08.07.2020

Na początek istotne rozróżnienie, o którym często zapominamy.
Religia to zespół religijnych zapisów (księgi, prawa, tradycje itp.), a religijność to sposób ich praktykowania. Często to dwie zupełnie odmienne rzeczywistości.
Wystarczy wspomnieć o polskim katolicyzmie w okresie PRL-u i w czasach rządów PiS-u. Ten pierwszy wpisywał się w tradycje religijności broniącej praw wykluczonych, jak to się działo i dzieje z teologią wyzwolenia w Ameryce Południowej, ten drugi wpisywał się w upolitycznione formy religijności, które czerpią wymierne profity z popierania władzy politycznej obserwowane dzisiaj w Rosji Putina, czy kiedyś w Hiszpanii Franco.
We wszystkich tych przypadkach mamy do czynienia z chrześcijaństwem, jednak wymierne konsekwencje praktykowania tej religii są odmienne. Tak więc będę pisał o religijności i to religijności, mającej fatalne skutki dla wierzących, którzy poddają się manipulacji religijnych przywódców.
Pretekstem do poniższych uwag jest osobliwy tekst zatytułowany „Duchowa walka ‒ szczepienie i czipowanie” opublikowany 7 czerwca 2020 na stronie powstałego w 2008 roku Ukraińskiego Prawowiernego Kościoła Greckokatolickiego. Został on zarówno przez Ukraiński Kościół Greckokatolicki, jak i przez Watykan uznany za grupę schizmatycką. To z kolei sprawiło, że Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu Eliasz uznał zarówno Watykan, jak i swój macierzysty Kościół za heretyckie. Dla patriarchy Eliasza prawowiernym papieżem jest awanturniczy abp Vigano, który domaga się dymisji papieża Franciszka.
Sprawy są dość zawikłane i sam Eliasz zasługuje na osobną uwagę ze względu na znamienną ewolucję swoich poglądów, którymi się nie będę tutaj zajmował. Zainteresowanym polecam stronę internetową Ukraińskiego Prawowiernego Kościoła Greckokatolickiego, gdzie te wszystkie zawiłości są dokładnie przedstawione.
Interesuje mnie — jak wspomniałem — przesłanie, skierowane do wiernych Kościoła przez Eliasza, podpisane również przez dwóch sekretarzy biskupów Metodiusza i Tymoteusza. Cała trójka to, używając terminologii Kościoła rzymskokatolickiego, schizmatyccy biskupi.
Siedzibą schizmatyków jest klasztor bazyliański w Podhorcach na Ukrainie. To miejscowość dobrze znana z historii Rzeczpospolitej Obojga Narodów, z pięknym, do dzisiaj zachowanym pałacem z XVII wieku hetmana Stanisława Wielkopolskiego. Ich tekst jest o tyle ciekawy, że wzbudził podziw również u niektórych wydawców prawicowych, znanych ze skrajnych poglądów jak „Gazeta Warszawska”.
Lekturę całości polecam Czytelnikom o mocnych nerwach, bo może doprowadzić do znacznego wzrostu ciśnienia. Jest ona jednak o tyle wskazana, że nawet walczący o reelekcję Andrzej Duda niechcący (a może i chcący) wpisał się w jego poetykę, ogłaszając w Końskich, że on nie zaszczepił się na grypę i jak rozumiem szczepić się nie zamierza. Wzbudzając w pełni uzasadnione oburzenie środowisk medycznych, które nie bez podstawy powiadają, że tym jednym idiotycznym zdaniem Duda przekreślił lata ich wysiłków. A jednocześnie, dodajmy, wzmocnił nader wpływowy i nader szkodliwy ruch antyszczepionkowców, którego manifesty miałem okazję oglądać i słuchać kilka tygodni temu w Warszawie przed siedzibą polskiego premiera.
A oto niektóre elementy „przesłania” patriarchy Eliasza i jego biskupich sekretarzy. Chętni mogą całość nie tylko przeczytać, ale również jej posłuchać wraz z ilustracją filmową głównych tez tej w istocie zadziwiającej mieszaniny ignorancji, manipulacji i zwyczajnej głupoty. A to wszystko podane w religijnym sosie, który sprawa, że całość ma charakter wyjątkowo szkodliwej mikstury, mogącej zawrócić w głowie czytelnikom i słuchaczom pozbawionym możliwości weryfikacji tych „rewelacji”.
Co gorsza, tekst trafia na podatny grunt, gdyż strach wzbudzony przez pandemię koronawirusa osłabia reakcje zdroworozsądkowe i najdziwniejsze teorie spiskowe znajdują odbiorców, którzy ze swej strony stają się „apostołami złej nowiny”. Tym pilniejsza więc potrzeba dania odporu podobnym bzdurom. Najpierw trzeba je jednak poznać, tym bardziej że trzej autorzy mienią się posłańcami prawdziwej nauki i powołują się na „autorytety naukowe”, które wspierają ich fantazje.
Głównym podejrzanym jest Bill Gates, który wykorzystując swoje nieograniczone wprost wpływy chciał uśmiercić 50 milionów Amerykanów. Na szczęście, jak zapewnia znana aktywistka antyszczepionkowa dr Judit Mikovits, która dała się poznać z promowania teorii spiskowych, energiczne działania prezydenta Trumpa ten zbrodniczy plan udaremniły. Czytamy:
Dr. Mikovits mówi, że gdyby Gates zarządził obowiązkowe szczepienia, co najmniej 50 milionów Amerykanów umarłoby, prawdopodobnie od pierwszej dawki. Dlatego organizatorzy starali się przyspieszyć ustalenie obowiązkowego szczepienia w czasie koronapsychozy, tak aby śmierć, spowodowaną poprzez szczepionki, można było przypisać koronawirusowi. Dzięki Bogu zasługą prezydenta USA ten plan został udaremniony. Po przyjęciu szczepionki nie ma możliwości jej usunięcia z ciała. Pierwszymi ofiarami mieli być żołnierze, strażacy, technicy laboratoryjni, lekarze. To jest przestępstwo.
Ale to dopiero początek zbrodniczych działań tajemniczych sił, mających na celu zniszczenie ludzkości. Znowu nasi autorzy powołują się na autorytet naukowy, tym razem brytyjskiego biochemika dr. Chrisa Exleya, który „odkrył” współzależność szczepionki przeciw grypie i autyzmem:
Szczepionki przeciw grypie są agresywnie promowane każdego roku. Są one częścią globalnego planu wyludnienia. Niektóre składniki szczepionki ‒ to nanocząstki, które są zarówno zdigitalizowane, jak i kontrolowane. Można je aktywować za pośrednictwem sieci 5G. Dzięki temu twoje ciało jest zdigitalizowane wewnętrznie i zdalnie kontrolowane. Jeśli ktoś zostanie zidentyfikowany jako „niezadowalający”, funkcje jego narządów można zdalnie zatrzymać.
Rewelacje Exleya zaowocowały tym, że środowisko bojkotuje jego „osiągnięcia”.
Jednak płaszczyzna naukowa to nie jest najpewniejszy grunt naszych trzech autorów. Gdy wchodzą na płaszczyznę duchową — wyraźnie czują się u siebie w domu. Tutaj dobrze czują przeciwników, z którymi zmagają się przecież od lat, najpierw jako prawowierni mnisi bazyliańscy Kościoła Grekokatolickiego, a później jako jego bezpardonowi krytycy. I tutaj sprawa jest jasna i oczywista jak słońce. Ktokolwiek zawiera jakiekolwiek kompromisy ze „światem” skończy marnie. Również inni duchowni, którzy nie tylko nie są w stanie dostrzec niebezpieczeństw, ale wprost zaprzedają się światowym potęgom:
Obecną sytuację globalną należy postrzegać jako walkę duchową. Odstępczy i sprzedajni prałaci kościelni oraz oficjalne środki masowego przekazu będą sugestywnie kłamać, udowadniając jakie niesamowite korzyści wypływają ze szczepionek Gatesa i to, na jak „straszne” niebezpieczeństwo jest narażona osoba, która odmawia szczepienia. Wszystko to jest kłamstwem, aby was oszukać i zintegrować z systemem, który kończy się wieczną śmiercią ‒ wiecznym piekłem.
Nie ma zmiłuj się. Trzeba się jednoznacznie opowiedzieć po stronie światła. Już teraz. Nie ma czasu do stracenia.
Jednak korzenie trapiącego nas zła sięgają daleko, są wszczepione w skażoną naturę ludzką. Ale nie tylko. Również ludzie Kościoła nie ustrzegli się paktowania ze złem.
Patriarcha Eliasz i jego sekretarze biskupi Metodiusz i Tymoteusz dokładnie lokalizują początki dzisiejszych bolączek. Już Jan XXIII, który nie bez racji znalazł się na liście księży ulegających pokusie modernizmu w 1912 roku zapoczątkował proces degradacji, potem Sobór Watykański II i wreszcie zło rozpanoszyło się na dobre w sercu Watykanu przez obecnego papieża Franciszka (którego tak nie nazywają, zadowalając się nazwiskiem).
Warto ten historyczny ekskurs przywołać:
W 1958 r. Angelo Roncalli (Jan XXIII), który był już na liście modernistów w 1912 r., został awansowany na papieża. W swojej encyklice Pascendi (1907) święty Pius X sprzeciwiał się duchowi modernizmu, który niszczył fundamentalne prawdy wiary. Na soborze Roncalli zatwierdził truciznę modernizmu poprzez liberalnych teologów. Na II Soborze Watykańskim nastąpił duchowy punkt zwrotny! Dzisiaj zbieramy jego owoce w osobie Bergoglia, który znosi zarówno obiektywnie obowiązujące normy moralne, jak i przykazania Boże. Promuje homolobby na najwyższe stanowiska w kościele. Bezpośrednio intronizował do bazyliky św. Piotra demona Pachamamę a w dekretach o Amazonii nakazał zbezczeszczenie świętej liturgicznej ofiary przez pogańskie obrzędy, które nie czczą prawdziwego Boga, ale demony i szatana! Pogańskich czarodziejów i czarodziejki chce wyświęcać na diakonów i kapłanów.
A potem już tylko gorzej. Następuje długi passus poświęcony Franciszkowi, który polecam lekturze prywatnej, natomiast przywołuję tylko końcowy fragment tego żarliwego oskarżenie heretyka, który mami katolików swoimi pobożnymi dywagacjami: „Bergoglio ściąga anatheme (klątwę) i idzie w całkowitej jedności z Gatesami i innymi potentatami, którzy dążą do redukcji o 6 miliardów. W taki sposób ten odstępca, nadużywając tronu Piotra, najintensywniej stwarza warunki do masowej zagłady ludzi”.
No to już wszystko wiemy.
Dalej jest jednak jeszcze ciekawiej. Mowa jest o Konwencji Stambulskiej, która stanowi współczesne wcielenie ofiar składanych demonom, jest o stronie internetowej w Białym Domu, o dochodzeniu w sprawie „Fundacji Billa i Melindy Gatesów” dotycząc nielegalnych praktyk medycznych i zbrodni przeciwko ludzkości. Tak więc warto się dać pouczyć, by wiedzieć, jak się sprawy mają.
Jednak najgorzej jest w Europie, tutaj niebezpieczeństwa są naprawdę wielkie, a mają związek oczywiście ze szczepieniami, które nie są niczym innym jak tylko czipowaniem umożliwiającym wszechstronną kontrolę, a nawet niebezpieczeństwo uśmiercania:
Obowiązkowe szczepienia stanowią zagrożenie dla wszystkich i oznaczają de facto czipowanie. A czipowanie oznacza, że człowiek przestaje być człowiekiem, jest pod stałą kontrolą i ciągłą dyktaturą, a jeśli się oprze, będzie zmuszony poprzez wywołanie bólu do wykonania przestępczych czynów. Ponadto może zostać zabity w dowolnym momencie przez zastawienie funkcji dowolnego organu.
Nadszedł więc czas decyzji. Przyszłość jest na naszych rękach, więc trzeba decydować hic et nunc, tu i teraz, jeśli nie chcemy by demony wygrały i nas zniszczyły: „Więc w tej walce zależy na każdym z nas! Jesteśmy zobowiązani stworzyć warunki, aby Bóg mógł działać w tym niezwykłym, teraz już apokaliptycznym czasie. Konieczne jest zapewnić przestrzeni Duchowi Bożemu. Dlatego każdy z nas musi zacząć z pokutą sam od siebie”. Następują konkretne wskazania jak to robić.
Czy ten absurdalny tekst znajdzie (a może już znalazł) chętne ucho? Czytając go jest mi trudno uwierzyć. Jednak rozmawiając z rodziną i znajomymi — echa jego dziwacznego pomieszania pseudonauki z religijnością odwołującą się do ludzkich lęków dostrzegam, że trafia na podatny grunt. Dlatego trzeba o tym wiedzieć, trzeba znać źródła różnych teorii spiskowych, które w zastraszającym tempie rozprzestrzeniają się w internecie.
Zastanawiam się, co jest gorsze czy faktyczne zagrożenie koronawirusem, czy wyimaginowane teorie spiskowe, w które wierzy coraz więcej ludzi. To dylemat, którego lepiej nie rozwiązywać. Należy się bronić zarówno przez autentycznym, jak i realnym zagrożeniem związanym z wirusem Covid-19, jak też z zarazą fake newsów rozpowszechnianych przez chorą religijność.

Religie formatują mózgi ludziom w taki sposób, że każda nieracjonalna interpretacja, czy każda najfantastyczniejsza teoria spiskowa znajduje wygodne legowisko. Własnie o tym pisze Jerry Coyne polecony nam przez Andrzeja Koraszewskiego. Wydaje mi się, że problemem nie jest taka, czy inna forma religijności ale religie same w sobie. A raczej naturalna predyspozycja mózgu Homo sapiens.
Łatwo jest znaleźć linię podziału ludzi na tych, którzy metodycznie posługują się racjonalnym myśleniem odróżniając fakty od falsyfikatów i tych pozostałych – rozmodlonych sług bożych, wyznawców religii smoleńskiej i innych teorii spiskowych, antyszczepionkowców, płaskoziemców, poszukujących piramid na Księżycu, proliferów, monarchistów, rycerzy Jezusa i wszystkich świętych, reptilian i innych, o których zapomniałem. Może i jest to uproszczenie ale ci pierwsi stają się celem ataków rozmaitych kościołów. Zostali nominowani na stanowiska głównych wrogów. Soros i Gatesowie są atakowani już od dawna, ale krąg wrogów się poszerza i z czasem przyjdzie kolej na środowisko SO. Dobrze mieć świadomość, że już teraz największym zagrożeniem dla nas oprócz koronawirusa jest religia. A wydawało mi się, że religie mogą sobie istnieć obok mnie i dla każdego jest miejsce. Wydaje się, że podobne zdanie podziela prof. Obirek. Otóż okazuje się od jakiegoś czasu, że ja im przeszkadzam. Ze jestem dla nich jakimś zagrożeniem. Zaczyna mnie to dotykać osobiście dlatego piszę w pierwszej osobie.
Dostrzegałem już zarysy tego zjawiska w 1990 roku, kiedy zaczął się marsz KRK po zapłatę za ochronę opozycji w PRL i wybuchł w Polsce konflikt związany z aborcją. Wyraźną eskalację zobaczyłem około 2012-13, kiedy znane mi osoby związane z misjami w Afryce z całą powagą traktowały wywody niejakiego ks. Oko. To był dla mnie wstrząs. Nie przypuszczałem, że sprawy mogą zajść tak daleko w cywilizowanym europejskim kraju. Ale przecież dzisiaj jest jeszcze gorzej! Nigdy w moim dotychczasowym życiu nie czułem się tak blisko krematoriów KL Auschwitz. Nigdy wcześniej do głowy mi nie przyszła taka figura retoryczna. Przesadzam? „Zderzenie cywilizacji” Samuela Huntingtona zaczyna przypominać, wbrew oryginalnej teorii, zderzenie racjonalizmu z religiami.
Opisane przez Pana polskie religianctwo (“religijnością” bym tego nie nazwała) obserwuję zza oceanu, więc nie odczuwam tak dotkliwie zagrożeń, o jakich Pan pisze. Obawiam się jednak, że demonizowanie religii jako takiej jest społecznie tak samo groźne, jak jej etyczne i światopoglądowe absolutyzowanie. Fanatyzm religijny i antyreligijny są bowiem współzależne i wzajemnie się napędzają.
W czasie kryzysów zwłaszcza (o czym poniekąd świadczy Pana przekonanie, że “teraz największym zagrożeniem dla nas oprócz koronawirusa jest religia”).
Ja też to obserwuję z daleka ale za to z perspektywy amerykańskiego Bible Belt, stąd moje poczucie osaczenia. Nawet nie mam na myśli odniesień estetycznych, takiego, czy innego demonstrowania swojej religijności, ale podatność na argumenty antyracjonalne. To taka ponowoczesna wiara w „fałszywych proroków”. Proszę mi wybaczyć demoniczny wydźwięk mojej argumentacji ale jak wspominałem, religie (uogólniam świadomie) wybrały sobie ludzi takich jak ja, czy jak przypuszczam też Pani, na swoich wrogów. Moim zdaniem zagrożenie jest prawdziwe i wymierne. Zgodzę się chętnie, że czeka nas wstrząs społeczny ale ja nie poczuwam się do winy za jego inicjowanie. Ponieważ nie lubię być kojarzony z fanatyzmem (dopiekła mi Pani :), chętnie poznam Pani radę jak bronić się nie fanatycznie ale mądrze.
Przepraszam, nie chciałam Panu dopiec. Aż nadto dobrze znam “perspektywę Bible Belt”, żeby móc lekceważyć jej polityczne konsekwencje. Jednak to wciąż kwestia zarządzania irracjonalnością wiary religijnej przez rozpolitykowanych duchownych i cynicznych polityków pokroju Donalda Trumpa.
Irracjonalność religii jest pochodną egzystencjalnych pytań i lęków – i w tym sensie jest ona paradoksalnie racjonalna (co nie znaczy racjonalistyczna). I raczej niezniszczalna, a walka z nią powoduje jedynie radykalizację i ucieczkę w śmiertelnie niebezpieczny dla demokracji infantylizm.
Nie jestem osobą religijnie praktykującą (mój blogowy pseudonim sygnalizuje zainteresowanie i fascynację religijnością), ale dobrze rozumiem potrzebę metafizyki, którą zaspokajają religie. To nie z nimi, lecz z ich upolitycznieniem trzeba podjąć mądrą (a więc, niestety, niełatwą) walkę.
Przepraszam, nie chciałam Panu dopiec. Aż nadto dobrze znam “perspektywę Bible Belt”, żeby móc lekceważyć jej polityczne konsekwencje. Jednak to wciąż kwestia zarządzania irracjonalnością wiary religijnej przez rozpolitykowanych duchownych i cynicznych polityków pokroju Donalda Trumpa.
Irracjonalność religii jest pochodną egzystencjalnych pytań i lęków, na ktore ani nauka, ani filozofia nie daja odpowiedzi – i w tym sensie religijność iest paradoksalnie racjonalna (co nie znaczy racjonalistyczna). I raczej niezniszczalna, a walka z nią powoduje jedynie radykalizację lub ucieczkę w śmiertelnie niebezpieczny dla demokracji infantylizm.
Nie jestem osobą religijnie praktykującą (mój blogowy pseudonim sygnalizuje zainteresowanie religijnością), ale dobrze rozumiem potrzebę metafizyki, którą zaspokajają religie. To nie z nimi, lecz z ich upolitycznieniem trzeba podjąć mądrą (a więc niestety niełatwą) walkę.
W mojej opinii duchowni i Trump odpowiadają na zapotrzebowanie tej grupy społecznej ale tej potrzeby nie wykreowały. To jest owszem, jak ładnie to Pani określiła, zarządzanie irracjonalnością wiary religijnej ale to wcale nie oznacza, że „dobre” pragnienia ludzi są zaspakajane przez „złych” ludzi. Gdyby nie rasizm, resentymenty i wreszcie „prywatna