Arkadiusz Głuszek: Słowo boże i czysta polskość

29.08.2020

W kręgach akademickich przyjęło się uważać, że ostatni zwrot prawicowy, którego owocem jest prezydentura Donalda Trumpa, rządy Erdogana w Turcji, czy PiS z Kaczyńskim w Polsce, to odreagowanie środowisk konserwatywnych i odrzucenie przez nich pewnych reguł, które zostały im narzucone już w połowie ubiegłego wieku. Chodzi o reguły racjonalnego myślenia i racjonalnego argumentu w dyskusji publicznej i polityce. Ostatnie słowo należało do liczb, metody naukowej, a w konsekwencji do naukowców i ekspertów. Nie było tam miejsca na wiarę i przekonania. To stanowiło o sile demokracji liberalnej.

Tradycja konserwatywna odrzuca zasadę, że jedynie słuszny jest argument wywiedziony racjonalnie i oparty na twardych danych naukowych. Ważniejsze jest słowo boże albo obyczaj, zazwyczaj irracjonalny, ale mocno ugruntowany w społeczeństwie.

Narzucenie w dyskursie publicznym i polityce reguł racjonalnego wnioskowania spowodowało konieczność dostosowania się doń konserwatystów. Swoje przekonania i wiarę zaczęli opakowywać w pseudonaukowe teorie. Oficjalnie głosili, że są to teorie naukowe, a więc oparte na gruncie racjonalnego wnioskowania. Pojawiły się liczne książki i artykuły komentujące na przykład „naukowe” uzasadnienie kreacjonizmu.

Szczytowym wytworem tego trendu jest Muzeum Kreacjonizmu w stanie Kentucky, USA. To prawdziwa jazda bez trzymanki dla umysłu obytego z racjonalnym myśleniem. Za to dla konserwatywnego umysłu to świątynia nowego rodzaju, gdzie pobożny człowiek ujrzy postaci uśmiechniętych dzieci w strojach biblijnych, bawiących się z dinozaurami.

A wszystko opromienione jest blaskiem nauki. Istotą tego muzeum jest pokazanie, że wszystkie fakty materialne można interpretować w sposób, w jaki robi to człowiek (słowo człowieka) albo w sposób, jaki przekazał nam Bóg (słowo boże). Te dwie interpretacje zestawione są obok siebie w postaci tablic omawiających różne aspekty życia na Ziemi. Na ilustracjach pokazałem niektóre fragmenty ekspozycji, ale są też tablice posługujące się bardziej wyrafinowanymi argumentami z zakresu analizy facjalnej, diagenezy i biostratygrafii, czytelnymi tak naprawdę jedynie dla fachowców, którzy nie mają problemu z dostrzeżeniem przekłamań. Inni, niestety, mają.

Diorama naturalnej wielkości z modelami uśmiechniętych dzieci w towarzystwie raptorów, dinozaurów które żyły w okresie od jury środkowej do późnej kredy, ok. 168 mln do 66 mln lat temu. Fot. Autor

W inteligentny sposób nie narzuca się w pomieszczeniach z eksponatami rozstrzygnięcia co jest prawdą, a co nią nie jest. Pojawiają się za to sugestie, że naukowcy posługują się zgadywaniem, zamiast korzystać z wiedzy przekazanej ludzkości przez boga. W ten sposób umysł zwiedzającego jest już przygotowany do wyciągnięcia „właściwych” wniosków.

Ekspozycja prowadzi do miejsc, gdzie są naturalnej wielkości dioramy z bohaterami Starego Testamentu przedstawionymi jako dobrotliwi ludzie, zatroskani losem ludzi i przyrody. Na marginesie — ostatnio zbudowano nowy oddział Muzeum, który jest „kopią” Arki Noego w skali 1:1.

Zróżnicowanie życia na Ziemi pokazane jako przykład dwóch różnych interpretacji tego samego faktu. Tak zwane „drzewo życia”, czyli drzewo ewolucji organizmów według „słowa człowieka” zestawione z pięknie brzmiącym „ogrodem kreacji” według „słowa bożego”.
Efekt, czyli dzisiejsze zróżnicowanie życia na Ziemi, pozostaje identyczny. Proszę zwrócić uwagę, że kreacjoniści zakładają całkowity wiek Ziemi na około 6000 lat, czyli biblijny moment stworzenia świata. Prawdziwą rewelacją jest uznanie faktu ewolucji życia, co prawda w krótkim epizodzie od stworzenia świata do dzisiaj, ale jednak??. Fot. Autor

Kolejne ekspozycje pokazują świat zgodnie pracujących dobrych ludzi, którzy swoje piękne i dobre życie zawdzięczają stosowaniu się do słowa bożego. Po obejrzeniu tej części natykamy się na dioramę w stylu komiksu, gdzie jeden z nastolatków zastanawia się, dlaczego nie słyszał o tym wszystkim w szkole. Jednocześnie ścianki za nastolatkami pokryte są klasycznymi pytaniami filozofii. Jest to sugestia, że szkoła publiczna ukrywa przed ludźmi najważniejszą dla nich wiedzę. Jest to wspaniały przykład użycia teorii spiskowych do wsparcia swoich racji.

„Nigdy wcześniej o tym nie słyszałem w mojej szkole” – „Chodź, pokażę ci, co z tego wszystkiego wynika”. Diorama prowadzącą do pomieszczenia z szokującym obrazem współczesnego miasta, wypełnionego złem, agresją i przemocą. Fot. Autor

Ostatnia ekspozycja to naturalnej wielkości makieta fragmentu współczesnego miasta w krzykliwych kolorach, z irytującymi reflektorami, świecącymi w oczy. Pomieszczenie wypełnione jest dźwiękiem strzałów, krzyków i wyciem syren policyjnych. Napisy głoszą ni mniej, ni więcej, że tak wygląda świat ludzi, którzy zawierzyli słowu człowieka, a nie słowu bożemu.

Sprytne zestawienie nauki, czyli „słowa człowieka” ze „słowem bożym” pokazujące, że są to całkowicie równoważne podejścia interpretacyjne, co ma na początku podnieść rangę kreacjonizmu (opromienić ją naukowością), ale jednocześnie mamy tu pierwiastek boskości, czyli czegoś potężniejszego od człowieka. Pojawia się w opisie sugestia niewdzięczności człowieka, który woli zgadywać i błądzić, zamiast przyjąć dar boga, czyli Biblię z gotową „prawdą”. Fot. Autor

Jak w każdym muzeum, tak i w tym możemy kupić sobie pamiątkę i jedną z licznych książek. Sklep z pamiątkami jest w istocie pokaźną księgarnią, w której liczni dobrotliwi wolontariusze pomagali wybrać książkę i grzecznie pytali o wrażenia po zwiedzeniu muzeum. Dla mnie osobiście było to szokujące jak wiele można napisać pseudonaukowych bzdur i jeszcze na tym zarobić. A dodać powinienem, że Muzeum Kreacjonizmu jest bardzo popularnym miejscem i niemal obleganym przez tłumy zwiedzających z całego kraju.

Mój najważniejszy wniosek po zwiedzeniu tego muzeum? Bardzo niebezpieczne miejsce. Sam jestem paleontologiem z historią pracy naukowej w PAN i dla mnie było to naprawdę zabawne miejsce. Ale obserwowałem reakcje ludzi i przede wszystkim mojej rodziny. Osób, które nie mają przygotowania do natychmiastowej racjonalnej oceny tego, co widzą i co czytają w opisach. Przede wszystkim osób, które po raz pierwszy oglądają tak ładnie wypreparowane skamieniałości, zapoznają się ze stratygrafią i zróżnicowaniem środowisk dawnego życia w oceanach i na lądach oraz efektownymi formami wymarłych zwierząt i roślin. Moja rodzina długo dochodziła do siebie. Wyobrażam sobie, że dla dziecka wychowanego w pobożnej amerykańskiej rodzinie zwiedzenie tego muzeum może ostatecznie zdecydować o jego późniejszych poglądach. Zasadnicza trudność polega tutaj na piekielnie trudnym wytłumaczeniu osobie, która swoje doświadczenie czerpie z tego co widzi i dotyka, dlaczego to coś, co zobaczyła na własne oczy nie jest tym, czym jest według opisu. Tak bowiem powstaje równoległa rzeczywistość konserwatystów.

Szczęśliwie polska duchowość i kondycja intelektualna skierowała energię rodzimych konserwatystów na budowę monumentów w Licheniu i Świebodzinie, a nie na stworzenie inteligentnej ekspozycji muzealnej. W ogóle uważam, że kreacjonizm nie ma większych szans w Polsce, częściowo dzięki odsunięciu kościoła rzymskokatolickiego od nauczania dzieci w szkołach w czasach PRL. Edukacja w polskich szkołach publicznych w PRL stała na wyższym poziomie niż w ich odpowiednikach na amerykańskiej prowincji. Widzimy, że dzisiejsze polskie dzieci skazane na lekcje religii w szkole raczej odejdą od wiary niż od teorii ewolucji. Ale może nie doceniam potencjału intelektualnego edukatorów Prawa i Sprawiedliwości?

Wracając do karkołomnych metod konserwatystów wpływania na życie publiczne, nie powinniśmy zapominać, że w starciu z racjonalizmem są oni na przegranej pozycji. Zawsze. Rozmaite pseudonaukowe teorie na temat in vitro, homoseksualizmu, aborcji, antykoncepcji, wychowania dzieci przez gejów, odmiennych preferencji seksualnych, genderyzmu zostały już dawno obalone przez solidne badania naukowe albo są w trakcie badań, np. gender studies. Konserwatyści przyparci do muru zachowali się tak jak każde zwierzę w podobnej sytuacji – zaatakowali.

Wrogiem numer 1 stała się sama demokracja liberalna. Konserwatyści chcą zniszczyć nie tylko dotychczasowe reguły racjonalnego myślenia i racjonalnego argumentu w dyskusji publicznej, ale też wszystko, co jest i źródłem, i pochodną tych reguł. Społeczeństwo obywatelskie, otwartą liberalną kulturę, samorząd, wolne media, niezależne sądownictwo, organizacje pozarządowe, otwartą niezależną edukację, swobody obyczajowe, prawa mniejszości rasowych i etnicznych, prawa osób LGBT+, uniwersalne laickie prawo, świeckie państwo i wolność słowa. Jedyne słowo, które ma mieć znaczenie decydujące o wszystkim, to słowo boże.

Wrogiem numer 2 jest nauka.

Konserwatyści, którzy cały czas atakują, nie zrezygnowali ze swojej metody tworzenia i szerzenia teorii pseudonaukowych. Pochodną ich sposobu myślenia są rozmaite teorie spiskowe. W ostatnich latach wyraźnie widać, że mają ambicję zbudowania całościowej wizji społeczeństwa i państwa. Ale w tej wizji trudno się doszukać miejsca dla ich przeciwników – liberałów, postępowców, wolnościowców, lewicy obyczajowej, imigrantów i wszelkich mniejszości. Zastanawiam się jak oni zamierzają pozbyć się tej ogromnej rzeszy ludzi. Brzmi to wszystko bardzo złowrogo.

Przebojem propagandowym stała się metoda, którą tutaj roboczo nazywam mimikrą terminologiczną. W skrócie wygląda ona tak, że konserwatyści wyciągają z lamusa pojęcia i zjawiska, które są dobrze znane społeczeństwom, na przykład marksizm czy komunizm. To fakty, które zostały solidnie zbadane przez naukę i mają ugruntowane konotacje w świadomości społecznej. Konserwatyści używają tych faktów, co nauczyli się robić od lat, dla uzasadnienia swojej pseudonaukowej teorii. Tym razem wytoczyli działo, które ma bezpośrednio zwalczać reprezentantów środowiska demokracji liberalnej. Nazywanie liberałów i postępowców nowymi marksistami, sympatykami komunizmu, oszalałymi postmodernistami i straszenie opinii publicznej nową Wenezuelą pojawiło się niedawno. I okazuje się wielce skutecznym narzędziem. Z niepokojem obserwuję, jak racjonalni ludzie poważnie się nad tym zastanawiają, czasem rzeczywiście sięgają do źródeł historycznych i literatury poszukując dalszego uzasadnienia tez konserwatystów.

Zarówno marksizm jak i postmodernizm są już pieśnią przeszłości, mają swoje miejsce w historii ludzkiej myśli i jak każda ludzka idea pozostają źródłem wiedzy i inspiracji dla wielu myślicieli. O ile marksizm w Polsce jest z powodzeniem używany jako inwektywa do łatwego „ustrzelenia” przeciwnika, w USA ostatnio konserwatyści zaczęli po długiej przerwie (maccartyzm skończył się w 1954) pracować nad społeczną percepcją tego terminu. Środowisko Trumpa o marksizm i komunizm oskarża ruch Black Lives Matter wiążąc uliczne zamieszki ze słowem marksizm. Sprytnie wykorzystuje się skojarzenia symboliki tego ruchu z symboliką rewolucyjnych ruchów lewicowych z ubiegłego wieku. Nareszcie umysł Amerykanina z prowincji dostał wizualizację egzotycznego i niezrozumiałego wcześniej terminu. Przeciętny człowiek z łatwością wpada w tę propagandową pułapkę.

Teksty Andrzeja Koraszewskiego na łamach SO pozwalają wejrzeć w prace izraelskich i żydowskich prawicowych teoretyków. Odnoszę wrażenie, że są to prace tworzące częściowo podbudowę ideologiczną i propagandową amerykańskich konserwatystów zbliżonych do prezydenta Trumpa. Nie dziwiłbym się specjalnie temu biorąc pod uwagę znaczenie polityki Trumpa dla Izraela. Izrael to w końcu państwo w stanie permanentnej wojny. Inne priorytety.

W Polsce słowo boże nie ma takich wpływów społecznych jak w USA. Bardziej liczy się tradycja i obyczaj. Być może dlatego pomimo sztywnego zespolenia z polskim kościołem rzymskokatolickim, propaganda naszych rodzimych konserwatystów bazuje nie na Piśmie Świętym i walce z szatanem, ale na tradycji. Stąd taka ogromna rola polityki historycznej. Nowa stara Polska ma mieć nową historię, gdzie tworzyła się obowiązująca dzisiaj tradycja. Polski konserwatysta walczy z rozpustnym, rozwiązłym światem Zachodu w obronie „drogocennych” polskich wartości i „naszej” wiary. Do samego końca, jak Wyklęci. Odsyłam tutaj do tekstów prof. Obirka w celu poznania szczegółów tej „naszej” wiary. Jeżeli ktoś poznał współczesne prace historyków i dowiedział się, jakim miejscem była I RP i II RP, ten natychmiast złapie się za głowę. Konserwatyści już zaczęli wdrażać program pod tytułem:

Polacy mieli wiele wad jak każde inne społeczeństwo. Ale byli narodem wybranym (potem, notabene, podzielili się na dwa narody wybrane). I Rzeczpospolita nie naprawiała życia społecznego, ale konserwowała archaiczne społeczeństwo i państwo, bo były one tak wspaniałe i niepowtarzalne. I żywiły całą Europę. Wysiłki te nie zostały docenione i I RP w ogóle zniknęła. Pomimo uratowania Europy, a może i świata. II RP kontynuowała tę zaszczytną misję do samej wojny, w swoich początkach znowu ratując Europę, a może nawet i cały świat. My dzisiaj usuwamy wszystkie nieuzasadnione naprawy z ostatnich 80 lat, żeby na powrót uzyskać czystą formę „polskości”.

Na koniec: nie zapominajmy jednak, że państwami i społeczeństwami w istocie rządzą pieniądze. Biznes ma narzędzia wpływu na polityków i nie pozwoli na działania szkodzące interesom. Mówimy tu o dużym biznesie, korporacjach i kartelach. Biznes w ogóle nie interesuje się obyczajowością, czy innymi sprawami społecznymi nie mającymi przełożenia na zyski. Ale już te sfery życia, które biznesu bezpośrednio dotyczą, pozostają pod czujną obserwacją. I biznes reaguje w sytuacji zagrożenia. Słowo boże nie przeszkadza interesom tak długo, jak nie zaczyna mieszać w ekonomicznym kotle.

Najważniejsze dzisiaj pytanie to czy biznes dalej będzie popierać rządy konserwatystów, które wiele dla niego uczyniły, czy raczej poprą konkurencję, bowiem polityka konserwatystów zaczyna prowadzić ich kraje (czyli rynki) do destabilizacji. Nauka to dzisiaj ostatnia reduta demokracji liberalnej. Decydująca. Konserwatywne rządy mogą zamknąć środowiska intelektualistów akademickich w swoistych gettach, ale to będzie równoznaczne odcięciu soków życiowych. Intelektualnych, nie materialnych. Nauka potrzebuje otwartości i nieskrępowanej komunikacji. Oportunizm w warunkach autorytaryzmu rządów konserwatywnych będzie funkcjonował tak długo, jak będą dopływać nowe jakościowe kadry. Potem nastąpi degeneracja i skarlenie nauki. Jak długo biznes może się obyć bez nauki przez duże N i dopływu kadr najwyższej jakości? Historia dostarcza licznych podpowiedzi, choćby historia Europy w ubiegłym wieku.

Otwarci, wolni humaniści opierający swoje myślenie na regule racjonalnego argumentu i pracujący metodą naukową tworzą tę jasną stronę historii. Przyszłość należy albo do nich, albo przyszłości nie będzie. Słowo boże tego nie zmieni. „Czysta polskość” tym bardziej nie.

Arkadiusz Głuszek

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com