Marek Jastrząb: Administrowanie absurdem3 min czytania

()

13.12.2020

Biurokracja kwitnie i znana jest od wielu lat. Rozwija się od pokoleń i stwierdzenie to — historycznie ujmując — nie stanowi odkrycia. Rewelacji. Lecz jakkolwiek nie stanowi, przyznać trzeba, że od momentu objęcia władzy przez zjednoczoną prawicę, nie była w naszym kraju tak rozpowszechniona.

Nigdy przedtem nie była też tak jawna; mamy coraz więcej urzędów zatrudniających przypadkowych zawodowców, partyjnych kolesi otrzymujących nagrody za nietrafne lub sfuszerowane inwestycje. Dostających rekompensaty za drzemkę w szkodliwych warunkach. W myśl biurokratycznych przykazań: im więcej i głupiej, tym lepiej, bo gorzej.

A w urzędach pracują ludzie, specjaliści od nic nierobienia i podejmowania złych decyzji. W koszt eksploatacyjny urzędnika, sprawującego nadważną funkcję, wchodzą drobiazgi, jak sekretarka w przedbalzakowskim wieku plus kanapa z bidetem, zestaw pieczątek, gustowny kosz na podania, klęcznik dla petentów, fotel przynitowany do podłogi, ocieplane biurko z przepisami oraz komputer do układania pasjansów i telefon podłączony do trąbki Eustachego prezesa sprawującego nad nim kontrol.

Do jego obowiązków należy brak odpowiedzialności za cokolwiek i publiczne wygłaszanie mantry: CO JA MOGĘ lub IDZIE NAM JAK Z PŁATKA. W związku z tym jest rzeczą zrozumiałą, by kierujący referatem osobnik otrzymywał pensję godną sprawowanej funkcji i niekompetencji.

A to tylko kropelka w morzu nonsensów; przykłady walają się po ulicach: chybione decyzje, owocne pomyłki, zaniedbania i poniechania.

Lecz nawalanek o podobnie śladowym rozmiarze, mamy setki. Setki kropel przekładających się na korupcyjne myki, odłożone budowy, nowoczesne pociągi na zabytkowych szynach, na karygodny stan służby zdrowia, na kulturę i naukę dla wtórnych analfabetów; wszystko to są kropelki, ale kiedy się je zliczy, okazuje się, że zewsząd otacza nas powódź.

*

Ledwie zwyciężyli, a już gracko dzielą łupy, już wywijają rozgdakanym rozumkiem cynicznie mnożąc stanowiska dla swoich krewnych, znajomych i przybocznych entuzjastów. Nowe miotły narodu traktują Sejm jak stołówkę, sypialnię i rykowisko. Tańcują w jego kuluarach, imprezują i wojażują na koszt szeregowego podatnika, a ich główne zmartwienie polega na podwyższeniu własnych uposażeń.

Za każdym wyborczym przetasowaniem kart mam wrażenie, że nareszcie coś się zmieni, a na widok naszych ekonomicznych osiągnięć i powszechnego dobrobytu całego społeczeństwa, świat zmartwieje z podziwu. Nie umrze ze śmiechu, bo nastąpi radykalna eliminacja nawiedzonych chwastów, populistycznych pasożytów i pijawek, natomiast słowo Sejm RP — obecny areopag poronionego rozsądku — przestanie być synonimem cichego portu dla przeciętniaków i będzie nareszcie reprezentatywnym gronem utalentowanych osób zdolnych do holistycznego myślenia.

Są to jednak dziecięce mrzonki, ponieważ nastąpił czas na spełnienie Lepperowego proroctwa o Wersalu: zaakceptowanie pałowania, bezpardonowych zadym, prowokacyjnych walk na siłowe inwektywy, licytacja, giełda i ranking potyczek na haki, rajcowne nagrania i uprzejme przecieki. Odbywa się kolejny okres huraganowych bijatyk i podłe traktowanie politycznych oponentów; szybkim krokiem nadciąga brutalniejszy etap prześcigania się w zorganizowanej głupocie.

Marek Jastrząb

Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

źródła obrazu

  • jastrzab: BM