Zaraza tu i tam4 min czytania

()

23.08.2020

Marzyński

Pisze do mnie przyjaciel Tadeusz Sobolewski, ten z „Gazety Wyborczej” i niezwykłego pamiętnika z lat 1980-2000, ostatnio wydanego przez WAB.

Marianie, mieliśmy razem z Justyną i chłopcami jechać w wymarzone miejsce, na Spisz, skąd widać Tatry Bielskie — mój pierwowzór gór. Nawet Himalaje przypominały mi trójząb Hawrania, widziany w 1955 roku z Bukowiny i Jurgowa. Ale odwołaliśmy, bo nas wystraszyli pandemią. Przechorowałem ten nasz nie-wyjazd. W rezultacie — jestem w domu sam.

Ania nie wytrzymała i pojechała z Celą do miejsca, do którego jeździła w dzieciństwie z mamą, do Śródborowa, do domu TSKŻ (Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów). Opowiadała mi, jak leżąc na kocu z niewidomą Mamutą, na tak zwanej Pupiej Górce, czytała na głos „Burzę” Szekspira i wołała: Arielu, przybądź! Ale dom żydowski pod sosnami był teraz pusty, a kuchnia nieczynna. Corvid-19. Przeżywamy z nim w Polsce tego lata istne „Sanatorium pod Klepsydrą”.

Dzieje się to na tle wolnościowej eksplozji młodości na Białorusi. Co za kontrast z Polską i biciem gejów pod figurą Chrystusa! Ta Białoruś, przy wszelkich analogiach solidarnościowych, jest bardzo różna od nas: ani zachodnia, ani wschodnia, samoswoja, pozbawiona wielkościowych kompleksów, w jakiś sposób nowoczesna, przyszłościowa, ujmująca.

Ściskam serdecznie. Nosić maseczki! Tadeusz.

Tadziu, Europa jest lepiej niż Ameryka przygotowana do zarazy; tutaj, z powodu wielkości i różnorodności kraju, przez lata będziemy z nią żyć, tak jak się żyje z przewlekłymi, a nawet nieuleczalnymi chorobami. Nasz system decentralizacji i niezależności stanów, który dobrze funkcjonuje w polityce, w sytuacjach kryzysowych, szczególnie gdy nie jest to klęska żywiołowa, a kryzys społeczno-psychiczny, prowadzi do chaosu. Rozgorączkowane media, publiczne i społeczne plus instytucje „opiekujące się” społeczeństwem, doprowadzają zagrożenie do absurdu.

Przykład z rodziny Marzyńskich: od miesięcy planowaliśmy z naszym kochanym Bartoszkiem, wizytę u niego w Seattle. Jedną już podróż w koronie, samolotem z Miami do Bostonu, odbyliśmy, dochodząc do wniosku, że przy właściwym opatuleniu się i separacji pasażerów w poczekalniach i na pokładzie, złapanie wirusa w ciągu kilkugodzinnego lotu, wymyka się prawdopodobieństwu. Tym razem na tydzień przed lotem, nasz syn zadzwonił do powiatowego wydziału zdrowia z pytaniem, czy przylot wiekowych rodziców/dziadków jest bezpieczny i otrzymał krótką odpowiedź: niebezpieczny. Działo się to w stanie, gdzie od wielu tygodni ilość zakażeń utrzymuje się na tym samym, niskimi poziomie. A co innego mieli powiedzieć? Wziąć odpowiedzialność za jego gości, żeby potem ich sądzili? Linie lotnicze pozwalają anulować loty bez żadnych konsekwencji finansowych. Zostaliśmy w domu.

Od czasu do czasu spotykamy się w ogrodzie z przyjaciółmi. Przychodzą w maskach, ale zdejmują je do rozmowy i jedzenia. Jedna z naszych gości — równolatka, nie widziała od miesięcy dzieci, które postanowiły, że jedzenie będą jej dostarczać przez uchylone drzwi. Zachwiany został balans indywidualnego życia: dobrze poinformowany rozsądek powinien rozważać ryzyko i podejmować racjonalne decyzje. Zaraz wojenna, która jej i moje rodziny przeżyły, nauczyła nas, że w konfrontacjach z niebezpieczeństwem, pomocny jest optymizm.

Anya pracuje w międzynarodowej szkole w Londynie. Dziś przyjdą do szkoły uczniowie, których umieści się w odizolowanych od siebie grupach, nauczyciele w maskach nie będą się do nich zbliżać, nie zobaczą jak rozwiązują zadania matematyczne, w niższych klasach śpiewano dotąd piosenki, teraz usta będzie się otwierać tylko w konieczności, 10% rodziców postanowiło, że do tak prowadzonej szkoły ich dzieci nie powinny chodzić Większość amerykańskich szkół pozostaje zamknięta, uczenie dzieci on-line jest niezłym żartem.

Co 4 lata odbywają się u nas prezydenckie konwencje wyborcze, na które zjeżdża po kilkanaście tysięcy delegatów, demokraci w jednym mieście, republikanie w drugim. Na tych jarmarkach demokracji, polityka nabiera kolorów życia, których w tym roku pozbawiła ich korona. Każda z partii przez cztery dni nadaje dwugodzinną reklamę polityczną: w setkach mieszkań ustawia się przed kamerami setki partyjnych aktywistów, przed każdym stawia teleprompter, gdy się ktoś zająknie, nakręci się dubel, montażyści zrobią z tego elektroniczne występy chóru, jeden zaczyna zdanie, druga je skończy, na ekranie jedna kratka, potem dwie, cztery, osiem, chór przerywa soliście: tak, tak, masz racje. Nie bez przyczyny powstał idiom preaching to the choir , przekonywanie już przekonanych. Chcąc – nie chcąc, z powodu korony demokraci wpadli w sidła Trumpa: niezależnie od zarazy, to on jest jednoosobowym chórem, powtarzającym w nieskończoność swoje refreny, polowa z nich oparta na kłamstwach.

Zaczynając od moich studentów filmowych, przez pół wieku uczyłem Amerykanów polsko- francuskiego ściskania się i całowania co najmniej dwa razy. To wszystko poszło na marne!

Uściski, M.

Marian Marzyński

Polski i amerykański dziennikarz, reżyser filmowy i scenarzysta. Ur. 12 kwietnia 1937, zmarł 4.04.2023. Mieszka stale w USA. Album autobiograficzny Mariana Marzyńskiego KINO-Ja. ŻYCIE W KADRACH FILMOWYCH jest do nabycia w księgarni internetowej UNIVERSITAS i w sklepach taniej książki.  

Witryna Marzyńskiego LIFE ON MARZ

Więcej w Wikipedii

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.