12.03.2021

Polska Fundacja Narodowa wyprodukowała klip, w którym jest mowa o tym, jak młody Mateusz Morawiecki obalał komunę. Niezależne media zaprzeczają i podają, że w dokumentach IPN brak na to dowodów.
No przecież komuna upadła – jakich jeszcze dowodów potrzeba?
* * *
Ale bez tęczy…

* * *
Omijam większość nieprzyjemnych informacji. Nie czytam relacji z przekrętów Obajtka. Nie interesuję się szczegółami zapowiedzi Zjednoczonej Prawicy, jak zamierza jeszcze bardziej zniszczyć porządek prawny i utrudnić nam życie. Kiedy pojawia się jakiś prawicowy polityk lub dziennikarz to wyłączam głos, lub zmieniam stację. Nie słucham większości ripost polityków opozycji. Nie interesują mnie też kłopoty księcia Harry’ego i Meghan. Przyznam się (ale proszę nikomu tego nie powtarzać), że nie śledzę skoków narciarskich ani rozgrywek Bayernu Monachium. Pamiętam fragment Biblii, który mówi: – Kto wiedzę mnoży ten żałość mnoży.
Nie mam wpływu na żadne zdarzenia w świecie polityki i w wielu innych dziedzinach. Staram się postępować wzorując na wskazówkach jakich udzielił lama Tenga Rinpocze swoim postępowaniem. Tu potrzebny jest dłuższy wstęp.
Otóż w buddyzmie tybetańskim istnieje kilka szkół. Od razu zaznaczę, że w buddyzmie szkoły (zwane u nas mylnie sektami) nie różnią się między sobą doktrynalnie, jak np. katolicyzm i odłamy protestanckie. Zwykle różnica polega na skupieniu praktyki na różnych aspektach nauczania Buddy. Na czele szkół wadżrajany, czyli buddyzmu tybetańskiego, stoją różni wybitni lamowie (głową jednej ze szkół jest Dalaj Lama).
Na czele szkoły Karma-Kagju stoi Karmapa. Jest to najdawniej znany w Tybecie tulku. Tulku to ktoś, kto po badaniach został uznany za reinkarnację znanej osoby. Zwykle taka duchowo zaawansowana osoba zostawia przed śmiercią informacje dotyczące miejsca swych kolejnych narodzin. Kilka lat po śmierci tej osoby wyruszają w to miejsce lamowie, odnajdują kandydata na tulku i badają go. Na przykład układają przed nim różne przedmioty, wśród nich rzeczy należące do zmarłego, i obserwują czy dziecko je wybierze. Ale zdarza się często, że chłopczyk rozpoznaje wśród lamów swoich dawnych nauczycieli, opowiada im o zdarzeniach, jakie miały miejsce, gdy w jego poprzednim życiu czegoś razem doświadczyli itp.
Karmapa jest tulku od około 800 lat. Gdy jest głową szkoły, wybiera czterech uczniów i przekazuje im nauki. Kiedy po jego śmierci odnajduje się jego kolejne wcielenie, ci uczniowie przekazują jemu nauki.
Tak było do niedawna. Ostatnio pojawiło się dwóch Karmapów – jeden urodził się w Tybecie (obecnie już jest w Indiach), drugi w Indiach. Problemem nie jest wielość wcieleń, ale to, kto ma stać na szczycie szkoły i dysponować zasobami. Trzech uczniów Karmapy uznało „tybetańskiego” Karmapę, a czwarty uczeń uznał „indyjskiego”, choć nie przedstawił żadnych dowodów. Szkoła Kagju podzieliła się. Zwalczano się wzajemnie, na przykład, kiedy jeden z Karmapów przyjeżdżał na spotkania to zwolennicy drugiego zrywali plakaty z informacją (tak było też w Polsce).
Polską szkołą Kagju opiekował się lama Tenga Rinpocze. Tenga opowiedział się za tybetańskim Karmapą. Kiedy nastąpił podział i kłótnie, uczniowie oczekiwali, że Tenga przyjedzie i ich ukierunkuje. Tymczasem udał się on na roczne odosobnienie medytacyjne. Lama Rinczen, z polskiej sangi Kagju, tak mi wyjaśnił te zdarzenia:
Byłem zły w okresie, kiedy powstały kłótnie między wielkimi lamami Kagju, o których mówimy. Tu w Polsce podziały, walki, nie rozumiałem, dlaczego nie przyjedzie, nie powie: słuchajcie – tak i tak, róbcie to i to, tylko zostawia nas prawie że samym sobie.
Dlaczego nie zajmuje jakiegoś określonego stanowiska, tylko skupia się po prostu na medytacji, siedzi w tym czasie i robi odosobnienie medytacyjne, zamiast wejść, walczyć, działać. Czas pokazuje, że było to właśnie najlepsze rozwiązanie.
Doprowadziło to do tego, że bardzo wielu ludzi zostało niejako ochronionych od wchodzenia w kłótnie i politykę. Zajmują się po prostu Dharmą, pracą ze sobą samym, ze swoimi emocjami. Mniej więcej tego nas wtedy uczył: nie zajmować się nieistotnymi rzeczami, czyli kłótniami polityków, zajmować się tym, co istotne, wykorzystać swoje życie.
* * *

Tyle szumu wokół przekrętów Obajtka, a przecież pan Rydzyk powiedział: – A któż nie ma pokus?
* * *
Nasze państwo nie jest normalne. W normalnym państwie odpowiednie służby i urzędnicy wykonują swoje obowiązki uczciwie i bezstronnie. Prokuratura oskarża bez względu na przynależność partyjną czy kościelną oskarżonego i stara się dojść prawdy. Policja wszystkich traktuje jednakowo. Sądy są bezstronne. Prezydent, premier czy prezes rządzącej partii nie mają nadzwyczajnych przywilejów. Na stanowiskach znajdują się fachowcy. Kościół nie wtrąca się do spraw państwa, może dawać wykładnię religijną wiernym, ale nie wtrąca się do polityki. Politycy czy urzędnicy przyłapani na kłamstwie lub jakimś przekręcie – odchodzą. W parlamencie dyskutuje się o meritum sprawy, a nie o intencjach przeciwników politycznych.
Czy postulat takiego normalnego państwa mógłby być programem jakiejś partii albo nawet porozumienia partii?
I jeszcze zagadka: O kim pewna bliska mi osoba wyraziła się per „pier…ni faszyści”?
* * *

* * *
Nasz wymiar sprawiedliwości ma problem, kiedy ma zareagować w pewnych okolicznościach. Samochód wiozący premiera spowodował wypadek. Wypłynął kolejny przypadek pedofilii w Kościele. Kolejny polityk Zjednoczonej Prawicy okazał się przestępcą albo został przyłapany na kłamstwie, zachował się jak cham itp. Codziennie mamy przykłady ostentacyjnej niesprawiedliwości. W takich sytuacjach czas zmienia swoje właściwości – dochodzenia, jeśli już się zaczynają, ciągną się latami. Powoływane są komisje, które w nieskończoność badają przypadek. Prokuratury odmawiają podjęcia śledztwa. Ewidentne sprawy kierowane są do Trybunału Konstytucyjnego, aby ten zawyrokował czy miało miejsce złamanie prawa itd., itp.
Proponuję prostszą procedurę.
W dawnych czasach, kiedy Chiny były jeszcze słabym państwem i mocno ideologicznym, sprzeciwiały się różnym posunięciom Stanów Zjednoczonych, wysyłając im kolejne poważne ostrzeżenia. Brzmiało to groźnie, ale nie miało żadnych praktycznych skutków. Tych ostrzeżeń zebrało się tysiące. Proponuję, aby tak samo potraktować wszystkich prawicowych polityków, którzy minęli się z prawem – dawać poważne ostrzeżenia. Efekt będzie ten sam co obecnie, a odciąży się wymiar sprawiedliwości. Dużo poważnych ostrzeżeń zebrałby Kaczyński, ale też premier, prezydent, nie mówiąc o pani Pawłowicz czy Terleckim.
Pani marszałkini Witek poczułaby się bardziej komfortowo gdyby mogła powiedzieć: Udzielam poważnego ostrzeżenia posłowi Kaczyńskiemu za to że zabrał głos „bez żadnego trybu” i użył takich określeń jak „zdradzieckie mordy”. Ostrzegam, że jeżeli to się powtórzy to prezydium sejmu będzie zmuszone podjąć odpowiednie kroki aby ukarać takie zachowanie.
* * *
Co pewien czas wraca sprawa pedofilii w Kościele i ktoś wyraża nadzieję na pozytywne zmiany. Ma na myśli, że to biskupi się zmienią, papież coś zrobi. Ale Kościół, o czym się zapomina, to wszyscy wierni, a oni nie domagali się gromko zmian. To prawdziwe owieczki, które idą za pasterzem wszędzie gdzie ich prowadzi.
Na pewno do wiernych dotarły już informacje o tym, że jeszcze do niedawna obowiązywała w Kościele tajna instrukcja papieża reformatora – Jana XXIII, zabraniająca współpracy Kościoła z wymiarem sprawiedliwości w sprawie pedofilii księży i nakazująca niszczenie dokumentów w takich sprawach. Ukrywanie przestępstwa było ważniejsze niż wyjawianie faktów, które by stawiały Kościół w złym świetle. Jan XXIII został ogłoszony świętym. Czy można się do niego modlić o wszystko, czy też z modlitw należy wyłączyć sprawy pedofilii?
Święty Jan Paweł II cenił i bronił o. Mariala Maciela, który zgwałcił ok. 50 dzieci. Miał liczne kochanki i potomstwo, które też gwałcił. Po ośmiu latach śledztwa prowadzonego przez Stolicę Apostolską stwierdzono, że był winny i… papież zakazał mu wszelkiej działalności publicznej i zalecił spędzić resztę życia na modlitwie i pokucie.
Czy kardynałowie i biskupi, np. Bergoglio, nie słyszeli o tych sprawach? A przecież nie reagowali.
Jak powiedział kiedyś biskup Pieronek „są ważniejsze sprawy od pedofilii w Kościele”. Widać inne zasługi wymazują winy.
Weźmy naszego „prymasa Tysiąclecia” – Stefana Wyszyńskiego. Szykuje się go na świętego. Na zdjęciu poniżej widnieje jego przesłanie: – Ten zwycięża kto miłuje. Ale miłowanie kardynała było wybiórcze. Przypomnę jego przedwojenny tekst, jaki napisał jako redaktor naczelny miesięcznika „Ateneum Kapłańskie”:
Trudno nie przyznać słuszności twierdzeniom Hitlera, że Żyd pozostał obcym ciałem w organizmie narodów europejskich. Głosząc idee wywrotowe, stojąc na czele ruchu komunistycznego, szerząc w literaturze hasła niemoralne. (…) Żyd zwalcza obcą jego psychice kulturę wyrosłą na podłożu chrześcijaństwa. (…) Dzisiejsza Trzecia Rzesza podjęła tytaniczną próbę realizacji wielkich idei, które mają przynieść odrodzenie ludzkości. (…) Rasizm kryje w sobie pewne zdrowe myśli, które dotychczas znane były tylko w szczupłym gronie lekarzy i biologów. Dziś przyszedł czas na ich rehabilitację.
Ale oczywiście najważniejsza jest jedność Kościoła.

* * *
Senator PSL Jan Filip Libicki powiedział, że rozważa poparcie kandydatury posła PiS Bartłomieja Wróblewskiego na Rzecznika Praw Obywatelskich. To Wróblewski stał na czele grupy posłów, którzy złożyli w Trybunale Konstytucyjnym wniosek, by sprawdzić, czy tzw. embriopatologiczna przesłanka aborcji jest zgodna z konstytucją, a to jest bliskie panu Libickiemu. To doprowadziło do zaostrzenia przepisów dotyczących aborcji, protestów kobiet itd.
Pan Libicki znany też był z rady, jakiej udzielił opiekunom osób z niepełnosprawnością (sam jest taką osobą), którzy domagali się wyższych dodatków za opiekę – niech wystartują w wyborach do senatu i jeśli zostaną wybrani, to będą mieli wyższe uposażenie.
Teraz powiedział: – Zmieniałem partie, ale nie poglądy. Okazuje się, że działał już w siedmiu partiach, kolejno: Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe, Przymierze Prawicy, Prawo i Sprawiedliwość, Polska Plus, Polska Jest Najważniejsza (był tu członkiem klubu parlamentarnego, nie partii), Platforma Obywatelska, Polskie Stronnictwo Ludowe. Jak to świadczy o tych partiach, skoro ktoś taki jak Libicki do każdej z nich pasuje?
PIRS

https://uploads.disquscdn.com/images/21aac1ff41061ba5aa8e67f0d53871f57c9ec16bc896488cae65d3165472e5b8.jpg
ot, siurpryza ! nie zrozumiałam, czy biskup ma prawo zarządzać moimi sprawami, czy moją osobą. i kolejny problem: który biskup – czy diecezji w której onegdaj moja osoba została ochrzczona jako niemowlę, a w której od dziesiątków lat nie mieszka, czy diecezji, w której moja osoba mieszka, a nie udziela się ani przejawia jako katoliczka. chyba sama napiszę do jednego i drugiego.
[…] nieposłuszeństwo wobec prawowitej władzy kościoła może wywołać skutki kanoniczne w stosunku do Pańskiej osoby […]
Co to u licha znaczy? Zgwałcenie przez funkcjonariuszy kościelnych?
no i zasmucił mnie pan tymi dwoma konkurencyjnymi Karmapami. nie będąc zaangażowana w ten kierunek duchowości, sądziłam, że jest on wolny od rozgrywek, kłótni i polityki; że wobec opresji zewnętrznej, buddyści trzymają się swego. a tu okazuje się, że niczym papiestwo w Avignonie … lecz olanie świata poprzez odosobnienie medytacyjne jest rozwiązaniem wielce pociągającym. przeszłam chrzest bojowy parę lat temu na Camino de Santiago, 500 km samotnej wędrówki przez 3 tygodnie i dostałam energetycznego kopa. teraz pora przygotować się na kilkutygodniowe choćby odosobnienie. przed snem słucham mów Ajahna Brahm, Brytyjczyka, który lata temu został mnichem buddyjskim i osiadł w klasztorze w Australii. wygłasza mowy na tematy dotykające ludzi (depresja, decyzje, uważność, zazdrość, samotność, wybaczanie, odpuszczanie i tysiąc innych). ma niewątpliwy talent do przemawiania do słuchaczy świeckich, dlatego jest tak popularny. mówi ze swadą, brytyjskim poczuciem humoru (opowiada także dowcipy), treści istotne podaje od czasu do czasu, tak, że da się je objąć świadomością i pomyśleć. opowiadając o mniszym życiu często mówi o odosobnieniu medytacyjnym (praktykuje półroczne), i tak sobie dojrzewam. a pan mnie utwierdził, za co dziękuję. zacznę szukać sposobu i miejsca.
olanie świata poprzez odosobnienie medytacyjne jest rozwiązaniem wielce pociągającym… trzeba jednak pamiętać, że gdy wszyscy myślący i wrażliwi zajmą się doskonaleniem własnej uważności, wybaczania i odpuszczania, ci inni bez przeszkód zajmą się przekształcaniem nam świata na swoją modłę.
a wtedy umiejętność olewania jeszcze bardziej się przyda;
Buddyści, nawet ci zaawansowani duchowo, często niestety nie są wolni od ludzkich namiętności.
Odosobnienie medytacyjne to nie jest olanie świata. Nie chodzi tu o nabranie sił i chęci po to żeby potem świat poprawiać. Przytoczę tu wstęp do pewnej książki:
„Oświecenie to najważniejszy cel buddyzmu i hinduizmu, ale osiągali je także wyznawcy innych religii. Nie polega ono na uzyskaniu nadnaturalnych mocy, ani na kontakcie z Bogiem, nie ma też na celu naprawy świata. Aby je osiągnąć, nie jest konieczna wiara w dogmaty religijne. Można zostać oświeconym podążając ścieżką mądrości, choć prowadzi tam także ścieżka wiary”.
Buddyzm jest nazywany religią, ale jest on religią specyficzną. Lama Rinczen porównał sytuację ucznia do przypadku gospodyni, która otrzymała książkę kucharską. Ma do niej zaufanie, ale sprawdzi w praktyce każdy przepis i zobaczy jaki daje efekt.
tak, oświecenie. ale zanim oświecenie, jeśli nie jest się Lamą czy kimś w rodzaju Franciszka z Asyżu, trzeba sobie jakoś dać radę z tutejszym (w sensie doczesnym) życiem, które się dostało. ja akurat urodziłam się po to, by mieć trudno, zapewne nagrabiłam sobie w poprzedniej odsłonie. staram się więc wzmacniać i poprawiać siebie, a nie świat. nie wierzę w zbiorowe odmiany. zmiana w świecie może być tylko sumą osobistych zmian.
jeśli celem buddyzmu jest osiągnięcie osobistego oświecenia, to czymże to jest jak nie olewaniem świata, w sensie awantur, polityki, itp. bieżączki ? poprawiając siebie, człowiek może stać się lepszy dla przyrody,, zwierząt, ludzi. i jeśli choć tyle się uda, to moim zd. dużo; to byłoby zbawienie. albo oświecenie.
Bycie wyznawcą religii nie ma przecież na celu uszczęśliwiania ludzi.
A używając porównania do medycyny – trzeba najpierw zostać lekarzem aby skutecznie leczyć chorych, nie wystarczą dobre chęci poparte mętnymi wyobrażeniami. Ile nieszczęścia powodują wyznawcy różnych religii, tylko dlatego że w rzeczywistości nie mają pojęcia o ich przesłaniu.
Oświecenie to pojęcie sprawiające kłopot także wyznawcom. Nie da się tego krótko opisać bez trywializowania. Poświęciłem temu parę książek.
Na małego Buddę stylizuje się ostatnio europoseł Bielan na stałe delegowany z Brukseli na odcinek w Polsce.
Nie polecam wyciszania odbiornika podczas wystąpień pisowców. Podobno to wszystko się mierzy, więc stacja tv musi zorientować się, że jej oglądalność spada i może zmieni limit czasu tego typu wypowiedzi na wzór regulaminu obecnego sejmu. Jedna minuta chyba wystarczy z nawiązką.
Omijam… Nie czytam… Nie słucham… Wyciszam…
Pewnie dlatego tytuł felietonów jest „Telewizja POKAZAŁA”. A już to, co „powiedziała” niekoniecznie 😉