25.07.2020

Możemy sobie pogratulować: znowu jesteśmy w czołówce państw zacofanych i znowu jesteśmy gotowi przelecieć się po mózgownicach z nieaktualnymi refleksjami; wyciąganie wniosków po imprezie, to specjalność naszego wariatkowa. Lecz jakkolwiek ów banał nadaje się do odzwierciedlenia stanu naszej polityki, to pozwólcie, że tym razem nie o niej będę nawijać, ale o pandemii. O zjawisku przerażającym decydencką wyobraźnię. I o ludziach niepotrafiących wczuć się w koszmar walki o przeżycie ciężko chorego.
Od razu zaznaczę, że dyktat powszechnej głupoty obejmuje swym zasięgiem wszystkie kontynenty. Przykładem Białoruś, Chiny, Indie i Brazylia. Ilustracją, tragedia Afryki. Następnym, USA; powracające fale coraz nowszych ognisk dowodzą, że tlące się niebezpieczeństwa mogą w każdej chwili wybuchnąć z siłą nie do opanowania.
Wiedzą o tym Włosi. Nauczeni doświadczeniem, wprowadzili u siebie maseczkowe rygory i w tym celu zdecydowali się na surowe mandaty. Hiszpanie też zaczęli dostrzegać, że lekceważenie utrudnień służy rozprzestrzenianiu się wirusa i nie chcą ponownie uczestniczyć w przeżywaniu traumy. Na Białorusi i w Rosji powiększa się liczba zarażonych.
Wspomnieć należy o Wielkiej Brytanii. Gdyby nie osobiste doświadczenia premiera tego spłachetka globu, dalej by żartowano z pandemii. Brazylia z ilością dziennych zarażeń przekraczającą liczbę zarażonych w naszym kraju od marca, zawdzięcza swoje ofiary rozlicznym niefrasobliwościom rządu.
A więc pomówmy o zjawisku lekceważonym przez wielu, a groźnym dla nielicznych. Natomiast związek zarazy z polityką będzie tu pośredni. Marginalny poniekąd, ponieważ wielu świecznikowym politykom trudno zaakceptować istnienie czegoś, czego nie widzą. Co nie dotyka ich bezpośrednio.
Jak to zwykle u nas, nie sądzą, by było trzeba wprowadzać do obywatelskiej mentalności nakazy profilaktycznego zachowania. Zamiast tego, wolą żartować z niebezpieczeństwa mówiąc, że go nie ma.
Dopiero wtedy, gdy sami zachorują, spada na nich olśnienie, że trzeba być rozsądnym i słuchać mądrzejszych, czyli wirusologów. Jednakowoż spóźniony rozsądek przywódców przypomina musztardę po obiedzie. Bo mleko już się wylało. Bo z nieodgadnionych powodów mieszkańcy rządzonego kraju zawzięli się, by naśladować ich bimbające zachowanie.
Za nic mają alarmistyczne przestrogi, nawoływania, sugestie i obostrzenia; jeśli rządzący mogą chodzić bez maseczek, nie przestrzegać społecznego dystansu, propagować rozluźnienie w gospodarce i wbrew namacalnym dowodom tokować o cofaniu się pandemii, to czy nie warto pójść ich tropem i uwolnić się uciążliwych, czyli na dłuższą metę zbędnych kwarantann? Czemu nie pozwolić sobie na pełne stadiony i ślubne uroczystości? Zwłaszcza teraz, w okresie urlopowym, gdy słonko przygrzewa, a plaże parują od luzu i piwa?
Wniosek zaskakująco oczywisty: ryba psuje się od głowy. Populizm zwycięża, a poszczególni krajowi przywódcy bezkarnie szerzą swoje konfabulacje.
Skoro nasi rządzący koryfeusze niewiedzy głoszą przy byle okazji, gdzie popadnie i komu się da, że nie ma się czego bać, że sytuacja jest pod kontrolą, a ludzie zaopiekowani, skoro uspokajają, że testy wykazują spadek zachorowań, to czy można się dziwić szarym obywatelom, iż postępują zgodnie z ich słowami?
Niestety, nie stać nas na rozum i w dalszym ciągu bawimy się na Titanicu, zapominając, że w ten sposób narażamy bliskich na śmierć.

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM
