09.11.2020

Pamiętam taką sytuację z wojska: podczas ćwiczeń nasza artyleria jakoś źle nastawiła celownik i zaczęła strzelać w nas, żołnierzy, a nie w makiety na poligonie. Ktoś się na szczęście szybko zorientował i przerwano ogień. Szczęśliwie nic się nikomu nie stało. Skompromitował się jednak pewien porucznik, który zamiast chronić swój pluton, padł na ziemię i włożył głowę w dołek. Leżał cały na wierzchu i tylko głowę miał w dołku. Żołnierze przezwali go „Struś”.
Tak się w tej chwili zachowuje polskie państwo tak, jak ten „Struś”. W sytuacji ogromnego zagrożenia dla milionów ludzi czołowi politycy partii rządzącej i całe instytucje chowają głowy do dołka. Sejm przerywa obrady na dwa tygodnie, Ministerstwo Zdrowia alarmowane w piątek, że dramatycznie brakuje tlenu, odwleka decyzję do poniedziałku, bo przecież dni wolne, weekend.
Gdy trzeba było psuć państwo, niszczyć demokrację i praworządność, to wszystkie instytucje, od biur resortowych po prezydenta, pracowały nawet w nocy. W obliczu grożącej gigantycznej katastrofy państwo się chowa, nie ma mnie, nie ma mnie…
Choruje na COVID-19 ok. 350 tys. osób, zmarło 8,5 tys., na kwarantannie przebywa 407,5 osób. Łącznie stan czynnych, zdrowych ludzi w Polsce zmniejszył się o 766 tys. Liczba zachorowań rośnie w takim tempie, że za dni parę wyłączonych aktywności wszelkiej będzie milion Polaków. I nie ma co się pocieszać, że rośnie nieco wolniej, bo rośnie. Nie maleje, tylko rośnie. Liczba tych wyłączonych ludzi (w tym zmarłych) nie stabilizuje się, tylko cały czas rośnie. Według danych MZ każde kolejne 20 tys. nowych przypadków oznacza ok. 30 tys. osób na kwarantannie. W sumie może przybywać dziennie nawet kolejne 30-50 tys. osób wyłączonych z aktywnego życia. Tylko tyle, bo jednocześnie niektórym kwarantanna się kończy, ale i tak jest to liczba ogromna.
Czym to grozi? Całkowitym paraliżem kraju. W tej chwili na granicy załamania jest służba zdrowia, a lokalnie nawet poza tą granicą. Skutkiem będzie dalszy wzrost liczby chorych i liczby zmarłych.
Ale to nie wszystko. Grozi chaotyczny, trudny do przewidzenia, paraliż całych instytucji. Najpierw w skali lokalnej, a z czasem coraz szerszej. Lada moment może zacząć się okazywać, że nie ma kto naprawiać awarii, gasić pożaru, przewieść chorego. Mogą zacząć szwankować dostawy do sklepów, zamykać się instytucje, nie docierać poczta. Bo może okazać się, że tego wszystkiego nie ma kto zrobić. Już teraz docierają pojedyncze sygnały o takich sytuacjach, że coś nie działa, bo większość pracowników choruje lub jest w izolacji.
W tej niezwykle groźnej sytuacji państwo udaje, że go nie ma. Całe instytucje państwa nie robią nic albo znajdują sobie tematy zastępcze. Trzeba być skrajnie nieodpowiedzialnym człowiekiem, by w takiej sytuacji wrzucać w kraj granat w postaci zakazu aborcji, by zajmować się tematami generującymi konflikty. Gorzej, zajmować się różnym sprawami, którym równie dobrze można by zająć się za rok.
Polskie państwo przypomina Titanica wariatów. Góra lodowa już walnęła, a załoga ogłasza bal, zamiata korytarze, pucuje klamki, oficerowie przymierzają fraki, panny strzelają focha, że „z Niemcami nie tańczą”…
Panowie, toniemy. Toniemy. To nie czas na wymianę ministrów, przeglądy lektur szkolnych, grożenie uczelniom odebraniem grantów i inne takie.
Przestańcie pucować klamki.
Weźcie się poważnie za ratowanie kraju, bo na razie robicie ruchy Browna. Zamykacie lasy, otwieracie lasy, zamykacie meblówki, otwieracie meblówki, a tu umierającym ludziom brakuje tlenu. Tlenu, nie planu lektur.

Krzysztof Łoziński
Emeryt
Ur. 16 lipca 1948 r., aktywista wydarzeń marca 68. Były działacz opozycji antykomunistycznej z lat 1968-1989, wielokrotnie represjonowany i dwukrotnie za tę działalność więziony.
Członek Honorowy KOD i NSZZ „Solidarność”

Nieprawdopodobna informacja w wiadomościach TVN24: żołnierze skierowani do pomocy w szpitalach mają też kontrolować, czy szpitale nie ukrywają liczby wolnych łóżek, o co ich podejrzewa rząd. Jakim to trzeba być bydlakiem żeby coś takiego skonstruować.
Kato-bolszewikiem…
Jaruzelski wysyłał komisarzy wojskowych do różnych zakładów i instytucji,
to Kaczyński też tak chce. (Było to przed wprowadzeniem stanu wojennego.)
Tak się w tej chwili zachowuje polskie państwo tak, jak ten „Struś”. W sytuacji ogromnego zagrożenia dla milionów ludzi czołowi politycy partii rządzącej i całe instytucje chowają głowy do dołka. … Tylko !! suweren pisowski nie ma o tym zielonego pojęcia…Wierząc pisowsko-kościelnej propagandzie…..
Z tymi żołnierzami,to nie jest tak zupełnie bez sensu.W każdym szpitalu jest wydzielona enklawa „dla swoich”.Gdy zwykły obywatel umiera w karetce wożony od Kajfasza do Annasza,prominent,nawet powiatowy, gdy ma pryszcza na d… natychmiast ląduje pod respiratorem,otoczony armią lekarsko-pielęgniarską.Po dwu dniach nagle „zdrowieje”i może chodzić w glorii chwały,jako ten co „nas przeprowadził itd”Tylko,czy ci obserwatorzy otrzymali rozkaz „ujawniać” czy może raczej „uszczelniać”.Stawiałbym na to drugie.
Proszę o informację, gdzie jest „enklawa dla swoich” w Giżycku, bo jestem tu „swój”.
Jeżeli nawet jest wydzielona taka enklawa to władza o tym wie, bo to dla nich, i nie musi wysyłać wojska do sprawdzania
To gorzej niż struś. To struś, który w tym dołku robi propagandę, ze robi wszystko najlepiej na świecie. A MON jest taki wspANIAŁY, ŻE POZARAŻAŁ kogo sie dało we własnym gronie wirusem. To wysłanie żołnierzy słusznie oprotestowali dyrektorzy szpitali, których rząd oskarża o ukrywanie łóżek. Ten propagandowy struś oskarża wszystkich o działanie na jego szkode, tymczasem sam szkodzi nam i sobie najbardziej.
>>a tu umierającym ludziom brakuje tlenu. Tlenu, nie planu lektur.<< Problem w tym, że wszystkiego brakuje, planu lektur też. Umierających musi być więcej, bo jako priorytet w systemie opieki zdrowotnej (nie żadnej mitycznej "służbie zdrowia"!. Każdy system się tworzy, i ktoś za ten system zawsze odpowiada) przyjęto ilość łóżek covid'owych, więc innych ciężko chorych się wypisuje i zabiera im się łóżka.To właśnie się dzieje. To jest już sytuacja, gdzie można jedynie wybierać, komu dać szansę na przeżycie, a od lat przecież ta kołderka była krótka. A te covid'owe łóżka "obsługują" pielęgniarki i lekarze z całkiem przypadkowych specjalności, bo "ktoś wyżej" im nakazał. Niekompetencja narasta i coraz więcej jest zgonów. Ten haos się udziela i przenika też inne dziedziny, w tym również edukację. Od początku tego tygodnia obowiązuje zdalne nauczanie uczniów klas I-III szkół podstawowych. Mam wnuka w tym wieku i miałem okazję go wspierać w nauce obsługi komputera na lekcji informatyki. Zaznaczę wyraźnie, wcześniej nie wiedział do czego służy komputer, bo było na zbyt wcześnie. A na tej lekcji, "nauczycielka" przez kwadrans nie umiała nawiązać kontaktu z uczniami w usłudze Microsoft Teams, a gdy już jej się to udało, to opowiedziała w jednym słowotoku całą procedurę czynności, jakich oczekuje od uczniów. Ja to zrozumiałem. Miało to polegać na pobraniu pliku załączonego przez nią, otwarciu go programie Paint, wykonaniu graficznych logicznych połączeń między obrazkami, zapisaniu i załączeniu efektu tej pracy ponownie na usłudze Microsoft Teams. I się zaczęło. Każdy uczeń usiłował sam to wykonać lub go zamurowało i milczał do końca lekcji. Tu też zadziałała zasada, że ktoś z góry nakazał, nawet, gdy jest to bez sensu. Słyszałem uwagi uczniów, że nie mają takiej ikonki, że na smartfonie tak nie ma, ale zdenerwowana pani nakazywała, by jej nie przeszkadzać, bo nie nie może prowadzić lekcji.
Irytuje mnie brak informacji. Wszystko ściśle tajne. Komunikaty MZ śmiesznie niewiarygodne i zmanipulowane. Gdzie można zobaczyć mapę ognisk, zgonów, procent zakażonej populacji itp. Chwalą się atrapą szpitala na stadionie! To sukces idiotów. Oni nawet nie rozumieją jakim problemem jest odległość od łóżka do toalety.
Jeśli za jakiś czas nastąpi całkowity paraliż kraju – jak słusznie przewiduje Autor – jeśli nastąpi całkowity paraliż instytucji państwowych, to będziemy mogli liczyć wyłącznie na własne siły. To trochę tak jak w stanie niby wojny. Tylko że pacjenci umierają z braku tlenu naprawdę. Jak zatem teraz – na spokojnie – przygotować się do tej sytuacji? Co Czytelnicy proponują żeby robić? Zamiast lamentować, niech każdy napisze jedną rzecz, którą można zrobić teraz, żeby przygotować się na to, co nas czeka. Zacznę pierwszy.
Każdy kierowca jeżdżący autem poza miastem, powinien być przygotowany, do udzielenia pierwszej pomocy przedmedycznej. Sobie lub pasażerom. A to dlatego, że jeśli wydarzy się wypadek, to być może żadna karetka, nie dojedzie. Wpisujcie, moi drodzy, swoje propozycje.
Zapraszam do spokojnej wymiany pomysłów. Bez lamentowania i bez paniki.