30.07.2020

3 sierpnia, a więc za dni parę, Sąd Najwyższy, a dokładniej mówiąc, jego specjalna Izba, wyda orzeczenie w sprawie ważności wyborów prezydenckich w Polsce. Nie wiem jak to zrobi, skoro dotąd rozpatrzono kilkaset z blisko sześciotysięcznej puli protestów wyborczych. Wiem natomiast, że nie będzie unieważnienia wyborów, w których minimalną przewagę uzyskał urzędujący prezydent Andrzej Duda. To nie jest wiedza, to intuicja poparta socjologiczną wyobraźnią – na dziś wystarczy.
Tym, czym chciałbym się zająć — jest sytuacja na opozycyjnej części sceny politycznej. Przegrany o włos kandydat opozycji w drugiej turze – Rafał Trzaskowski, na wiecu w moim rodzinnym mieście, w Gdyni, zapowiedział tworzenie obywatelskiego ruchu pod roboczą nazwą Nowa Solidarność.
Zapamiętajmy – padło słowo solidarność. Rafał Trzaskowski mówi wprost – trzeba nawiązać do tego fenomenu, jakim była tamta Solidarność, ta z 1980 roku, ta powstała w wyniku strajku, który zaczął się 14 sierpnia w mojej stoczni i trwał do 31 sierpnia. To był początek czegoś, co doprowadziło do powstania 10-milionowego związku zawodowego, któremu nazwę Solidarność zaproponował Karol Modzelewski.
Rafał Trzaskowski uzyskał 10 milionów głosów w wyborach na urząd prezydenta, 10 milionów głosów, z których większość była jednak oddana przeciw Dudzie, przeciwko temu, co robi obecna władza. Ta liczba to, jak sądzę, jedyna zgodność z tamtymi wydarzeniami.
Jeżeli, jak słyszę, Rafał Trzaskowski mówi, że trzeba budować ruch obywatelski – absolutnie tak, bo trzeba zagospodarować entuzjazm ludzi z kampanii wyborczej. Ale jeśli mówi, że jest to to samo co działo się w Polsce trzydzieści lat temu, to jako ten, który był w tym od początku i ma to dobrze zapisane w pamięci, powiem więcej, ma to zapisane na własnych plecach – powiem, że to nieprawda. Entuzjazm wyborców objawiany w kampanii nie jest porównywalny do tych procesów, jakie się zaczęły w sierpniu 1980 roku. Takie porównania może czynić ktoś, kto zna tamtą historię z przekazu, z opowieści, z filmów czy książek.
Mówię te słowa nie dlatego, że źle życzę Rafałowi Trzaskowskiemu. Jest wręcz przeciwnie, życzę mu jak najlepiej. Dlatego też sugeruję zmianę nazwy jego ruchu obywatelskiego. Nazwa solidarność kojarzy się obecnie ze związkiem zawodowym, który mówi, że jest jej jedynym prawnym właścicielem. To zresztą chichot historii, że Piotr Duda jest przewodniczącym NSZZ „Solidarność”. Ale tak teraz jest i nic, jak na razie, nie wskazuje by miało to się zmienić. Już widzę te prawne przepychanki z ludźmi, którzy nie mają w sobie nic z tamtej solidarności, z tamtego Związku Zawodowego, który miał 10 milionów członków i podejmował liczne akcje protestacyjne w imię pracowniczej solidarności.
Panie Prezydencie — zwracam się do Rafała Trzaskowskiego, prezydenta Warszawy — proszę rozważyć zmianę nazwy swojego ruchu, póki jeszcze nie potoczyły się sprawy, póki nie ma jeszcze wdrukowanej w świadomość ludzi nazwy Nowa Solidarność. Nie ma wartości dodanej dla nowo tworzonego bytu politycznego, obywatelskiego ruchu tych którzy „mają dość” tego, co robi władza z przywołania historycznej nazwy solidarność. Nie da się powtórzyć tamtego fenomenu, a to, co funkcjonuje obecnie pod tą nazwą jest tylko karykaturą, zaprzeczeniem tego, co było i skończyło się.
Na scenie powyborczej Szymon Hołownia zapowiada podobne działania – też buduje ruch społeczny odwołując się do wyborczych emocji. Ten nowy podmiot polityczny ma się nazywać Polska 2050. To dobra nazwa. Ma wszystko co mieć powinna. Jest krótka, wpada w ucho i co ważniejsze – wyznacza horyzont czasowy.
Od 2050 roku dzieli nas trzydzieści lat, to dokładnie jedno pokolenie. Obecni dwudziestolatkowie będą mieli lat pięćdziesiąt, trzydziestolatkowie – sześćdziesiąt. Wszyscy będą aktywni i wszyscy muszą myśleć perspektywą pokolenia. We własnym interesie, w interesie swoich dzieci, jeśli je mają lub będą mieć.
To dobra nazwa dla ruchu obywatelskiego.
Trzeba wymyśleć równie dobrą albo jeszcze lepszą. Nie czuję się uprawniony do podpowiadania, ale co mi tam – niech byłaby to nazwa nawiązująca do wszechobecnego w kampanii okrzyku „mamy dość”. Proste, łatwe i wpadające w ucho. To tak jako przykład, można znaleźć inne, być może lepsze nazwy.
Ale nie „Nowa Solidarność”. To nie jest dobra, jest nieprawdziwa historycznie — a tym bardziej współcześnie — nazwa dla nowego ruchu społecznego, ruchu tak potrzebnego nam wszystkim.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Jest jeszcze co najmniej jeden argument przeciw tej nazwie. Tamta „Solidarność” to już dla wielu ludzi artefakt wykopaliskowy. Nic, co się kojarzy z solidarnościowym kombatanctwem i styropianem nie zostanie zaakceptowane przez nie tylko obecnie wchodzące w życie pokolenie, ale i przez co najmniej jedno poprzednie. Dużo bardziej podoba mi się proponowana też nazwa „Nowy horyzont” albo i agresywne „Wściekli”.
Budujemy. Tak mi przyszło do głowy. Ruch Społeczny „Budujemy Polskę”. Data jest zbędna. Budować należy tu i teraz. Nazwy „Budujemy Polskę”, „Budujemy”, oraz „Tu i Teraz” należy sądownie zarejestrować. Mozna to zresztą zrobić na wszelki wypadek.
Nazwa nie może być negatywna. Wściekli to fatalny pomysł. Solidarność w jakiejkolwiek formie to kiepski żart oraz oddanie pola walkowerem obecnej pseudo -Solidarności.
A dlaczego nie „Gwiazda Europy”?
Pan tak na poważnie?
Ciekaw jestem, czy cokolwiek z tych dyskusji trafia do adresata.
Za J.Łukaszewskiego.
Szybcy i Wściekli raczej nie może liczyć na masową akceptację, a pamiętajcie, że to w założeniu ma być ruch masowy. Szukać zwolenników w różnych warstwach społecznych, niekoniecznie odznaczających się poczuciem humoru.
Solidarność, nowa czy stara też nie, zresztą są już dwie – związek zawodowy i Solidarna Polska Z. Ziobro.
Nowy horyzont dużo lepszy, do zaakceptowania dla każdego.
mnie się podoba Polska 2050, skoro jest trafiona warto budować, to kierunek szukający rozsądku w istniejącym duopolu i może poobcinać jemu boki dając nadzieję na rzeczywiste przełamanie się opinii publicznej
budowanie na duopolu, w oparciu o platformę jeszcze długo (albo wcale) nie będzie miało perspektywy przesunięcia nas w objęcia dobrej strony mocy
Autor ma oczywiście rację. Ruch, który rozpoczeliśmy w sierpniu ’80 i w którym uczestniczyłem od początku, odegrał swoją rolę historyczną podobnie jak wiele innych organizacji, zjawisk, wydarzeń historycznych. Jego sens, treść a zatem i nazwa należą bezpowrotnie do przeszłości. Nikt poważny nie nazwałby dzisiaj ruchu: POW, AK, ZWZ czy np. Powstanie Styczniowe. To, że historyczną nazwę przywłaszczyła centrala obskuranckiego związku zawodowego na usługach PiSu i KRK jest argumentem dodatkowym chociaż nie decydującym. Decydująca jest teraźniejszość i przyszłość i nazwa powinna choćby symbolicznie i syntetycznie odnosić się do tej perspektywy.
*
Panowie podali swoje propozycje, ja zaś zaproponuję metodę, która mogłaby pomóc w przyjeciu nazwy. W Polsce ta metoda ma długą tradycję. Powinno się w ramach ruchu ogłosić konkurs na nazwę, z podaniem kryteriów oceny. Nadesłane (mailem) propozycje powinna zebrać i poddac ocenie komisja konkursowa, wybierając dwie do pięciu propozycji, które uzna za najlepsze z punktu widzenia przyjętych kryteriów. Te propozycje powinny być poddane referendum internetowemu, w ramach którego członkowie / sympatycy ruchu dokonaliby wyboru. Byłby to dobry wstęp do demokratycznej praktyki organizacyjnej, bowiem nie da sie wygrać z PiSem jezeli struktura wladzy, sposób podejmowania decyzji i zasady działania ruchu nie będą od poczatku do końca demokratyczne.
Żadna Solidarność! Jaka była i co się z nią stało – to powinno zniechęcać do takiej nazwy. Jeszcze tylko brakuje żeby Wałęsa został honorowym przewodniczącym.
Kiedyś w czasach PRL ogłoszono konkurs na nazwę dla zjednoczenia, które produkowało odzież i coś tam jeszcze. Nazwa miała składać się z nie więcej niż pięciu liter i nawiązywać do tego, co to zjednoczenie produkuje. Jak na czasy PRL nagroda była dość duża, a ja w chwili natchnienia od razu wiedziałem jaka to powinna być nazwa – CHŁAM. Niestety, zgubiłem adres sądu konkursowego i zaprzepaściłem swoją szansę.
Teraz znowu mam przebłysk i proponuję nazwę dla ruchu: PRAWO I SPRAWIEDLIWOŚĆ. Przecież tego nam brakuje. A żeby nie pomylić ruchu z PiSem można dodać na początku PRAWDZIWE.
To zresztą rechot historii, że Piotr Duda ex zomowiec jest przewodniczącym NSZZ „Solidarność”.
Ma pan absolutną rację. Bardzo bym chciała żeby sugestia pana, stała się dla pana Trzaskowskiego, sensowną.