Eugeniusz Noworyta: Kohabitacja

29.06.2020

Do niedawna był to termin egzotyczny, odległy od polskiej rzeczywistości zdominowanej przez monolityczne rządy jednej partii. Aż tu nagle coś pękło i w tej zabetonowanej strukturze pojawiły się rysy najpierw w postaci opozycyjnej większości w Senacie, a obecnie również możliwości zwycięstwa opozycyjnego kandydata w wyborach prezydenckich. Ta perspektywa wywołała popłoch w obozie władzy.

Sam Andrzej Duda ubiegający się o reelekcję z uporem powtarza, że tylko prezydent i rząd z jednego obozu politycznego zapewnią Polsce harmonijny rozwój i kontynuację społecznych świadczeń. Przestrogi urzędującego prezydenta przed paraliżem, który zaistniałby w obrębie władzy wykonawczej w razie jego przegranej i zwycięstwa opozycyjnego kandydata postanowił spotęgować ten, który niewątpliwie przyczynił się do powstania niekomfortowej dla niego sytuacji, Jarosław Gowin.

W liście do członków swej partii — Porozumienia przestrzega przed nasileniem konfliktu politycznego i chaosem, jaki spowodowałaby wygrana Rafała Trzaskowskiego, mimo że jeszcze kilka dni temu utrzymywał, że taki wynik wyborów nie oznaczałby katastrofy dla Polski. Teraz widzi wszystko w czarnych barwach: stajemy wobec groźby torpedowania dobrych projektów rządu i osłabiania państwa, utrudniania walki z epidemią i jej gospodarczymi skutkami, promowania obcych Polakom eksperymentów obyczajowych, indoktrynacją dzieci i pogłębieniem podziałów światopoglądowych, blokowaniem wielkich projektów inwestycyjnych oraz powrotem do przeciętności pochodnej od polityki ciepłej wody w kranie.

Zjednoczona Prawica postanowiła więc straszyć Polaków złowieszczymi następstwami ewentualnej kohabitacji w obrębie władzy wykonawczej, podczas gdy ta forma zarządzania sprawami państwa praktykowana była nieraz w różnych demokratycznych krajach nieoptujących za wyraźnie prezydenckim bądź kanclerskim ustrojem. Również w Polsce od 1989 roku sytuacja, w której premier i prezydent wywodzili się z rywalizujących obozów politycznych wystąpiła kilkakrotnie i nie spowodowała katastrofy, ani paraliżu władzy. Kompatybilność między prezydentem i premierem jest pożądana, ale nie stanowi warunku skutecznych rządów. Teoretycznie, gdy polityka jest prowadzona przez rząd, prezydent może ją sabotować dysponując narzędziem weta. Ale i rząd może osłabiać kompetencje głowy państwa, posługując się większością parlamentarną. Jednak kohabitacja jest szkodliwa tylko w przypadku, gdy na szczytach władzy rodzi się pragnienie konfrontacji, natomiast może być korzystna dla demokracji, jeśli konstytucyjne prerogatywy głowy państwa zwłaszcza jako zwierzchnika sił zbrojnych i przedstawiciela państwa za granicą są respektowane, a kwestie wspólnego zainteresowania są rozstrzygane na drodze konsensusu między prezydentem i premierem.

Rafał Trzaskowski zadeklarował wolę współpracy, respektowanie dobrych projektów rządowych i ograniczenie weta tylko do inicjatyw naruszających konstytucję i jej zasady. Przy dobrej woli rządu rysuje się zatem szerokie pole współpracy w interesie kraju i obywateli: umacnianie pozycji Polski w NATO i Unii Europejskiej, wraz z pozyskiwaniem funduszy unijnych, walka z epidemią i kryzysem gospodarczym, dofinansowanie służby zdrowia i edukacji, przeciwdziałanie bezrobociu i wsparcie przedsiębiorczości, kruszenie murów nienawiści i przywracanie wspólnoty, w tym konstruktywnej roli mediów publicznych. Gra toczy się o przyszłość Polski i jej miejsce w świecie. Do tego potrzebna jest sprawcza i niezależna od partyjnych uzależnień prezydentura. Odpowiedź przy urnach, za dwa tygodnie.

Eugeniusz Noworyta

Dyplomata, b. stały przedstawiciel Polski w ONZ, b. ambasador w krajach Ameryki Płd.

Więcej: Wikipedia

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com