Nowy Szperkowicza Pasjans Polski

08.01.2021

Jednego mało

Wystarczą cztery ziobra by Polska była dobra – zaskoczył swego czasu nieoczekiwaną receptą piosenkarz-satyryk Andrzej Rosiewicz. Wielu zrozumiało, że zaleca rozplenienie w naszym życiu poglądów, metod i władczych dążeń znanego polityka. Moim zdaniem, te cztery zachwalane kostki piersiowe to było minimum. Jednego mało, dwóch i trzech także. Dopiero cztery sztuki dają — zdaniem barda — szansę na wzajemną neutralizację groźnych dla ogółu poczynań i pewności siebie takiej pojedynczej figury. Dopóki jest jedna, żadna inna osobowość nawet nie spróbuje jej się przeciwstawić. Jest to ponad siły dwóch czy trzech egzemplarzy tego gatunku, dopiero poczynając od czwórki zaczyna się gra.

Już istniejące samodzierżawie ma przewagę swego dworu i popleczników nad tymi, którzy mieliby jego pozycję równoważyć lub podważyć.

Tak się składa, że typ władcy częściej dąży do umocnienia własnej pozycji i znaczenia swoich wyznawców, niż do starań o dobro i powodzenie ogółu. Mieliśmy przywódców troskliwych o dobro wspólne — że wspomnę koronę Jagiellonów, kaznodzieję Stanisława Staszica, premiera Eugeniusza Kwiatkowskiego, patriotę śląskiego Wojciecha Korfantego, prymasa Wyszyńskiego czy choćby współczesnego prezydenta Gdyni Wojciecha Szczurka.

Najbliższy pozycji drugiego ziobry wydaje się dzisiaj Jarosław Gowin, największa pomyłka personalna Donalda Tuska, u którego krakowianin dzierżył tekę ministra sprawiedliwości. Właśnie polityka Tuska w tej dziedzinie utorowała drogę do katastrofalnie trwałej „dobrej zmiany” obecnie rządzącym. Tusk skwapliwie przyjął popisową rezygnację poprzednika Gowina, prof. Ćwiąkalskiego, łatwo zrezygnował z pomocy współzałożycieli Platformy Obywatelskiej Andrzeja Olechowskiego i Andrzeja Płażyńskiego, a później pilnował, by na wyższych piętrach władzy nie wyrósł mu żaden konkurent ni następca. Upajał się natomiast nie zawsze odpornym na pokusy materialne narybkiem w rodzaju jednego ze swoich ministrów informatyzacji.

Niestety, nie wiemy, ile potrzeba nam dodatkowych catchy[1] kuprów, by Polsce pomogli wyrwać się demontażowi państwa i międzynarodowemu zgiełkowi z jego powodu.

Tu nie rysują się żadne widoki, żadne zadatki na poprawę sytuacji. Nawet najpoważniejszy kandydat na drugiego ziobrysa, nie wyobraża sobie zmiany personalnej na szczycie władzy. Niedawną obietnicę swego pryncypała, że ten będzie jeszcze raz kandydował na szefa partii rządzącej, jeszcze raz, ale nie więcej, ziobrys-bis nazwał swawolnym żartem zainteresowanego. Złożona przez tego przywódcę obietnica wytrwania u steru państwa tylko przez sześć lat, została odebrana przez podwładnego jako bezlitosne skąpstwo, odbieranie narodowi marzeń i widoków ich spełnienia.

Opozycja pogrążona w przeciętności przywódczej potrafi pojękiwać po kolejnych udoskonaleniach ustroju i wymyślać rządzącym, najczęściej zasłużenie.

W tej sytuacji nie ma innej drogi jak wyprowadzenia kraju w nową przestrzeń ustrojową.

Miałem zaszczyt przed ostatnimi wyborami prezydenckimi przedstawić ten postulat na niniejszych łamach[2] , a mianowicie rozpoczęcie budowę nowego ustroju z Konstytucją o idei przewodniej eksponowanej w nazwie państwa Dobra Wspólnego Rzeczpospolita Polska.

Zwracałem uwagę, że ponura wizja prof. Jadwigi Staniszkis podziału społeczeństwa na dwa niechętne sobie plemiona, choć ostatnio jakby wyhamował, pozostaje zagrożeniem gotowym odżyć lada chwila.

Pierwszeństwo ustrojowe dobra wspólnego jest obelgą dla Nakręcacza Podziałów i jego świty.

Daje to pewność, że nie zostanie przez nich przywłaszczone ni przerobione na swój strój.

Wracam do tych tez, ponieważ ogłoszone w ostatniej chwili ciszy wyborczej – dzięki przychylności red. red. Sławomira Popowskiego i staraniu Bogdana Misia nie doczekały się publicznego skwitowania. Wspólna Polska błyszczy w nazwie ruchu prezydenta Trzaskowskiego, choć mogło się wydawać, że jest na takie luksusy za wcześnie, że narosły zbyt wielkie zaległości rozprawy i porachunków. Czołowa adresatka tych wezwań nie zdradza się z gotowością rozmowy o sprawie. Politycy opozycyjni wrócili do ulubionej roli komentatorów posunięć rządowych. Najbardziej dynamiczna i barwna obecnie figura polityki Szymon Hołownia unikał wątków wspólnoty, które mogłyby zaszkodzić szansom Andrzeja Dudy wyboru na jego ostatnią czteroletnią kadencję. Wybór Rafała Trzaskowskiego, najpewniej na dwie kadencje, odsuwałby jego własne Hołowni widoki prezydentury państwa na okres dwukrotnie dłuższy. Te same rachuby mogły skłonić Grzegorza Schetynę na wycofanie swojej kandydatury prezydenckiej na rzecz wicemarszałkini Kidaway

Tak kalkulują politycy i nie ma co tego upiększać.

Za mało mówimy politykom, zwłaszcza własnego obozu, o tym, co mają na sumieniu. Zostawiamy to naszym przeciwnikom. Ci nie są głupcami, by wychowywać nam przywódców. Niszczyć i owszem, ale nie wychowywać.

Minęło pięć lat od poprzednich wyborów parlamentarnych, a jeszcze nie usłyszałem, że ich taki, a nie inny wynik jest dziełem ambicji koalicyjnych przywódczyni ważnej frakcji lewicy. Wypominam to małodusznie, ponieważ nie uważam polityki za altanę wyrozumiałości dla dam.

Przełomy polityczne w naszej historii następowały w sytuacji głębokiego kryzysu. Przełamanie rozbicia dzielnicowego po najeździe Tatarów, Konstytucja 3 Maja po II Rozbiorze, Powstanie Kościuszkowskie po buncie Szeli itd. Przechodzimy obecnie załamanie ustrojowe. Potrzebujemy przywrócenia hierarchii celów naszej wspólnoty.

Kiedy będziemy mieć jasny i mocny zbiór takich celów, wyłonimy przywódców duchowych zamiast wodzów i władców, wtedy wystarczy..

Zliczyć wraz do trzech, by Polska wyszła z krech!

Jerzy Szperkowicz


  1. Catchy (ang.) chwytliwy, pociągający, wpadający w ucho
  2. Studio Opinii” 22.05.2020.
Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com