05.11.2020
Zarówno aborcja, jak i LGBT nie są chyba tematami życiowo istotnymi dla większości Polaków. Mają one natomiast zdolność do wzbudzania silnych emocji i przyciągania uwagi, dlatego zostały ostatnio użyte. Nie zrozumcie mnie źle. Trzeba było zareagować na prowokację PiS. Natomiast możemy być zdecydowanie sprytniejszymi w naszej odpowiedzi.

Jak Kaczyński próbuje nas ograć? Zamiast dyskutować o pandemii oraz dziurze budżetowej rzuciliśmy się sobie do gardeł i kłócimy się o aborcję. Widzimy powtórkę z wyborów prezydenckich. Zagraniczni komentatorzy dziwili się, że osią debaty nie była pandemia oraz ekonomia, tylko LGBT. Kaczyński potrafi przekierować naszą uwagę na tematy dla siebie korzystne.
Większość osób uznaje manewr z zakazem aborcji za błąd „Wielkiego Stratega”. Faktycznie znany on jest z tendencji do przeszarżowania. Kaczyński nie popełnił błędu i był świadomy ryzyka. Po prostu nie miał innego wyjścia.
Sukces PiS-u nie polegał na braku jedności w opozycji, lecz na patologicznym zjednoczeniu prawicy. Jedna osoba kontrolowała pozostałych partnerów. Ostatnio pozycja Jarosława Kaczyńskiego osłabła. Jarosław Gowin postawił mu się podczas wyborów. Andrzej Duda już nie jest taki pokorny w swojej drugiej kadencji. Mamy zgrzyty z Tadeuszem Rydzykiem. Zbigniew Ziobro też nie chce być wiecznie w drugim szeregu. Po ostatnich oszukanych wyborach prezydenckich, zwolennicy PiS utracili złudzenie krystalicznej uczciwości swojego środowiska. Do tego wyrosła im poważna konkurencja na prawicy w postaci Konfederacji. Społeczeństwo jest zmęczone i zirytowane obostrzeniami związanymi z pandemią oraz przerażone pogarszającą się sytuacją ekonomiczną.
Bierność oznaczała dla Kaczyńskiego przyglądanie się, jak powoli jego monolit się rozpada. Nie miał wyboru. Musiał wystrzelić z największego działa, jakie miał. Tylko my nie musimy z nim współpracować w wywoływaniu napięć społecznych. Nie musimy też być bierni. Są lepsze rozwiązania.
Wystraszyłem się, gdy protestami zaczęła kierować Marta Lempart, ponieważ kojarzyła mi się z bardzo prowokacyjnym stylem aktywizmu. Obawiałem się, że wywoła nie tylko świętą wojnę ze środowiskami konserwatywnymi, wpisując się w plan Kaczyńskiego, ale także skłóci opozycję. Zwolennicy PiS mogliby znowu zatriumfować, że nasze środowisko jest niepoważne.
Zostałem jednak bardzo mile zaskoczony. Marta Lempart wzruszyła mnie przeprosinami Szymona Hołowni. Wiem, jak dużo musiało ją to kosztować i podziwiam ją za to, że była w stanie przełamać się dla dobra sprawy. Nie było to zapewne rezultatem jakiejś wewnętrznej przemiany, lecz jej zrozumienia jak działa Kaczyński. On korzysta, gdy ludzie się kłócą. Dlatego pomimo swoich osobistych predyspozycji stała się strażnikiem zgody, mówiąc, że jeżeli się ze sobą nie pokłócimy i wytrwamy, to osiągniemy nasze cele.
Gdybyśmy chcieli być skuteczniejsi, to nie tylko powinniśmy unikać konfliktów się we własnym gronie, ale także kłócenia się z tymi, których Kaczyński wskazuje nam palcem: osobami wierzącymi i narodowcami. Jeśli nie wejdziemy z nimi w konflikt, to Kaczyński i jego funkcjonariusze zostaną sami i będzie to wojna kasta rządząca kontra całe społeczeństwo.
Oczywiście nie nie sądzę, że narodowcy staną razem z nami w jednym szeregu. Wystarczy jednak, że nie będą zainteresowani bronieniem Kaczyńskiego. Niech zobaczą, jak próbuje ich podpuszczać.
Aby zepsuć plan Kaczyńskiego, powinniśmy wysłać dwa sygnały:
- Szanujemy prawo ludzi do życia w zgodzie z wartościami religijnymi.
- Szanujemy osoby, dla których wartości narodowe są ważne (lub nawet najważniejsze w życiu). My też jesteśmy przywiązani do naszej kultury i chcemy o nią dbać.
Oczywiście oczekujemy, że osoby niewierzące będą mogły czuć się równie komfortowo w Polsce, jak osoby wierzące oraz że Polska będzie przyjaznym domem dla osób, dla których wartości narodowe nie są na pierwszym miejscu. Musimy szukać kreatywnych rozwiązań dobrych dla wszystkich w otwartej, szczerej i pełnej szacunku rozmowie.
W przypadku aborcji takie rozwiązanie istnieje. Niech każda gmina lub powiat decydują o prawach reprodukcyjnych indywidualnie. My nie musimy się o to kłócić na poziomie narodowym. Gminy są mniej zróżnicowane wewnętrznie i łatwiej w nich o jednomyślność. Jeśli kwestie światopoglądowe są dla kogoś życiowo istotne, to w ostateczności będzie mógł się przeprowadzić do innej gminy. To jest tylko jeden z wielu pomysłów, jakie można zaproponować. Gdyby uwolnić naszą energię od niepotrzebnej walki, to pojawiłoby się więcej kreatywnych rozwiązań.
Scenariusz taki wydaje się trudny do zrealizowania. Główną przeszkodą nie są jednak nasi przeciwnicy, tylko nasza własna małostkowość: złość i chęć rozliczania, a tak naprawdę nienawiść i zemsta. Żyjemy nienawiścią do Jarosława Kaczyńskiego już tak długo, że staliśmy się do niego podobni, co niestety jest jego największym sukcesem reprodukcyjnym, bo udało mu się siebie sklonować w 60 milionach kopii.
Dlatego chciałbym zwrócić ponownie uwagę na przykład Marty Lempart, która pomimo własnego temperamentu była w stanie przepracować swoją niechęć i wyciągnąć rękę do osób inaczej myślących. Teraz jest czas, w którym wszyscy tak powinniśmy zrobić.
Wyobraźmy sobie, że nawet jeśli reżim PiS się załamie i uda nam się przepchnąć wszystkie nasze postulaty, to połowa społeczeństwa będzie z nimi nieszczęśliwa. Poczują się znowu wykluczeni i będą się organizować, aby w chwili naszej słabości odwrócić sytuację. Może następnym razem zamiast Kaczyńskiego będzie ktoś bardziej radykalny. Tak co 10 lat wszystko będzie wywracane do góry nogami.
Jeśli chcemy, aby Polska była krajem stabilnym, nie możemy powiedzieć połowie Polaków „wypierdalaj”. Oni po przegranej PiS-u nie rozpłyną się w powietrzu. Będziemy musieli z nimi żyć. Musimy zadbać, aby oni też dobrze się czuli w Polsce oraz, aby oni też byli architektami Polski. Nikt nie pogodzi się z odebraniem mu podmiotowości.
Ten moment, w którym jesteśmy obecnie, jest najlepszym czasem, aby wyciągnąć dłoń, bo to my teraz mamy inicjatywę i nasza oferta będzie bardziej wiarygodna. Formuła protestów i tak już się wypala. Kolejne będą przyciągały mniej osób. Z przyczyn praktycznych musimy i tak coś zmienić w naszej taktyce, aby utrzymać energię.
Zaskoczmy Jarosława Kaczyńskiego:
- Wyślijmy sygnał, że szanujemy odmienne wartości od naszych i chcemy, aby osoby o poglądach konserwatywnych czuły się równie komfortowo w Polsce, jak osoby o poglądach liberalnych.
- Tak jak Marta Lempart przeprosiła Hołownię, przeprośmy konserwatystów za wykluczanie ich w przeszłości. To dla nich jest bardzo ważne. Może zrozumieją, że próbują nas wykluczyć.
- Zamiast protestów oburzenia, zorganizujmy ogólnopolskie marsze pojednania, na przekór tym, co próbują nas ze sobą pokłócić.
- Zainicjujmy ogólnopolską debatę na temat ekstremizmu, pojednania i dialogu. Zastanówmy się jak zbudować warunki do życzliwej debaty nad tematami trudnymi.
Jest jednak coś, co chciałbym bardziej zobaczyć od marszy pojednania. Są to blade twarze funkcjonariuszy PiS-u odgrodzonych koronami policji i wojska, którzy zrozumieli, że zostali sami. Chcą wywołać wojnę domową, aby zachować władzę. Nie dajmy się sprowokować. Zamiast tego zróbmy im wojnę polskiego społeczeństwa z kastą rządzącą.
Najpierw jednak musimy przezwyciężyć własną małostkowość i wygrać wojnę z naszym wewnętrznym Kaczyńskim, który chce zemsty za minione upokorzenia. Bądźmy rozsądniejsi. Odpuszczamy tak jak Marta Lempart. Osoby wierzące i narodowcy nie są naszymi wrogami.
Naszymi wrogami są ci, którzy próbują skorzystać na różnicach pomiędzy nami.

Dobiesław Pałeczka
Absolwent informatyki i psychologii klinicznej w Poznaniu.
Jako inżynier zajmował się pomiarami ruchu gałki ocznej w Instytucie Biocybernetyki i Inżynierii Biomedycznej PAN oraz systemami uczącymi się i wspomaganiem decyzji na Politechnice Poznańskiej. Jako psycholog pracował w szpitalu psychiatrycznym i w poradni terapii uzależnień. Przez szereg lat prowadził prywatną praktykę psychoterapeutyczną. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Psychoanalitycznej.
Ostatnie lata spędził w Dolinie Krzemowej, tworząc przeglądarki internetowe. Po przejęciu władzy przez PiS zorganizował struktury KOD-u na zachodzie USA i koordynuje działaniami ruchu na tym obszarze. W styczniu 2017 postanowił zwolnić tempo i zamieszkał w Sonoma Mountain Zen Center.
Prowadzi blog.dobek.org.

U „konkurencji” z oka właśnie przeczytałem analizę tych protestów. Opis uwarunkowań i życia w ostatnim ćwierćwieczu.
Pisałem wcześniej, że to nie sam Kaczyński jest tu „wrogiem”, ale też episkopat.
Agnieszka Graff pisze, że w zasadzie cała klasa polityczna i mainstreamowe, nawet te chcące być postępowymi, media.
.
https://oko.press/jak-mlodzi-zerwali-wielki-kompromis-z-kosciolem-graff/
Ciekawa inicjatywa z tymi marszami pojednania. Obawiam się jednak, że bez szans.
Tu nie chodzi o samego Kaczyńskiego, ale o wypowiedzenie posłuszeństwa biskupom.
.
Zacznijmy od aborcji, która była punktem zapalnym. Nie wiem jak naiwnym trzeba być, żeby wierzyć, że klerowi faktycznie chodzi o ochronę życia. Przecież oni mają głęboko w doopie to, ile aborcji Polki dokonują. Bo dokonują się aborcje. Jeśli nie oficjalnie, to za granicą lub na czarnym rynku, lub metodami chałupniczymi – czasem gwałtownymi. Ale to, czy spędzonych płodów jest więcej czy mniej nikogo w sutannie nie obchodzi.
Ważna jest symboliczna władza nad człowiekiem, a konkretnie kobietą i tylko o to.
I kobiety bardzo trafnie to oceniły i przeciw temu zaprotestowały. Nie przeciw Kaczyńskiemu, albo nie tylko przeciw niemu, ale przeciw symbolicznej władzy kościoła nad ludzką intymnością.
.
Pisze Pan o przerzuceniu na gminy decyzji o dopuszczalności aborcji. Żeby tak „sprytnie” obejść ten problem i skoncentrować się na wspólnym wrogu – Kaczyńskim.
Kulą w płot.
Kobiety krzyczą „wypierdalać” do wszystkich, którzy chcą za nie decydować o ich ciałach. To nie chodzi o to, że, jak decyzja o zakazie aborcji padnie będzie na zlecenie Kaczyńskiego i episkopatu, to źle, a jak będzie wynikiem układu wójta z proboszczem to już ok. Nie. Wójt i proboszcz też nie mają prawa ingerować w intymne sprawy kobiet!
Zresztą druga strona pomysłu też nie zaakceptuje- znów – nie o samą wszak aborcję chodzi, lecz o władzę!
Wreszcie jeśli sprowadzać decyzję do poziomu gminy, to czemu nie jeszcze niżej – do poziomu jednostki? Pisze Pan: „Jeśli dla kogoś sprawy światpoglądowe są życiowo istotne, to się może wyprowadzić”. Ale w zasadzie po co? Jeśli dla kogoś są takie istotne, to niech sam nimi żyje, wcale nie musi się wyprowadzać. No, tylko problem polega na tym, że część mężczyzn (głównie w sukienkach) uważa, że ten światopogląd ma stać się prawem obowiązującym dla wszystkich! I znów wracamy do początku – nie o aborcję chodzi, lecz o władzę.
.
W wielu komentarzach pojawił się zachwyt nad hasłem z kartonów: ” Podmiot nie zgadza się z orzeczeniem”. O tym właśnie kobiety przypominają. One i ich prawa nie mogą więcej być przedmiotem politycznych targów. Są obywatelkami – podmiotem!
.
Nie sądzę, żeby którakolwiek z protestujących miała zamiar zabraniać modlenia się czy wyznawania wiary. One uznają prawo ludzkie do swobody wyznania. Jeśli osoby wierzące (skąd pomysł, że na protestach takich nie ma?) obrońcy kościoła i narodowcy przyznają kobietom podmiotowość, prawo do stanowienia o sobie, to wtedy rzeczywiście będzie można urządzić marsz pojednania, choćby i z biskupami.
Dziękuję za obszerny komentarz.
Chciałbym wywołać refleksję na temat języka, którym się posługujemy. Właściwie mamy dwa języki. Jeden jest nasz. Mówimy o „uprzedmiotowieniu kobiet”. Drugi jest ich. Mówią o „zabijaniu dzieci”. Oba języki są wewnętrznie spójne i tak skonstruowane, że pokazują własna postawę jako jedyną i słuszną a tych drugich w bardzo niekorzystnym świetle. Brakuje języka, w którym obie grupy mogłyby się dogadać.
Nieestety oba języki się od siebie oddalają. Nie jest to proces naturalny, bo zwykli ludzie raczej chcą się dogadać. Wrogość jest podsycana przez populistów i ekstremistów – nietety po obu stronach. To te jednostki – takie jak Kaczyński – zyskują na polarzacji. Niestey całe społeczeństwo traci. W naszym interesie leży, aby się dogadać. Chyba musimy to robic na najniższym poziomie pomijając liderów, bo ich interes jest zupełnie odwrotny.
Zmuszanie drugiej strony do przyjęcia naszej narracji nie jest skuteczne. Tak naprawdę przynosi skutek odwrotny. Jest ono też niezgodne z naszymi wartościami, bo my szanujemy odmienność poglądów. Nie ma alternatywy. Musimy się dogadać. Ktoś musi wyciągnąć pierwszy rękę. Po naszej stronie jest więcej osób wykształconych i rozumiejących procesy społeczne. To my musimy być dojrzalsi w tej sytuacji.
Tak naprawdę to druga strona zmusiła nas do przyjęcia ich narracji. Wszystko co najgorsze zaczęło sie własnie od tego, ze zgodziliśmy sie na ich język. „zamach smoleński”, „zabójstwo nienarodzonych dzieci” i tym podobne przekłamania. Trzeba to wszystko odczarować i w przyszłości od razu stawiać wyraźne i ostre veto na tego typu sformułowania. Nie jest to kwestia poglądów to kwestia faktów i języka. Idąc Pana tropem w przyszłości będziemy musieli się zgodzić z „płaskoziemcami” bo mają takie poglądy.
Z punktu widzenia protestujących kobiet to one były nieustannie zmuszane do przyjęcia narracji episkopatu i mają tego dość.
Z mojej strony – nie widzę możliwości, żeby mówić znów językiem oprawców i zacząć nazwyać protestujące kobiety morderczyniami.
.
Wręcz przeciwnie – skoro nie zrobiliśmy tego wcześniej to teraz najwyższy czas odkłamać język i odrzucić tę narrację.
Na cale szczęście na razie to bitwa o język. Bardzo ważna, ale na razie jest niewiele ofiar, jeśli nie liczyć Adamowicza.
Niedawno rozmawiałem z fanatyczką. Nie ma różnicowań. Nie ma zygoty, zarodka, czy płodu. Jest dziecko i jest morderstwo. Od samego początku. Fanatyczka się na tym nie zna, nie chce znać, i potępia. Ani kroku wstecz. Ona chętnie przystępuje do rozmowy, ale to nie rozmowa, tylko nawracanie. Misja. Jedyne, czego ona oczekuje, to kapitulacja. Została przeszkolona na rozmaitych kościelnych spotkaniach. Z takimi osobami nie ma dialogu. Słowo na „w” to jedyna możliwa odpowiedz. W wersji grzeczniejszej można odłożyć słuchawkę. Czas odkłamać ten język i takich ludzi.
Czy mozna usunac swoj wlasny plusik albo minusik? Panie Redaktorze?
Wydaje mi się, że kiedyś nie można było, ale od dłuższego czasu da się. Jak Pan komuś plusika przyznał, to on zniknie, jeśli przyzna go Pan po raz drugi
Dziekuje! Juz usunalem swoj plusik dla siebie samego, przyznany przypadkiem.
obie strony oczekują całkowitej kapitulacji i inne opcje nie są brane pod uwagę, dlatego mamy wojnę totalną. Moją intencją jest otwieranie przestrzeni do porozumienia. jeśli tego nie zatrzymamy, to sytuacja będzie eskalować i w pewnym momencie dojdzie do przemocy fizycznej. Każda ze stron będzie się czuła ofiarą uprawnioną do samoobrony.
Narracją „oprawcy – ofiary” nie daje możliwości na pojednanie i rozwiązanie sytuacji. Bo co miałoby być rozwiązaniem? Czy chodzi nam o to, aby ich zaszczuć za pomocą wyrzutów sumienia? Oni też pewnie potrafią zrobic długą liste win drugiej strony. Nie wszystko będzie bez sensu. Taki kierunek nie ma pokojowego rozwiązania. prowadzi on jedynie do eskalacji oraz podziału społeczeństwa. Na tym zyskują głownie populiści tacy jak Kaczyński.
Milcząca zgoda na narrację tamtej strony doprowadziła nas tu,gdzie jesteśmy z Kaczyńskim w roli dykatatora.
Nie wiem jak wyciągać rękę do zgody i tworzyć przestrzeń dla porozumienia, jeśli się najpierw nie odkłamie języka.
.
Jeśli tamci twierdzą, że 2×2 jest 7, a my, że 4, to nie da się w ramach kompromisu uznać, że to będzie 5.
.
Dla obrońców życia poczętego mam kompromis – wprowadźmy edukację seksualną, ułatwiony dostęp do antykoncepcji, jeszcze więcej edukacji – wtedy będzie mniej aborcji. Proste i oczywiste. Tyle że oni tę antykoncepcję i edukację zwalczają równie zaciekle, jak prawo do aborcji. Bo, powtórzę po raz kolejny, nie o życie im chodzi tylko o władzę. Władzę nad ludzką seksualnością, kontrolę nad intymnością.
Albo przyznajemy komuś tę władzę, albo nie – uznajemy, że jednostka ma prawo sama o sobie decydować (a jak sama zechce, to przecież może żyć zaleceniami biskupów). Tu nie ma pola na kompromis. Nie da się zadekretować, że łono jest kobiety, ale lewy jajnik należy do królestwa Bożego reprezentowanego przez episkopat.
Albo że w dni parzyste człowiek sam o sobie stanowi, a w nieparzyste kościół.
Zresztą- Pan Tu stara się nawoływać do zgody, do kompromis, ale oni tej zgody nie chcą! Jedyna, jaką zaakceptują, to całkowite podporządkowanie.
„Ktoś musi wyciągnąć pierwszy rękę.”
Wyciągnąć rękę do rekina? Pan naprawdę doradza taką strategię? Pan jest wegetarianinem, prawda? Rekiny lubią wegetarian.
Tak, ale to nie znaczy, że trzeba być naiwnym. Trzeba pokazać, że potrafimy się bronić, ale wolimy wyciągnąć dłoń.
No to wyciągnijmy tę dłoń. Może pan podać jakiś przykład takiego „wyciągania”? Bo bez tego to możemy sobie rozmawiać długo i namiętnie, bez widocznych rezultatów.
Mam wrażenie, że to już nie ten etap. Dziś może pan powiedzieć, że lubi pan orzeszki, a druga strona i tak panu nie uwierzy. „Już my wiemy co pan lubi, my wiemy …” I tak to wygląda na co dzień.
Nikt we właściwym momencie nie starał się przekonać, że po ew. zwycięstwie pani Lempart et cons. nie będziemy biegać za kobietami w ciąży i przymusowo robić im aborcję. A tak właśnie widzi to druga strona. No to niech pan teraz spróbuje ich przekonać, że to nieprawda.
Cieszyłbym się gdyby proponowana przez pana droga była jeszcze możliwa. Dlatego zamiast ciągłego powtarzania „wyciągnijmy” wolałbym zobaczyć/usłyszeć konkretną propozycję. Plus zobaczyć efekt, rzecz jasna. Wtedy byłoby łatwiej. Wszystkim.
Tu jest kilka pomysłów: https://studioopinii.pl/archiwa/201558
Wypowiedz pani Agnieszki Graff jest o wiele ciekawsza od modlitwy pana Dobiesława. Bo pan Dobiesław się modli o wpuszczenie do Raju Pojednania. A pani Agnieszka analizuje i przypomina, co się działo i dlaczego. Jak zawsze, analiza jest ciekawsza od modlitwy. Warto było przebrnąć przez modlitwę, aby dotrzeć do artykułu w OKO.press.
Pani Graff patrzy na sprawę jednym okiem, a drugie niestety ma zamknięte. Nie twierdzę, że to co napisała nie jest słuszne, ale to jedynie połowa prawdy.
Polska będzie wolnym krajem, gdy na widok księdza nie będzie się mówić ani „pochwalony”, ani „jebał cię pies”, tylko „dzień dobry panu”. Nie należy się o to modlić, ale raczej to robić.
Marsze pojednania są organizowane cały czas. Z ich strony nazywają się „procesje”. Możemy się dołączyć. Z naszej strony nazywają się paradami rownosci, albo marszami parasolek. Oni się mogą dołączyć. Z trzeciej strony nazywają się „marszami niepodległości”. Każdy może się dołączyć. Wyobrażam to sobie jakoś tak: wkładam tęczową koszulkę, albo koszulkę z błyskawicą, i dołączam się do procesji na Boże Ciało. Macham tęczową chorągiewką. Albo dołączam się do „marszu niepodległości” i robię to samo. Wszyscy się uśmiechają, bo jesteśmy pojednani. Albo inaczej: oni z różańcami (drewnianymi, nie metalowymi) dołączają się do parady równości i machają różańcami w imię Boże, bo przecież Bóg wszystkich kocha po równo. Tak powinno być i na pewno zaraz tak będzie, jeśli tylko artykuł pana Dobiesława będzie szeroko kolportowany. No, bo jakże się nie zgodzić z takim artykułem?
Piszę to trochę abstrakcyjnie, bo jestem w USA a nie w Warszawie, gdzie mógłbym się za parę dni wybrać na marsz niepodległości. Gdyby nie COVID, to bym wsiadł do samolotu i zaraz poszedł w tęczowej koszulce na marsz. Na pewno bym został serdecznie pojednany. Jednak trochę mnie niepokoi pani Kaja Godek. Ja nie chce jej zakazać tych procesji, chociaż za każdym razem mi się robi niedobrze, gdy widzę figurę nieubranego osobnika na kiju. Dla mnie to jest widok obsceniczny. A jeszcze gorzej mi się robi, gdy słyszę nawoływania do kanibalizmu. Jakieś ciało, jakaś krew. Gdzie jest inspekcja sanitarna? To powinno być zabronione. Ale ja nie będę zgłaszał tego do prokuratury. Po prostu pójdę gdzie indziej. Wiec dlaczego pani Godek chce zakazywać parady równości, jeśli jej nikt nie zakazuje jej własnych happeningów, które są w jeszcze gorszym stylu?
Ja tu nie widzę widoków na „pojednanie”, dopóki fanatyczka uważa, ze jej wolno, a innym nie. Nie widzę „pojednania”, jeśli biskupi szczują na ludzi, po czym dostają od władzy miliony ukradzione z podatków płaconych miedzy innymi przez tych, na których szczują. Nie widzę „pojednania”, jeśli nie wiem, czy wróciłbym z życiem z „marszu niepodległości”. Tu nie ma symetrii i nie należy się jej na siłę doszukiwać. Pani Kaja Godek z biskupami pokazują, jak tamta strona rozumie prawa innych ludzi, a jak swoje własne. Tu nie może być dyskusji. Tu może być jedynie „wyp…”.