29.08.2020
W kręgach akademickich przyjęło się uważać, że ostatni zwrot prawicowy, którego owocem jest prezydentura Donalda Trumpa, rządy Erdogana w Turcji, czy PiS z Kaczyńskim w Polsce, to odreagowanie środowisk konserwatywnych i odrzucenie przez nich pewnych reguł, które zostały im narzucone już w połowie ubiegłego wieku. Chodzi o reguły racjonalnego myślenia i racjonalnego argumentu w dyskusji publicznej i polityce. Ostatnie słowo należało do liczb, metody naukowej, a w konsekwencji do naukowców i ekspertów. Nie było tam miejsca na wiarę i przekonania. To stanowiło o sile demokracji liberalnej.
Tradycja konserwatywna odrzuca zasadę, że jedynie słuszny jest argument wywiedziony racjonalnie i oparty na twardych danych naukowych. Ważniejsze jest słowo boże albo obyczaj, zazwyczaj irracjonalny, ale mocno ugruntowany w społeczeństwie.
Narzucenie w dyskursie publicznym i polityce reguł racjonalnego wnioskowania spowodowało konieczność dostosowania się doń konserwatystów. Swoje przekonania i wiarę zaczęli opakowywać w pseudonaukowe teorie. Oficjalnie głosili, że są to teorie naukowe, a więc oparte na gruncie racjonalnego wnioskowania. Pojawiły się liczne książki i artykuły komentujące na przykład „naukowe” uzasadnienie kreacjonizmu.
Szczytowym wytworem tego trendu jest Muzeum Kreacjonizmu w stanie Kentucky, USA. To prawdziwa jazda bez trzymanki dla umysłu obytego z racjonalnym myśleniem. Za to dla konserwatywnego umysłu to świątynia nowego rodzaju, gdzie pobożny człowiek ujrzy postaci uśmiechniętych dzieci w strojach biblijnych, bawiących się z dinozaurami.
A wszystko opromienione jest blaskiem nauki. Istotą tego muzeum jest pokazanie, że wszystkie fakty materialne można interpretować w sposób, w jaki robi to człowiek (słowo człowieka) albo w sposób, jaki przekazał nam Bóg (słowo boże). Te dwie interpretacje zestawione są obok siebie w postaci tablic omawiających różne aspekty życia na Ziemi. Na ilustracjach pokazałem niektóre fragmenty ekspozycji, ale są też tablice posługujące się bardziej wyrafinowanymi argumentami z zakresu analizy facjalnej, diagenezy i biostratygrafii, czytelnymi tak naprawdę jedynie dla fachowców, którzy nie mają problemu z dostrzeżeniem przekłamań. Inni, niestety, mają.

W inteligentny sposób nie narzuca się w pomieszczeniach z eksponatami rozstrzygnięcia co jest prawdą, a co nią nie jest. Pojawiają się za to sugestie, że naukowcy posługują się zgadywaniem, zamiast korzystać z wiedzy przekazanej ludzkości przez boga. W ten sposób umysł zwiedzającego jest już przygotowany do wyciągnięcia „właściwych” wniosków.
Ekspozycja prowadzi do miejsc, gdzie są naturalnej wielkości dioramy z bohaterami Starego Testamentu przedstawionymi jako dobrotliwi ludzie, zatroskani losem ludzi i przyrody. Na marginesie — ostatnio zbudowano nowy oddział Muzeum, który jest „kopią” Arki Noego w skali 1:1.

Efekt, czyli dzisiejsze zróżnicowanie życia na Ziemi, pozostaje identyczny. Proszę zwrócić uwagę, że kreacjoniści zakładają całkowity wiek Ziemi na około 6000 lat, czyli biblijny moment stworzenia świata. Prawdziwą rewelacją jest uznanie faktu ewolucji życia, co prawda w krótkim epizodzie od stworzenia świata do dzisiaj, ale jednak??. Fot. Autor
Kolejne ekspozycje pokazują świat zgodnie pracujących dobrych ludzi, którzy swoje piękne i dobre życie zawdzięczają stosowaniu się do słowa bożego. Po obejrzeniu tej części natykamy się na dioramę w stylu komiksu, gdzie jeden z nastolatków zastanawia się, dlaczego nie słyszał o tym wszystkim w szkole. Jednocześnie ścianki za nastolatkami pokryte są klasycznymi pytaniami filozofii. Jest to sugestia, że szkoła publiczna ukrywa przed ludźmi najważniejszą dla nich wiedzę. Jest to wspaniały przykład użycia teorii spiskowych do wsparcia swoich racji.

Ostatnia ekspozycja to naturalnej wielkości makieta fragmentu współczesnego miasta w krzykliwych kolorach, z irytującymi reflektorami, świecącymi w oczy. Pomieszczenie wypełnione jest dźwiękiem strzałów, krzyków i wyciem syren policyjnych. Napisy głoszą ni mniej, ni więcej, że tak wygląda świat ludzi, którzy zawierzyli słowu człowieka, a nie słowu bożemu.

Jak w każdym muzeum, tak i w tym możemy kupić sobie pamiątkę i jedną z licznych książek. Sklep z pamiątkami jest w istocie pokaźną księgarnią, w której liczni dobrotliwi wolontariusze pomagali wybrać książkę i grzecznie pytali o wrażenia po zwiedzeniu muzeum. Dla mnie osobiście było to szokujące jak wiele można napisać pseudonaukowych bzdur i jeszcze na tym zarobić. A dodać powinienem, że Muzeum Kreacjonizmu jest bardzo popularnym miejscem i niemal obleganym przez tłumy zwiedzających z całego kraju.
Mój najważniejszy wniosek po zwiedzeniu tego muzeum? Bardzo niebezpieczne miejsce. Sam jestem paleontologiem z historią pracy naukowej w PAN i dla mnie było to naprawdę zabawne miejsce. Ale obserwowałem reakcje ludzi i przede wszystkim mojej rodziny. Osób, które nie mają przygotowania do natychmiastowej racjonalnej oceny tego, co widzą i co czytają w opisach. Przede wszystkim osób, które po raz pierwszy oglądają tak ładnie wypreparowane skamieniałości, zapoznają się ze stratygrafią i zróżnicowaniem środowisk dawnego życia w oceanach i na lądach oraz efektownymi formami wymarłych zwierząt i roślin. Moja rodzina długo dochodziła do siebie. Wyobrażam sobie, że dla dziecka wychowanego w pobożnej amerykańskiej rodzinie zwiedzenie tego muzeum może ostatecznie zdecydować o jego późniejszych poglądach. Zasadnicza trudność polega tutaj na piekielnie trudnym wytłumaczeniu osobie, która swoje doświadczenie czerpie z tego co widzi i dotyka, dlaczego to coś, co zobaczyła na własne oczy nie jest tym, czym jest według opisu. Tak bowiem powstaje równoległa rzeczywistość konserwatystów.
Szczęśliwie polska duchowość i kondycja intelektualna skierowała energię rodzimych konserwatystów na budowę monumentów w Licheniu i Świebodzinie, a nie na stworzenie inteligentnej ekspozycji muzealnej. W ogóle uważam, że kreacjonizm nie ma większych szans w Polsce, częściowo dzięki odsunięciu kościoła rzymskokatolickiego od nauczania dzieci w szkołach w czasach PRL. Edukacja w polskich szkołach publicznych w PRL stała na wyższym poziomie niż w ich odpowiednikach na amerykańskiej prowincji. Widzimy, że dzisiejsze polskie dzieci skazane na lekcje religii w szkole raczej odejdą od wiary niż od teorii ewolucji. Ale może nie doceniam potencjału intelektualnego edukatorów Prawa i Sprawiedliwości?
Wracając do karkołomnych metod konserwatystów wpływania na życie publiczne, nie powinniśmy zapominać, że w starciu z racjonalizmem są oni na przegranej pozycji. Zawsze. Rozmaite pseudonaukowe teorie na temat in vitro, homoseksualizmu, aborcji, antykoncepcji, wychowania dzieci przez gejów, odmiennych preferencji seksualnych, genderyzmu zostały już dawno obalone przez solidne badania naukowe albo są w trakcie badań, np. gender studies. Konserwatyści przyparci do muru zachowali się tak jak każde zwierzę w podobnej sytuacji – zaatakowali.
Wrogiem numer 1 stała się sama demokracja liberalna. Konserwatyści chcą zniszczyć nie tylko dotychczasowe reguły racjonalnego myślenia i racjonalnego argumentu w dyskusji publicznej, ale też wszystko, co jest i źródłem, i pochodną tych reguł. Społeczeństwo obywatelskie, otwartą liberalną kulturę, samorząd, wolne media, niezależne sądownictwo, organizacje pozarządowe, otwartą niezależną edukację, swobody obyczajowe, prawa mniejszości rasowych i etnicznych, prawa osób LGBT+, uniwersalne laickie prawo, świeckie państwo i wolność słowa. Jedyne słowo, które ma mieć znaczenie decydujące o wszystkim, to słowo boże.
Wrogiem numer 2 jest nauka.
Konserwatyści, którzy cały czas atakują, nie zrezygnowali ze swojej metody tworzenia i szerzenia teorii pseudonaukowych. Pochodną ich sposobu myślenia są rozmaite teorie spiskowe. W ostatnich latach wyraźnie widać, że mają ambicję zbudowania całościowej wizji społeczeństwa i państwa. Ale w tej wizji trudno się doszukać miejsca dla ich przeciwników – liberałów, postępowców, wolnościowców, lewicy obyczajowej, imigrantów i wszelkich mniejszości. Zastanawiam się jak oni zamierzają pozbyć się tej ogromnej rzeszy ludzi. Brzmi to wszystko bardzo złowrogo.
Przebojem propagandowym stała się metoda, którą tutaj roboczo nazywam mimikrą terminologiczną. W skrócie wygląda ona tak, że konserwatyści wyciągają z lamusa pojęcia i zjawiska, które są dobrze znane społeczeństwom, na przykład marksizm czy komunizm. To fakty, które zostały solidnie zbadane przez naukę i mają ugruntowane konotacje w świadomości społecznej. Konserwatyści używają tych faktów, co nauczyli się robić od lat, dla uzasadnienia swojej pseudonaukowej teorii. Tym razem wytoczyli działo, które ma bezpośrednio zwalczać reprezentantów środowiska demokracji liberalnej. Nazywanie liberałów i postępowców nowymi marksistami, sympatykami komunizmu, oszalałymi postmodernistami i straszenie opinii publicznej nową Wenezuelą pojawiło się niedawno. I okazuje się wielce skutecznym narzędziem. Z niepokojem obserwuję, jak racjonalni ludzie poważnie się nad tym zastanawiają, czasem rzeczywiście sięgają do źródeł historycznych i literatury poszukując dalszego uzasadnienia tez konserwatystów.
Zarówno marksizm jak i postmodernizm są już pieśnią przeszłości, mają swoje miejsce w historii ludzkiej myśli i jak każda ludzka idea pozostają źródłem wiedzy i inspiracji dla wielu myślicieli. O ile marksizm w Polsce jest z powodzeniem używany jako inwektywa do łatwego „ustrzelenia” przeciwnika, w USA ostatnio konserwatyści zaczęli po długiej przerwie (maccartyzm skończył się w 1954) pracować nad społeczną percepcją tego terminu. Środowisko Trumpa o marksizm i komunizm oskarża ruch Black Lives Matter wiążąc uliczne zamieszki ze słowem marksizm. Sprytnie wykorzystuje się skojarzenia symboliki tego ruchu z symboliką rewolucyjnych ruchów lewicowych z ubiegłego wieku. Nareszcie umysł Amerykanina z prowincji dostał wizualizację egzotycznego i niezrozumiałego wcześniej terminu. Przeciętny człowiek z łatwością wpada w tę propagandową pułapkę.
Teksty Andrzeja Koraszewskiego na łamach SO pozwalają wejrzeć w prace izraelskich i żydowskich prawicowych teoretyków. Odnoszę wrażenie, że są to prace tworzące częściowo podbudowę ideologiczną i propagandową amerykańskich konserwatystów zbliżonych do prezydenta Trumpa. Nie dziwiłbym się specjalnie temu biorąc pod uwagę znaczenie polityki Trumpa dla Izraela. Izrael to w końcu państwo w stanie permanentnej wojny. Inne priorytety.
W Polsce słowo boże nie ma takich wpływów społecznych jak w USA. Bardziej liczy się tradycja i obyczaj. Być może dlatego pomimo sztywnego zespolenia z polskim kościołem rzymskokatolickim, propaganda naszych rodzimych konserwatystów bazuje nie na Piśmie Świętym i walce z szatanem, ale na tradycji. Stąd taka ogromna rola polityki historycznej. Nowa stara Polska ma mieć nową historię, gdzie tworzyła się obowiązująca dzisiaj tradycja. Polski konserwatysta walczy z rozpustnym, rozwiązłym światem Zachodu w obronie „drogocennych” polskich wartości i „naszej” wiary. Do samego końca, jak Wyklęci. Odsyłam tutaj do tekstów prof. Obirka w celu poznania szczegółów tej „naszej” wiary. Jeżeli ktoś poznał współczesne prace historyków i dowiedział się, jakim miejscem była I RP i II RP, ten natychmiast złapie się za głowę. Konserwatyści już zaczęli wdrażać program pod tytułem:
Polacy mieli wiele wad jak każde inne społeczeństwo. Ale byli narodem wybranym (potem, notabene, podzielili się na dwa narody wybrane). I Rzeczpospolita nie naprawiała życia społecznego, ale konserwowała archaiczne społeczeństwo i państwo, bo były one tak wspaniałe i niepowtarzalne. I żywiły całą Europę. Wysiłki te nie zostały docenione i I RP w ogóle zniknęła. Pomimo uratowania Europy, a może i świata. II RP kontynuowała tę zaszczytną misję do samej wojny, w swoich początkach znowu ratując Europę, a może nawet i cały świat. My dzisiaj usuwamy wszystkie nieuzasadnione naprawy z ostatnich 80 lat, żeby na powrót uzyskać czystą formę „polskości”.
Na koniec: nie zapominajmy jednak, że państwami i społeczeństwami w istocie rządzą pieniądze. Biznes ma narzędzia wpływu na polityków i nie pozwoli na działania szkodzące interesom. Mówimy tu o dużym biznesie, korporacjach i kartelach. Biznes w ogóle nie interesuje się obyczajowością, czy innymi sprawami społecznymi nie mającymi przełożenia na zyski. Ale już te sfery życia, które biznesu bezpośrednio dotyczą, pozostają pod czujną obserwacją. I biznes reaguje w sytuacji zagrożenia. Słowo boże nie przeszkadza interesom tak długo, jak nie zaczyna mieszać w ekonomicznym kotle.
Najważniejsze dzisiaj pytanie to czy biznes dalej będzie popierać rządy konserwatystów, które wiele dla niego uczyniły, czy raczej poprą konkurencję, bowiem polityka konserwatystów zaczyna prowadzić ich kraje (czyli rynki) do destabilizacji. Nauka to dzisiaj ostatnia reduta demokracji liberalnej. Decydująca. Konserwatywne rządy mogą zamknąć środowiska intelektualistów akademickich w swoistych gettach, ale to będzie równoznaczne odcięciu soków życiowych. Intelektualnych, nie materialnych. Nauka potrzebuje otwartości i nieskrępowanej komunikacji. Oportunizm w warunkach autorytaryzmu rządów konserwatywnych będzie funkcjonował tak długo, jak będą dopływać nowe jakościowe kadry. Potem nastąpi degeneracja i skarlenie nauki. Jak długo biznes może się obyć bez nauki przez duże N i dopływu kadr najwyższej jakości? Historia dostarcza licznych podpowiedzi, choćby historia Europy w ubiegłym wieku.
Otwarci, wolni humaniści opierający swoje myślenie na regule racjonalnego argumentu i pracujący metodą naukową tworzą tę jasną stronę historii. Przyszłość należy albo do nich, albo przyszłości nie będzie. Słowo boże tego nie zmieni. „Czysta polskość” tym bardziej nie.
Arkadiusz Głuszek

Tsy-lu zapytał Konfucjusza: Gdyby książę Wei oczekiwał cię, mistrzu, by powierzyć ci rządy w swym państwie, od czego byś, mistrzu, rozpoczął swą działalność?
– Mistrz odpowiedział: Najkonieczniejszą rzeczą jest sprawić, żeby nazwy były prawidłowe.
-Tsy-lu rzekł na to: Czyż istotnie to? Chyba pobłądziłeś, mistrzu! Po cóż starać się, żeby nazwy były prawidłowe?
– Mistrz odparł: Jeżeli nazwy nie są prawidłowe, to mowa nie zgadza się ze stanem rzeczy; jeżeli mowa nie zgadza się ze stanem rzeczy, to obowiązki służbowe względem państwa nie są wypełniane; jeżeli obowiązki służbowe nie są wypełniane, to obyczaje i muzyka nie kwitną; jeżeli obyczaje i muzyka nie kwitną, to kary nie są trafnie stosowane; jeżeli kary nie są trafnie stosowane, to lud nie wie jak posługiwać się rękami i nogami.
Konfucjusz miał rację. Najwyższy czas przywrócić właściwe znaczenie nazwom.
Wiele problemów bierze się z pomieszania – używamy tych samych terminów ale rozumiemy je inaczej. Ci, co nienawidzą komunizmu, zwykle pojmują go jak rządy w Korei Północnej i często rozciągają to na czasy i rządy w PRL. Różnie też rozumie się liberalizm i konserwatyzm (to, co pan nazywa tu konserwatyzmem, nazwałbym raczej ciemniactwem, konserwatyzm nie przeciwstawia się nauce). Nienawiść do LGBT czy gender bierze się z niezrozumienia (i braku chęci zrozumienia) czym są te pojęcia. Niestety, ludziom wystarczy tylko wskazać coś jako zło i pozwolić je zwalczać i to im wystarczy.
Sam ubolewam nad poplątaniem znaczenia pojęć w Polsce. Nie widać jednak starań, żeby coś z tym zrobić. Po wymianie uprzejmości z panem Koraszewskim w kwestii lewicy doszedłem do wniosku, że będę korzystał z terminów i ich rozumienia tak, jak to jest przyjęte w krajach anglosaskich. Zacząłem się bowiem obawiać, że daliśmy sobie narzucić przez rodzimych konserwatystów rozmyte i nieprecyzyjne znaczenia konserwatyzmu, lewicy, liberalizmu. Konserwatyzm w polskim wydaniu jawi się nam jako sympatyczne zjawisko, otwarte, nie agresywne i jak Pan napisał, nie przeciwstawiające się nauce. Konserwatyści, owszem, nie zamordują nauki, bo jej sami potrzebują ale wcale nie uważają, że nauka zawsze ma rację. Więcej, w konfrontacji tradycji z nauką, wygrywa tradycja. To jest dokładnie to, co dzieje się ostatnio w Polsce w kwestii Konstytucji i stanowienia prawa krajowego. Przyjąłem więc, że konserwatyzm to jest sposób widzenia rzeczywistości podzielany przez zwolenników Trumpa, Torysów i europejskich partii konserwatywnych, w tym PiS.
Przywracanie właściwych znaczeń nazwom możemy zacząć od prostej czynności. Jeśli jesteśmy otwartymi, progresywnymi Europejczykami, to lewica i liberalizm powinny nam się dobrze kojarzyć jako z grubsza odzwierciedlenie naszych własnych poglądów. Konserwatyzm powinien nam się kojarzyć z wrogim nam myśleniem, ze wszystkim, co sami zwalczamy w codziennym życiu, z ciemniactwem jak Pan to nazwał. Konserwatyzm to nasz wróg.
W Polsce jedna z amatorskich paleo stron w taki sposób reklamuje skamieniałości:
„Trzeba być ciekawym świata, ale również Stwórcy, który to wszystko wymyślił, a chęci na pewno nie zabraknie!”
Mam pytanie do Autor czy pisząc cytuję:
solidne badania naukowe – miał Pan na myśli popperowskie kryteria naukowości?
Tak, to przecież abecadło metody naukowej. Badania, które nie stosują metody naukowej nie są badaniami naukowymi.
Dlaczego pytam? Bo w naukach humanistycznych niezwykle trudno jest stosować kryterium intersubiektywności- o falsyfikalności już nie wspominając. Jak definiuje Pan naukowość w socjologii albo gender studies?
Domyślam się co chodzi Panu po głowie. Tak, dostrzegam też problem z badaniami na obrzeżach tzw. głównego nurtu. Powinienem raczej napisać – problem z blokowaniem „kontrowersyjnych” badań. Mam świadomość, że nauka, szczególnie dyscypliny badające człowieka i społeczeństwo, nie są wolne od wpływów politycznych. Przypadek zwlekania Kopernika z upublicznieniem „De revolutionibus…” jest dobrą ilustracją zjawiska. Ale historia pokazuje też, że prawda sama się obroni.
Tak dokładnie to chodziło mi po głowie i jeszcze wiele innych myśli…
Na przykład, że szczególnie w dzisiejszych czasach, opierając się na czymś co jest określane jako naukowe, należy być bardzo ostrożnym. Naciski płyną z wielu stron. Nie tylko politycznej, Nie mówię tu tylko o ostatniej aferze z badaniami nad COVID-19, z fałszywymi wynikami, pracy opublikowanej w ,Lancet’, nie mam na myśli niesprawdzonych u źródła pogłosek o blokowaniu badań (pozbawianiu grantów) dla naukowców opracowujących skuteczny lek na otyłość (bo to słyszałem z drugich czy trzecich ust), nie odnoszę się również do patentów ukrywanych w sejfach w Szwajcarii, podobno są takowe. W naukach humanistycznych (socjologii, filozofii, psychologii etc) nie można stworzyć zdania, które podlega weryfikacji i falsyfikacji. Do tego dochodzi, że nawet fizyka cząstek elementarnych doszła do ściany (vide budowa nowego akcelatora). Chyba już tylko matematyka i astronomia ostały się jako neutralne.
Ach ta chęć zdobycia sławy i pieniędzy. Nauką współcześnie zajmują się tłumy ludzi i te tłumy walczą zajadle o pieniądze na badania. Czasopisma puszczają czasem takie kwiatki jak słynna już „zimna fuzja” i ludzie się zastanawiają, czy to czyste wypadki przy pracy redakcji i recenzentów, czy brak skrupułów autorów z ugruntowaną już pozycją (swoją drogą to rodzaj samobójstwa naukowego), prowokacja konkurencji, manewry biznesowe firm, czy też lobbing służb na polityczne zlecenie.
Dziękuję za przykłady.. Zajrzałem z ciekawości do Wiki żeby zobaczyć jak wyglądają zestawienia takich potwierdzonych przypadków i zdumiała mnie wielokrotnie większa liczba fałszerstw w naukach biomedycznych w porównaniu do innych dyscyplin. Ewidentnie chodzi o szybkie pieniądze. Oczywiście! Moje doświadczenia z pogranicza biznesowo-naukowego przekonują, że uczciwość wymaga pieniędzy. To w nawiązaniu do Pana wzmianki o patentach. Ogólnie o poszanowaniu własności intelektualnej.
Wszelkie dyscypliny nauki, podobnie jak każde inne dziedziny zycia społecznego nie były kiedykolwiek wolne od nadużyć. Wraz z rozwojem internetu, masowej komunikacji elektronicznej a zarazem konkurencji w naukach, wzrasta także proporcjonalnie skala nadużyć.. To nie oznacza zakwestionowania naukowości wielu badań, opracowań, dyskusji czy stwierdzeń. Wzrasta jednak ryzyko hochsztaplerstw a zatem i konieczność ostrożności. Świat współczesny, oprócz rosnącej wygody i komfortu w dostępie do informacji oznacza także wszelkie fake’s.
Z góry przepraszam, że mogłem nie doczytać wystarczająco uważnie do końca wydaje mi się jednak, że pominął pan pewne kwestie. Otóż będąc z wykształcenia doświadczalnikiem bacznie przyglądam się ludziom w moich okolicach próbując wyciągać wnioski. Zauważyłem, że istnieją całkiem spore części populacji zachowujące się nader specyficznie. Być może rzeczywiście w jakiś sposób zostały one dotknięte, jeśli nie palcem to być może bożą stopą. Lecz być może także, że to w gruncie rzeczy biedne istoty w których zamieszkały ufoludki. Te zaś nie muszą być ani złe ani dobre, mogą być jedynie psotliwe i mieć specyficzne poczucie humoru. Takie historie na obrzeżach Galaktyki to w końcu może być nic szczególnego.
Nie wiem co na to pies, którym zaczyna ogon kręcić 🙂
Wag the dog to powiedzenie nie jest u nas zrozumiałe i to jedynie moja hipoteza.
Co tam machać psem? KUpiłem kilka tygodni temu lampe owadobójcza, bo u mnie na wsi insektów co niemiara. Lampa ultrafioletowa o specjalnej długosci fali i kiedy komar lub mucha czy inna ćma wpadają w jej zasięg giną od iskry elektrycznej. Czytałem przed nabyciem recenzje produktu i jeden z klientów żalił się, źe lampa ma za krótki kabel (zaledwie 0,5 m) bo jak sie taką wymachuje to trudno zabić owady w locie.
Jak w starej anegdocie opowiadanej przez Jacka Kuronia – Polska to kraj o nieograniczonych możliwościach.
Polecam film Wag the dog na podstawie American Hero. Jaka gmina taki Hollywood.
Polecam film Wag the dog na podstawie American Hero. Jaka gmina taki Hollywood i każda chce być Alicją, żeby tylko każda.
PS. Osobiście uwielbiam niejednoznaczność interpretacji powyższego zdania.
Wiele idiomów anglosaskich ma wieloznaczne intepretacje i to jest piękne.
Tia, to jakby koszyk różnokolorowych kwiatków, można sobie wybrać co pasuje na grządeczce zasadzić i czekać na owoce.
Jeszcze ciekawsze są przysłowia rzymskie. Rzymianie wymyślili (po łacinie) prawie wszystko i to sie sprawdza. Np takie: „fortuna sprzyja mędrcom”, a dla równowagi również „fortuna sprzyja głupcom”. Sprawdzalność tej pary sentencji – 100%
Tu mi chodzi po głowie anegdotka z PRL-u : pogodynka tvp : ” Prosze państwa, jutro będzie piękna, słoneczna pogoda…no chyba żeby lało!”
rożne są przypadki, a jakże ciekawy jest świat skojarzeń, weźmy chodźby przykład złożenia: fortuna, mędrcy, głupcy, pogoda słoneczna, deszcz . Mnie mogą przyjść na myśl na przykład zgłoszenia patentowe kolegów a panu relacje trader-klient na rynku finansowym.
Z kolei o rośliny w ogrodzie należy dbać tak aby ich korzenie pozostawały zdrowe. Co mi kojarzy się z książką Kosińskiego Wystarczy być.
Przy okazji polecam znowu film, tym razem oczywiście Being There ze świetną rolą Petera Sellersa jako Ogrodnika.
Kreacjonizm, a ścislej koncepcja inteligentnego projektu (https://pl.wikipedia.org/wiki/Inteligentny_projekt) popchneła Bobby’ego Hendersona do stworzenia Pastafarianizmu czyli Kościoła Latającego Smoka Spaghetti. To moja ulubina religia obnażająca miałkośc religii monoteistycznych. Na szczeście w Polsce kreacjonizm zakończył swój byt na ojcu Romana Giertycha, który jako konsultant w MEN instruował nauczycieli o fakcie pochodzenia człowieka od boga. Zaniepokojeni nauczyciele pytali tego profesora (dendrologii zresztą), co mają mówic uczniom – skad pochodzi człowiek. Maciej Geirtych nie zbity z tropu odpowiedział: „mówice uczniom, że człowiek pochodzi od taty i mamy”. To moim zdaniem kwintesencja naukowosci PiSu i episkopatu.
*
Na Youtube troche w cieniu pisowskiej elity występują rózni psuedo uczeni, którzy np. Oświecenie uwazają za szkodliwe dla Europy i … cieszą się, że Polska przeszła poniekąd obok Oświecenia. Jednym z nich szczególnie popularnym jest niejaki Krzysztof Karoń. To bardzo fajny przypadek, jak niedouczony człowiek (podobno ma maturę) wypowiada się na wszelkie możliwe tematy jako autorytet niszowych telewizjo prawicowych. Onże Karoń napisał ksiązkę Historia Antykultury , gdzie wywodzi swoją doktrynę z marksizmu, który wraz a antykultura przez siebie wytworzoną chce zniszczyć „nasz świat”. Słabo mu to idzie, bo świat Karoniów ma sie dobrze w swojej ignorancji i nawet kwitnie. FAcet nie ma zielonego pojęcia o marksizmie, kulturze i może właśnie dlatego jego ksiązka cieszy się popularnościa w kręgach prawicowych. Dostał nawet jakąs nagrode od fundacji polsko-amerykańskiej. Trafiłem na niego przypadkowo, bo jedna z moich byłych studentek poprosiła mnie o recenzje jednego z jego „wykładów” na youtube poświęconych inwestycjom na światowym rynku finansowym. Facet opowiadał tak przerażające bzdury, że nie dawało się tego słuchać.Nie dysponuje nawet elementarna wiedzą aby zrozumiec istote operacji na tym rynku, a cóż dopiero próbować oceniać inwestycje ( zresztą -w kategoriach moralnych (sic!). Szczerze polecam pooglądanie parę minut choćby dla relaksu, aby pojąć bezmiar niekompetencji tego człowieka. W pokoleniach moich rodziców czy dziadków, takich ludzi nazywało się zwyczajowo osłami lub baranami, jednakże dzisiaj poprawnośc polityczna a zwłaszcza szcunek dla bogu ducha winnych zwierząt przeciwstawiają się takim praktykom. Mnie najbardziej śmieszy, kiedy tego abiturienta liceum nazywa się na youtube historykiem kultury! To pyszne przezwisko.
^
Reasumując – nie obawiam się odrzucenia nauki przez pis i krk w Polsce, bo aby cos odrzucić trzeba miec samemu cokolwiek do zaproponowania. Fałszowanie historii to grubo za mało.
W Polsce też nie jest dobrze. Na jednej ze stron paleo zbieranie skamielin jest reklamowane w taki sposób:
„Trzeba być ciekawym świata, ale również Stwórcy, który to wszystko wymyślił, a chęci na pewno nie zabraknie!”