokratyczne i czasowe przeszkody. Atmosfera przypomina walkę z klęską żywiołową, a nie rutynową procedurę cywilizowanego państwa. W tym ferworze nie było nawet czasu, aby zastanowić się i podyskutować na kogo zagłosować, a my przecież musimy jeszcze w międzyczasie pracować, zajmować się dziećmi, chorymi rodzicami itd.
Rejestracja — kłody pod nogi
Na początek trzeba przebywać we właściwym kraju. Przykładowo Polacy w Chile, Kuwejcie, Emiratach Arabskich i kilku innych krajach nie mają w ogóle możliwości głosowania ze względu na lokalne przepisy związane z pandemią. Oburzające jest, że decydenci uznali, że wykluczenie tych osób jest niewielką stratą i nie stanowi przeszkody w przeprowadzeniu wyborów.
Kilku moim znajomym przedawniły się paszporty. Od początku roku podejmowali heroiczne próby, aby je przedłużyć, ale ze względu na pandemię wyznaczono im termin spotkania w konsulacie na koniec tego roku. Nie stworzono dla nich możliwości rejestracji w wyborach za granicą.
Pośpiech w organizowaniu i ogłaszaniu wyborów oraz szum informacyjny spowodował, że wiele osób przegapiło krótkie okno czasowe na rejestrację. Słyszałem o osobach, które dokonały zgłoszenia telefonicznie, a nie zostały dopisane. Ktoś skarżył się, że nie dostał potwierdzenia rejestracji przez Internet lub technicznie była ona niemożliwa.
Inni planowali przylecieć do Polski i zagłosować osobiście, dlatego się nie zarejestrowali. Rząd wstrzymał przyloty z ich państwa ze względu na pandemię, a konsulaty odmawiają awaryjnego dopisania do listy wyborców. Zostali na lodzie.
Wyścig z czasem tylko dla bogatych
Tysiące osób nie otrzymało pakietów wyborczych lub dostało je za późno. Mój dotarł 25 czerwca o 16:00. Odesłałem go priorytetem o 18:00. Kosztowało mnie to $8,25 ~ 33 PLN. Śledzę swoją przesyłkę i właśnie ze względu na pandemię zaktualizowano oczekiwany czas dostawy na 1 lipca. Mogłem zdecydować się na droższy znaczek za $30 ~ 120PLN, ale rezultat pewnie byłby taki sam. Pomimo że czasu było mało, a dostawcy pocztowi są przeciążeni ze względu na epidemię, konsulaty w wielu krajach wysyłały pakiety najtańszą i najwolniejszą opcją ($1,40 w USA). Tysiące osób dostaną pakiety po wyborach. Oburza nas to, że zostaliśmy świadomie zignorowani, bo takie utrudnienia w dostawach były od dawna obserwowane.
Czujemy się upokorzeni tym, że nie opłacono za nas przesyłki zwrotnej tak, jak ma to miejsce w Polsce. Jest to dla nas sygnał, że nie jesteśmy tego warci i mamy się czuć obywatelami drugiej kategorii.
Opłacenie przesyłek zbiorczo byłoby zdecydowanie tańsze. Za 30 dolarów można wykupić szkolne śniadania dla dziecka na tydzień. A co z tymi, którzy nie mają kolejnych 30 dolarów, aby opłacić swój udział w niby-powszechnych i niby-równych wyborach? Przecież w trakcie pandemii ludzie są zwalniani z pracy i mają finansowe trudności.
Zdesperowani Polacy próbowali dostarczać pakiety osobiście do konsulatów. W większości przypadków odmawiano im ich przyjęcia. Dlatego rodacy w Londynie byli zmuszeni zakładać własną firmę kurierską, aby poradzić sobie z tymi absurdami.
Znajoma pisze:
Dostarczyłam osobiście mój pakiet w konsulacie w Rzymie. Kazali mi go wrzucić do skrzynki pocztowej, dostępnej z ulicy i niestrzeżonej przez nikogo. Kiedy kolejna osoba wrzuciła swój pakiet, mój został „zepchnięty” i wylądował w ogrodzie konsulatu. Niby nic, jest 30 stopni, nie pada od tygodni, ale…
Pewnie rano przychodzi ogrodnik z grabiami i zagrabia głosy do kubła. Taki szacunek mają urzędnicy państwowi dla Polonii i tyle znaczy dla nich nasz głos.
Skrzynka na listy Konsulatu w Rzymie
Festiwal bubli
Koperty są wykonane z przezroczystego papieru podobnego do kalki. Nawet nie trzeba patrzeć pod światło, aby odczytać, na kogo zagłosowano. Głosy można liczyć bez wyjmowania z kopert. Takie głosowanie nie jest tajne. Konsul i jego pracownicy mogą sobie zrobić imienną listę lokalnej Polonii pogrupowaną według preferencji politycznych. Kto taką kopertę wybrał i kto ją zatwierdził? Czy liczono, że nikt tego nie zauważy? A może wiedziano, że Polonia będzie zbulwersowana, lecz się tym nie przejęto i założono, że się nas zignoruje, bo tak łatwiej niż zakupić właściwe koperty? Znowu nikt o nas nie zadbał.
Często zdarzały się pakiety bez oświadczenia. Niektórzy nawet dostawali pakiety bez karty do głosowania, a inni z dwiema kartami. Zdarzały się posklejane dokumenty lub karty z obciętym prawym górnym narożnikiem. Były karty bez pieczęci. Niektórzy dostali kserokopie ostemplowanej karty zamiast oryginału. Wiele osób otrzymało nie swoje pakiety z numerem pesel obcych ludzi. Wszystkim tym ludziom nawet ni dano szansy na podjęcie próby oddania ważnego głosu. Jak mamy traktować poważnie udział w czymś takim? Przecież nikt nie panuje nad krążącymi kartami. Nawet nie wiadomo czy to zwykły bałagan, czy mamy do czynienia z kradzieżami kart na dużą skalę. Od Państwa Polskiego oczekujemy trochę więcej powagi.
Smutne wnioski
Niestety Polonia nigdy nie była traktowana z troską przez żadnych rządzących. Ostatnio jednak jesteśmy szczególnie zaniedbywani. Obcinane jest finansowanie instytucji zajmujących się sprawami Polonii oraz likwidowane są polonijne media. Politycy pojawiają się głównie w trakcie kampanii wyborczej, przelatując nad naszymi głowami, aby przed kamerami uścisnąć dłoń znanych światowych polityków.
Jest nas 20 milionów. Moglibyśmy zrobić dużo dobrego dla Polski. Niestety politycy nas ignorują. Te wybory są jedynie kolejnym tego przykładem. Pomimo tych upokorzeń Polonia budzi się z letargu, co widać w zwiększającej się liczbie wyborców za granicą. Nie mamy co liczyć na struktury Państwa Polskiego. Musimy się sami organizować. Jestem dobrej myśli, widząc jak pomysłowo i z jaką energią sobie radzimy z przeciwnościami organizowanymi nam przez ustawodawców i administrację w Polsce.

Dobiesław Pałeczka
Absolwent informatyki i psychologii klinicznej w Poznaniu.
Jako inżynier zajmował się pomiarami ruchu gałki ocznej w Instytucie Biocybernetyki i Inżynierii Biomedycznej PAN oraz systemami uczącymi się i wspomaganiem decyzji na Politechnice Poznańskiej. Jako psycholog pracował w szpitalu psychiatrycznym i w poradni terapii uzależnień. Przez szereg lat prowadził prywatną praktykę psychoterapeutyczną. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Psychoanalitycznej.
Ostatnie lata spędził w Dolinie Krzemowej, tworząc przeglądarki internetowe. Po przejęciu władzy przez PiS zorganizował struktury KOD-u na zachodzie USA i koordynuje działaniami ruchu na tym obszarze. W styczniu 2017 postanowił zwolnić tempo i zamieszkał w Sonoma Mountain Zen Center.
Prowadzi blog.dobek.org.

A ja się z Panem Kwiatkowskim nie zgodzę. Mianowicie, mój komentarz w Studio Opinii jest wart tyle samo, co jego. Ja mieszkam w USA, pan Kwiatkowski w Polsce, ale moim zdaniem nasze glosy waza tyle samo.
Jeśli idzie o glosowanie w wyborach, to liczy się prawo i Konstytucja. Jeśli coś jest zagwarantowane i zostało zorganizowane, to powinno być zorganizowane sprawnie. A nie byle jak. W pełni się zgadzam, ze koperta zwrotna powinna być opłacona. Dopiero co się dowiadywaliśmy, ze tzw. Ojczyzna wydaje setki milionów na tzw. PFN czy jak mu tam, co polegało na przekazywaniu milionów do prywatnych kieszeni. Na to były pieniądze. A na znaczki pocztowe nie było. To jest typowe polskie dziadostwo i pogarda rządzących dla obywateli.
Jeśli idzie o wyjazd. Wyjechałem nie dlatego, co pan Kwiatkowski insynuuje Wyjechałem, bo tak się złożyło. Mógłbym zamieszkać w Olsztynie, a zamieszkałem w Rochester (z paroletnim przystankiem w Bay Area, kłaniam się). I absolutnie sobie nie życzę, żeby mnie jakiś Kowalski czy Kwiatkowski oceniał z powodu miejsca zamieszkania. Ja go nie oceniam za to, gdzie mieszka, tylko za to, co pisze. Niezbyt wysoko, przyznam szczerze.
Jeśli idzie o wybory. Dostaliśmy pakiety w środę, tego samego dnia odesłaliśmy za jedne $26.60 (dwa pakiety w jednej przesyłce, co poradził konsulat), i w czwartek były w konsulacie. Stac nas na $13.30 na ryja. Przyjemność splunięcia na dudę była tego warta. To były dobrze wydane pieniądze. Nie narzekam i czekam na powtórkę. Wolałbym, żeby za to zapłaciło polskie państwo, bo nam się to po prostu należy. Ale jeśli polskie państwo uważa inaczej, to sami zapłaciliśmy za to spluniecie.
Narciarzu – pomimo szacunku wynikającego ze wspólnego zamiłowania do śmigu ciętego, muszę się się z Tobą nie zgodzić. Co prawda emigrancka możliwość układania byłej żonie życia po rozwodzie wynika wprost z Konstytucji ale nijak się ma do życia i przyzwoitości. Wasza emigrancka satysfakcja ze splunięcia lub polizania (wybacz) gie…. mnie obchodzi. Bo to nie Wy będziecie ponosili konsekwencje. Uważam, że czym prędzej należy wykreślić akapit o głosowaniu Polonii z Konstytucji. Z resztą – sami emigranci wykazują zdrowy stosunek do tej możliwości, ponieważ w większości dają wyraz swojego stosunku do Starego Kraju nie głosując. Czyli mając go w dupie. Sam sobie policz – ilu jest polonusów w USA a ilu głosowało. Podpowiem Ci – głosowało około 30.000. I w większości wolało polizać. Jak to się ma do 20 milionów polonusów Dobiesława – nawet nie próbuję policzyć. Myślę, że czas skończyć z bogoojczyźnianą hucpą wyborczą wyjechanych. Z byłą żoną możesz się co najwyżej umówić na kawę.
Pozdrawiam z wyrazami szacunku i sympatii………ale jak powyżej.
Dopóki Pan nie wykreśli z Konstytucji, to mam prawo i zamierzam z niego korzystać. Nie zamierzam uzasadniać swojego prawa do korzystania z prawa. Mam, bo mi się ono po prostu należy, dopóki widnieje w Konstytucji. A jeśli mam prawo i jeśli Ojczyzna to organizuje, to powinna organizować sprawnie. Jeśli idzie o porównania z zona i rozwodem, to oceniam je jako błyskotliwe inaczej.
No i czego ja się spodziewałem??? Dla Pana akt wyborczy sprowadza się do splunięcia. Najlepiej bez konsekwencji swojego spluwania. Więc pańska plwocina spływa po mnie jak po kaczce. Tak jak pańska uwaga o mojej błyskotliwości.
Mam nadzieję, że dość wyraźnie zaznaczyłem zmianę postrzegania pańskiej osoby.
P.S. Argumentum ad żonum użyłem żeby nawet największe głąby zauważyły, że już raz zagłosowali – nogami. Co wcale nie znaczy, że Pana do tej kategorii zaliczam, tj – rzeczonych głąbów. Czyżby jednak stół i nożyce…..???? LOL
A to Pan słowo „spluniecie” uważa za obelżywe, po czym Pan pisze o wylizywaniu? Moze by Pan tak przeczytał swój własny tekst przed wysłaniem?
Akt wyborczy sprowadza się do tego, co stanowi Konstytucja. Reszta to interpretacje. „Brak konsekwencji” to jest Panska fantazja. Nie zamierzam się tłumaczyć z tego, co robię w Polsce, z kim tam jestem związany, ani dlaczego mnie tameczne sprawy obchodzą. Pan nie jest ani moim spowiednikiem, sędzią, adwokatem, ani śledczym. Ja Pana nie pytam, czy Pan glosował i dlaczego Pan uważa, ze Pan ma do tego prawo. Nie wchodzę ani w Pana prawa, ani w Pańskie sumienie. Uprzejmie proszę się trzymać jak najdalej od mojego.
No dobra – jak krowie na rowie……..”Ale jeśli polskie państwo uważa inaczej, to sami zapłaciliśmy za to spluniecie”…….to Pańskie?? Bo ja tylko się dostosowałem do pańskiego poziomu.
co do reszty – toż to bajdurzenie. A już ten śledczy ubawił mnie po pachy…..jednak nożyce.
Narciarzu – Pan ochłonie. Bo Pan złapie zewnętrzną krawędź a przecież wiadomo jak się to kończy.
A ten brak konsekwencji to nie fantazja – Pan mi pokaże jak praktycznie dotykają Pana polskie wybory. Bo podejrzewam, że to jest dopiero „fantazja”
P.S. USA się szczyci Poprawkami do Konstytucji – i słusznie. Dlaczego Polska ma być wyłączona ze szczycenia się swoimi???? Które mam nadzieję zostaną uchwalone.
Pan pozwoli, ze dyskusje uznam za zakończoną. Ale bardzo proszę dyskutować dalej, jeśli Pan ma ochotę
Zgadzam się w całości z Pańskim punktem widzenia i jestem zniesmaczony głosami oponentów, co przedstawiam we wpisie powyżej.
Zgadzam się z Autorem z tym, że o ile poprzednicy nie rozpieszczali Polonii to pisowska władza wymieniając prawie w 100% służby dyplomatyczne i konsularne spowodowała totalną