Andrzej Koraszewski: Przegląd wiadomości w drodze na zakupy

13.09.2020

Płonący ośrodek Moria na wyspie Lesbos. (Zrzut z ekranu z Youtube.)
Płonący ośrodek Moria na wyspie Lesbos. (Zrzut z ekranu z Youtube)

Do sklepu nie jest daleko, trzysta, może trzysta pięćdziesiąt metrów, przy ładnej pogodzie sympatyczny spacer. Spotkany sąsiad pyta o zdrowie, narzeka na własne, skręca w Robotniczą, więc można wrócić myślami do przeglądu wiadomości. Słowo „basta” pisane cyrylicą, białoruskie protesty budzą podziw i skłaniają do pytań, na które długo nie będzie odpowiedzi. Jakie są rzeczywiste proporcje postaw i poglądów w białoruskim społeczeństwie? Ile siły użyje dyktator w obronie swojej władzy, jak zachowa się Rosja? Chwilowo można tylko odczuwać podziw dla białoruskiej opozycji, dla jej strategii, podziw dla białoruskich kobiet.

W krajowych mediach koronawirus i ruchy. Ruchy to oczywiście Hołownia i Trzaskowski, czyli jak uciec od partyjniactwa, żeby wrócić do parlamentaryzmu, który oczywiście bez partii ani rusz, ale żeby ruszyć ludzi z posad, konieczny jest jaki ruch. Budowa ruchu nie jest sprawą łatwą ani małą, więc przełomowych wiadomości brak. Pandemia się nasila, gotowość przestrzegania prewencyjnych zaleceń wydaje się maleć. Nie tylko u nas. Niebezpieczeństwo ignorowane jest czasem z przyczyn politycznych, bo co mi ta głupia władza będzie mówić, czasem religijnych, a prawdopodobnie najczęściej z powodu braku wyobraźni. W znacznie mniejszym niż Polska Izraelu groza. Ponad cztery tysiące nowych przypadków w ciągu doby. Główne źródła zakażeń wesela i polityczne demonstracje. Społeczności arabskie i ultraortodoksi podobno ignorują zalecenia najczęściej i podobno mają najwyższy wskaźnik nowych zachorowań, co może być wskazówką, że te zalecenia jednak mają jakiś sens. Nowe dane pewnie pokażą, że jeszcze gorzej jest teraz z szalejącymi na ulicach politycznie napalonymi inteligentami emocjonalnymi.

Na dziedzińcu technikum rolniczego uczniowie stoją w grupkach, nikt nie ma maski, właściwie trudno się dziwić, tu jeszcze nie było ani jednego przypadku, więc ludzie mają poczucie bezpieczeństwa.         

Skąd mają swoją wiedzę o świecie i jak ją już samodzielnie budują? Jak często zdarza im się powiedzieć – nie miałem racji? Rzadko, bo nawet jak buntują się przeciwko temu, co mówią rodzice, to siedzą mocno w koleinach wiecznego poszukiwana potwierdzenia tego, w co już wierzą. Mądry profesor dziwi się, że ponad połowa społeczeństwa ufa prezydentowi i prawie tyleż samo premierowi. Nic nowego, w czasie rozbiorów ludzie ufali carowi i patrzyli podejrzliwie na patriotów broniących pańszczyzny. Z całej politycznej klasy większość tych młodych ludzi zna trzy, cztery nazwiska i na pytanie, komu ufają — reagują na to, co znajome.  

A komu ja ufam? Niby nikomu, ale szukanie informacji krajowych zaczynam od „Wyborczej” i co ja tam znajduję? W internetowym wydaniu na samej górze widzę tytuł: „Lekarka weterynarii: Mięso zwierząt hodowlanych jest zatrute strachem. Wszystko, co teraz jemy jest zatrute”. Zaciekawiony pytaniem, czy i jak tłumaczy, że żyjemy dłużej i jesteśmy zdrowsi niż poprzednie pokolenia, otwieram link, a tam tytuł tego samego artykułu jeszcze straszniejszy: „Jeśli się kogoś zna, to dużo trudniej go zjeść”. Zrezygnowałem z lektury, bo kto wie, co za horrory znajdę w środku.

Uczciwie mówiąc — zajrzałem do gazety, bo chciałem sprawdzić, kto dziś w Polsce rządzi, jednak nadal trudno się zorientować. LGBT teraz modne, więc pomyślałem, że może chociaż relacja z wyspy Lesbos będzie rzetelna. Dopiero co ubawił mnie mem głoszący, że dawniej media informowały, co się stało, a czytelnicy mogli sobie sami wyrobić opinię, co o tym myśleć. Dziś media informują, co mamy myśleć, a czytelnicy zastanawiają się, co się właściwie stało. Na Lesbos, jak zostałem „poinformowany”, ktoś lub coś jest „Bez chleba, bez wody i żywności”. Dalej widzę, że „pożar zniszczył największy obóz dla uchodźców w UE”. Mógłbyś się zastanawiać, dlaczego na greckiej wyspie jest największy obóz dla uchodźców w UE. To, że wyspę od Turcji oddziela wąska cieśnina, którą przy dobrej pogodzie można pokonać kajakiem, da się  zobaczyć patrząc na mapę. Zaś to, że Turcja świadomie i z premedytacją wysyła uchodźców do Grecji, to wiedzą nawet uczniowie naszego technikum rolniczego, chociaż naprawę nie wiem, skąd oni to wiedzą. Redaktorzy największej polskiej gazety wydają się tego nie wiedzieć i wzywają nas do cierpienia z powodu cierpień biednych uchodźców, którym pożar strawił obóz. Być może czegoś się domyślają, bo „informują”, że na resztkach muru, którego nie strawił ogień, ktoś napisał: „Swoboda poruszania się!”. Podobno nieliczni, którzy pozostali, nie są pewni, czy to napisała ta sama ręka, która podpaliła, więc autorka też nie wie, a my mamy swobodę domyślania się. Turecki prezydent po raz kolejny grozi Grecji i Europie wojną, ale o tym moja gazeta nie donosi, żeby nie wywoływać paniki (a może nawet nie wie, kto to może wiedzieć).

Porzucam myśli o wyspie Lesbos i zastanawiam się, kto w tym roku dostanie pokojową nagrodę Nobla. W zasadzie powinien ją dostać prezydent Barack Obama za ośmioletnie wysiłki, które doprowadziły do przełomu w stosunkach między Izraelem i państwami arabskimi. Nic z tego, co się ostatnio stało, nie byłoby możliwe bez stanowczego poparcia prezydenta Obamy dla Bractwa Muzułmańskiego i Iranu. Sądząc z niektórych wypowiedzi Joe Bidena on to przewidział i właśnie taki efekt chciał osiągnąć. Biden najpierw coś bąknął, że on sam o takie porozumienie zabiegał, potem powiedział (ale tylko amerykańskim Żydom), że Trumpowi coś się niechcący udało, za dużo jednak starał się nie mówić. Pani Pelosi też nie zamierzała nic mówić, ale ją dziennikarze zapytali, więc odpowiedziała, że to manewr zwodzący, że prezydent próbuje odciągnąć uwagę świata od pandemii i rozruchów, że to nic nie da, bo pokój wymaga dwóch państw, a on nie wiadomo co. Tymczasem w Oslo jakieś łobuzy zgłosiły kandydaturę Trumpa do pokojowej nagrody Nobla, (ale na szczęście po terminie, więc nikt tego nie będzie rozważał). Nagroda Nobla nie jest ciekawa (tym bardziej że nie wiadomo, w co Trump by te pieniądze zainwestował).

Ciekawsze jest to, co się wyprawia w krajach arabskich. Najpierw w Kairze Liga Arabska powiedziała pełniącej funkcję prawowitego przedstawicielstwa Palestyńczyków Organizacji Wyzwolenia Palestyny, że przestaje popierać ich plany wyzwalania Palestyny i poważnie myśli o pokoju, a kto wie, może nawet o sojuszu z Izraelem. Szukałem, czy byli w mojej ojczyźnie chętni, żeby o tym dość niezwykłym wydarzeniu poinformować i albo źle szukałem, albo chętnych zabrakło. Nie widziałem również chętnych do poinformowania, że Unia Europejska pogroziła rządom Serbii i Kosowa, iż jeśli otworzą swoje ambasady w Jerozolimie, to drogę do Unii mają zamkniętą. Zdziwiła mnie troszkę ta europejska zaciekłość w czasach pandemii i pożaru na Lesbos, ale jak człowiek pomyśli o historii, to może da się zrozumieć i stanowczość Brukseli, i brak zainteresowania Warszawy.

Dotarłem do sklepu, zakładam przed wejściem maskę, a lokalny honorowy opiniodawca pyta, po co mi to. Mówię, że na wszelki wypadek ksiądz spodnie nosi.

Zamyślił się opiniodawca, wypił resztkę piwa z butelki i spojrzał pod światło, czy aby na pewno.

— Co racja, to racja — powiedział, przeglądając mi się uważnie, a ja zniknąłem w sklepie.

Wychodząc odniosłem wrażenie, że honorowy opiniodawca na mnie czeka. Chyba istotnie, bo zapytał, czy mogę go wesprzeć złotówką, bo tyle mu brakuje.

Zdziwiłem się, bo poprzednim razem brakowało mu 50 gorszy.

— Człowiekowi brakuje coraz więcej — odpowiedział, a ja nie targowałem się, w końcu to inwestycja w dobrosąsiedzkie stosunki i pokój między narodami.

Andrzej Koraszewski

Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny

Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com