20.01.2021

Jestem ostatni, by przywiązywać wagę do wyznania czy religijnej afiliacji polityków. Owszem PiS ze swoją ostentacyjną pobożnością ostatecznie skompromitował polski katolicyzm w przestrzeni publicznej sprawiając, że jest łączony z nic nieznaczącą dewocją.
Nie jest wykluczone, że rozpoczęta właśnie prezydentura Joe Bidena pozwoli to zmienić i odsłoni ludzkie oblicze katolicyzmu, nieskompromitowanego skrajnym upolitycznieniem. Bidena uwiarygadnia też nagonka, z jaką się spotkał ze strony katolickich fundamentalistów, którzy odmawiali mu prawa do przyjmowania komunii (ośmiela się być zwolennikiem prawa do wyboru dla kobiet w ciąży, by mogły ją przerwać, jeśli tak uznają, że jest słuszniej). Na szczęście nowo mianowany kardynał Wilton Gregory nie ma z tym problemu.
W pierwszych analizach już pojawiają się głosy, że w jego gabinecie znajdzie się aż 30% katolików i podkreśla się, że to największa grupa tego wyznania w historii USA. Tym bardziej z polskiej perspektywy warto się przyglądać jak może wyglądać łączenie polityki z przekonaniami religijnymi. A dokładniej rzecz ujmując, jak nie należy tych spraw ze sobą mieszać.
Nie ukrywam, że sprawia mi ogromną ulgę, że od 20 stycznia 2021 nie będę musiał odnotowywać kolejnych ekscesów gospodarza Białego Domu. To naturalnie sprawi, że będę się mógł przypatrywać zupełnie innym i znacznie ciekawszym aspektom prezydentury amerykańskiej. Na pewno będę miał też okazję zaprezentować niektórych z jego katolickich doradców. Przypuszczam, że to nie ich katolicyzm będzie w centrum mojej uwagi, ale raczej ich polityczne dokonania.


Z Bidenem i jego doradcami jest tak jak z Einsteinem. Ich katolicyzm nie ma nic wspólnego z katolicyzmem ePiSkopatu Polski. Eufemizm jakim jest „fundamentalizm” oznacza szowinizm kompletnie zaprzeczający duchowi a niekiedy i literze katolicyzmu.
*
Szczęściem otoczenie obecnego prezydenta USA wraz z nim samym nie mają nic wspólnego z fundamentalizmem. Inaczej nie mieliby żadnych szans na pracę, którą wykonują. Papież Franciszek zyska światłych sojuszników, jeżeli będzie chciał kontynuować zmiany w Watykanie.
To prawda, już do widać, po życzeniach jakie Franciszek przesłał Bidenowi, pewnie coś o tym napiszę do SO, bo w USA też nie brak odmiany pis-episkopatu.