28.03.2021

O Polakach wiedzą w Europie więcej niż kilka lat temu. Tak w każdym razie czytamy w sondażach. Ale ogólnie rzecz biorąc wiedzą o nas nie za wiele. Jeszcze niedawno aż 72 proc. Brytyjczyków, 82 proc. Holendrów i 62 proc. Francuzów nie wiedziało nic lub prawie nic o naszym kraju. Ten obraz ciągle się zmienia w związku z pobytem Polaków w tych krajach. Z tym że nie zawsze jest to zmiana korzystna. Np. w Paryżu (znam to autopsji) nasi rodacy najchętniej okupują plac przez polskim kościołem „na Concorde”. Jest to ekskluzywna dzielnica stolicy Francji. Jednak nie wszyscy nasi rodacy przychodzą tam, aby się pomodlić. Handlują czym się da, piją piwsko i tanie wino okupując schody prowadzące do świątyni.
Mitem jest, że Polacy dają się lubić. Można powiedzieć, że nikt nas nie lubi, bo my lubimy tylko siebie i to nie zawsze. Polacy na Zachodzie zachowują głównie postawę roszczeniową. Jak najwięcej wziąć od innych, samemu nie wiele dając z siebie. Zwłaszcza młoda, obecna emigracja ma smykałkę do robienia interesów, ale niewielkim kosztem. Swego czasu irlandzki dziennik „Irisch Indepedenten” opisał historię 36-letniej Polki, która zrezygnowała z pracy kelnerki i czas poświęciła na wędrówkach po plaży z partnerem i surfingu. Oboje żyją sobie zadowoleni z zasiłku w wysokości 267 euro tygodniowo. To dopiero handlowa głowa!
Polacy są największą grupą imigrantów, która wyłudza zasiłki dla bezrobotnych i inne świadczenia socjalne. Tak dzieje się w większości krajów. We Francji młoda emigracja domaga się nawet darmowego korzystania z istniejących ośrodków polonijnych, zbudowanych przez emigrantów powojennych i solidarnościowych. Chcą korzystać, ale za „fryko”, bo im się należy – tak głoszą. Żyć i bawić się na czyjś koszt – czyli życie na skróty. W Belgii na przykład Polacy zakładają jednoosobowe firmy, po to tylko, żeby po trzech miesiącach je zamknąć i wyłudzać minimum socjalne. Są też największą narodową grupą imigrantów przyłapanych na pracy na czarno. Nawet Czesi mają nas również szczerze dość. W przygranicznych miejscowościach Polacy kradną złom i traktory, niszczą boiska i place zabaw, urządzają awantury, od świtu piją wódkę a jak nie mają na nie pieniędzy, to napadają. Polak- pijak i brudas – to jedno z bardziej delikatnych określeń. Polacy obok Romów są najmniej lubiani. Zresztą nie tylko w Czechach. Fatalną opinię mamy w Holandii: Polacy piją, źle parkują samochody, urządzają imprezy o każdej porze dnia i nocy, w każdym dowolnie przez siebie wybranym miejscu i na dodatek zabierają pracę miejscowym. Politycy holenderscy w publicznych wystąpieniach nazywają Polaków polskim tsunami, bandą analfabetów, czyli gdybyśmy chcieli powiedzieć po „naszemu” – hołotą. Tak zresztą osobiście określam swoich współplemieńców mieszkających na tzw. inteligenckim (tak kiedyś było, ale się zmyło) Żoliborzu w Warszawie, oczywiście nie wszystkich. Nasi sąsiedzi litewscy jeszcze 10 lat temu uważali nas za bliskich sobie. W 2000 r. tylko 6 proc. nie chciało naszego sąsiedztwa. Dziś nie chce mieszkać w sąsiedztwie Polaków ponad 50 proc. Litwinów.
Od najgorszej strony daliśmy się poznać nawet w dalekiej Islandii. Istnieje tam internetowy portal „Stowarzyszenie przeciwko Polakom”. Czytamy w nim, że Polacy to wschodnioeuropejski motłoch, kłamią i nie chcą się dostosować do obowiązującego prawa. Oficjalne dane policji: 60 proc. przestępstw popełnionych w Islandii przez cudzoziemców jest autorstwa Polaków. Jeszcze gorszą opinię mamy w Wielkiej Brytanii. Anglicy nie lubią Polaków bardziej niż Pakistańczyków, Hindusów i przybyszów z Ghany. Niżej od nas stoją tylko rumuńscy Romowie. O Kanadzie i Polakach w Kanadzie nie śmiem nic negatywnego pisać choćby z przyzwoitości. Zresztą znam osobiście tylko tych na medal.
Krąży dość humorystyczna, choć smutna w istocie opowiastka, dlaczego nasi rodacy zachowują się tak, a nie inaczej. A dlaczego – powiadają rodacy – mamy inaczej się zachowywać?
A kto napadł na nas w 1939, kto zburzył Warszawę, kto zbudował obozy koncentracyjne? A dziś to oni żyją lepiej niż my a powinno być odwrotnie. A Czesi? To tchórze, myślą tylko o tym, jak się zadekować i jak skutecznie truć naszą dorodną młodzież legalnie sprzedawanymi narkotykami.
- Anglicy to flegmatyczne pedały.
- Francuzi żywią się ślimakami.
- Finowie produkują telefony, które się psują.
- Hiszpanie wciąż tylko jedzą i śpią.
- Szwajcarzy są nudni, aż się chce rzygać.
- Grecy to oszuści.
- Maltańczycy … Właśnie! Za co nie lubimy Maltańczyków? Trzeba tam pojechać, to się dowiemy.
Na liście 30 lubianych nacji Polacy znajdują się na miejscu 18. Ale jest jaskółka: w Europie lubią nas Mołdawianie. Tyle że tam masowo nie jeździmy.
Kończ waść – wstydu oszczędź! Więc kończę i się wstydzę. Za rodaków. Nie wspomniałem o Żydach, polskich czy nieopolskich. Danymi statystycznymi nie dysponuję. Wiem jedynie, że choć w Polsce mieszka ich garstka, hasło: „bij Żyda” ( i nie tylko) ożywa jak bywało w złych czasach.


Istnieją stereotypy oraz normalna emigracja. Trochę znam dawne środowiska emigracyjne w Wielkiej Brytanii i w Stanach. Przesadzasz Pan nieźle chociaż pewnie nie bez powodu. Ale mogę podzielić się także opowiastką: zapamiętałem dlaczego nie przypominałem polskiego emigranta – wy przecież tak często opowiadacie o sobie, i zawsze niedobrze. O druga mi się przypomniała, jakieś południe Francji: no ale jak mogliście tak zajechać swojego Wałęsę ? I jeszcze jedna z Francji (w zasadzie celowano do mnie trzy razy, jakoś zawsze z broni automatycznej), to był drugi raz, jechałem do Paryża swoją piękną czeską Felicją, kiedy żandarmi zorientowali się już, że to jednak klapa ja zacząłem pytać: na polskich blachach nowym tanim czeskim autem, byliśmy pewni, że wywozisz do Polski kradzione… a ona była taka piękna, i to był taki piękny dzień.
My mieliśmy, jak i różni inni, te „fale” emigracyjne, różnie datowane i zapewne różnie oceniane przez tych, co nas przyjęli. Polak we Francji ? dla mnie coś w tym rodzaju to „Moniza Clavier” , Mrożka. Nie z wczoraj, a z przedwczoraj. A ja sam, przechodząc w Warszawie pod Bristolem mijam i za głośno do kolegi „O, nowe ruskie !” I natychmiastowy ich protest : nieprawda! Stare ruskie ! Czyli też odróżniają i wartościują. A w Islandii, w latach 70-tych absolutnym hitem wszystkich przyjęć był polski, eksportowy „Princ Polo”. Ale nie wiem, czy dużo tam było Polaków. Raczej z jakiejś wcześniejszej fali. Tej rozczarowanej do macoszej Anglii powojennej. (Polscy lotnicy RAFu stworzyli np. lotnictwo Pakistanu, bo w Anglii tych bohaterów „Bitwy o Anglię” posłano wszystkich…)
Miałem wuja, który przez pewien czas był radnym w Londynie, pracował także dla polskej gazety. Napomagali się tam nowej polskiej emigracji, i w sumie nie wiadomo, czy nasi zjedli te łabędzie. Może zresztą nie wiedzieli o co chodzi. Ja tam lubię także Francuzów, jedzą żaby i spoko, może nie jak my ale zawsze widelcem.
Napisał Pan „kończ waść, wstydu oszczędź”.
Nie wiem, czy sam do siebie?
Czy też domniemując, że czytelnicy przeczytawszy Pana tekst i czerwieniejąc z oburzenia i wstydząc się za swoich rodaków proszą Pana, by Pan ich/nas wykończył i w ten sposób wstydu oszczędził. O to wszak prosił Kmicic – o szybką śmierć w pojedynku, gdy okazało się, że panu Michałowi nie dostaje.
.
Ja jednak bym prosił, żeby Pan oszczędził.
Ci, co mają poczucie wstydu, zachowują się jednak trochę inaczej. Natomiast od 5 lat skutecznie państwo polskie z dumą zrywa z „pedagogiką wstydu”. Rządzi pedagogika bezwstydu. Takim Pan w żaden sposób, choćby najczystszym cięciem wstydu nie oszczędzisz. Są nań oporni.