Z deszczu pod rynnę

28.08.2020

Marzyński

Donald Trump ma w naszej rodzinie przydomek „wieprza”, a to z powodu grymasu twarzy, gdy jego usta składają się w kształt świńskiego ryjka. Od czasu, kiedy trzy i pół roku temu rozpoczął kampanię prezydencką zjeżdżając ze swoją modelką ruchomymi schodami „Trump Tower” i zaczynając od groźby, że meksykańscy uchodźcy będą gwałcić amerykańskie kobiety, od tamtego czasu, gdy tylko Trump pojawi się na naszym ekranie, Grażyna odchodzi od telewizora. Ja zostaję, bo moje poczucie bezpieczeństwa opiera się na znajomości przeciwnika.

Powtórzyło się to przy kończącym się dzisiaj 4-dniowym połączeniu telewizyjnych „Big Brother” i „Apprentice” z Trumpem w roli głównej. Gdy brać pod uwagę histeryczność i natężenie głosu niektórych mówców na tej konwencji wyborczej republikanów, przypomina się skrzypiący glos Adolfa Hitlera; gdy chodzi o nieskończoność bogoojczyźnianych frazesów (minus bóg) wraca obraz pochodów pierwszomajowych w Moskwie, a dostawiani do kamer „prawdziwi” Amerykanie przypominają ludzi pracy z plakatami „Syjoniści do Syjamu” z polskiego Marca ’68.

Ta konwencja miała odkłamać każde kłamstwo Donalda Trumpa: po dwóch dziennie Afroamerykanów, których przodkowie cierpieli na plantacjach, a teraz ich potomkowie ujrzeli w Trumpie swego obrońcę, co najmniej jedna kobieta dziennie, która dzięki Trumpowi zwalczyła nieuleczalną chorobę, sześciu członków rodziny, dla których Trump jest nie tylko najlepszym ojcem, mężem i teściem, ale także mężem opatrznościowym narodu; tylko on obroni Amerykanów przed socjalizmem demokratów, którzy chcą im odebrać wiarę w boga, wysokie zarobki, opiekę zdrowotną, bezpieczeństwo na ulicach, opinie najwspanialszego kraju pod słońcem, jaką mają w świecie.

Pół wieku temu, decydując się na opuszczenie kraju, w którym urodzili się i mieszkali od stuleci nasi przodkowie, też mieliśmy swojego „trumpa”: nazywał się Władysław Gomułka. Jego piskliwy zakłamany glos obrażał naszą inteligencję, ale sama kompromitacja polityka nie wystarczyłaby na emigrację. Zdecydowała ulica i wepchnięte w jej ręce transparenty; na każdym z nich wypisane było Wielkie Kłamstwo.

Nie wierzę w zwycięstwo Trumpa. Ale gdyby do niego doszło? Czy starczy nam tolerancji, żeby żyć wśród Amerykanów, którzy go wybrali — albo sił na nową emigrację? Powrót do Polski Jarosława Kaczyńskiego byłby wyprawą z deszczu pod rynnę.

Marian Marzyński

Polski i amerykański dziennikarz, reżyser filmowy i scenarzysta. Ur. 12 kwietnia 1937. Mieszka stale w USA. Album autobiograficzny Mariana Marzyńskiego KINO-Ja. ŻYCIE W KADRACH FILMOWYCH jest do nabycia w księgarni internetowej UNIVERSITAS i w sklepach taniej książki.  

Więcej w Wikipedii

Witryna Marzyńskiego LIFE ON MARZ

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com