Andrzej Koraszewski: Zostałem zaszczepiony przeciw wrednemu wirusowi

27.01.2021

Tak byłem szczepiony

Stało się. Pierwsza dawka szczepionki Pfizera (Big Pharma) została wstrzyknięta w moje (lewe) ramię i otrzymałem informację, którego i o której mam się stawić po drugą dawkę. Mieszkając w cywilizowanym miejscu, w pierwszym dniu rejestracji osób przedatowanych (80+), zadzwoniłem do przychodni, zostałem zarejestrowany i powiedziano mi, że mam czekać, bo nie ma jeszcze informacji, kiedy szczepionki do nas dotrą. W kilka dni później dostałem informację „proszę się zgłosić we wtorek o 10.33”. Ucieszyłem się, że mieszkam w Polsce w miejscu, w którym system działa jak w Izraelu. Od przyjaciółki w Warszawie dowiedziałem się, że u nich na Bródnie było podobnie, tyle że bardzo długo wisiała na telefonie, próbując się dodzwonić, ale kiedy się wreszcie dodzwoniła, to reszta poszła jak w Dobrzyniu (niemal, bo dostała nieco odleglejszą datę szczepienia).

Sądząc po informacji w „Gazeta.pl” media zgłaszają popyt wyłącznie na skargi i zażalenia, by móc przedstawić Polskę w ruinie, więc nie ma szans, żeby zechcieli zainteresować się czymkolwiek, co nie podnosi adrenaliny i nie wywołuje wrażenia, że mieszkamy w piekle gorszym niż Burkina Faso.

No więc informuję, że w Dobrzyniu nad Wisłą jest inaczej. Dzień przed szczepieniem telefon z przychodni, czy jestem zdrowy, przypomnienie o godzinie szczepienia i informacja o możliwości wypełnienia wcześniej kwestionariusza pobranego z sieci. 

Dochodząc do przychodni widzę, że wchodzi ktoś w podobnym wieku, zerkam na zegarek i wchodzę zgodnie z harmonogramem. W recepcji podają mi kwestionariusz, informuję, że ściągnąłem z Internetu i mam wypełniony. Mam chwilę poczekać, więc zdejmuję płaszcz (w pustej poczekalni) i zapraszają  mnie do gabinetu, gdzie lekarz obejrzał już mój wypełniony kwestionariusz i informuje mnie, jakie mogą być reakcje na szczepionkę.

Sprawdzenie kwestionariusza i krótka informacja.

Poinformowany przechodzę do pokoju, w którym się szczepi, i dwie minuty później jestem na korytarzu, gdzie mam odczekać 15 minut, ktoś przede mną właśnie wychodzi, w chwilę później trzy krzesła dalej siada kolejna osoba po zastrzyku, a ja otrzymuję kartonik z potwierdzoną datą pierwszego szczepienia i datą drugiego. (Prawdopodobnie jest to system zaprojektowany przez samego producenta, z informacją na kartoniku gdzie zgłaszać działania niepożądane i kodem pozwalającym ściągnąć dodatkowe informacje na urządzenie mobilne. Kartonik jest ważny, będzie na nim potwierdzenie drugiej dawki i będzie służył jako świadectwo szczepienia).   

Tak to wyglądało wczoraj w Dobrzyniu nad Wisłą i nie dostrzegłem różnicy między tym, co opisywali mi przyjaciele z Ameryki, Londynu i Izraela. Tak więc, jeśli Polska jest w ruinie, to informuję, że nie cała, a jeśli ktoś pyta o organizację szczepień, tu działa to, jak w zegarku. (Przypominam również, że medialne informacje o tym, że Polska jest w ruinie, walnie przyczyniły się do wprowadzenia „dobrej zmiany”).

Przychodnia Zdrowia w Dobrzyniu nad Wisłą.

Przyjaciel z Izraela, który jest już dawno po drugim zastrzyku tej samej szczepionki donosi, że jednym z elementów dobrego funkcjonowania systemu jest sprawne wykorzystanie szczepionek, które pozostają pod koniec dnia, z powodu tego, że ktoś z takich czy innych przyczyn wypada z kolejki. (Otwarte fiolki muszą być zużyte w ciągu pięciu godzin). Na Twitterze, FB, WhatsAPp i Telegramie powstały grupy, które śledzą inwentarz szczepionek w dystrybucji krajowej i reagują na miejscu, kiedy zwalnia się doza szczepionki. Wtedy kandydaci stawiają się po szczepionkę. Dzięki temu ludzie, którzy nie kwalifikują się pod kryteria pierwszeństwa szczepią się w miastach, w których nie mieszkają, szczególnie w osiedlach arabskich i haredim. (Ja pytań o to, jak to u nas jest zorganizowane, nie zadawałem, żeby nie naruszać zbędnymi pytaniami rytmu pracy.)   

U nas system dopiero się dociera i oczywiście w małej społeczności jest to łatwiejsze, ale domyślam się, że jest wiele miejsc (nawet w stolicy) gdzie działa to sprawnie. Przyjaciółka, z którą w zamierzchłych czasach pracowaliśmy w jednej redakcji, na swoim FB informuje: „Nieoczekiwanie sprawnie zaszczepiono Waldemara na Stadionie Narodowym. Ucieszyło mnie to podwójnie”. (Musiała wcześniej czytać gazety albo słuchać radia i oczekiwali najgorszego).   

Tymczasem Pfizer zapowiada poważne zakłócenia w dostawach, ponieważ muszą gwałtownie reorganizować produkcję, żeby sprostać dalszym zamówieniom. Na łamach „Rzeczpospolitej” wybitny mikrobiolog i wirusolog, profesor Włodzimierz Gut informuje o swoim zdziwieniu, że firma zapowiada zwiększenie przez zmniejszenie i serwuje domysły, że pewnie Chińczycy wszystko wykupują i nie muszą się przejmować Europą. Dostajemy plotkarską „wiadomość” podpartą uczonym tytułem, co jest jeszcze gorszą praktyką dziennikarską niż uczone opinie różnych celebrytów o sprawach, o których nie mają zielonego pojęcia. Specjalność pana profesora nie wskazuje ani na znajomość problemów produkcyjnych szczepionek w tej firmie, ani w żadnej innej. Szczepionki nie kiełbasa, Sprostanie zamówieniom na dziesiątki milionów szczepionek wymaga nie tylko uruchomienia nowych linii produkcyjnych, ale również zatrudnienia i przeszkolenia nowego personelu, do czego mogą być potrzebni ci, którzy już to potrafią. Również firma AstraZeneka, która też przeszła do masowej produkcji swojej szczepionki, zapowiedziała z tego samego powodu chwilowe zmniejszenie produkcji o 60 procent.

Szczepionka Pfizera cieszy się obecnie największym zainteresowaniem, ponieważ najszybciej zakończyli solidne badania kliniczne, pierwsi uzyskali wszystkie konieczne certyfikaty (również w Unii Europejskiej), mogli ruszyć z masową produkcją i zacząć realizować zamówienia. Osobiście nie  jestem zdziwiony, że popyt przerósł możliwości podaży, co zmusza ich do wielkiej reorganizacji. Spowoduje to jednak zaburzenia harmonogramu szczepień również w Polsce.        

Niektórzy mają pretensje do Izraela, że oni jak dotąd mają dostawy bez żadnych opóźnień. To prawda. Izrael złożył zamówienia w tej firmie jako jeden z pierwszych krajów, a co więcej, jak się dowiadujemy, podpisał z Pfizerem umowę, że Izrael będzie obszarem badań klinicznych na skalę całego społeczeństwa. Szóstego stycznia 2021 podpisano umowę, pod mało mówiącym tytułem „The Real World Epidemiological Evidence Collaboration Agreement”, w której Pfizer zobowiązuje się do dostarczenia szczepionek w ilości pozwalającej na zaszczepienie całej dorosłej populacji tak, aby w maksymalnie szybkim czasie uzyskać pełną odporność stadną.      

Izrael ze swojej strony ma dostarczyć firmie Pfizer epidemiologiczne dane, które pozwolą na sprawną ocenę działania szczepionki, ewentualnych skutków ubocznych, reakcji w powiazaniu z różnymi historiami chorób, tempa spadku zakażeń i w wielu innych sprawach, które są istotne dla wszystkich późniejszych użytkowników tej szczepionki oraz dać możliwość jej ewentualnej modyfikacji. Izrael jest tu idealnym wyborem, bo to stosunkowo nieduży kraj, doskonale zorganizowany, gdzie historie chorób wszystkich mieszkańców znajdują się w systemie komputerowym, co pozwoli na wyłapanie możliwych korelacji zdarzeń, które mogą być w jakikolwiek sposób podejrzewane, że są skutkami ubocznymi.               

Są to nie tylko zakrojone na gigantyczną skalę badania epidemiologiczne, ale również badanie efektów ekonomicznych, tempa spadku nowych zakażeń i otwierania gospodarki. (Oczywiście pojawiły się niepokoje, czy przypadkiem nie wyciekną jakieś drażliwe dane, ale myślę, że jakoś sobie z tym izraelski rząd poradzi).

Wyniki analiz mają być omawiane przez ekspertów Pfizera i izraelskiego ministerstwa zdrowia raz w tygodniu, tak by można było na każdym etapie śledzić przebieg operacji masowego szczepienia i jej efektów.

Tymczasem trudno powiedzieć o efektach, bo realny spadek nowych zakażeń w społeczeństwie jako całości będzie można zadekretować, kiedy będzie pewność, że nie są to tylko jakieś wahania, chociaż spadek już jest widoczny w grupach, które były szczepione pierwsze i są już po drugiej porcji szczepień. Pierwszy milion mieszkańców Izraela otrzymał już drugą dawkę. Zaczyna się obserwacja skuteczności. W drugim tygodniu po pierwszym szczepieniu w populacji szczepionych liczba zarażeń spadła o 30 procent, w trzecim tygodniu o 92 procent. Ilość przeciwciał po drugiej szczepionce rośnie od 6 do 20 razy. Na drugą porcję szczepionki nieliczni reagują lekkim ogólnym osłabieniem, ale te objawy są bardzo łagodne. Po drugim zastrzyku otrzymuje się stosowny certyfikat, uprawniający do spotkań z wnukami, korzystania z teatrów i kin, a młodsi odzyskują prawo do normalnej pracy.         

W Autonomii Palestyńskiej władze zdecydowały się na zakup rosyjskiej szczepionki Sputnik-V dla narodu, a dla siebie poprosiły po cichutku o dary w postaci szczepionek Pfizera z Izraela.

Tymczasem czytam, że już w najbliższy weekend dotrze do Polski pierwsza porcja amerykańskiej szczepionki Moderna. Ta szczepionka ma też już wszystkie niezbędne certyfikaty. Oparta na tej samej technologii mRNA, ma podobne działanie i podobną skuteczność, można powiedzieć, że jest równie godna zaufania. Logistyka jej transportu i przechowywania jest łatwiejsza, pewnym problemem będzie zapewne rozwiązanie gdzie, kiedy i jak rozdzielać różne rodzaje szczepionek. Nie można wykluczyć, że z czasem pojawi się u nas również szczepionka AstraZeneka. Ale zanim się pojawi, to pewnie organizacyjna sprawność będzie już w całym kraju taka jak w Dobrzyniu nad Wisłą.

Chwilowo tyle.      

Andrzej Koraszewski

Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny

Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com