25.01.2021

Zgadywać nie ma sensu, obserwacja jest prawdopodobnie równie trudna z bliska, jak i z daleka. Ameryka obserwowana z Dobrzynia nad Wisłą musi być oglądana oczyma innych. Czy inaczej widzę Polskę? Nie, właściwie jest dokładnie tak samo. Z bliska widzę tylko moje miasteczko, a i to nie odważyłbym się powiedzieć, że wiem wystarczająco dużo. Tu jednak widzę na własne oczy sporo, więc czasami zapraszałem znajomych z Warszawy, żeby kiedyś przyjechali do Polski.
Widzimy na własne oczy maleńkie fragmenty rzeczywistości, o innych fragmentach opowiadają nam wybrani znajomi oraz wybrani nieznajomi i albo mamy świadomość, że ten końcowy obraz w naszej głowie jest bardzo fragmentaryczny, albo głosimy, że wiemy jak wygląda świat.
Tych, którzy mówią, że wiedzą, warto ignorować, gdyż rzadko mają coś ciekawego do powiedzenia. Poznajemy ich po języku, ponieważ objawienia głoszone są zazwyczaj sztampowymi sloganami. Jeśli znasz trzysta słów z języka środowiska aktywisty, możesz nimi opowiedzieć wszystko, co pomyśli jego głowa.
Ameryka jest dziś na kolejnym zakręcie historycznym, a to jak z tego zakrętu wyjdzie, jest ważne nie tylko dla Ameryki. Dopiero co czytałem o rozpaczy Libańczyków, którzy dziś są na tym etapie, na którym byli Polacy w czasach zaborów. Błagają świat o pomoc w uwolnieniu ich od zaborcy i domyślają się, że żadna pomoc znikąd nie przyjdzie.
Czy Pax Americana komukolwiek przyniósł wolność? Dobre pytanie. Z pewnością przyniósł wolność i długie dziesięciolecia pokoju Europie Zachodniej (czego mu Europa Zachodnia nigdy nie wybaczyła), dostarczył atomowego parasola, który prawdopodobnie powstrzymał przed wybuchem kolejnej ogólnoświatowej zawieruchy (ale to, co się nie stało, może zawsze być przedmiotem spekulacji). W czasach zimnej wojny Ameryka chroniła swoich sojuszników przed ZSRR, ale wolności dać im nie mogła, bo to nie jest coś, co można dostać. Pax Americana spuszczał parę z kotła, a i to nie zawsze skutecznie.
Jeśli idzie o wolność, Ameryka mogła być zaledwie wzorem lub czymś, co zgoła odstrasza. Jeśli testem jest kierunek ucieczki z piekła urządzonego przez własnych rodaków, to Ameryka jest uosobieniem raju dla setek milionów ludzi. Czym jest dla tych, którzy tam dotarli?
A to już różnie. Dla jednych jest dokładnie tym, czego szukali i czego warto bronić, nawet za cenę życia. Dla innych nową odmianą piekła, które trzeba zniszczyć. Czasem mam wrażenie, że wśród obrońców amerykańskich wartości więcej jest tych, którzy urodzili się poza Ameryką, ale mogę nie mieć racji. Jedno wydaje mi się dość pewne, wielu tych świeżych Amerykanów broni tych wartości bardziej żarliwie niż inni. Wydaje się, że widzą ostrzej ich zagrożenia. Kolejne fale przybyszów borykają się z nowymi problemami, przynoszą ze sobą nowe paradoksy. Szok zderzenia cywilizacji rozkłada się czasem na wiele pokoleń. (Zaczynałem to oglądać od relacji z badań nad życiem polskich chłopów w Europie i Ameryce. Mam wrażenie, że dziś już nikt do tych badań nie wraca, chociaż nadal mówią wiele, również o tym, co widzimy dziś. Patrz: Chłop polski_w_Europie_i_Ameryce).
Kiedyś przełożyliśmy z żoną piękną książkę Chaima Potoka Davita’s Harp. Opowieść o żydowskim świecie w Ameryce w latach trzydziestych i czterdziestych. O marzeniu, że może tam nareszcie uda się zbudować ten wymarzony komunizm, o przemieszaniu tego marzenia z żydowskim mesjanizmem i z amerykańskim marzeniem. Imigranci przywożą do Ameryki swój kulturowy bagaż, z którego rodzą się czasem rzeczy piękne, a czasem potwory. (Na Harfę Davity w Polsce nie znaleźliśmy wydawcy, próbowałem odszukać maszynopis naszego tłumaczenia po lekturze Ksiąg Jakubowych, ale gdzieś się zgubił przy kolejnych przeprowadzkach.)
Miałem pisać o kolejnym zakręcie amerykańskiej historii widzianym z Dobrzynia nad Wisłą. Przyjaciel z Chicago po inauguracji nowego prezydenta poczuł wielką ulgę i nagły niepokój, dał do zrozumienia, że jego niepokój lepiej wyraził ktoś inny, więc poszedłem śladem, który mi wskazał.
Młodsza o całe dwa pokolenia amerykańska dziennikarka Bari Weiss odeszła kilka miesięcy temu z redakcji „New York Timesa”. Po inauguracji Bidena pisała na swojej nowej prywatnej stronie internetowej, że gdyby była nadal w redakcji NYT, czułaby się w obowiązku do napisania czegoś o tej inauguracji. Przypomina, że nie jest już członkiem tej redakcji z powodu swoich czasem centrolewicowych, a czasem centroprawicowych poglądów.
Czy ma rację stwierdzając, że poglądy większości Amerykanów znajdują się gdzieś w centrum? Trudno powiedzieć, badania socjologiczne dają mętny obraz, a media przynoszą zlepek odbić z krzywych luster. Weiss patrzy przez pryzmat własnych doświadczeń i ma wrażenie, że zmiany ideologiczne, które obserwowała w redakcji NYT, mogą być zwiastunem przemian na amerykańskiej scenie politycznej w nadchodzących latach. Głosowała na Bidena i jest głęboko przekonana o jego uczciwości. Przypomina raz jeszcze, że nie znosiła Trumpa z powodu jego narcyzmu i złośliwości. Pisze, że jego działania przyspieszały zgubę Ameryki, ale że nie był jedynym jej autorem. Pisze, że został wybrany, ponieważ Ameryka już wcześniej zaczęła iść na dno. Dla niej to właśnie jest powodem mieszanych uczuć, radości i niepokoju. Ludzie cieszą się, że pierwsza para okazuje sobie czułą miłość, że na stanowisku wiceprezydenta jest kobieta i to kolorowa. Prawdziwe problemy spychane są jednak poza światła reflektorów.
Bari Weiss obawia się, że Joe Biden jest wielkim liściem figowym ukrywającym te prawdziwe problemy kraju. Najbardziej dramatyczna sprawa to ideologiczny fanatyzm, nowa totalitarna pokusa, która szerzy się po obu stronach barykady jak ogień po prerii.
Zło trumpizmu jest powszechnie znane, ale siły Trumpa nie mają zbyt wiele wpływów. Tymczasem ideolodzy skrajnej lewicy są łebscy, inteligentni i świetnie zorganizowani. Są również mocno osadzeni na wszystkich poziomach amerykańskiego świata kultury i polityki.
Kompletnie chore teorie spiskowe parują z najwyższych eszelonów. Wiess wspomina o dumnie prezentowanej słuchaczom rozmowie Hillary Clinton z Nancy Pelosi, w której Clinton mówi: „Z przyjemnością zobaczyłabym zapisy połączeń telefonu Trumpa, żeby zobaczyć, czy rozmawiał z Putinem w dniu, kiedy rebelianci dokonali inwazji na Kapitol”. Nancy Pelosi odpowiedziała: „Wszystkie drogi prowadzą do Putina”.
Amerykańska dziennikarka obawia się tych imponujących fajerwerków nonsensu. Boi się schematycznego myślenia, nieustannego szufladkowania. Przypomina wcześniejsze publiczne oskarżanie o wściekłą prawicowość każdego, kto sprzeciwiał się likwidacji budżetu policji, pochopnych generalizacji i ciągłego dwójmyślenia. Kiedy przeciwnik polityczny w najmniejszym stopniu narusza zalecenia dotyczące publicznych spotkań, jest negacjonistą nauki, ale kiedy ty idziesz na wielką demonstrację organizowaną przez swoich, to przecież niczego nie naruszasz. Nadzieja, że wróci zwyczajny zdrowy rozsądek jest krucha.
Bari Weiss zastanawia się, co będzie testem nowej administracji. Wymienia kilka spraw, z których na pierwszym miejscu pojawia się pytanie, czy ta nowa administracja uzna, że Ameryka jest dobra. Dziwne pytanie, ale mam wrażenie, że ją rozumiem. Bari Weiss wyjaśnia, że pojawiła się idea, która głosi:
Ameryka zrodziła się, by podtrzymać białą supremację i pozostaje nadal nieodwracalnie rasistowska. Nasi założyciele nie byli głównie politycznymi geniuszami, ale właścicielami niewolników, którzy szukali możliwości dla powiększenia swoich majątków”.
Czy ta nowa administracja zdoła przeciwstawić się burzeniu wszystkiego i zechce przypomnieć, że mimo wszystkich swoich wad, Ameryka jest nadal światłem nadziei dla całego świata? „Twierdzenie, że datą powstania [USA] jest rok 1776, a nie 1619 było jak ujawnienie się, że jesteś bigotem i troglodytą”. Weiss zastanawia się, czy Biały Dom zdoła stanąć w obronie wartości liberalizmu, otwartej wymiany myśli, dopuszczenia do głosu przeciwników?
Zdaniem Weiss Krytyczna Teoria Rasy jest nie tylko błędna, ale jest niebezpieczna, jest odwróconym rasizmem i zagrożeniem dla rzeczywistej równości. Uczynienie z niej obowiązującej ideologii zagraża wszystkim. Jest rażąco sprzeczna z marzeniem Martina Lutra Kinga, jest propozycją nowego kastowego systemu.
Dalej Weiss przechodzi do problemu, który zaczyna być również widoczny u nas – do kultury odrzucenia, która stała się dziś odrażającą częścią amerykańskiego życia. Donosy, szpiegowanie, zwalnianie z pracy za wpis na mediach społecznościowych. Jednym przypomina to praktyki radzieckie, innym rewolucję kulturalną w Chinach. Zbiorowe potępienia, żądania samokrytyki, sądy prasowe i sądy uliczne, nieustanna presja motłochu podbechtywanego przez media. Czy nowa administracja zdoła wyciszyć histerię hunwejbinów i powrócić do jakiegoś umiarkowania? Bari Weiss nie odpowiada na to pytanie. Uważa, że jest to obszar, który będzie wymagał uważnego obserwowania.
Pod koniec swojego artykułu Weiss wraca do inauguracji, pisze, że potakiwała z zapałem, kiedy prezydent Biden mówił, że różnice poglądów nie mogą ludzi dzielić, że musimy zakończyć tę niecywilizowaną wojnę. Słuchając uświadamiała sobie równocześnie wołania o tworzenie listy wrogów, fakt, że połowa Amerykanów jest przekonana, że to nie bieda czy Chiny są największym zagrożeniem kraju, a druga połowa jego mieszkańców.
Obawy tej amerykańskiej dziennikarki, że te wybory nie zakończyły wojny domowej mogą być uzasadnione, a obserwacja przebiegu wydarzeń będzie wymagała poszukiwania różnych, ale uczciwych dostawców informacji. Ona sama nie chce szukać nowego pracodawcy, chce utrzymywać się z pracy rzemieślniczej, jako całkowicie niezależny obserwator. Informacja jest towarem jak każdy inny, jakość oferowanego towaru oceniają klienci. Mam nadzieję, że jej się uda. Dla mnie ta oferta jest atrakcyjna.
Ameryka jest nadal ważna i dla nas, i dla Libańczyków, i dla mieszkańców Hondurasu, a najważniejsza jest dla samych Amerykanów, więc ktoś, kto po drugiej stronie oceanu zapowiada, że będzie raczej patrzył, niż zagrzewał do boju, intryguje mnie bardziej niż ołowiane żołnierzyki. Porywającą atrakcję ich marszowego kroku i głośnego śpiewu zostawiam innym.
A poza tym, małe jest pięknie i bywa ciekawsze od oferty wielkich medialnych korporacji zatrudniających dziennikarzy zgłaszających gotowość myślenia na rozkaz.

Andrzej Koraszewski
Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny.
Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury”. Więcej w Wikipedii.

Widok z Waszyngtonu.
https://www.yahoo.com/news/behind-scenes-trump-circus-three-093205865.html
to come undone to także tracić panowanie nad sobą lub wyjść z siebie, ja sobie przetłumaczyłem, że dlatego, że wcześniej zatraciliśmy samych siebie (i wybraliśmy Trumpa).
„Jeżeli coś upada – to pchnij by upadło prędzej” 😉
Jedną z pierwszych decyzji JB był zakaz dyskryminowania mężczyzn w damskich sportach 🙂
„These are the 44 schools S.F. might rename. Which would you change?
Abraham Lincoln High School
Alamo Elementary
Alvarado Elementary
Balboa High School
Bryant Elementary
Claire Lilienthal (both campuses)
Clarendon Elementary and Japanese Bilingual Bicultural Program
Commodore Sloat Elementary
Daniel Webster Elementary
Dianne Feinstein Elementary
El Dorado Elementary
Everett Middle School
Francis Scott Key Elementary
Frank McCoppin Elementary
Garfield Elementary
George Washington High School
Grattan Elementary
Herbert Hoover Middle School
James Denman Middle School
James Lick Middle School
Jefferson Elementary
John Muir Elementary
Jose Ortega Elementary
Junipero Serra Elementary
Lawton Alternative K-8
Lowell High School
Marshall Elementary
McKinley Elementary
Mission High School
Monroe Elementary
Noriega EES
Paul Revere K-8
Presidio EES
Presidio Middle School
Robert Louis Stevenson Elementary
Roosevelt Middle School
Sanchez Elementary
Sheridan Elementary
Sherman Elementary
Stockton EES
Sutro Elementary
Ulloa Elementary”
Interesujące dane w sierpniu 2020 przedstawił amerykański instytut RFF (ang. Resources for the Future, dobre opinie, tutaj) zajmujący się prognostyką dotyczącą środowiska i zasobów naturalnych w kontekście światowej ekonomii. Otóż wybrawszy cztery z powszechnie znanych zmian prawnych wprowadzanych przez administrację Obamy, które zostały następnie wycofane przez administrację Trumpa zbadał opinię publiczną i w każdym z przypadków to polityka Obamy spotkała się ze znaczącym poparciem – od 81% do 64%:
(a) przystąpienie do Porozumienia Paryskiego w kwestiach klimatu – 81%; (b) ograniczenie emisji gazów cieplarnianych przez producentów energii (o 30% poniżej poziomu z 2005 do roku 2025) – 77%; (c) ograniczenie emisji gazów cieplarnianych przez instytucje federalne (o 40% poniżej poziomu z 2015 do roku 2025) – 66%; (d) zapewnienie efektywności produkowanych w USA samochodów osobowych do około 4.2 litra paliwa na 100 km (do 2025) – 64%.
Okazuje się jednak, że w czasie kadencji administracji Trumpa także osiągano per saldo zmniejszenie emisyjności gospodarki lecz innymi metodami, przy czym także inwestując w rynek pracy. Przytaczana opinia, usprawiedliwiając następujące już po kilku miesiącach wyniki wyborcze, daleko niekoniecznie weźmie to jednak pod uwagę – co niech tu będzie przykładem zasadności wystrzegania się nadmiernych uproszczeń.
Ostatnie przesłuchanie senackiej komisji ds. energii i zasobów naturalnych na temat postępu w działaniach odnoszących się do zmian klimatycznych daje nawet ciekawszy przykład, i przy okazji odpowiedź. Otóż wprowadzone rozporządzeniem już nowej administracji zakazy dotyczące amerykańskiego rynku gazu ziemnego per saldo doprowadzą do.. utraty rynków, utraty miejsc pracy lecz także.. wzrostu globalnej emisji gazów cieplarnianych co wydaje się łatwo przyznawać Międzynarodowa Agencja Energetyczna w Paryżu.
Stop your horses szanowny czytelniku – to nie tekst polityczny lecz przyjemna zachęta aby posłuchać merytorycznej dyskusji na interesujący temat: jaka będziesz Ameryko i jak możesz pomóc światu w kłopocie – posłuchać można tutaj.
Zachętą niech także stanie się kilka liczb: 30% Chiny, 15% Stany, 7% UE, 7% Indie – oto wkłady do globalnej emisji gazów cieplarnianych – jak więc słusznie ktoś zechciał zauważyć chcąc wpłynąć na rezultat wpłyńmy także na pozostałe… 85% ; ile paliwa potrzebują maszyny wydobywcze w kopalniach a ile w lotnictwie – otóż tyle samo; jaki przemysł rozwija się najintensywniej z rynkiem zielonej energii – wydobywczy kopalin stałych właśnie; i stopa wyżej na dziesięć lat to bardzo dużo a przy brzegach szczególnie. Dla dociekliwych słuchaczy jest także wątek polski na senackiej podłodze – przykład użycia samochodu elektrycznego: w Polsce zwiększy emisyjność wobec sposobu wytworzenia energii lecz w Norwegii już zmniejszy o połowę. Jest także o bateryjkach i o wodorze a że około 80% globalnych emisji pochodzi z rynków producentów i użytkowników energii wniosek dla Ameryki na przyszłość wydaje się prosty, senatorom i ich ekspertom także:
Technology, wise. – bez wykrzyknika i bez uproszczeń.