
21.07.2020
Nie będę komentował tego, co dzieje się na scenie politycznej, tego, jakie szanse ma Rafał Trzaskowski jako lider ruchu społecznego: Nowa Solidarność, czy też Nowa Platforma. Życzę mu jak najlepiej, ale to trudne zadanie – utrzymać tak wysoką temperaturę pod społecznym kotłem emocji, bez stałego źródła finansowania, mając obok inicjatywę Szymona Hołowni z jego Polska 2050.
Zobaczymy za parę miesięcy…
Tym, czym chciałbym się zająć jest to, co stało się z językiem w przekazie publicznym, stopniem aberracji i absurdu, jaki obserwujemy słuchając dyskutujących w studio radiowym czy telewizyjnym polityków. Poziom tych dyskusji musi wywoływać odruch wymiotny u każdego człowieka, który zna i rozumie najprostsze nawet zasady logiki i potrafi zrozumieć znaczenie prostych nawet słów, którymi politycy posługują się w dyskusji.
Poraża łatwość, z jaką adwersarze z poważnymi minami, stosując te same wyuczone chwyty erystyczne i mowę ciała, dowodzą kolejno: że to A jest większe od B i odwrotnie: że to B jest większe od A. Z całkowitym pominięciem logiki w przekazie, bez żadnych starań, by zbić argumenty przeciwnika. Z dążeniem do jednego tylko celu – by moje było na wierzchu.
Z klasycznego podziału na spory waleczne i spory o prawdę zostały tylko te pierwsze. Nie pamiętam, kiedy widziałem taką dyskusję polityków, w której widoczny byłby choćby zamiar toczenia sporu o prawdę. Nigdy i nic, zawsze tylko szermierka na słowa bez pokrycia, bez odniesienia do rzeczywistości. Obserwując te spektakle wiem jedno – są dwie rzeczywistości i każdy z aktorów żyje we własnej, całkowicie innej bańce niż jego partner w dyskusji w studiu.
Nie znam żadnych specjalistycznych badań (pewnie są takie), które mierzyłyby społeczne skutki i społeczne straty takich zdarzeń i sytuacji. Sądzę, że wysoka niechęć do polityki i polityków (przypomnę — z badań nad prestiżem, stopniem społecznego poważania — zawód polityka plasuje się na samym dnie tabeli badanych zawodów) – niechęć utrzymująca się od lat ma główne swoje źródło w tym właśnie.
Można machnąć ręką na te sprawy, ale czy na pewno?
Właśnie w ostatnich wyborach kandydat opozycji zgromadził 10 milionów ludzi mówiących, że mają dość tego, co wyrabia władza. Teraz przed Rafałem Trzaskowskim wielkie zadanie – budowa dużego ruchu społecznego. Będzie to robił polityk; polityk, a więc ktoś na mocy definicji z niskim poważaniem i bez wiarygodności w tym, co mówi. To nie będzie pomocne w tej dużej pracy, jaką trzeba wykonać.
Język w polityce zawsze był opatrzony pewną skazą cynizmu i swobodnego operowania prawdą. Skala tych nieprawości była jednak nieporównywalna do tego, co mamy obecnie. Gdyby próbować zmierzyć procesy psucia języka w polityce, odejścia od zasad logicznej argumentacji, pogrążanie się o odmętach absurdu w dowodzeniu tego, co nieprawdopodobne, a nawet niemożliwe, w poniżaniu przeciwnika zamiast precyzyjnego doboru argumentów za swoją tezą, to trzeba jasno powiedzieć — to przyspiesza.
Nie wiem, gdzie jest granica tego absurdu.
I na koniec kilka drobiazgów z politycznej łączki pokazujących, gdzie jesteśmy, my w Polsce, tu i teraz.
To będzie od samego prezesa – to bowiem najważniejszy prezes miał powiedzieć, że każdy, kto chce być Polakiem musi, podkreślmy – musi wyznawać te wartości, które wyznaje obóz rządzący. Wśród licznych w ostatnich czasach barwnych wypowiedzi prezesa ta zajmie miejsce szczególne.
I jeszcze jedno: prezes miał oświadczyć, że to, co płynie do nas ze świata, z zachodu, to rodzaj nowego niewolnictwa, które obezwładnia ludzi, powoduje, że kierują się oni w swoim życiu zasadą przyjemności opartą o najniższe instynkty, a zwłaszcza o seks, który jest dla nich najwyższą wartością.
Smaczne, prawda? I pomyśleć kto to mówi…

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Rzeczywiście tak jest, że rozmowy między politykami ogląda się raczej jak KSW/MMA, czyli kto komu bardziej dołoży, kto będzie bardziej bezwzględny. Nie przynosi to żadnej nowej wiedzy o świecie, służy tylko i wyłącznie walce i konsolidowaniu zwolenników – wyborców – żołnierzy. Zabija to postawy obywatelskie, zaangażowanie w działalność publiczną, zainteresowanie polityką. Kształtuje wyuczoną bezradność i wycofanie. Ale chyba o to władzy chodzi. Własnie zobaczyłam filmik z udziałem A. Macierewicza, który szkoli ludzi mówiąc: „im kłamstwo jest bardziej sprzeczne z prawdą tym jest skuteczniejsze, ono nie może być bliskie prawdy, ono ma być skrajnie, brutalnie przeciwne prawdzie” (nagranie dostępne w internecie). To jest dokładnie to o czym pisze Zbigniew Szczypiński – to nie jest spór o prawdę. A w ślubie Kurskiego nie chodzi o sakrament.
Tow Maciarenko swe „prawdy” wygłasza na parafiach Koscioła zwanego rzymsko katolickimi… Dopóki nie nastąpi REALNY rozdział Kościoła od państwa , to NIC się nie zmieni ….tzn jako nacja jesteśmy skazani na wymarcie…
Przecież to płatna robota.
Granice absurdu wyznaczył horyzont, przy czym są jeszcze tacy którzy tam biegną. za nimi biegną pielęgniarze a reszta macha nogami, raz lewą, raz prawą.