18.03.2021

Jesteśmy na wojnie. To czas szczególny. Zawiesza się niektóre prawa, ogłasza powszechną mobilizację. W życiu obywateli państwa zachodzą wielkie zmiany. Czas wojenny to czas, w którym sprawdzają się ludzie jako członkowie wspólnoty. Widać kto bohater a kto tchórz, kto mobilizuje wszystkie siły do walki z wrogiem, a kto „urządza się”, robiąc tak, aby nie dotknęły go złe skutki, a nawet, by zarobić w tym chaosie, jaki zawsze towarzyszy złym czasom.
Jesteśmy na wojnie z niewidzialnym wrogiem. Trup ściele się gęsto. Jest źle a będzie jeszcze gorzej.
Wydawałoby się, że w czasie wojny władze zaprzestaną tradycyjnych sztuczek obliczonych tylko na uzyskanie poparcia wśród wyborców, że podporządkują wszystkie swoje działania jednemu celowi – jak zwyciężyć wirusa, jak zminimalizować straty – a zwłaszcza jak chronić wartość najwyższą, jaką jest życie.
Od początku pandemii, od zarejestrowania w Polsce pierwszego przypadku zakażenia minął już rok. To wystarczająco długi okres, aby po pierwszym szoku opanować się, zbudować struktury decyzyjne, poprawić kondycję służb, na które spadają w czasie epidemii nowe – a zawsze większe – obowiązki, powołać sztaby ekspertów, najlepszych specjalistów od egzotycznej przecież na co dzień wirusologii i modelowania matematycznego dużych procesów zachodzących w wielkich zbiorowościach.
A jak było?
Zaczęło się od bagatelizowania. Od deklaracji wysokich urzędników państwa, że to nic strasznego; że nie trzeba panikować – a tym, którzy to robią radzono, by włożyli sobie lód w majtki; że maseczki i ich noszenie to zły pomysł, że to żadne zabezpieczenie. Głoszący te fake-prawdy minister zdrowia w tym samym czasie robił podejrzane interesy – a to ze swoim instruktorem narciarskim na sprzedaż przez niego maseczek (a jednak), a to z handlarzem bronią na zakup respiratorów. Premier z ministrem witali na lotnisku Okęcie największy na świecie transportowy samolot przywożący ładunek maseczek z Chin. Maseczek bez atestów; maseczek, które trzeba było utylizować.
Minister zdrowia zrezygnował, znikł ze sceny – mimo że nadal pełni funkcje posła na Sejm RP. A tak à propos, czy ktoś może sobie przypomnieć jego jakieś wystąpienie, jakąś opinię na temat walki z epidemią? Ja nic takiego nie odnotowałem.
Nowy minister powołał nareszcie zespół specjalistów; rada ma głos doradczy jak sama nazwa wskazuje, a decydenci nadal robią swoje. Słuchając tych profesorów i specjalistów odnoszę wrażenie, że są jak kwiatek do kożucha, ozdobą dla rządzących – tak, mamy radę, wysłuchujemy głosów fachowców.
I co z tego? Krótko – nic!
Nadal władza traktuje jako priorytetowe te sprawy, które jej służą do zapewnienia trwania – najważniejszego celu. Jedynego ważnego, dla którego osiągnięcia zrobi wszystko. Wyda każde pieniądze – nawet te, których nie ma – aby utrzymać się na urzędach, by mieć możliwość podejmowania decyzji, które mogą (i przynoszą) rządzącym wymierne korzyści.
Obserwując działania urzędników powołanych do koordynacji walki z epidemią, odnoszę nieodparte wrażenie, że nawet twarde dane dotyczące liczby zakażeń i zgonów traktowane są instrumentalnie. Te wielkości ewidentnie podporządkowane są wcześniejszym ustaleniom władz – ma być ich tyle, ile potrzeba, a nie ile jest naprawdę.
Mamy za sobą ubiegły rok, w którym dla rządzących najważniejsze były wybory prezydenckie – a potem meblowanie nowego rządu. Mijały miesiące – a rząd, za przyzwoleniem prezesa, zajmował się sobą. Nie zrobiono prawie nic, aby przygotować się na trzecią falę pandemii. Mało – gdy zbliżał się termin wyborów prezydenta premier ogłaszał urbi et orbi, że koronawirusa już nie ma, że latem on słabnie, że już go właściwie pokonaliśmy, że jesteśmy w ścisłej światowej czołówce krajów walczących z pandemią…
Trzecia fala nasila się. Padają kolejne (te oficjalne) wielkości zakażeń i zgonów. Trwa huśtawka luzowania i zaostrzania restrykcji. Mamy przed sobą perspektywę całkowitego zamrożenia kraju, zamknięcia wszystkiego i wszystkich nawet na czas zbliżających się świąt. Ciekawe, czy rząd zamknie kościoły – bo liczyć na to, że zrobi to sam Kościół, mała szansa. Za miesiąc będzie wiosna, będzie zielono; czy uda się władzy zamknąć ludzi w domach, gdy brakuje elementarnego zaufania, że rząd wie co robi?
Po roku doświadczeń z działaniami tego rządu, obserwacji niekompetencji i buty jego urzędników przypuszczam, że wątpię – jak mawiano w kabarecie.
Czy czeka nas rewolta, jaką widać w niektórych krajach europejskich? Awantury i burdy uliczne – a nie takie tylko akty nieposłuszeństwa, jakie widzieliśmy niedawno na Krupówkach w Zakopanem?
Czy wirus przewróci władzę szybciej niż strajkujące kobiety?
Czy w Polsce ludzie wyjdą na ulice z czystej rozpaczy, pozbawieni pracy i środków do utrzymania, czy będziemy obserwować długie kolejki po paczki z żywnością, jak mogliśmy zobaczyć w relacjach ze Stanów Zjednoczonych?
Czy rząd odstąpi od planów 14 emerytury planowanej na jesień tego roku (czy to zapowiedź przyspieszonych wyborów) i przeznaczy te pieniądze na zasiłki dla padających branż i małych biznesów?
Czy rządzący zaczną myśleć o czymś więcej niż jak utrzymać się u władzy?
To ostatnie pytanie jest najważniejsze, reszta to didaskalia.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Przypuszczam, że wątpię, czy się zgadzam. Jeżeli walczy się z wirusami to nie taką szarżą ułańską, że lance drugiej szarży lądują w d.. pierwszej bo ta ma lepsze konie. Ale to już chyba przerabiamy czas jakiś, nieprawdaż?
„Czy rządzący zaczną myśleć o czymś więcej niż jak utrzymać się u władzy?”
To jest pytanie retoryczne, żeby nie powiedzieć notoryczne! Odpowiedź w większosci znamy, zatem jej ujawnienie niczego nie wnosi. Jednak trzeba tę odpowiedź sformułować jasno i dobitnie.
Nie, rządzący nie myślą o niczym innym niż tylko o utrzymaniu władzy, oraz nie zaczną mysleć o czymkolwiek innym! Te odpowiedzi są dla nas przykre a nawet tragiczne, ale przynajmniej nie pozostawiają złudzeń co do intencji i natury tych pisowskich władców. Jednocześnie te odpowiedzi dają nadzieję, że wyborcy (społeczeństwo) też nie będą mieli złudzeń.
*
Przyczynkiem do ilustracji skrajnej niekompetencji obecnych władz Polski są podawane przez ministerstwo codzienne komunikaty o liczbach nowych zachorowań, zgonów, szczepień, itd. Dla własnej orientacji od 4 marca 2020, a więc już ponad rok, codziennie zapisuję te dane w arkuszu Excella. Te proste dane są w wyniku niekompetencji, niechlujstwa, lub manipulacji* (*niepotrzebne skreślić) codziennie podawane tak, że zazwyczaj się nie zgadzają ze sobą. Nowe przypadki odbiegają od różnicy miedzy danymi aktualnymi a informacjami z dnia poprzedniego. Dotyczy to także ilości ofiar śmiertelnych. Na te fakty uwagę zwracają różni publicyści oraz komentatorzy wydarzeń bieżących. I nic się nie dzieje – ministerstwo, rząd w ogóle nie są zainteresowane własną wiarygodnością. Jeżeli nie dba się o wiarygodność na poziomie elementarnym, to konsekwencje jakichkolwiek działań rządu są nieprzewidywalne.