29.11.2020

Pisząc odręczny list 22 listopada 2020 do „Mujeres de las villas”, organizacji kobiet argentyńskich, które od 2018 roku działają na rzecz obrony „życia nienarodzonych”, wszedł w bezpośrednie działania polityczne.
Do tej pory tego unikał, choć — jak wiadomo — jako biskup Buenos Aires angażował się po stronie ruchów pro life. List został odnotowany jak zerwanie z dotychczasową praktyką trzymania się z daleka od bieżących sporów politycznych. Tym bardziej że 28 listopada organizacje pro life zorganizowały manifestację w Buenos Aires z czynnym poparciem biskupów. Na pewno nie przysporzy to popularności Franciszkowi w jego ojczyźnie, gdzie i tak nie jest mile widziany. Nie zostało mu zapomniane czynne zaangażowanie po stronie zbrodniczej junty wojskowej w latach 70. minionego wieku.
Czyżby mit papieża dialogu i otwarcia na różne światopoglądy właśnie się skończył? Wszystko wskazuje na to, że tak właśnie się stało.
Nie jest wykluczone, że „bezkompromisowa postawa polskich biskupów w sprawie życia od poczęcia” nie jest tu bez znaczenia. Kto wie, jakie informacje docierają do Watykanu znad Wisły (Kraków, Warszawa, Toruń), ale i z innych miast (Poznań). Przed laty to jeden z polskich biskupów (Karol Wojtyła) wpłynął na papieża Pawła VI, by utrzymał twardy kurs w sprawie antykoncepcji (encyklika Humanae vitae). Czyżby powtórka z historii?
Dla Pawła VI ten twardy kurs źle się skończył, a dokładniej dla lokalnych Kościołów Europy Zachodniej. Wierni poczuli się oszukani i przestali chodzić do kościołów. Franciszek, wchodząc w politykę, dużo ryzykuje. Korzyści z tego będzie mało, a szkody mogą być niepowetowane.


No dobrze, ale gdyby Kościół nie zajmował się polityką, to właściwie czym by się zajmował?
Po pierwsze kościół dba o kasę handlując nieistniejącym towarem, a do dobrych interesów kontakty z polityką są niezbędne.
Też tak myślę. Wszystko toczy się zwykłym dla tej instytucji trybem. Papież lawiruje, usiłując ugrać możliwie najwięcej, czyli zatrzymać tylu zwolenników, ilu tylko zdoła, jednocześnie przeprowadzając własną wolę. W grę wchodzą zapewne interesy lokalnych episkopatów i tu kości św. Piotra pogrzebane. Jak udobruchać biskupów zależnych od specyfiki miejscowej mozaiki układów i nie tracić wizerunkowo. Według mnie już go mają. Jest leciwy, zmęczony i osamotniony, a za uszami sporo z okresu wczesnego kapłaństwa. Na dobrą sprawę każdy episkopat prowadzi własną politykę, a jedyny naprawdę skuteczny bat na krnąbrnych to groźba dymisji. Tyle, że trzasnąć z bata można raz czy drugi, ale wszystkich odwołać nie sposób. Zbyt hardzi papieże dosyć szybko podupadają na zdrowiu, ewentualnie zawsze mogą się poślizgnąć w kąpieli, niektórym zaszkodziła kawa – gdyby mury watykańskie potrafiły mówić…
KRK to najstarsza korporacja świata , handlująca ubezpieczeniami na życie po śmierci…
Te „ubezpieczenia” są czystą iluzja i mozna je porównac do np. zakupu działek na ksieżycu lub prawa własności dop dopwolnego kawałka kosmosu.
Wygląda na to , że daleko idące zmiany, całkowite przeobrażenie dogmatyczne, moralne, są zabronione.
Każdy nowy papież co prawda gra swoją rolę trochę inaczej, ale każdy gra tę samą rolę i część świata chcąc nie chcąc na razie jeszcze bierze udział w tym widowisku.
Dotąd wydawało mi się, że Franciszek prędzej abdykuje niż zmieni kurs.
No cóż, czas pokaże jak to się potoczy.
Ale przecież nie zmienia kursu, tylko niektórzy z nas widzą coś czego on nie robił i nie zamierza robić.
Jak to kiedyś określił najdłużej urzędujący premier Polski – „jak się chce dokręcić śrubę,należy poluzować,naoliwić i wtedy dopiero da się docisnąć…
Jeden z komentatorów artykułu w argentyńskim La Nacion ladnie to ujął: hopokryzja, bo robi politykę na oczach wszystkich i jednocześnie wszem i wobec ogłasza, że tego nie robi. No cóż, jezuita…
Opowiedział sie po stronie pogladów, które od dawna wyznaje. Jeżeli wymagamy od niego tolerancji dla róznorodnosci, to nie powinniśmy odmawiać mu prawa do własnego zdania. Bez własnych poglądów tolerancja nie ma punktu odniesienia i oznacza czystą hipokryzję.
*
Odmiennie od Pana profesora Obirka nie podkładałem w papieżu nadziei na poważną zmiane w krk. Dla mnie to nie jest reformator a raczej papież z ludzką twarzą. Ścislej biorąc od czasu do czasu z ludzką twarzą. To i tak dużo jak na kostyczność i anachronicznośc całej organizacji, bo przeciez mógłby być kolejnym ortodoksem, na prawo od wszelkiego rozumu i od wszelkiego humanitaryzmu.
*
Konstrukcja krk i organizacja systemu hierarchicznego pcha krk w stronę stopniowej marginalizacji. NIe upadku, bo ilość wiernych (czytaj naiwnych) w świecie jeszcze długo pozwoli mu funkcjonować. Jednak z dawnego mocarstwa Watykan stopniowo staje się coraz bardziej zmarginalizowaną politycznie a obyczajowo dekoracyjną strukturą państwową. W dodatku strukturą egzotyczną, która w kregach najwyższych i pomniejszych hierarchów jest cudacznym gremium homoseksualistów i pedofilów potępiajacych … zachowania nienormatywne seksualnie i ukrywających pedofilię. To już nawet nie jest bibilijna 'Sodoma i Gomora” to groteskowi, kompletnie zdemoralizowani oszuści, nienawistnicy i hipokryci pazerni na kasę, władzę i dobra luksusowe, do tego poprzebierani w cudaczne sukienki, kompletnie oderwani od swoich wyznawców.
Czy słyszysz głuchy odgłos z oddali?
Czy to Kapciowy w piersi się wali?
Może kardynał z miasta Wrocławia
pokutne modły dzisiaj odprawia?
A może Flaszka ze wstydem wielkim
ostatnie z barku tłucze butelki?
Może to biskup miasta Krakowa
przeprasza gejów za swoje słowa?
A może nuncjusz sam się biczuje
i za swe grzechy szczerze żałuje?
Może to Janiak rzewnymi łzami
zapłakał za swój seks z klerykami?
A może Szkodoń łka jak wymoczek?
Ach, nie, to tylko diabeł rechocze.
—
Znalezione w sieci. Autor nieznany.
To mitologizowanie Franciszka. To szef tej samej korporacji, który walczy o jej przetrwanie innymi niż poprzednicy metodami. Metody nie podobają się wielu hierarchom i stąd też nasze domniemania i miraże. To jednak tylko metody, cel jest niezmienny, jak Kościół. 🙁
Cele są te same od tysięcy lat : Władza i kasa….
Papież Franciszek często dużo mówi pięknych rzeczy, ale mało z nich wdraża w życie. Jeżeli chodzi o niektóre z nich to może na szczęście. To taki Gorbaczow Kościoła, co mam nadzieję zwiastuje upadek tej instytucji raz na zawsze. I chwała za to nieistniejącemu bogu.
Spotkałem się, też z komentarzami, że kurs Pawła VI wcale nie skończył się źle, ale był konieczny i potrzebny, kosztem odstępstwa kilkunastu krajowych episkopatów i kilkudziesięciu milionów katolickich małżeństw udało się utrzymać resztki hierarchiczności i ortodoksji, bez której KK by w ogóle nie istniał i rozpuścił się w morzu protestanckiego indywidualizmu. Taki scenariusz może być miły i nawet pożądany dla niekatolików chcących żyć w pluralistycznym społeczeństwie eliminującym niepotrzebne autorytarne ośrodki, ale dla katolików, trzeba się wczuć by to zrozumieć, byłby tragedią taką samą jak dla np. Szweda rozpad Szwecji, a dla Indianina likwidacja Amazonii.
Oto skutek interwencji Franciszka, Reuters 11 grudnia podał, że Izba niższa argentyńskiego Kongresu w piątek rano zatwierdziła rządowy projekt ustawy legalizującej aborcję na żądanie. Projekt ustawy przewiduje, że aborcja ma być legalna do 14 tygodnia ciąży – izba niższa parlamentu przyjęła go 131 głosami „za” przy 117 głosach przeciw. Teraz ustawą zajmie się Senat, gdzie różnica między zwolennikami a przeciwnikami ustawy ma być jeszcze mniejsza. Zapewne skutki działań polskich biskupów będa podobne.