Ernest Skalski: V RP

21.04.2021

Pokonanie PiS jest na wyciągnięcie ręki, niestety, za szklaną szybą.

Sondaże pokazują, że koalicja zjednoczonej opozycji demokratycznej wygrywa ze Zjednoczoną Prawicą, lecz jedność opozycji niekoniecznie odpowiada partiom opozycyjnym. Poparcie dla Hołowni rośnie kosztem PO/KO, którą osłabia wewnętrzny spór o aborcję. Jednak dysponuje ona w całym kraju strukturą z doświadczonymi działaczami, oparciem w samorządach i pieniędzmi. Hołownia nie wejdzie więc do platformianego aliansu „276”, póki będzie słabszym partnerem. Liczy na pozycję lidera opozycji, a przejściowe sukcesy w sondażach to jeszcze nie jest przesilenie. Lewica i PSL tym bardziej mogą się obawiać zmarginalizowania w opozycyjnym bloku. Zandberg nie odwołał swego poglądu, że wspólna lista opozycji to nonsens. Szefowanie własnej opozycyjnej partii może być atrakcyjniejsze niż bycie ministrem, czy nawet wicepremierem w koalicyjnym rządzie. A podzielona opozycja nie jest siłą, która by mogła podjąć próbę przeciągnięcia Gowina i powołania tzw. rządu technicznego, jeszcze przed wyborami. Być może na czele z Gowinem, ale bez Kaczyńskiego i Ziobry. Warto.

Wespół w zespół, inaczej

Wbrew wcześniejszym opiniom, partie opozycyjne, startując oddzielnie, zdobyłyby w sumie, mniej głosów niż w koalicji. PiS, będąc partią większą od każdej opozycyjnej, może mieć, jeśli już nie pewność, to jeszcze szansę, że przelicznik D’Hondta znowu zapewni mu większość w Sejmie. Teraz, a pandemia kiedyś się skończy i raczej przed wyborami, więc nastroje mogą być korzystniejsze dla PiS. Szanse by miała opozycja, gdyby się zjednoczyła.

Politycy mieli czas, by zrezygnować z traktowania swoich partii jako miejsc pracy i swych poglądów jako jedynie słusznych. Nie ma więc sensu irytowanie się, że ludzie są, jacy są. Takie mamy partie, takich polityków i z takimi trzeba odsunąć od władzy PiS.

Brak jedności to słabość, lecz byłby sposób na zamienienie jej w siłę. Zróżnicowane, lecz dogadane partie mogą stworzyć szeroki front, zawierając koalicję wyborczą i prowadząc oddzielnie swoje kampanie. Oddzielnie by też zbierały głosy. Dla stworzenia wspólnego rządu zsumowałyby zdobyte przez nie głosy. Wtedy przelicznik D’Hondta zadziała na ich korzyść, nie PiS. Premierem zostawałby lider partii z największym poparciem.

Ten pomysł pojawiał się już w dyskusjach, ale nie wytrzymywał krytyki. Koalicja od Lewicy do PSL, a może i z Porozumieniem Gowina, mogłaby pokonać PiS, ale nie mogłaby wypracować wspólnego planu dla Polski bez odpowiedzi na pytanie, bez której nie można stawać do wyborów; a co po PiS?

Możliwy jest tzw. wspólny mianownik, minimum programowe, na które cała demokratyczna opozycja mogłaby przystać. Lecz minimum nie wygrywa wyborów. Wyborcy oczekują wielkiej wizji i tego, że natychmiast zobaczą i poczują zmianę.

Konstytucja obywatelu!

Zacznijmy od wizji. Będzie nią zaskakująca zapowiedź; wybieramy Konstytuantę, parlament, który w czasie kadencji uchwali nową Konstytucję RP!

PiS przemielił Trzecią RP. Odegrała historyczną rolę i jest nie do odtworzenia, z powodu wad, faktycznych i wyobrażonych. Jeśli formację PiS uznać za IV RP, to partie tworząc koalicję, musiałyby w wiążący sposób zadeklarować wolę uchwalenia konstytucji stanowiącej Piątą Rzeczpospolitą. V RP byłaby hasłem, nieodzownym przy wielkich przełomach. Nośnym, zrozumiałym, mieszczącym się w polskiej tradycji, bez konkretów, wywołujących przedwczesne spory.

Konieczność zmian w strukturze państwa i w jego funkcjonowaniu wynika z wad modelu III RP i naruszeń demokracji dokonanych przez PiS. Do rozstrzygnięcia; ochrona konstytucyjnych praw i wolności ograniczanych na mocy ustaw, republika prezydencka, jak we Francji, czy kanclerska, jak w RFN, istnienie i rola Senatu, funkcjonowanie i liczebność Sejmu, finansowanie partii politycznych, ścisły rozdział władzy ustawodawczej i wykonawczej, ewentualna wybieralność sędziów, konieczność czy zbędność prokuratury jako ogólnokrajowej hierarchicznej struktury, struktura i prawa samorządów. I wszystko, co jest materią konstytucyjną. Prezydent będzie mógł wetować ustawy Konstytuanty, jeśli nie uzyskają one 276 głosów, lecz uchwaloną lege artis Konstytucję będzie musiał podpisać.

Partie prezentowałyby w kampanii swoje wizje konstytucji oraz konkretne postulaty, odkładając spory do Konstytuanty. Przed wyborami nie należałoby domagać się uznania swego stanowiska, jako warunku tworzenia koalicji. Partie nie musiałyby wstępnie akceptować postulatów, które im nie odpowiadają. I nie rezygnowałyby z niczego ze swoich wizji. Zdobywałyby dla nich poparcie w postaci głosów i mandatów. Wynik by odpowiadał rozkładowi poglądów obywateli. Powstałaby, w parlamencie i w społeczeństwie, płaszczyzna dyskusji, sporów, kompromisów i decydujących rozstrzygnięć. Strony powinny tylko wstępnie ustalić niekontrowersyjne posunięcia nowej większości, tworząc od razu inną rzeczywistość polityczną i wstrzymując dalsze niszczenie Polski. Spektakularna zmiana polityki na proeuropejską jest w tym zestawie poza dyskusją.

Najbardziej palące, nie do pominięcia, problemy wewnętrzne to ochrona zdrowia i polityka emerytalna. Jedno i drugie w perspektywie nieuchronnego cywilizacyjnie starzenia i zmniejszania się społeczeństwa. Niezależnie od możliwych natychmiastowych posunięć w obu dziedzinach, konieczne jest wypracowanie dla nich wieloletnich programów. Jednak pomysły zgłaszane w kampanii wyborczej mogą być słabe merytorycznie, służąc siłą rzeczy, głównie przyciąganiu wyborców. Umowa koalicyjna powinna zawierać zobowiązanie do wypracowania w czasie kadencji tych programów. Uwzględnianych przez nową konstytucję, tak aby zapewniała ona bezpieczeństwo egzystencjalne obywatelom.

Po co jest czas

Od razu po wyborach byłoby konieczne:

  • Usunięcie z ordynacji wyborczej przelicznika D’Hondta, przy zachowaniu pięcioprocentowego progu wyborczego.
  • Przywrócenie niezależności sądów, zawieszając powołane przez PiS Izby Sądu Najwyższego: Dyscyplinarną oraz Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Umarzając postępowania wobec nieposłusznych sędziów.
  • Ponowne rozdzielenie stanowisk ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Umorzenie postępowań i cofnięcie posunięć dyscyplinujących nieposłusznych prokuratorów.
  • Umorzenie w prokuraturze i sądach spraw demonstrantów.
  • Zapewnianie samorządom środków proporcjonalnie do stawianych zadań. Bez partyjnego rozdzielnika.
  • Reaktywowanie służby cywilnej i przywrócenie odpowiednich kwalifikacji w dyplomacji.
  • Przekazywanie przez spółki skarbu państwa do budżetu całego zysku, bez prawa wydawania na inne cele. Ich władze byłyby powoływane na kadencję, w konkursach.
  • Ustawowa zmiana władz TVP i PR na bezstronne politycznie.
  • Natychmiastowe zawieszenie, do decyzji nowego parlamentu, prac na Mierzei Wiślanej, przy CPK i projektowaniu nowej tamy na Wiśle.
  • Wstrzymanie upaństwawiania szpitali samorządowych i tworzenia w związku z tym nowych instancji.

Konstytucja, rzecz jasna, wszystko to będzie mogła zatwierdzić lub zmienić.

Wielki, złożony problem to wszystko, co związane z Kościołem. Zdecydowanie do rozstrzygnięcia w konstytucji. Ale związany z Kościołem problem zakazu aborcji musi być choć w części rozstrzygnięty jeszcze do jej uchwalenia. Nawet gdyby to miało być naruszeniem konstytucji, parlament i rząd muszą znaleźć sposób, aby kobiety natychmiast odzyskały możliwość przerwania patologicznej ciąży. Za tym opowiada się 78 proc. badanych, choć docelowo za aborcją na życzenie opowiada się 32, zaś przeciw 46 procent. Aborcja to ważny problem, lecz nie jedyny, którym się kierują wyborcy, a zdominował dyskusję, jakby od niego zależało wszystko. Nie na próżno Kaczyński podrzucił opozycji ten zakaz, wiedząc, że ją podzieli. Jeśli skutecznie, to strony zostaną przy swoich słusznych poglądach, a nie będzie żadnych aborcji i nawet badania prenatalne staną się trudno dostępne.

Prezes liczy na to, że politycy i wyborcy opozycji nie potrafią odróżnić spraw ważnych od najważniejszych, że będą bezwzględnie walczyć o wszystko, kosztem rozsądnego kompromisu, że wierzą, iż z koszmarnej sytuacji jest krok do krainy szczęśliwości i wreszcie, że nie podzielają poglądu Leszka Millera, iż po to wymyślono czas, aby nie robić wszystkiego naraz.

Dobrze będzie, gdy się prezes przeliczy.

Szanowni współdyskutanci Studia Opinii,

W pogoni za masowym odbiorcą umieściłem powyższy tekst na Wyborcza.pl, gdzie – jak podają – jest 220 tys. prenumeratorów. Nie wiem ile osób go przeczytało. Sądząc po liczbie komentarzy, głównie hejtu, sporo.

Tam wszakże tekst po tekście leci co chwila i każdy przesuwa się szybko. A zależy mi choćby na kilku wyważonych opiniach, które charakteryzują SO.

Ernest Kajetan Skalski

(ur. 18 stycznia 1935 w Warszawie) – dziennikarz i publicysta,
z wykształcenia historyk.

Ernest Skalski: Konstytucja, durnie!

09.10.2021 Gdy prezydent RP, Lech Kaczyński podpisywał Traktat Lizboński, od siedmiu lat obowiązywała aktualna Konstytucja RP. Oba te akty stały …
Czytaj

Ernest Skalski: Koszmar trwa

11.08.2021 I jeszcze potrwa. Szanse, że LEX TVN się nie ziści są słabe, lecz jakieś są. Ustawa trafi do Senatu, który …
Czytaj

Ernest Skalski: Kuba

10.08.2021 Photo by OpenClipart-Vectors on Pixabay Ażeby on wreszcie zdechł i pozwolił ludziom wziąć się do pracy! To była pierwsza moja …
Czytaj
Print Friendly, PDF & Email

18 komentarzy

  1. z.szczypinski@chello.pl 21.04.2021
  2. narciarz2 21.04.2021
  3. PIRS 21.04.2021
  4. Lech Slomianowski 22.04.2021
  5. Musz 22.04.2021
  6. Arkadiusz Głuszek 22.04.2021
    • Yac Min 23.04.2021
      • Arkadiusz Głuszek 23.04.2021
        • Andrzej Goryński 27.04.2021
        • Arkadiusz Głuszek 27.04.2021
  7. slawek 23.04.2021
    • Musz 23.04.2021
    • Eugeniusz Noworyta 23.04.2021
      • Musz 23.04.2021
    • Lech Slomianowski 26.04.2021
  8. Lewy_Prosty 23.04.2021
  9. Musz 25.04.2021
  10. Filip Nowakowski 28.04.2021
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com