14.04.2021

Rzeczywistość nie nadaje się do użytku, ale nie można od niej uciec. Niektórzy próbują stronić od politycznej pornografii, inni są uzależnieni. W zależności od decyzji Stratega wybory będą albo we właściwym czasie, albo wcześniej. Pomruki Gowina w tej kwestii to raczej potrząsanie szabelką koalicjanta obawiającego się, że może wypaść z gry. Sam kukiełkarz zapowiada możliwość nowego przedstawienia, nie wyklucza występów nowych aktorów. Równocześnie nie wyklucza wcześniejszych wyborów, mówi, że jeszcze niczego nie postanowił, że teraz nie, ale może za rok. Na kilkanaście minut przed tragicznym lądowaniem prezydent też „jeszcze nic nie postanowił”, co oznaczało nakaz podjęcia absurdalnej i desperackiej próby lądowania.
Tamta tragedia zbrodniczej bezmyślności pozwoliła wepchnąć znaczną część społeczeństwa w szaleństwo teorii spiskowych. Coraz trudniej je podgrzewać, coraz trudniej upierać się, że ta tragedia była czymkolwiek innym niż wyłącznie odmową zaakceptowania elementarnych zasad bezpieczeństwa własnego i innych. Co wiemy z całą pewnością? Wiemy, że żaden kapitan samolotu pasażerskiego nie podjąłby decyzji o lądowaniu, żaden nie miałby najmniejszych wątpliwości, że przy tych warunkach pogodowych ma obowiązek skierować maszynę na inne lotnisko.
Kukiełkarz zbudował na tej tragedii paranoidalną konstrukcję ogólnonarodowej frustracji, niepewności, egzystencjalnego zagrożenia w maksymalnie mglistej formie. Naród ofiara, oblężona twierdza, spisek całego świata przeciwko nam i on, zbawca narodu. Nic nowego. Odwieczne techniki, które nieodmiennie przynosiły oczekiwane efekty.
Obrona przed psychomanipulacją nie jest łatwa, szczególnie jeśli wspiera ją teatr przebierańców w świątobliwych szatach.
Dotarliśmy do punktu, w którym królik wyciągany co miesiąc z kapelusza częściej wywołuje obrzydzenie niż okrzyki zdumienia. Konstrukcję podtrzymują ci, którzy zyskali na tym cyrku najwięcej, więc podnoszą głowy i trzeba ich przywołać do porządku. Pomruki o wcześniejszych wyborach nie wydają się poważne, ale w świecie polityki pokerowe zagrania przynoszą czasem dziwne efekty.
Chwilowo widzimy pewne złagodzenie tonu, a raczej redukcję wrzasków o zamachu. Mit zamachu trzyma się jednak dobrze wśród wyborców PiS, gdzie połowa respondentów mocniej lub słabiej wierzy w zamach. W pozostałej populacji odsetek wierzących w zamach oscyluje między 18 a 15 procent. Wygląda na to, że energia potrzebna na podtrzymywanie tej teorii spiskowej zaczyna przekraczać oczekiwane zyski. Najnowsza reklama obłędu w postaci filmu z rzekomymi wynikami prac podkomisji ds. katastrofy smoleńskiej prawdopodobnie przyniosła więcej reakcji negatywnych niż pozytywnych, ale pewności nie ma, istotne jest tu pewne rozchwianie w samej koalicji. Gdzie, jak się wydaje, pojawiły się obawy, że dalsze wyciąganie tego kłamstwa na sztandary może mieć złe skutki.
Czy dałoby się zbadać, kto z polityków wierzy w ten „zamach” z całego serca, a kto trzyma się tej absurdalnej wiary, ponieważ jak dotąd przynosiło to zyski? (Hipotezę silnej obecności tej drugiej frakcji wydaje się wzmacniać najnowsza sprawa Hofmana i towarzyszy z Danielem Obajtkiem na czele. Sam Hofman jako rzecznik PiS w 2013 roku twierdził, że teza o zamachu jest najbardziej prawdopodobna, zgadzając się, że nie ma żadnych dowodów na rosyjskie spiski). Takie badanie wymagałoby specjalnej metodologii. Tymczasem różne firmy zajmujące się badaniem opinii publicznej zadają proste pytania o wiarę lub brak wiary w zamach.
Nawiasem mówiąc, ciekawe byłoby zobaczenie wyników nawet tak uproszczonych sondaży w rozbiciu na grupy zawodowe, gdzie szczególnie interesujący byłby kler, nauczyciele i dziennikarze.
Wielu badaczy podatności na teorie spiskowe zwraca uwagę na fakt większego prawdopodobieństwa akceptowania kilku teorii spiskowych równocześnie niż korelacji akceptacji poszczególnych teorii spiskowych z wykształceniem, dochodami czy sympatiami politycznymi. Prowadzi to do wniosku o silnym związku między osobowością a podatnością na teorie spiskowe. Ciekawe czy i w tym przypadku badania ujawniłyby jakąś korelację między wierzącymi w zamach, a antyszczepionkowcami, anty-GMO, czy przekonanymi o tym, że światem rządzą Żydzi? Wielokrotnie zauważano, że informacja o faktach praktycznie nie ma wpływu na osoby silnie przekonane do teorii spiskowych. Jest to również stała klientela populistycznych ruchów politycznych, które odwołują się do paranoicznych lęków. Wiemy również, że teorie spiskowe zawsze łatwiej obudzić niż je wyciszyć.
Rządy władzy odwołującej się do zwolenników teorii spiskowych niszczą wszelki racjonalizm i zaufanie do instytucji stojących na straży społecznego ładu. Kiedy system sprawiedliwości, policja i podporządkowane władzy media są jawnie wykorzystywane w brutalnej grze politycznej, również ci, którzy przeciwstawiają się temu, wpadają w pułapkę paranoi. Kiedy prawo przestaje być prawem, a staje się narzędziem w grze politycznej, kiedy policja nie strzeże porządku, tylko zwalcza opozycję, kiedy media zmieniają się w biuletyny partyjne, efektem jest powszechna dezorientacja. Wyroki prasowe traktowane są poważniej niż wyroki sądów, państwo staje się siedliskiem zwaśnionych plemion.
Nie jest to zjawisko nowe ani tylko polskie. Pytanie, czy kolejne wybory (przyspieszone czy w przepisowym terminie) mogą zmienić bieg wydarzeń i przywrócić minimalne zaufanie do instytucji państwowych, jak również konstruktywną rolę mediów? Doświadczenia innych nie napawają optymizmem.
Do powszechnych wyborów jednak daleko, chwilowo rośnie niepokój, czy do tej pory nie zostanie podważona ostatnia łącząca nas zasada demokratycznego społeczeństwa – zasada pięcioprzymiotnikowych wyborów. Kiedy Strateg mówi, że nie wyklucza decyzji o przyspieszonych wyborach za rok, może mieć na myśli nie tylko koniec pandemii, ale i podporządkowanie sobie Państwowej Komisji Wyborczej.
Polityczna scena ma wszystkie cechy jarmarcznego teatru. Nastroje publiczności ciągle się zmieniają, ale nie na tyle, żebyśmy mogli wyciągać jakieś zdecydowane wnioski. Ostatecznym testem będą wybory. O ich terminie prawdopodobnie zadecyduje kukiełkarz, który albo będzie nadal wierzył w obecność i siłę mitu, albo będzie szukał innych gwarancji, że ich wyniki będą zgodne z jego oczekiwaniami. Wiedza o tym wpędza nas w paskudną podejrzliwość. Co przypomina dowcip sprzed z górą pół wieku o różnicy między paranoikiem i schizofrenikiem, w którym ten pierwszy twierdził, że wszyscy za nim chodzą, a ten drugi, że nikt go nie śledzi.
Może czas mówić wyraźniej niż dotąd – Szwedzi nigdy nie próbowali zdobywać Częstochowy, Matka Boska nie brała udziału w Bitwie Warszawskiej, smoleńskie ofiary nie są ofiarami rosyjskiego spisku. Przyznanie tego ostatniego jest zagrożeniem dla narodowego honoru. Lepsze to niż pozostawanie ofiarami mitów, szerzonych z ambon i telewizyjnych ekranów.

Andrzej Koraszewski
Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny.
Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury”. Więcej w Wikipedii.

Szwedzi nigdy nie próbowali zdobywać Częstochowy. No to skąd się wzięła „obrona Częstochowy” i przed kim była ta obrona?
Musiał Pan bardzo nieuważnie czytać Sienkiewicza, Polecam „Nową Gigantomachię” Kordeckiego (i zwrócenie łaskawej uwagi na datę jej pierwszego wydania). Pod klasztorem były słabe oddziały polskie i garść niemieckich najemników łasych na skarby (zero Szwedów). (Klasztor nie miał militarnego znaczenia), Kordecki pisał błagalny i wiernopoddańczy list do szwedzkiego króla z prośbą o opiekę. Szwedzcy historycy potwierdzają, że Jasna Góra nie miała żadnego znaczenia, a legenda pojawiła się w trzy lata później, po wydaniu broszury Kordeckiego.
Drogi autorze!
PiSowskiej władzy potrzebny jest mit założycielski – taki na miarę bitwy warszawskiej czy obchodzonego właśnie chrztu Polski. A co jest lepszego na taki mit dla partii życiowego nieudacznika niż śmierć brata, który był bardzo kiepskim prezydentem z rąk znienawidzonych Rosjan najlepiej wspartych przez równie znienawidzonych Niemców? Te wszystkie legendy katyńsko-smoleńskie i IPN-y mają konkretny cel – wybielić przeszłość i zrobić z Polaków naród ofiar i wprawić w kompleks niższości, a tacy ludzie pchają się wręcz w objęcia autorytarnej władzy.
Kukiełkarz + spiskowe teorie dziejów + zniszczenie instytucji państwa prawa + niepohamowana żądza władzy + 100% partyjniactwa czyli kompletne lekceważenie interesów własnego kraju. Do tego słabośc opozycji, która nie umie a może nie chce wykorzystać sytuacji w której jesteśmy zakładnikami jednego szkodnika i jego przybocznych. Kiedy sytuacja wydaje sie beznadziejna, zazwyczaj prowadzi do przesilenia…
To prawdziwa analiza sytuacji, Możemy się tylko różnić co do skali szaleństwa a nawet obłędu starszego już człowieka, któremu wszystko się kończy. To w takich momentach szaleńcy podejmują najbardziej absurdalne i zbrodnicze w skutkach decyzje
Ważna jest uwaga autora o niebezpieczeństwie zmanipulowania wyborów. Jedną próbę ( na szczęście zablokowaną) mamy już za sobą – myślę o majowych wyborach które miał przeprowadzić Jacek Sasin jako komisarz wyborczy i ostateczny ustalacz wyniku wyborczego.
Po takich doświadczeniach prezes może wymyśleć coś bardziej subtelnego a mając pod kontrolą wszystkie instytucje kontrolne państwa, w tym też RPO, może mu się to udać. Protesty ze świata spłyną jak po nim ( nomen omen), jak po kaczce…