16.07.2020
Nawiązując do mojego tekstu „programowego” (ujmuję ten przymiotnik w cudzysłów, bo ta programowość odnosiła się raczej do do kontekstu, w jakim religia jest dyskutowana na SO niż do faktycznego programu mojego agnostycyzmu) na temat agnostycyzmu, który wzbudził zainteresowanie (przeważnie krytyczne) kilku komentatorów chciałbym, jak obiecałem, temat jeszcze raz podjąć i nieco doprecyzować.
Najbardziej wątpliwy wydał się mim oponentom sposób traktowania agnostycyzmu, jak go nazwałem religijnego, jako formy reakcji na dotychczasowe sposoby pisania o religii. Niektóre określiłem jako mi bliskie, inne wprost przeciwnie, jako odrażające. Do tych pierwszych zaliczyłem refleksję filozoficzną, do tych drugich wszelkie formy ideologizacji religii, zwłaszcza jej upolityczniania.
Niestety nie jestem w stanie tematu traktować ab ovo, czyli tak jakby nikt przed tym o tym nie pisał, ale też nie chcę sprawiać wrażenia, że podchodzę do zagadnienia encyklopedycznie i tylko referuję, co inni o tym napisali, a sam nie mam nic do powiedzenia. Otóż mam to, co wyniosłem z moich studiów teologicznych. Wydaje mi się to czymś oczywistym już od lat 80., ale fakt, że mnie się tak wydaje wcale nie oznacza, że tak myślą katolicy; zwłaszcza polscy.
Może zacznę od tego, że z wykładów teologii moralnej zapamiętałem tyle, że chrześcijanin w swojej moralności zachowuje pełną autonomię, które nie może zakłócić żaden autorytet. Wręcz przeciwnie, ktoś, kto postępuje wbrew własnemu przekonaniu tylko dlatego, że tak nakazuje władza zwierzchnia nie tylko grzeszy, ale może trafić przez takie postępowanie do piekła (jeśli w nie wierzy).

Po drugie, i to drugie łączy się z pierwszym, chrześcijaństwo nie wniosło do swiata religii niczego nowego tylko udoskonaliło, czy raczej „skomprymowało” na kartach Nowego Testamentu to, co wcześniej zostało napisane w Starym Testamencie i przez filozofów greckich. Przypomniał o tym profesor Juliusz Domański w monumentalnych Wykładach o humanizmie, których lekturę właśnie ukończyłem. Ściślej mówiąc chodzi o powrót do lektury tekstów napisanych przez Erazma z Rotterdamu, którego Domański tłumaczył, wydawał i któremu poświęcił nie tylko kilka książek, ale i dziesiątki artykułów. Wymieńmy trzy książki: Erazm i filozofia, Trzy rozprawy. Erazm z Rotterdamu oraz oraz Erasmiana Minora. Studia i szkice o pisarstwie filozoficznym i religijnym Erazma z Rotterdamu.
W moim przekonaniu najważniejszym wkładem w dotychczasowe badania nad pojęciem humanizmu jest ostatni rozdział Wykładów poświęcony Erazmowi z Rotterdamu. Znajdujemy w nim nie tylko szczegółową analizę tak mało znanych dzieł, jak Antibarbari czy Ratio seu methodus verae theologie, ale również refleksję nad postawionym przez niego w 1522 roku pytaniem o nowość chrześcijaństwa w okazjonalnym i krótkim tekście List o filozofii ewangelicznej. Nawiasem mówiąc, został on przez Domańskiego przełożony, skomentowany i wydany już w roku 1993 w nader zasłużonym piśmie „Archiwum Historii Filozofii i Myśli Społecznej”.
Jego zdaniem Erazm nie przywiązywał do tego tekstu większego znaczenia. Być może stało się tak dlatego, że sam Erazm przeląkł się nowatorstwa własnego pomysłu, który zresztą nie uszedł uwadze Marcina Lutra. Ten księcia humanistów brutalnie zaatakował na dwa lata przed jego śmiercią w 1534 roku. Wynikało bowiem z niego, że tak naprawdę chrześcijaństwo niczego nowego nie wniosło, a nauka Jezusa Chrystusa stanowiła jedynie udoskonalenie zastanych w starożytności i w Biblii Hebrajskiej intuicji. Warto też pamiętać o nienawistnikach, z którymi całe życie musiał się Erazm liczyć, a którzy w każdej chwili byli gotowi oskarżyć go o herezję. Te obawy nie były bezpodstawne: w 1555 roku pisma Erazma trafiły na Indeks Ksiąg Zakazanych.

Z moich badań nad humanizmem jezuickim pamiętam jak bardzo Ignacy Loyola wypierał się pod koniec życia jakichkolwiek wpływów ze strony Erazma. Dzięki studiom historycznym wiemy, że Loyola kłamał w żywe oczy tylko dlatego, że bał się o założony przez siebie zakon, który mógłby zostać zlikwidowany, gdyby założycielowi udowodniono związki z „heretykiem”. Tak oto w historii katolicyzmu można znaleźć wiele takich „użytecznych kłamstw”, które popełniano tylko dlatego by nie narazić się „strażnikom ortodoksji”.
Jaki z powyższego morał? Ano taki, że najlepiej pozostawać poza strukturami jakiejkolwiek religii, jeśli chce się zachować szacunek dla niezależnego myślenia, a tym samym dla samego siebie.


Sceptyczna byłabym raczej, gdyby religie różnych kultur tak ewidentnych podobieństw nie wykazywały. Pojęcie „plagiatu” w odniesieniu do mitów religijnych jest tak samo chybione, jak mówienie o „plagiatorskich” snach lub wizjach psychodelicznych (OK, daruję sobie „mistyczne” 🙂
Byłabym bardziej sceptyczna, gdyby religie różnych kultur tak ewidentnych podobieństw nie wykazywały. Pojęcie „plagiatu” w odniesieniu do mitów religijnych jest tak samo chybione, jak mówienie o „plagiatorskich” snach lub wizjach psychodelicznych (OK, daruję sobie „mistyczne” 🙂
https://uploads.disquscdn.com/images/44c5d1c7f3d8b8736f553438c4000af6daa4df9f3e4cc7b585cc2d0a5588b7c1.jpg
Heretycy rzadko zostają trybunami ludu, czasm zyskują sławę w małych kręgach, czase są odkrywani z duźym opóźnieniem. Erazm, podobnie jak nasz Frycz-Modrzewski, w osobliwy sposób był częścią kontrreformacji, lał oliwę na wzburzone fale, chciał reform, a nie rewolucji. Rozumiem dlaczego założyciel zakonu jezuitów wolał się do niego nie przyznawać. A swoją drogą znający pisma Erazma Zygmunt II August nie chciał być panem sumień. To było piękne, chociaż historycy nie są dziś pewni czy słuszne. Tolerancja wymaga czasem zdecydowanych kroków i prawa pozwalającego na jej egzekwowanie.
Erazm z Roterdamu świadomie choć z obawami o swoje życie odkrył prawdę, że Chrystus i Nowy testament są powtórzeniem obserwacji astronomicznych i opisów astrologicznych znanych ludzkości od tysiącleci i zawartej wcześniej w wielu religiach, oraz wcześniej w Strarym Testamencie. W tym sensie chrześcijaństwo w innej, bardziej spersoniifikowanej formie przekazuje obserwacje ludzkości zwiazane ze słońcem i gwiazdami.
*
W sensie cywilizacyjnym i politycznym chrześcijaństwo przyniosło bardzo wiele rzeczy zarówno pozytywnych (np. powszechne zasady moralne, dzieła architektury i sztuki sakralnej) jak i negatywnych (szowinizm ortodoksji. wojny i zbrodnie inkwizycji, utrzymywanie stkami lat szerokich rzesz społecznych w analfabetyźmie i ciemnocie, itp.) Współczesnie dominujacy nurt chrześcijaństwa czyli katolicyzm w swojej formie instytucjonalnej odgrywa coraz mniej znaczącą rolę w procesie rozwoju ludzkości. Mam nadzieję, że taki zmniejszający się wpływ krk na życie społeczne będzie miał miejsce także w Polsce.
*
Konstatacja, że „…najlepiej pozostawać poza strukturami jakiejkolwiek religii, jeśli chce się zachować szacunek dla niezależnego myślenia, a tym samym dla samego siebie.” jest wnioskiem oczywistym. Jest jednocześnie wnioskiem bardzo podobnym do wniosków z myślenia zawartych w sąsiednim artykule Andrzeja Koraszewskiego rezenzujacego polskie wydanie ksiażki Jerry’ego A. Coyne: Wiara vs. fakty. Dlaczego nauki i religii nie można ze sobą pogodzić.
Uwaga techniczna @BM. Panie Redaktorze, czy Pan kiedyś próbował użyć CTRL-C, CTRL-V w oknie tego edytora? Na przykład proszę napisać jakiś tekst, po czym wstawić na przykład literę „ą” w kilku miejscach. Czasem działa, ale na ogol edytor sieka tekst, wstawia CR, i tak dalej. Ten cud techniki to jest jeden wielki wstyd. Niech Pan popróbuje. (Moze to sie wiaze z brakiem polskich liter na mojej klawiaturze. Ja pisze zwykle ASCII, po czym poprawiam przy pomocy spell checker.)
Powtórzę moja krotką i zapewne uproszczoną formulę. Religia to nie jest wyzwolenie człowieka przez Boga, tylko zniewolenie człowieka przez instytucję. Nie jestem pewien, czy potrzebne są jakieś dalsze rozważania.
Sparafrazowaną konkluzję (“morał”) p. Profesora: najlepiej pozostawać poza [wierzeniami] jakiejkolwiek religii, jeśli chce się zachować szacunek dla niezależnego myślenia, poleciłabym wojującym z religią “nowym ateistom”. Tak zapamiętała walka z tym, w co sami nie wierzą, wierzących jedynie w ich wierze utwierdza (w myśl zasady, że nie walczy się z “wiatrakami”). Ta walka jest de facto na rękę manipulującymi wiarą instytucjom, które z “prześladowania religii” uczyniły niezwykle efektywny dogmat.
Gdyby nie było wojujących ateistów, to religia i tak byłaby prześladowana. Na przykład poprzez nie dość pospieszne i nie dość obfite wypłaty z budżetu państwa. Albo niedostateczną liczbę godzin religii w szkole. Albo niewystarczające obostrzenia przy sprzedaży prezerwatyw. Albo przez oczekiwania ofiar kościelnych pedofilów, ze zostaną im wypłacone jakieś odszkodowania. Prześladowanie Kościoła i religii po prostu nie ma końca i trzeba się do tego przyzwyczaić. Tak wiec ja bym niczego nikomu nie polecał, a już zwłaszcza nowym ateistom. Co by zrobili albo nie zrobili, religia i tak jest prześladowana.
„Może zacznę od tego, że z wykładów teologii moralnej zapamiętałem tyle, że chrześcijanin w swojej moralności zachowuje pełną autonomię, które nie może zakłócić żaden autorytet. Wręcz przeciwnie, ktoś, kto postępuje wbrew własnemu przekonaniu tylko dlatego, że tak nakazuje władza zwierzchnia nie tylko grzeszy, ale może trafić przez takie postępowanie do piekła (jeśli w nie wierzy).”
To zdaje mi się pierwotna myśl Tomasza z Akwinu, która i w kwestii osobistego sumienia bywała bardzo mocno podchwytywana przez Kościół katolicki, ale ostatecznie po kilku wiekach część z tych bardzo śmiałych wniosków nie została oficjalnie przyjęta, kluczowy był tu Sobór Trydencki. I nawet dzisiaj nowy, aktualny Katechizm Kościoła Katolickiego głosi obowiązek dostosowywana osobistego sumienia do Urzędu Nauczycielskiego Kościoła i ogółem Magisterium, jest to zawarte w kanonach dotyczących tak zwanego błędnie ukształtowanego sumienia. A dodając fakt, że obecna nauka o sumieniu i tak jest bardzo „liberalna” względem wcześniejszej, historycznej , która raczej w ogóle nie doceniała osobistego wglądu, to całość maluje się w barwach dość nie-miłych.
Moim zdaniem chrześcijaństwo przyniosło światu obowiązek misyjny, powszechność i uniwersalizm raczej obcy judaizmowi. Zacementowało koncepcje wiecznej kary i wiecznej nagrody po śmierci, przeniosło zupełnie środek ciężkości istnienia poza życie doczesne. Chrześcijaństwo nie wynalazło co prawda monoteizmu, ale pokazało, że można w niego wchłonąć pierwiastki filozofii klasycznej np neoplatonizm.Do tego dodałbym apoteozę cierpienia („obowiązek niesienia swojego krzyża”) jak i w ogóle koncepcje zbawienia przez wiarę. To czy to wkład pozytywny czy negatywny to już inna kwestia.
Chrześcijaństwo przyniosło Nowość, informację że nie trzeba na nic zasługiwać, że jest się odkupionym i kochanym. Za darmo. To jest proste i ta prostota może niektórym nie mieści się w głowie, dlatego tworzą strukturę. Struktura może być pomocna, ale nie powinno się do niej za bardzo przywiązywać, a zachować wolność wobec niej. Odejście z Kościoła nie jest rozwiązaniem. Chodzi o zachowanie wolności wewnętrznej.
Chrześcijaństwo przyniosło Nowość, informację że nie trzeba na nic zasługiwać, że jest się odkupionym i kochanym. Za darmo. To jest proste i ta prostota może niektórym nie mieści się w głowie, dlatego tworzą strukturę. Struktura może być pomocna, ale nie powinno się do niej za bardzo przywiązywać, a zachować wolność wobec niej. Odejście z Kościoła nie jest rozwiązaniem. Chodzi o zachowanie wolności wewnętrznej.