Ożeniony ze szlachcianką (19)

06.01.2021

Pradziadek Grażyny, Bartłomiej Jankowski, szlachcic herbu „Ogończyk”, urodzony w roku 1814 w powiecie bobrujskim, guberni mińskiej, pułkownik armii carskiej, pozbawiony majątku i zesłany po Powstaniu Styczniowym w głąb Rosji, nie przestaje nas intrygować. Za jakie przewinienia go zesłano i dlaczego na zdjęciu u schyłku swego życia, nosi mundur i medale? Czy pozostał emerytowanym carskim pułkownikiem? A może założył ten mundur tylko do fotografii? Odpowiedzi na te pytania są na 24 stronach akt pułkownika Jankowskiego w moskiewskim Archiwum Wojskowym, na które wciąż czekamy.

Jego żona Ewelina, szlachcianka z rodu Okołów urodziła im dwanaścioro dzieci: Czesław, Maria, Emilia, Leopold, Adolf, Ewelina, Bohdan, Władysław, Antoni, Leonia, Robert i Witalis.

Najstarszy Czesław jako niemowlę, w roku 1865 wyjechał z rodzicami na zesłanie. Wysłano go do szkoły w Wilnie, potem studiował miernictwo w Odessie. Pracę znalazł na granicy perskiej, działał tam w polskim ruchu narodowym, umarł w Wilnie nie doczekawszy niepodległości. Najmłodszy syn Witalis, po studiach leśniczych w Odessie, założył rodzinę w Kazaniu, tam urodził się ojciec Grażyny.

Jej pradziadkowy kuzyn, Jacek Jankowski, odkrywa przed nami losy innego z dwunastu: Leopolda Bartłomieja Antoniego Jankowskiego, z którego akt w carskim departamencie leśnictwa w Petersburgu, dowiadujemy się, że urodził się w roku 1868, ale nie piszą gdzie. Taki jest tytuł jego teczki;

Янковский Леопальд Варфоломеевич
Шифр Ф. 387 Оп. 24 Д. 12491
Название фонда ЛЕСНОЙ ДЕПАРТАМЕНТ МЗ
Опись Ф. 387 Оп. 24

Studia leśnicze ukończył w Moskwie. Jeżeli Moskwa była miejscem jego urodzenia, to mieszkali tam jego rodzice, a więc zesłanie pułkownika Jankowskiego nie było drastyczne. A może odwoływał się do sądu wojskowego i wygrał?

Więcej o Leopoldzie Jankowskim dowiadujemy się z „Kurjera Litewskiego” z 15 kwietnia 1915 roku. Jest to drugi rok pierwszej wojny światowej: koalicja Rosji, Francji, Anglii, a później Stanów Zjednoczonych przeciwko przymierzu austro-węgiersko-niemieckiemu z pomocą Turcji i Bułgarii. Niemcy zajmują Warszawę. Austriacy okupują Przemyśl. Wojska niemieckie wchodzą do Wilna.

W Mitawie, powiatu bobrujskiego, prezesem Towarzystwa Dobroczynności jest Leopold Jankowski, który mówi „Kurjerowi Litewskiemu”, że w akcji zbierania datków na ofiary wojny, pewna Litwinka, „nie mając niczego innego, w darze chustce wełnianą złożyła, powiadając, że chętnie dałaby i drugą, lecz ta jej dzieciom potrzebna”.

Recenzując wileńską premierę operetki „Hrabia Luxemburg”, pisze „Kurjer Litewski”: „Czas wielki zerwać ze wszelką narzucaną nam tandetą, nie bacząc czy z zachodu, czy ze wschodu ród swój ona wiedzie i zwrócić się do swojskiej skarbnicy ludowej.”

W tym samym numerze reporter odkrywa przestępstwa na stacjach kolejowych: „powstała oryginalna organizacja pośredników, zaś pośrednikami tymi są znowu przeważnie żydzi”.

Inne odkrycie Jacka to świadectwo ślubu córki Leopolda, Marii Jankowskiej, lat 22, z Mieczysławem Korsunem, lat 33, który odbywa się 2 września 1922, w parafii Opieki Najświętszej Marii Panny w Radomiu. Oboje pochodzą z Mitawy, ale teraz, po Traktacie Ryskim, który powiat bobrujski wyłączył z granic Polski, Mieczyslaw Korsun znajduje pracę w nadleśnictwie Kozienice, pod Radomiem, kto wie, czy nie z poręki teścia — leśniczego. Inny możliwy protektor, to nadleśniczy Witalis Jankowski, brat Leopolda, dziadek Grażyny, który po 30 latach w nadleśnictwie carskim w Kazaniu, przenosi się z rodziną do Radomia kontynuując tam swoją karierę leśnika. Tak wygląda się akt ślubu:

Maria Jankowska — Korsun, kuzynka ojca Grażyny, miała w rodzinie przydomek „Maruta”. Moje odkrycie Korsunów zaczęło się w samolocie. Tak je opisuje Małgorzata Korsun- Juszczyk:

Odkąd wyjechałam z Polski w 1981 roku po trzecim roku anglistyki w Łodzi, najpierw do Londynu, potem dalej w świat z moim mężem — dyplomatą australijskim, co roku przylatywałam do Polski, odwiedzić moich rodziców. W końcu bycie jedynaczką do czegoś zobowiązuje! Pożegnania były traumatyczne: szczególnie z tatą, którego płuca były jak sito po 30 latach palenia papierosów. Każde pożegnanie mogło być ostatnim. W takim nastroju wsiadłam do samolotu do Rzymu, skąd łapałam połączenie do Australii. Obok usiadł rozmowny pan, o baaardzo miłym głosie, który zaczął mnie odpytywać: dokąd pani leci, gdzie pani mieszka, co pani robiła w Polsce. Odpowiadałam półsłówkami, bo nie byłam w nastroju na nowe znajomości. Wyczul moja ostrożność, więc zaczął opowiadać o sobie: nazywa się Marian Marzyński, mówi, kiedy wyjechał z Polski i w jakich okolicznościach, o rodzinie, o dzieciach, o Chicago, gdzie mieszkają. W sumie 2 godziny lotu upłynęły nam na tyle milo, że wymieniliśmy się adresami.

Na Boże Narodzenie dostaję kartkę z życzeniami, wiec jako dobrze wychowana osoba odpisuję, dodając, że będziemy w Chicago w okolicach marca przyszłego roku, wiec byłoby miło, gdybyście mieli czas i ochotę, umówić się na drinka. Na to dostaję wiadomość od Mariana, że oni mają w Chicago B&B i możemy się u nich zatrzymać. Mąż pyta zdziwiony co to za facet, gdzie go spotkałam, jak słyszy, że w samolocie, staje się mniej podejrzliwy.

Były to czasy BC (before computers), posługiwaliśmy się piórem wysyłając listy i pocztówki. I właśnie taką wysłałam Marianowi z datą i godziną naszego przylotu do Chicago. Zupełnie nie wiem dlaczego, ale podpisałam się pełnym imieniem i nazwiskiem: Małgorzata Korsun-Juszczyk. Marian odbiera nas z lotniska, wiezie do cudnego domu. Pierwsze pytanie Grażyny; czy ty jesteś Korsun? Potwierdzam, a na stole leży ogromna płachta drzewa genealogicznego jej rodziny: oczywiście ciotka Jankowska — Korsun „Maruta”, kierowniczka domu FWP w Karpaczu, często spędzaliśmy tam wiosenne lub zimowe ferie. Była pogodna, pełna życia kobieta, taką ja pamiętam.

Posłałem ten eme-mail kuzynowi Grażyny, Maciejowi Jankowskiemu, który tak nam odpisał:

Ferie u Cioci Maruty! Z Gdańska jechałem pociągiem do Jeleniej Góry, stamtąd pociągiem do Karpacza i pieszo wzdłuż strumyczka. Spędziłem tam wiele pięknych dni. Mając około 11 -14 lat (czyli około 1959-62) mieszkałem w „Małgosi”, jadłem zupy mleczne na śniadanie, tańczyłem przy radio w świetlicy, chodziłem w metrowym śniegu na Czarną Kopę i Śnieżkę usiłowałem jeździć na nartach po polu przed domem wczasowym, a Tadzik Korsun pokazywał mi jak. Ciocia Maruta była fantastyczną kobietą, pełną energii i humoru, zawsze z dwoma jamnikami, suczką Nelli i nie pamiętam imienia pieska, który często próbował mnie ugryźć. Małgosi Juszczyk oczywiście nie mogłem spotkać, bo bywała tam pewnie 10 lat później. Mamy z nią wspomnienia z dokładnie tych samych miejsc, nie wiedząc nic o sobie. Buziaki, Maciek.

I znów Małgosia Korsun – Juszczyk:

Jaki miły e-mail od Maćka Jankowskiego! Chodziliśmy tymi samymi drogami! w Karpaczu. Ciotka Maruta była bardzo energiczna i miała równie zamaszysty charakter pisma, a prowadziła bardzo ożywioną korespondencję. Jej listy/kartki były zapisane doszczętnie, każdy skrawek miał jakąś wiadomość z dużą ilością wykrzykników i podkreśleń; „Piszcie!!!! Nic nie wiem co się dzieje!!!” etc. Pracowała w domu Funduszu Wczasów Pracowniczych „Górnik” . Nawet jej adres pamiętam: Olimpijska 3 m 1…

Ostatnio dowiedzieliśmy się, że istnieje bogate archiwum Jankowskich-Korsunów. Maruta Jankowska nie żyje, ale jej synowa Hanka Korsun zachowała je w swoim domu, w Karpaczu. Obiecała, że jak skończy się Covid, pojedzie tam i otworzy je.

Cdn

Marian Marzyński

Polski i amerykański dziennikarz, reżyser filmowy i scenarzysta. Ur. 12 kwietnia 1937. Mieszka stale w USA. Album autobiograficzny Mariana Marzyńskiego KINO-Ja. ŻYCIE W KADRACH FILMOWYCH jest do nabycia w księgarni internetowej UNIVERSITAS i w sklepach taniej książki.  

Więcej w Wikipedii

Witryna Marzyńskiego LIFE ON MARZ

Ożeniony ze szlachcianką (21)

22.01.2021 Droga Grażyno, na mojej ścianie wisi portret Konstantego Jankowskiego, brata naszych pradziadów Bartłomieja i Napoleona. Nie dawało mi spokoju, że poza tym, że jego żona nazywała się…
Czytaj dalej

Ożeniony ze szlachcianką (20)

16.01.2021 Stołpce nad Niemnem, miasto w dawniej guberni mińskiej, po pierwszej wojnie światowej włączone do Polski, dziś Białoruś, jest w naszej rodzinnej legendzie. Było to miasto, z którego pochodziła rodzina…
Czytaj dalej

Ożeniony ze szlachcianką (19)

06.01.2021 Pradziadek Grażyny, Bartłomiej Jankowski, szlachcic herbu „Ogończyk”, urodzony w roku 1814 w powiecie bobrujskim, guberni mińskiej, pułkownik armii carskiej, pozbawiony majątku i zesłany po Powstaniu…
Czytaj dalej

Ożeniony ze szlachcianką (18)

31.12.2020 Jednoroczna Grazyna, szlachcianka herbu „Ogończyk”, na zdjęciu ze swoim ojcem Alfredem, synem carskiego leśnika Witalisa, wnukiem carskiego pułkownika Bartłomieja. Alfred ożenił się w roku…
Czytaj dalej

Ożeniony ze szlachcianką (17)

26.12.2020 Daniel Marzyński zaadoptował mnie w roku 1948, gdy miałem 11 lat. Po nazwisku Kuszner i imieniu mojego ojca Bolka nie pozostał ślad w nowym akcie urodzenia. Nazwisko Marzyński…
Czytaj dalej

Ożeniony ze szlachcianką (16)

19.12.2020 Odkrywamy nowych przodków Grażyny Jankowskiej, mojej szlachcianki. Oto fragment korespondencji z Jackiem Jankowskim, jej „pradziadkowym” kuzynem. Drogi Jacku, dzięki za portrety twoich pradziadków: Napoleona Jankowskiego…
Czytaj dalej

Ożeniony ze szlachcianką (15)

10.12.2020 W marcu 1945 roku, moja matka prowadziła magazyn chleba dla pracowników Społecznego Przedsiębiorstwa Budowlanego, odgruzowujących teren zniszczonego warszawskiego Szpitala Ujazdowskiego, naprzeciwko Sejmu.…
Czytaj dalej

Ożeniony ze szlachcianką (14)

04.12.2020 Wiosną 1945, po moim przyjeździe do Warszawy z sierocińca Braci Orionistów w Łaźniewie, matka powiedziała mi, że czekamy na powrót ojca z wojny, ale szybko zorientowałem się, że z wojny wszyscy…
Czytaj dalej

Ożeniony ze szlachcianką (13)

27.11.2020 Inna szlachcianka, Monika Minkiewicz i jej mąż Wiktor Markowicz, sponsorzy muzeum „Polin”, są od lat naszymi przyjaciółmi. Monika jest córką aktorki Jadwigi Gosławskiej…
Czytaj dalej

Ożeniony ze szlachcianką (12)

19.11.2020 Miałem siedem lat, gdy Niemcy przegrywali wojnę. Wycofując się z frontu, w lecie 1944 roku, rozbili obóz przed kościołem naszego sierocińca w Łażniewie pod Warszawą i częstowali nas…
Czytaj dalej
Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com