11.12.2020

Donald Tusk:
Dzisiaj, w jednym z najbardziej dramatycznych okresów w naszej powojennej historii, nie mamy w Polsce przywództwa. Bo to, że ktoś obsesyjnie pragnie władzy i zagarnia jej coraz więcej, nie oznacza przywództwa. Jest pandemia, nadchodzi kryzys, trwa rewolucja w sąsiednim państwie, są tektoniczne przesunięcia geopolityczne, więc nie muszę chyba nikogo przekonywać, jakie to wyzwanie dla każdego rządu. A nie dość, że mamy rządzących z pewnym niebezpiecznym dla Polski zestawem poglądów, to jeszcze zmagamy się de facto z bezkrólewiem. Bo to, że Kaczyński w mniejszym czy większym stopniu panuje nad swoją partią, wcale nie znaczy, że panuje nad polityką jako taką. Rządzenie państwem to jest skuteczne panowanie nad problemami, a nie nad ludźmi. Pandemia pokazała, jak bardzo profesjonalne musi być państwo, żeby sprostać tym wyzwaniom, wymaga też bardzo precyzyjnie adresowanej odpowiedzialności. I nie mówię teraz o odpowiedzialności karnej, chociaż i na nią przyjdzie czas. Dziś naszym problemem jest to, że nikt za nic nie odpowiada. Mamy rekordowo rozdętą i żarłoczną administrację centralną, mamy coraz bardziej autorytarną władzę, ale kiedy pojawiają się problemy do rozwiązania, nikt za nic nie odpowiada.
Trafne słowa. Szkoda że Tusk nie pamiętał o tym kiedy rządził. Gdyby wtedy problemy były właściwie rozwiązywane, PiS by nie doszedł do władzy.
* * *
Co pewien czas wyciąga się przeszłe zło, jakiego dopuścili się sąsiedzi wobec Polski. I choć to odległe zdarzenia a ich uczestnicy nie żyją, przypisuje się te same intencje ich potomkom. W Polsce do straszenia służą głównie Niemcy i Rosjanie, ale okazyjnie straszy się i innymi ludźmi. Co najdziwniejsze, te straszenia odnoszą skutek.
Chcieliśmy przyjąć uchodźców z Syrii, około 70% Polaków było za tym żeby pomóc ofiarom wojny, ale Kaczyński rozpętał kampanię przeciwko nim i okazało się że są wśród nich islamscy terroryści, którzy będą tu gwałcić, wprowadzać islam i, podobnie jak Żydzi w propagandzie nazistów, roznosić choroby. I jeszcze okazało się, że jest to wredna robota Unii, która marzy tylko o tym żeby nam narzucić swoje prawa – małżeństwa homoseksualne, adopcję dzieci przez takie pary, gender, deprawację młodzieży i inne zwyrodnienia. A nasz dzielny naród w dużej mierze w to uwierzył i na wszelki wypadek zaczęto prześladować osoby wyglądające egzotycznie czy mówiące w obcych językach. Polska jest przysłowiowo tolerancyjna, ale są przecież granice tolerancji.

Trzeba przyznać, że w przeszłości różni ludzie dokonywali złych czynów i, co najgorsze, nawet nie przeprosili. Brzetysław I, król Czech, napadł kiedyś na Polskę, złupił bogactwa i wywiózł relikwie i do dziś zdaje się nie oddał. Skoro Żydom wciąż się pamięta, że niektórzy z ich przodków nie lubili Jezusa, to przecież Czesi się tak bardzo przez te niecałe 1000 lat nie zmienili. A jak naucza prof. Friedman, trzeba się spodziewać tych samych świństw od tych samych starych wrogów.
Kiedy Anglicy szykowali się do wyjścia z Unii, zaczęli otwarcie mówić spotkanym Polakom, żeby się pakowali i wyp… do domu. Po prostu ulegli własnej propagandzie, która obcych przedstawiała jako pasożyty. Byliśmy oburzeni.
Przykro nam też, kiedy za wygłupy naszych polityków cudzoziemcy zaczynają źle traktować Polaków w swoich krajach. Jak można nie rozumieć, że te wszystkie kłamstwa i chamstwa to nie my – to rząd? Ale Rosjan traktujemy jako zwolenników Putina i staramy się im dokuczać. Kiedy parę lat temu rosyjski rząd jakoś nieładnie się wypowiedział, to w Polsce odwołano występy rosyjskich artystów. Zresztą słusznie – tak potraktowani artyści zaraz wyrzucą Putina i potem stosunki między naszymi narodami poprawią się. Podobnie zapewne rozumują mieszkańcy krajów Unii – niech ci Polacy wywalą tę rządzącą ekipę i postarają się być bardziej kulturalni.
* * *
Czasem wyobrażam sobie, że można by było mówić narodowi prawdę, nawet mało przyjemną, a dzięki sile prawdziwych argumentów można by ludzi przekonać i wprowadzić konieczne zmiany. Denerwujące jest, kiedy na przykład prezydent Duda mówi o tym, że Polska na węglu stoi i mamy go na 200 lat, a chodzi tylko o to, żeby górnicy nie protestowali i nie przyjechali z protestami do Warszawy, bo policji się nie boją. Tymczasem polski węgiel jest drogi i marnej jakości, do wydobycia go dopłaca się, a kiedy sprowadza się z Rosji lepszy i tańszy węgiel, to opozycja wytyka to rządowi, no bo wiadomo – rosyjskie nie jest dobre, bo wzmacnia Putina.

PiS za rządów PO wytykał rządowi, że handluje z Chinami, które gnębią mniejszości narodowe i nie są demokratyczne, a przecież mógłby Chinom pogrozić palcem i zagrozić, że ich surowo potraktuje, jeśli się nie poprawią. Rząd starał się osłabić oskarżenia, a jednocześnie nie pogorszyć stosunków gospodarczych.
W takich przypadkach apeluje się do poczucia sprawiedliwości ludzi, bo przecież sumienie nie pozwala, aby dopuścić zło. Kiedy Polska zdecydowała się na dołączenie do napaści na Irak, argumentowano, że rządzi tam straszny satrapa, który gnębi naród i trzeba ten naród wyzwolić. Niestety, takie argumenty trafiają do ludzi. Jakoś nie trafiło do ludzi, że ten satrapa był u nas dobrze przyjmowany, że satrapów na świecie jest wielu a USA nie tylko ich nie obalają, ale niektórych wręcz wspierają. A żeby nie pozostawać na samym apelu do poczucia sprawiedliwości, nasi ówcześni rządzący wskazywali na korzyści: obali się Husajna to będziemy mieli lepszy dostęp do ropy i zarobimy na odbudowie Iraku. Poczucie sprawiedliwości bywa różnorodne i nie wiadomo co naród uzna za sprawiedliwe. Przy czym łatwo podbechtać ludzi wykazując, że coś jest niesprawiedliwe i koniecznie trzeba to zmienić.

Na szczęście naród u nas nie jest pamiętliwy i święte oburzenie szybko mu przechodzi, nie domaga się już tak ostro sprawiedliwości. Wałęsa obiecywał puścić kanciarzy w skarpetkach i naród to podchwycił i zagłosował na niego, ale jakoś potem nie domagano się takich posunięć. Wiadomo było: rządzi swój człowiek i nie dopuści, żeby kanciarze dalej kantowali. Tusk obiecał wykastrować pedofilów, ale mimo że spotkało się to z aplauzem, do niczego nie doszło. Ale rozumiał nasz gniew i na pewno zrobi co trzeba.
Powinien chyba powstać Instytut Badania Sprawiedliwości. Ciekawe na przykład, że ludzie akceptują fakt, iż Kościołowi płaci się za lekcje religii z państwowych pieniędzy, choć sprawa utrzymania swego Kościoła powinna należeć wyłącznie do każdej religijnej wspólnoty – tak chyba byłoby sprawiedliwiej. Nie słychać też było oburzenia, kiedy wysocy urzędnicy państwowi dostawali wielotysięczne premie do pensji („bo im się to należało” powiedziała premier Szydło), a kiedy próbowano zrobić dobre wrażenie i Kaczyński zarządził, żeby coś zrobili, to niektórzy (nikt tego nie sprawdzał) wpłacili jakieś sumy na Caritas, tak jakby to była instytucja, która im te premie niesłusznie wypłacała.

Czasami więc to poczucie sprawiedliwości jest takie jak u chłopów pańszczyźnianych (panu i księdzu więcej wolno), czasami jak u Kalego (Kali zabrać komuś krowy to dobry uczynek, ktoś zabrać krowy Kalemu – to zły uczynek).
* * *
Odnaleziono starożytny dokument:
Gmina chrześcijańska przeprasza za zachowanie apostoła Judasza. Jako przywódca gminy chcę najmocniej przeprosić wszystkich, których dotknęło zachowanie Judasza. Żaden członek naszej społeczności nie powinien bez zezwolenia kierownictwa utrzymywać bliskich związków z arcykapłanem Annaszem. Apostoł Kefas (Piotr)
* * *
Będziemy się szczepić (ci, którzy zechcą). Ma być 8.000 punktów szczepień, a w każdym lekarz i pielęgniarka. Lekarz sprawdzi, czy możemy się szczepić, pielęgniarka zaszczepi, wypełnią dokumenty. Chęć do zaszczepienia deklaruje mniej niż połowa Polaków. Jeszcze trzeba odliczyć młodzież poniżej 16 roku życia. Może będzie więcej chętnych, jeśli rozpowszechni się rzeczowe informacje, jeśli znane osoby zaszczepią się i telewizja to pokaże.
Mówi się, że w jednym punkcie można będzie zaszczepić 180 osób tygodniowo. Ministerstwo liczy, że cała operacja zajmie parę miesięcy, chyba przewiduje kłopoty, zapewne z logistyką. Ale kto to ma robić, skąd wziąć nagle lekarzy i pielęgniarki do szczepień? Żeby tylko nie było tak jak z obiecanymi 500 milionami drzew, których zasadzenie do końca 2019 r. obiecał premier Morawiecki.

* * *
Telewizja pokazuje losy ludzi. Pokazano pogodną panią, malarkę. Urodziła się bez obu rąk i nogi. Parę lat temu zmarł jej mąż. Poszukałem informacji o niej w internecie. Piszą tam: Życie szczecinianki było pasmem wyjątkowego cierpienia, a mimo to jest ona osobą niezwykle pogodną i zawsze ufną Bogu.
Jak wygląda w oczach wiernych Bóg i jego działania, które od urodzenia przynoszą cierpienie ludziom? Cierpiący, którzy nie utracili wiary, wierzą, że ich los jest wykonaniem jakiejś dobrej woli Boga. To daje otuchę i pozwala samemu czynić dobro. Telewizja pokazała też zakonnice, które prowadzą dom opieki dla niepełnosprawnych osób. Odnajdują w tym radość.
Jeżeli ktoś akceptuje okrutne działania Boga jako karę dla ludzi, czy potrafi wyjaśnić, jakie grzechy popełnili urodzeni z niepełnosprawnością?
W czasie ostatniej wojny powtórzyła się wielokrotnie historia Hioba, szczególnie wśród członków „narodu wybranego”. Zdarzało się, że z całej rodziny pozostawała przy życiu jedna osoba. Po wojnie ta osoba zakładała nową rodzinę. I bywało, że podobnie jak Hiob nie utraciła wiary w Boga.
Religie obiecują nam najwyższe dobro – wieczne szczęśliwe istnienie.
Budda, przedstawiając swoją naukę, powiedział: to jest nauka o cierpieniu, o przyczynie cierpienia i o drodze prowadzącej do trwałego wyzwolenia z cierpienia.
Wszystkie religie są zgodne co do pierwszego elementu, mianowicie cierpienia. Każdy, podobnie jak kiedyś Budda, uświadamia sobie w pewnym momencie, że istnieją choroby, starość, śmierć, że nieuchronnie ten sam los czeka wszystkich, że w życiu często spotykają nas rzeczy nieprzyjemne, a przyjemne tracimy, i że wszystko jest nietrwałe i przemijające. Jednym słowem, los człowieka nieuchronnie jest związany z cierpieniem i nic nie zapewnia trwałego szczęścia.
Buddyzm i hinduizm nie zajmują się przyczyną istnienia takiego świata, wskazują na drogę wyzwolenia z cierpienia. Ale monoteistyczne religie plączą się w tłumaczeniu, skąd i po co istnieje cierpienie. A chrześcijańscy kapłani radzą, aby swoje cierpienie ofiarować Chrystusowi. Ale do czego potrzebne Jezusowi nasze cierpienia?
* * *
W mediach dyskusja o przynależności Polski do Unii Europejskiej. Wydawałoby się, że pytanie jest retoryczne, ale PiS przedstawia tę sprawę tak, jakby Polska robiła Unii łaskę, że należy, a Unię przyrównuje do Związku Radzieckiego. Właściwie nie wiadomo, po co tam jeszcze jesteśmy. Przypomina się film „Żywot Briana” i dyskusja na temat „Co nam dali Rzymianie?”: https://www.youtube.com/watch?v=8Co9OFvaBpI

PIRS

Faktycznie D.Tuskowi , jest cały czas bardzo ciężko uderzyć się we własne piersi i przyznać , że dzięki jego i PO ośmio letnim zaniechaniom i głupocie… Mamy to co mamy dzisiaj w PL…
„Trafne słowa. Szkoda że Tusk nie pamiętał o tym kiedy rządził. Gdyby wtedy problemy były właściwie rozwiązywane, PiS by nie doszedł do władzy.”
.
Myślę, że to nie jest tak, że wtedy nie pamiętał. On wtedy nie wiedział.
Odnoszę wrażenie, że przebywanie na unisnych salonach uczyniło z Tuska polityka zupełnie innego formatu, niż był nim w Polsce.
Horyzonty mu sie bardzo poszerzyły. Okazało się, że nie da się, jak w Polsce, być chłopkiem-roztropkiem. Żeby się na unijnych salonach odnaleźć trzeba było inaczej spojrzeć na świat. I Tusk to uczynił.
W przeciwieństwie do wielu polskich polityków w UE, którzy nadal zajęci są własną liaskownicą i zupełnie nie mają czy ochoty, czy zdolności by zobaczyć choć odrobinę szerszy kontekst i żalą się w polskich mediach, że Unia jest zła.
Ależ wiedział, tylko że uważał, że PiS nie wygra na tyle żeby przejąć władzę.
Pisałem już wiele o Tusku, o konkretnych jego działaniach. To zdolny polityk ale ma dużo za uszami jeśli idzie sytuację w Polsce – oszukiwanie elektoratu, wstrzymywanie postępowych zmian, tworzenie pozorów zamiast rzeczywistych zmian, wycinanie w partii ludzi zdolnych. Tylko proszę nie argumentować, że wszyscy politycy tak robią, bo zdarzają się też politycy z charakterem.