WaszeR Londyński: Odklejeni od współczesności obrońcy życia na Marsie5 min czytania

()

1.11.2020

Pseudokrzyżowcy. 

Obrońcy życia już na starcie przez Boga pociętego.

Boga w ich przekonaniu wszechmogącego i sprawiedliwego. Najczęściej zaś wyjątkowo bezsilnego, a nawet okrutnego. W najlepszym wypadku obojętnego na to, co dzieje się w każdym naparstku ogromu Wszechświata. 

Kierując się niezdrowym impulsem podświadomości postanowili, ci wyznawcy przez siebie skleconych przekonań wspomóc swym mężnym ramieniem Wszechmoc, uzurpując sobie prawo zarówno do nieomylności, jak i w boskim imieniu wydawania i zatwierdzania wyroków. Nic to nowego. Tak właśnie od dawien dawna rodziły się i ewoluowały religie, ich odgałęzienia i odszczepienia, powstawały sekty. Tak też pojawiają się dziś różnego rodzaju parareligijne organizacje odległe mentalnie od osiągnięć współczesnej nauki i techniki.

O ile należy to uznać za elementy rozwoju cywilizacji, o tyle wpływ, jaki uzyskują globalnie, a choćby tylko lokalnie, owe nawiedzone ciała i forsowane przez nie przekonania powinien budzić przynajmniej refleksje i pytania o sens. A nie wyłącznie bezkrytyczną wiarę. I na szczęście coraz częściej budzi.

Wywołuje także niezgodę i spontaniczne protesty. Gorzej, bo tu i ówdzie reakcją na spontaniczność jest psychiczna i fizyczna przemoc, a to już powoduje kipiel wulgarności i brutalnych zachowań po obu stronach, z eskalacją o nieokreślonym kierunku i finale. Tak właśnie dzieje się teraz w Polsce, gdzie naprzeciw domagających się respektowania konstytucyjnych praw stoją wyposażeni w argumenty siły domorośli interpretatorzy obowiązującej konstytucji. Kaprys losu sprawił, że na barykadzie siedzi COVID-19 równo rozdzielający na lewo i prawo własne bonusy. Czy nie czas, by to przeciwko niemu połączyć siły? 

Lecz dla tej sprawy, z powodu braku bodaj wyobraźni, nie ma zrozumienia wśród eksponowanych „kwiatków” z przysychającego politycznego bukietu czasów pandemii. Bo najłatwiej inwektywami, zakazami i paragrafami. 

Ponownie w obronie własnej sztorcem stanęły kobiety zdecydowanie odrzucając próby prawnego zainstalowania programu, godzącego w ich człowieczeństwo i kobiecość. Programu stawiającemu wyżej nad indywidualną intymność i moralność, wyżej nad zdrowie i życie kobiety, wyżej nad i tak już czasami nadludzki trud wychowywania istniejącego potomstwa, partykularne widzimisię kręgów partyjno-klerykalnych w ad hoc zawiązanym sojuszu cynizmu ze wstecznictwem. Oburzone lokowaniem ich w wypowiedziach aroganckich szowinistów na poziomie rynsztoka. Krańcowo zdesperowane. 

Zdecydowane rozgonić całe to oszołomione politykierstwo. Posłać do wszystkich diabłów. 

Choćby tego wyjątkowo męskiego kurwina, lata świetności wszelkiej dawno mającego już za sobą, co to z przekonaniem głosował na bosaka, a powinien boso do góry olśnień, która notabene dawno się już zdewaluowała, więc ta rodzima Mekka często chowa głowę w piasek, by nie dostrzegać zafajdania własnego podwórka. Tego szowinistę co się zowie i propagatora handlu upośledzonymi noworodkami. Wyjątkowo obleśną narodową gnidę polityczną, z wiadomych względów familiarnie traktującą każdą tępogłową wesz Polaków. 

Tego profesora — czerniak mu, jak jeden z najbardziej wrednych nowotworów — wybitnego znawcę związków i procesów międzyludzkich, w glorii zesłanego na ministerialny tron z misją nowotworzenia eksperymentów na bezbronnych umysłach dzieci i młodzieży. 

Wszystkich doktorów i profesorów medycyny wybiórczo podpierających ciężar wykonywania zawodu klauzulą sumienia i ich odpowiedników po teologii klauzuli takowej nieposiadających. 

Starego sklerotyka, człowieka, któremu nadal się wydaje, że wszystko może. Który podbechtany zapewne przez jedyną w swoim kręgu bezgranicznie zaufaną kanapową futrzaczką, solidny policzek zarobił wojując sierścionośną bronią. Z zemsty nakazał dyspozycyjnej ochmistrzyni odmrozić przeterminowaną moralność dolewając tym benzyny do feministycznego paleniska. 

I czemu się dziwisz? – pytam sam siebie retorycznie, zniechęcony dalszym wywoływaniem polityką pomazanych zombie, skoro kapciowy świętego ma za uszami więcej brudu, niż te nieszczęsne dziś protestujące razem wzięte. I jeszcze bezczelnie łże, nie bacząc, że to przeciw zasadom krzewionej przez siebie wiary. Podobnie cała jego średniowieczna kamaryla plotących banialuki interpretatorów objawionej prawdy, nierzadko pospolitych łajdaków i przestępców, dla których etyka to zagadnienie nie z tego świata. Tak omotanych tęczową zarazą, że już niedostrzegających covidowego spustoszenia. 

Czy ktokolwiek z nich kiedykolwiek uderzy się w piersi za bluźnierstwo czynienia zła bliźniemu w imieniu Boga? Ktoś się publicznie pokaja, miast z chichotem i rumieńcem na licach ulatywać pod niebiosa po ugraniu partii życia nieludzkimi kartami? I by natychmiast do kontrataku ruszyć na pierwsze pomruki wyrachowanego — wydaje się — opamiętania? 

Bardzo delikatnie śpiewał pół wieku temu John Lennon wspólnie z Yoko Ono stworzony protest song Woman is the Nigger of the World. Wielu niszczących Polskę troglodytów jest z pokolenia Woodstock, na czele z sejmowym Gargamelem, powinno tę pieśń pamiętać. No cóż, amnezja w komitywie z partykularyzmem, u niektórych ćpanie za młodu, robią swoje. A i czasy ewoluują. Dziś najbardziej chwytliwym i zrozumiałym protest songiem babskiej ulicy jest melodyjne „Wypierdalać”. Byłem i jestem tam z tą melodią. 

WaszeR Londyński 

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.