01.10.2020
Zaczyna się nowy rok akademicki. Duże przeżycie dla nowych studentów.
W tym roku jednak jakby mniejsze – m.in. dlatego, że koronawirus i nasilająca się pandemia w wielu uczelniach z dnia inauguracji zrobiły bardzo kameralne święto, bez zaprzysięgania wszystkich nowych studentów, bez paradnych marszy profesury w togach przez miasto. Będzie inaczej.

To inaczej dotyczy też nie tego, co przyrodnicze — drugiej fali zachorowań na Covid 19. Ważniejsze, moim zdaniem, jest to co się stało w wyniku wojny na górze w obozie rządzącym. Nie na dzień inauguracji – bo Pan Prezydent nie znalazł wolnego czasu w swoim kalendarzu. Powołanie i zaprzysiężenie rządu nastąpią dopiero w przyszłym tygodniu.
Jak będzie zobaczymy…
W nowym-starym rządzie nikt, żadna osoba nie budzi tylu kontrowersji co poseł Przemysław Czarnek. Nikt, tak jak on, nie powinien, moim zdaniem zostać ministrem edukacji i nauki. Nie ma sensu przytaczać jego homofobicznych wypowiedzi, wszyscy je pamiętamy.
A mimo to, a może właśnie dlatego, poseł Przemysław Czarnek obejmie te resorty.
No to popatrzmy chłodno, bez emocji, dlaczego Jarosław Kaczyński zdecydował się na taki ruch. Dla mnie nie w tym żadnego zaskoczenia. Widzę wręcz oczywistą logikę rządzącego Polską prezesa wszystkich prezesów.
Gdy po wyborach parlamentarnych 2015 roku w wyniku słabości rządzącej Platformy, po odejściu Donalda Tuska do Brukseli oraz nieprzekroczenia 8% progu wymaganego dla koalicji Lewicy i egzotycznego ugrupowania Janusza Palikota, zgodnie z obowiązującą ordynacją Kaczyński uzyskał bezwzględną większość w Sejmie i Senacie oraz gdy prezydenturę wygrał jego kandydat Andrzej Duda – pojechało.
Pamiętam tamten szok, pamiętam ton komentarzy i opinii wypowiadanych przez różnych komentatorów, że to wypadek przy pracy, że to zostanie poprawione w następnych wyborach.
Nic takiego się nie stało. Wybory parlamentarne i wybory prezydenckie przyniosły powtórny sukces Zjednoczonej Prawicy. Mała niespodzianka, jaką było uzyskanie niewielkiej większości w Senacie nie może wpłynąć na zasadniczą zmianę w stylu i treści rządzenia Polską.
Mam małą satysfakcję, że od początku, od 2015 roku w swoich tekstach umieszczanych na stronie Studia Opinii mówiłem, że to nie jest zwykła zmiana. To jest rewolucja i zwycięzcy, mając rewolucyjny ogień w oczach, planują zbudowanie nowej Polski i wychowanie nowego Polaka.
Nie bez powodu minister kultury — a później i dziedzictwa narodowego — uzyskał status wicepremiera w rządzie Beaty Szydło. Nie bez powodu ministrem edukacji została tak wybitna postać, jak pani Zalewska, a gdy w nagrodę za dobrze przeprowadzoną „reformę” oświaty poszła do europarlamentu (gdzie wybrała pracę w zespołach w najmniejszym stopniu niezwiązanych z oświatą) ministrem został równie „wybitny” pan nikt.
Tamte reformy dotyczyły struktury szkolnictwa, w niewielkim stopniu programów nauczania. Teraz jest czas na te najważniejsze zmiany, od których zależy program i treść szkolnego przekazu.
Łatwo sobie wyobrazić czym będzie szkoła pod rządami ministra Czarnka, gdzie wylądujemy za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat jako społeczeństwo, jak dalece będziemy odstawać do szybko zmieniającego się świata. To naprawdę nie jest trudne.
Gdy piszę o horyzoncie czasowym obecnych rządów, to wykorzystuję tezy programowe i wypowiedzi „naczelnika”. Będziemy rządzić długo, bardzo długo, najlepiej wiecznie…
Poza działaniami i czystą socjotechniką rządzenia opartą na dawaniu „suwerenowi” pieniędzy do ręki i obniżeniem wieku emerytalnego — ten rząd skupiał się i skupiać będzie na celach wzniosłych: obronie zagrożonego przez lewactwo chrześcijaństwa, obronie tradycyjnego modelu rodziny, walki z ideologią LGBT, z neomarksistowską ideologią gender.
Jest co robić.
Nowa polityka historyczna też ma swoje priorytety: zbudować kult prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wymazać postać Lecha Wałęsy, zamienić pozycję Armii Krajowej na kult żołnierzy wyklętych, niezłomnych, ukazać polskie społeczeństwo jako monolit w niesieniu pomocy eksterminowanych Żydów – polskich obywateli.
Jest co robić.
Nie wiem, czy to im się uda. Tego nie wie nikt. Wiem natomiast, że pogłębi to już teraz występujące procesy zróżnicowania w dostępie do oświaty i wpłynie na jeszcze większy udział szkół niepublicznych w całym procesie nauczania. Wiem również, że wśród kadry pracowników wyższych uczelni zaczną się szkodliwe procesy prowadzące do awansu „miernych, biernych, ale wiernych”. Tak się dzieje zawsze w takich czasach.
Czy to da się zatrzymać? Pewnie tak, ale nieszybko i raczej poprzez swary i napięcia w samym obozie władzy niż w wyniku działań opozycji.
Do tych wszystkich zarysowanych procesów budowania nowego człowieka i nowej Polski dodać należy pogłębiający się sojusz tronu i ołtarza. Polski episkopat rządzony jest przez ludzi jawnie wstecznych, jawnie wrogich papieżowi Franciszkowi nazywanemu wprost lewakiem, kimś, kto przez pomyłkę zasiada w Watykanie. Wyraźnie widać postawy wyrażające się starym „dłużej klasztora niż przeora”. Co będzie potem – nie wiem.
Wiem za to na pewno – minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek, członek społeczności Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, da o sobie znać prędzej niż tego się spodziewamy.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Jedyną szansę wygrania wojny z PiSem (którą sam PiS rozpętał) jest krach gospodarczy, który będzie skutkował zubożeniem społeczeństwa. Wówczas na dno pójdzie PiS, pociągając za sobą KRK i może będzie to najlepsze wyjście dla Polski i Polaków od setek lat. Oby tak się stało… Dla Polski i Polaków.
Kryzys gospodarczy jako jedyne źródło nadziei na zmiany w pożądanym kierunku?
Beznadziejne, jak dla mnie.
Polecam tekst w linku https://independenttrader.pl/koronawirus-czyli-zielone-swiatlo-dla-niszczenia-gospodarki.html
Moim zdaniem ( i nie tylko moim…) pisowski suweren musi porządnie dostać po swych 4 literach , by zrozumieć ,że pieniądze nie pochodzą z bankomatu i rząd nie nie posiada żadnych swoich pieniędzy ….Niech sobie wsadzi do garnka swą dumę narodową…
@YacMin
Chciałbym w to wierzyć, ale nie mogę. Co konkretnie musi się wydarzyć, by ten suweren zrozumiał?
Wydaje mi się, że rozumienie w przypadku suwerena raczej nie jest kluczem, ani podpowiedzią.
Cztery litery zabolą jedynie w sytuacji, gdy rozkręci się inflacja i odczują 500minus, mimo posiadania większej ilości gotówki w ręku. Problem w tym, że o tym też wiedzą miłościwie nam panujący. Gdy będzie trzeba to wrzucą 1000plus, albo więcej, aż do ściany. Przed samą zaś ścianą mogą zarządzić wewnętrzny reset finansów państwa, bez ogłaszania jego upadłości. Wystarczy wymiana pieniędzy , koniecznie z przelicznikiem według skali zależnej od ilości wymienianej gotówki, tak, by boleśnie odczuli to przeciwnicy „dobrej zmiany”. Suweren będzie wniebowzięty.
Czy taki scenariusz jest możliwy?
Nie zdobędą się na to?
Już dzisiaj przyspieszamy jazdę w kierunku ściany.
Gdy już winny został zdefiniowany (pandemia), to piekła nie ma. Wypuszczane są nowe serie obligacji, a NBP skupuje stare (czyli rządzący skupują swoje długi) i wszyscy są zadowoleni. Wyzerowano oprocentowanie od lokat, by mieć szansę na sprzedaż nowych obligacji z bardzo niskim oprocentowaniem i jednocześnie obniżyć koszty obsługi coraz wyższego długu. Inne państwa strefy euro i Stany robią to od dawna.
Polecam:
https://www.money.pl/gielda/nbp-wykupil-juz-obligacje-warte-100-mld-zl-moze-zwiekszyc-te-pule-nawet-o-polowe-6530168358389377a.html
Wszystko i tak pójdzie na konto ustalonego winowajcy. Rząd przecież robił co mógł (wydał dużo) , by ratować ludzi, a i tak zrobił za mało w tym względzie (mógł wydać więcej) – prawda?
Oczywiście, scenariusz może być inny.
Przeciwnie. Wybory kontrowersyjnych polityków to wina chronicznej już niemoty opozycji parlamentarnej w wiążącym proponowaniu alternatyw i w rozwiązywaniu własnych problemów, które jak sądzę wiążą jej ręce w procesach wyborczych.
Oby właśnie jak najmniej ucierpiała na tym Polska i Polacy. A więc obecnie cała nadzieja w rozsądku gospodarczym.