27.02.2021

Ogłoszono po raz kolejny restrykcje epidemiologiczne. Od czasów szkolnych nie należę do posłusznych, zatem w godzinach świtu wymknąłem się z domu i fru do parku żoliborskiego, w którego pobliżu mieszkam. Pobiegałem czy raczej podreptałem, nawet nie spotkałem psa z kulawą nogą.
Jak wariatuńcio z mokrą głową truchcikiem udawałem biegacza. Ale już podczas śniadania dech mi zaparło, gdy oddałem się lekturze prasy rodzimej i dalszej. Ani krzty optymizmu.
To, że udaje się nam wiązać koniec z końcem – graniczy z cudem. Politycy są do dupy, że się tak wyrażę. Kościół dryfuje w niewiadomym kierunku. Najbliżej mu do piekła. Jeśli nie widzą, że już je mamy.
Opozycja stęka, o władzy nie wspomnę, szkoda zdrowia. Suma summarum – do dupy, że się tak ponownie wyrażę.
O jednym zapomniałem donieść: gdy już znalazłem się na mojej ulicy Stefana Czarnieckiego minęło mnie dziewczę z uśmiechem tak pięknym, że dotąd nie mogę ochłonąć.


Z wczesnego Peerelu : facet idzie po ulicy i wykrzykuje „Rząd jest do do dupy ! Rząd jest do dupy ! Rząd jest do…”
W tym momencie pojawia się milicjant : Pan pozwoli ze mną, wznosi pan tu antyrządowe okrzyki ?
Ależ skąd ? Ja to krzyczałem o amerykańskim rządzie ! Dobra dobra, my już wiemy, który rząd jest do dupy.