Krzysztof Łoziński: Ostateczne rozwiązanie kwestii praworządności

30.12.2020

Photo by ElisaRiva on Pixabay

Obserwatorzy ze zdumieniem patrzą na pozornie chaotyczne ruchy rządu. O tym, czy ustawa lub wyrok TK, obowiązuje nie decyduje już parlament, prezydent, TK, Sąd Najwyższy. Decyduje premier wykonujący polecenia wicepremiera za pomocą drukarki (publikuje lub nie) oraz konferencji prasowej, na której nie ma pytań, czyli za pomocą ogłoszenia w telewizji.

Najpierw parlament uchwala ustawę, a prezydent ją podpisuje. Później premier jej nie publikuje, bo mówi, że niedobra i będzie nowa ustawa. Parlament przywołany do porządku uchwala poprawioną ustawę, prezydent posłusznie znowu ją podpisuje, zapominając, że dopiero co podpisał co innego, i teraz premier publikuje.

Sejm został sprowadzony do roli atrapy. Gdy PiS przegrywa głosowanie, czy to na sali plenarnej, czy to w komisjach, głosuje się ponownie aż do skutku, aż wynik będzie taki, jak PiS chciał.

Najpierw wychodzi premier i ogłasza kolejne ograniczenia praw obywatelskich (w tym godzinę policyjną). Nie ma stanu nadzwyczajnego, ustawy, nawet rozporządzenia. Następnie słyszymy, że rozporządzenie będzie. Kiedy będzie? Jak będzie, to będzie. Pisze się. I będzie konsultowane. Z kim? A czort to zna. Następnie pojawia się rozporządzenie, w którym jest trochę do innego niż w ogłoszeniu premiera, ale godzina policyjna jest, choć sami rządzący przyznają, że nie ma do tego podstawy prawnej. Nie ma, to nie ma, czort z nią. Premier znowu daje głos i mówi, że godziny policyjnej nie ma, bo to tylko apel. Na to wychodzi łżecznik prasowy premiera i mówi, że godzina policyjna jest. Odzywają się prawnicy i mówią, że skoro to rozporządzenie nie ma podstawy prawnej, to nie obowiązuje. Kolejny łżecznik rządu mówi, że za łamanie rozporządzenia policja będzie karać mandatami, kolejny łżecznik, tym razem policji, mówi, że nie mandatami, tylko karami Sanepidu do 30 tys. złotych potrącanymi z konta bankowego.

Rząd się pogubił? Nie, nie. Dyktatura przechodzi do kolejnego etapu, od lekceważenia i dowolnej interpretacji prawa, do ostatecznej likwidacji prawa stanowionego w drodze parlamentarnej.

Wcale nie żartuję. Obecnie mamy dwa sprzeczne systemy prawne: tradycyjne prawo, prawidłowo stanowione, które coraz mniej obowiązuje i prawo telewizyjne, ogłaszane na konferencjach prasowych. To drugie prawo, według cywilizowanych reguł nie obowiązuje, ale jest i będzie coraz częściej egzekwowane przemocą, pałą, gazem, zastraszaniem, bezprawnymi grzywnami.

To jest typowy etap rozwoju dyktatury. Dyktatura nie chce mieć skodyfikowanego prawa, bo prawem ma być polecenie władcy. W dyktaturach albo wcale nie ma parlamentu, jak w Chinach, albo parlament jest tylko rodzajem widowiska, jak w Rosji, a decyzje i tak zapadają gdzie indziej. [W Chinach raz do roku odbywa się Zgromadzenie Przedstawicieli Ludowych, którzy nie są żadnym przedstawicielami, bo nikt ich nie wybierał, tylko partia mianowała, a całe to zebranie tylko przyklaskuje decyzje KC KPCh.]

Tak w zamierzeniu Kaczyńskiego ma być z czasem i u nas. Żadnych tam parlamentów, żadnych tam kodeksów itp. Prawem ma być jego polecenie i już. Z czasem zlikwiduje się także wybory albo sprowadzi się je do fikcji.

Naiwni ludzie myślą, że jednak nie zawetowali unijnego budżetu, bo Kaczyński powstrzymał ekstremę. To jest kompletny brak rozumienia tej władzy. On po prostu uważa, że i tak wszystkich wykiwa. Oszuka, okłamie i zrobi swoje. A że Unia może zablokować dotacje? A co go to obchodzi?

To jest naiwne myślenie, że dyktatorowi zależy na ludziach i ich losie. Nie zależy. Ludzie są tymczasowo potrzebni, dokąd jeszcze nie zlikwidowano wyborów. Dokąd trzeba co pewien czas przekupić i zmobilizować najgłupszy elektorat bredząc o narodzie i honorze. A później? „Nieważne kto głosuje, ważne, kto liczy głosy” – mawiał Stalin. A Gomułka poszedł dalej: po co liczyć, wystarczy ogłosić. A więc wyjdzie Morawiecki, czy inny, na „konferencji” bez pytań i ogłosi: „Wygrał PiS”. I już. Po ptokach.

A jak załamie się gospodarka, ludzie stracą pracę, będzie bieda? No to co? Rząd się zawsze wyżywi. W spółkach skarbu państwa, w znacjonalizowanych bankach, na posadach, zawsze będzie co kraść.

Popatrzcie na Trumpa, co on wyprawia. A on przecież ciągle miał hamujące go demokratyczne instytucje. I wy myślicie, że nasz dyktator, który już tak zasmakował we władzy, odda władzę z powodu czegoś tak banalnego jak wybory?

Oj naiwni, naiwni.

Krzysztof Łoziński

Emeryt

Ur. 16 lipca 1948 r., aktywista wydarzeń marca 68. Były działacz opozycji antykomunistycznej z lat 1968-1989, wielokrotnie represjonowany i dwukrotnie za tę działalność więziony.

Członek Honorowy KOD i NSZZ „Solidarność”

Autor o sobie

Print Friendly, PDF & Email

 
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com