Andrzej Koraszewski: Kontrrewolucjoniści wszystkich krajów, łączmy się

09.07.2020

Zdjęcie z afisza zapraszającego na spotkanie w Melbourne, na które Ayaan Hirsi Ali nie mogła przybyć ze względu na groźby śmierci.
Zdjęcie z afisza zapraszającego na spotkanie w Melbourne, na które Ayaan Hirsi Ali nie mogła przybyć ze względu na groźby śmierci.

Peter Robinson w serii wywiadów Uncommon Knowledge przeprowadził wywiad z Ayaan Hirsi Ali. Rozmowa koncentruje się na rewolucyjnych nastrojach w Ameryce i na tym, jak je postrzega czarna imigrantka z Afryki. Robinson na początku przywołuje dwa tweety, pierwszy tweet Ayaan Hirsi Ali, w którym pisze: „Czego media ci nie mówią, to, że Ameryka jest najlepszym miejsce na planecie dla czarnych, dla kobiet, gejów, trans, czy kimkolwiek jesteś. Mamy nasze problemy, na które musimy spojrzeć. Ale nasze społeczeństwo, nasze systemy są dalekie od rasizmu”.            

Produkująca lody firma Ben & Jerry wysłała inny przekaz: „To, co wydarzyło się George’owi Floydowi było łatwą do przewidzenia konsekwencją rasistowskiego i pełnego przesądów systemu oraz kultury, która traktuje Czarnych jak wrogów od samego początku” – Ben&Jerry – ogłoszenie dla prasy. 

Peter Robinson pyta: jak producent lodów doszedł do tego wniosku i dlaczego poczuwa się w obowiązku, aby wszystkich o tym poinformować. Ayaan Hirsi Ali odpowiada, że jest to zwyczajny cynizm. Cyniczna próba wykorzystania dramatu w marketingu. Zabójstwo George’a Floyda, te dziewięć minut, które widzieliśmy na wideo, to była odrażająca scena i każdy z nas, kto czuje się oburzony, ma powody do oburzenia, ale są tu trzy rodzaje reakcji – pokojowe protesty, w których ludzie mówią, że trzeba przyjrzeć się nadużywaniu siły przez policję, w szczególności wobec czarnych mężczyzn, drugi to burdy, rabowanie i niszczenie własności, często dla samej przyjemności uczestnictwa w aktach przemocy, a trzeci, który dla Ayaan Hirsi Ali jest najbardziej przerażający, to wezwania do obcięcia budżetu policji i do zniszczenia wymiaru sprawiedliwości, przez ludzi występujących pod hasłem „czarne życie się liczy”, przez ludzi, których życie czarnych zupełnie nie interesuje, którzy nie zamierzają pomagać czarnym społecznościom, którzy chcą rewolucji.

Wywiad trwa blisko godzinę i Ayaan Hirsi Ali przedstawia w nim argumenty na rzecz mobilizacji przeciwko rewolucji zmierzającej do zniszczenia amerykańskiego systemu, liberalizmu i demokracji. „Wściekłość i krytyczne myślenie rzadko chodzą w parze – pisała niedawno na łamach »Wall Street Journal«. – Akt policyjnej brutalności stał się katalizatorem rewolucyjnych nastrojów”.  

Przypominając ten cytat prowadzący wywiad Peter Robinson zastanawia się, jak ludzie dotarli od całkowicie uzasadnionego oburzenia na policyjną brutalność do zrzucenia pomnika generała Ulyssesa Granta, człowieka, który zrobił więcej dla emancypacji czarnych w Ameryce, niż ktokolwiek inny?

Hirsi Ali odpowiada, że moda na burzenie pomników pojawiła się wcześniej niż zabójstwo Floyda, i to nie tylko w Ameryce. Oczywiście natychmiast uświadomiłem sobie złożoność problemu, burzenie pomników carów, pomników Hitlera, Lenina, Stalina, kontrowersje wokół pomników radzieckich żołnierzy, radość, kiedy runął pomnik Dzierżyńskiego, niedawne zrzucenie pomnika księdza Jankowskiego. Z pewnością sprawa nie jest prosta, a w świadomości społecznej mętlik niesłychany (i uczciwie mówiąc, nie zawsze zawiniony). Dziś, w Ameryce, ludzie związani z ruchem Black Lives Matter znaleźli nową okazję dla wyładowania swoich niszczycielskich instynktów. Zdaniem Hirsi Ali amerykańska kultura jest przeciwieństwem niszczycielskiego rewolucyjnego żywiołu. To kultura, w której poświęca się wiele czasu na refleksję na temat błędów, czarnych kart we własnej historii, ale również na poszukiwania rozwiązań istniejących problemów.  Zlikwidowano niewolnictwo i rasową segregację, uznając, że były to zjawiska amoralne. Teraz trzeba wskazać na tych rewolucjonistów, jako na nową mroczną kartę w naszej historii — mówi Hirsi Ali — oni nie dążą do rozwiązania żadnego problemu, sieją zniszczenie i chcą władzy. 

Rewolucje, czy to rewolucja francuska, czy rosyjska — odwoływały się do ludzi niemających nadziei. System był rzeczywiście okrutny, wezwania do jego obalenia trafiały do przekonania. Dlaczego jednak trafiają do przekonania tak wielu ludzi w dzisiejszej Ameryce?

Odpowiedzi są trudne, bo nawet jeśli życie staje się łatwiejsze, problemy są zawsze, pojawiają się nowe, często trudne do zrozumienia, globalizacja, rozwój technologii prowadzi do znikania wielu miejsc pracy, często całych zawodów, pojawiają się frustracje, na których łatwo cynicznie żerować.  To jest technika, która zamiast wspólnego szukania rozwiązań problemów zmierza do zmieniania społeczeństwa w dyszący nienawiścią, rozwścieczony tłum.

Ayaan Hirsi Ali urodziła się i dorastała w Afryce. Mieszkała w kilku krajach afrykańskich i w Arabii Saudyjskiej, jak pisała, ma doświadczenia z pierwszej ręki i dobrze wie, czym jest anarchia i rzeczywisty rasizm. Hirsi Ali nie ignoruje traumatycznego charakteru przeszłości Afro-Amerykanów związanej z  niewolnictwem przodków i bliższymi czasami obrzydliwej i upokarzającej segregacji rasowej. Potomkowie niewolników pamiętają o tej przeszłości i i ona oczywiście na nich ciąży. Ważne są jednak proporcje, sytuacja dzisiejsza i dzisiejsze możliwości, które Ameryka stwarza dla wszystkich. Ona sama urodziła się Somalii, mieszkała w Etiopii i w Kenii, w krajach rządzonych przez czarnych, gdzie los czarnych pod władzą własnych dyktatorów jest rzeczywiście straszny. Tam Ameryka jest dla ludzi wzorem prawdziwej wolności i marzeniem o ucieczce z piekła stworzonego przez innych czarnych. Anarchia, tyrania i powszechna nieuczciwość.

Urodzona w 1969 roku Ayaan Hirsi Ali zaczynała swoje życie w rodzinie muzułmańskiej, w kraju, w którym w tym samym roku, w którym się urodziła, były kolonialny policjant z jej plemienia zdobył władzę w drodze przewrotu wojskowego, mordując swoich przeciwników politycznych, zakazując działalności opozycyjnej i wprowadzając socjalizm na wzór radziecki. Zwalczające się milicje, gospodarczy chaos i powszechna nędza, to jest to, co widziała od najwcześniejszych lat swojego życia.

Tym, co odróżnia Amerykę od czarnego lądu, jest to, że Ameryka jest krajem, w którym są poważne problemy, ale tu ludzie spierają się o to, jak je rozwiązać; w krajach, w których dorastała Ayaan Hirsi Ali ludzie zastanawiali się jak zabić tych, którzy są, czy też, których uważają za problem. To istotna różnica, którą być może warto dostrzec. 

Hirsi Ali ma również skalę porównawczą między krajami demokratycznymi. Z Afryki uciekła do Holandii, gdzie nauczyła się języka, ukończyła studia, a później została wybrana do holenderskiego parlamentu. Na czym jej zdaniem polega różnica między krajami europejskimi a USA? Dla niej szczególnie ważny jest fakt, że w Ameryce przy zatrudnieniu nie czyni się różnicy między tymi, którzy urodzili się w innych krajach, a miejscową ludnością. Człowiek oceniany jest według swoich kwalifikacji, bez różnicy ze względu na rasę czy przesądy na temat płci.

Czy rzeczywiście? Hirsi Ali mówi, że jej obserwacje nie pozostawiają wątpliwości, imigrant ma w USA znacznie większe szanse zawodowego sukcesu aniżeli ma w Holandii, Francji, czy w krajach skandynawskich. 

Mimo że jest z Afryki, Hirsi Ali doskonale zna dramaty doświadczeń Afro-Amerykanów, zna historię, zdaje sobie sprawę z nadal istniejących w społeczeństwie rasowych przesądów. Niezbędne są jednak proporcje, uświadomienie sobie, że w świecie, na przykład, w krajach arabskich, ten rasizm jest autentycznie systemowy, zakorzeniony w prawie i całkowicie otwarcie demonstrowany na każdym kroku. Doświadczyła tego osobiście. W Ameryce postawy niektórych jednostek mogą być dolegliwe, ale nie są wszechobecne, można je zwalczać na drodze prawnej, większość odmawia patrzenia na drugiego człowieka przez pryzmat przynależności rasowej. Rozmiary mizoginii w krajach muzułmańskich są zdaniem Hirsi Ali dla wielu Amerykanów niewyobrażalne. Oczywiście, że czarni nadal mają w Ameryce problemy, ale tu widzimy gotowość, wręcz determinację, żeby te problemy analizować i rozwiązywać, podczas gdy w wielu innych miejscach na świecie rasizm stanowi powszechnie akceptowany element kultury.

Ta zdolność analizowania, dyskutowania i rozwiązywania problemów jest dla imigrantki z Afryki najbardziej zachwycającą cechą demokracji w ogóle i demokracji amerykańskiej w szczególności. Problemy społeczne są wszędzie, ale rewolucje ich nie rozwiązują, nieodmiennie produkują więcej biedy, nieszczęść, terroru i śmierci.

Dziś w Ameryce widzimy siły, dla których autentyczne problemy społeczne nie są problemami do rozwiązania, ale okazją do propagowania nastrojów rewolucyjnych i drogą do zdobywania władzy. Powraca w tej rozmowie do osobistej historii dziewczynki urodzonej w muzułmańskiej rodzinie, bitej i terroryzowanej przez matkę, bo ojciec zostawił rodzinę, kiedy miała kilka lat. Wiedziała, że jedyną szansą wyrwania się z koszmaru jest nauka, zdobycie wyższego wykształcenia. Droga do tego celu w kulturze religijnej dyskryminacji kobiet, politycznej anarchii w kraju, biedy i braku zachęty oraz pomocy w domu była nieco trudniejsza niż wszystkie przeciwności, na jakie ludzie natrafiają w Ameryce. Dążenie do rozwiązania problemów na poziomie jednostkowym i na poziomie organizacyjnym jest sprawą kluczową. Jednak te organizacje, które szermują dziś hasłem Black Lives Matter w najmniejszym stopniu nie zajmują się tym, jak istniejące problemy rozwiązać, wręcz przeciwnie, rozwiązanie tych problemów odebrałoby im rację bytu. Dlatego walczą z wolnością słowa, z uporządkowaną dyskusją, z wszystkim, co stanowi sam fundament amerykańskiego systemu wartości. To nie ma nic wspólnego ze społeczną sprawiedliwością, a wszystko z brutalną walką o władzę, tak nad umysłami, jak i całkiem dosłownie, na arenie politycznej.

Pojawia się w tym wywiadzie sprawa starego sporu o drogę do rzeczywistej emancypacji grup przez stulecia dyskryminowanych. Z jednej strony mamy zwolenników różnego rodzaju akcji afirmatywnych, kwot na uniwersytetach i na rynku pracy dających ludziom z grup dyskryminowanych taryfę ulgową oraz podejście fundamentalnie odmienne, stawki na najlepszą oświatę od przedszkola, wspieranie talentów, uczenie krytycznego myślenia, odpowiedzialności za swoje życie i dumy zawodowej. Tej drugiej koncepcji towarzyszy przekonanie, że rzeczywista emancypacja musi zmierzać do prawdziwej równości, a tego nie da się osiągnąć przez taryfę ulgową i protekcjonalne traktowanie całych grup jak ludzi niezdolnych do odpowiedzialności za własny los.

Zdaniem Ayaan Hirsi Ali nie daje się niczego rozwiązać z chwilą, kiedy zaczynamy kwestionować wolność myśli, kiedy wolność słowa przestaje być wartością nienaruszalną. Kiedy pojawia się dyktat jednomyślności znika uczciwość i możliwość uczenia się wzajemnie od siebie. W takiej sytuacji cała amerykańska etyka zaczyna konać.   

Dla Ayaan Hirsi Ali pierwszą i najważniejszą linią obrony są instytucje edukacyjne, kiedy tam znika wolność słowa i swoboda debaty, cały system jest zagrożony. Pojawia się chory język rewolucji kulturalnej. Młodzi ludzie od przedszkola do końca swoich studiów są indoktrynowani. Jesteśmy świadkami selekcji nauczycieli, gdzie kryterium nie są zawodowe kwalifikacje, a lojalność wobec totalitarnej doktryny. Wbija się ludziom do głów, że są ofiarami, a nie samodzielnie myślącymi i odpowiedzialnymi za swoje życie ludźmi. Wrzask zastępuje rozmowę, jednostka staje się częścią bezmyślnego tłumu. Inicjatywę przejęli rewolucjoniści, których trzeba zatrzymać i wrócić do liberalnych wartości.

Dziś w Ameryce widzimy to, co widzieliśmy w chińskiej rewolucji kulturalnej: każdy, kto odważa się przeciwstawiać tej rewolucyjnej fali, natychmiast staje się obiektem ataku wściekłego motłochu. Dlatego też reakcja na ten atak na liberalny system wymaga przywództwa, mobilizacji i organizacji.

Kończąc rozmowę Peter Robinson stawia hipotetyczne pytanie, a co jeśli uda się zniszczyć liberalne wartości, liberalny system, ale gospodarka będzie się rozwijać, ludzie będą zadowoleni? Co Ameryka straci? (Dla mnie akurat ta możliwość jest bardzo mało prawdopodobna, chociaż na krótką metę mogłoby się coś takiego wydarzyć). Ayaan Hirsi Ali jest optymistką i wierzy, że do tego nie dojdzie, ale byłby to powrót do plemienności, której naturę ona zna aż za dobrze ze swoich afrykańskich doświadczeń; jest to życie w sprzecznych narracjach bez możliwości komunikacji, z ciągle narastającymi antagonizmami. Hirsi Ali jest jednak przekonana, że amerykańskie instytucje, na których oparta jest demokracja, są potłuczone, ale nadal solidne. Ameryka jest krajem imigrantów, którzy szukali tu wolności i ładu, którzy uciekali od plemiennych waśni i gdzie jest milcząca większość, która może zacząć protestować.

Dziś — mówi Ayaan Hirsi Ali — kiedy słyszę, że Stany Zjednoczone charakteryzuje przede wszystkim rasizm, czuję się zobowiązana, żeby powiedzieć głośno, że tak nie jest. Nie ma również podziału na lewicę i prawicę, jest podział na tych, którzy są gotowi bronić wolności i tych, którzy chcą ją zniszczyć. Dziś klasyczna centro-lewica ma zamykane usta i musi korzystać z platform, na których wolno jeszcze bronić tego, co kiedyś stanowiło samą podstawę centrolewicowych wartości.     
   

Tę rozmowę warto obejrzeć:

Andrzej Koraszewski

Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny

Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com