21.04.2021
Pokonanie PiS jest na wyciągnięcie ręki, niestety, za szklaną szybą.

Sondaże pokazują, że koalicja zjednoczonej opozycji demokratycznej wygrywa ze Zjednoczoną Prawicą, lecz jedność opozycji niekoniecznie odpowiada partiom opozycyjnym. Poparcie dla Hołowni rośnie kosztem PO/KO, którą osłabia wewnętrzny spór o aborcję. Jednak dysponuje ona w całym kraju strukturą z doświadczonymi działaczami, oparciem w samorządach i pieniędzmi. Hołownia nie wejdzie więc do platformianego aliansu „276”, póki będzie słabszym partnerem. Liczy na pozycję lidera opozycji, a przejściowe sukcesy w sondażach to jeszcze nie jest przesilenie. Lewica i PSL tym bardziej mogą się obawiać zmarginalizowania w opozycyjnym bloku. Zandberg nie odwołał swego poglądu, że wspólna lista opozycji to nonsens. Szefowanie własnej opozycyjnej partii może być atrakcyjniejsze niż bycie ministrem, czy nawet wicepremierem w koalicyjnym rządzie. A podzielona opozycja nie jest siłą, która by mogła podjąć próbę przeciągnięcia Gowina i powołania tzw. rządu technicznego, jeszcze przed wyborami. Być może na czele z Gowinem, ale bez Kaczyńskiego i Ziobry. Warto.
Wespół w zespół, inaczej
Wbrew wcześniejszym opiniom, partie opozycyjne, startując oddzielnie, zdobyłyby w sumie, mniej głosów niż w koalicji. PiS, będąc partią większą od każdej opozycyjnej, może mieć, jeśli już nie pewność, to jeszcze szansę, że przelicznik D’Hondta znowu zapewni mu większość w Sejmie. Teraz, a pandemia kiedyś się skończy i raczej przed wyborami, więc nastroje mogą być korzystniejsze dla PiS. Szanse by miała opozycja, gdyby się zjednoczyła.
Politycy mieli czas, by zrezygnować z traktowania swoich partii jako miejsc pracy i swych poglądów jako jedynie słusznych. Nie ma więc sensu irytowanie się, że ludzie są, jacy są. Takie mamy partie, takich polityków i z takimi trzeba odsunąć od władzy PiS.
Brak jedności to słabość, lecz byłby sposób na zamienienie jej w siłę. Zróżnicowane, lecz dogadane partie mogą stworzyć szeroki front, zawierając koalicję wyborczą i prowadząc oddzielnie swoje kampanie. Oddzielnie by też zbierały głosy. Dla stworzenia wspólnego rządu zsumowałyby zdobyte przez nie głosy. Wtedy przelicznik D’Hondta zadziała na ich korzyść, nie PiS. Premierem zostawałby lider partii z największym poparciem.
Ten pomysł pojawiał się już w dyskusjach, ale nie wytrzymywał krytyki. Koalicja od Lewicy do PSL, a może i z Porozumieniem Gowina, mogłaby pokonać PiS, ale nie mogłaby wypracować wspólnego planu dla Polski bez odpowiedzi na pytanie, bez której nie można stawać do wyborów; a co po PiS?
Możliwy jest tzw. wspólny mianownik, minimum programowe, na które cała demokratyczna opozycja mogłaby przystać. Lecz minimum nie wygrywa wyborów. Wyborcy oczekują wielkiej wizji i tego, że natychmiast zobaczą i poczują zmianę.
Konstytucja obywatelu!
Zacznijmy od wizji. Będzie nią zaskakująca zapowiedź; wybieramy Konstytuantę, parlament, który w czasie kadencji uchwali nową Konstytucję RP!
PiS przemielił Trzecią RP. Odegrała historyczną rolę i jest nie do odtworzenia, z powodu wad, faktycznych i wyobrażonych. Jeśli formację PiS uznać za IV RP, to partie tworząc koalicję, musiałyby w wiążący sposób zadeklarować wolę uchwalenia konstytucji stanowiącej Piątą Rzeczpospolitą. V RP byłaby hasłem, nieodzownym przy wielkich przełomach. Nośnym, zrozumiałym, mieszczącym się w polskiej tradycji, bez konkretów, wywołujących przedwczesne spory.
Konieczność zmian w strukturze państwa i w jego funkcjonowaniu wynika z wad modelu III RP i naruszeń demokracji dokonanych przez PiS. Do rozstrzygnięcia; ochrona konstytucyjnych praw i wolności ograniczanych na mocy ustaw, republika prezydencka, jak we Francji, czy kanclerska, jak w RFN, istnienie i rola Senatu, funkcjonowanie i liczebność Sejmu, finansowanie partii politycznych, ścisły rozdział władzy ustawodawczej i wykonawczej, ewentualna wybieralność sędziów, konieczność czy zbędność prokuratury jako ogólnokrajowej hierarchicznej struktury, struktura i prawa samorządów. I wszystko, co jest materią konstytucyjną. Prezydent będzie mógł wetować ustawy Konstytuanty, jeśli nie uzyskają one 276 głosów, lecz uchwaloną lege artis Konstytucję będzie musiał podpisać.
Partie prezentowałyby w kampanii swoje wizje konstytucji oraz konkretne postulaty, odkładając spory do Konstytuanty. Przed wyborami nie należałoby domagać się uznania swego stanowiska, jako warunku tworzenia koalicji. Partie nie musiałyby wstępnie akceptować postulatów, które im nie odpowiadają. I nie rezygnowałyby z niczego ze swoich wizji. Zdobywałyby dla nich poparcie w postaci głosów i mandatów. Wynik by odpowiadał rozkładowi poglądów obywateli. Powstałaby, w parlamencie i w społeczeństwie, płaszczyzna dyskusji, sporów, kompromisów i decydujących rozstrzygnięć. Strony powinny tylko wstępnie ustalić niekontrowersyjne posunięcia nowej większości, tworząc od razu inną rzeczywistość polityczną i wstrzymując dalsze niszczenie Polski. Spektakularna zmiana polityki na proeuropejską jest w tym zestawie poza dyskusją.
Najbardziej palące, nie do pominięcia, problemy wewnętrzne to ochrona zdrowia i polityka emerytalna. Jedno i drugie w perspektywie nieuchronnego cywilizacyjnie starzenia i zmniejszania się społeczeństwa. Niezależnie od możliwych natychmiastowych posunięć w obu dziedzinach, konieczne jest wypracowanie dla nich wieloletnich programów. Jednak pomysły zgłaszane w kampanii wyborczej mogą być słabe merytorycznie, służąc siłą rzeczy, głównie przyciąganiu wyborców. Umowa koalicyjna powinna zawierać zobowiązanie do wypracowania w czasie kadencji tych programów. Uwzględnianych przez nową konstytucję, tak aby zapewniała ona bezpieczeństwo egzystencjalne obywatelom.
Po co jest czas
Od razu po wyborach byłoby konieczne:
- Usunięcie z ordynacji wyborczej przelicznika D’Hondta, przy zachowaniu pięcioprocentowego progu wyborczego.
- Przywrócenie niezależności sądów, zawieszając powołane przez PiS Izby Sądu Najwyższego: Dyscyplinarną oraz Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Umarzając postępowania wobec nieposłusznych sędziów.
- Ponowne rozdzielenie stanowisk ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Umorzenie postępowań i cofnięcie posunięć dyscyplinujących nieposłusznych prokuratorów.
- Umorzenie w prokuraturze i sądach spraw demonstrantów.
- Zapewnianie samorządom środków proporcjonalnie do stawianych zadań. Bez partyjnego rozdzielnika.
- Reaktywowanie służby cywilnej i przywrócenie odpowiednich kwalifikacji w dyplomacji.
- Przekazywanie przez spółki skarbu państwa do budżetu całego zysku, bez prawa wydawania na inne cele. Ich władze byłyby powoływane na kadencję, w konkursach.
- Ustawowa zmiana władz TVP i PR na bezstronne politycznie.
- Natychmiastowe zawieszenie, do decyzji nowego parlamentu, prac na Mierzei Wiślanej, przy CPK i projektowaniu nowej tamy na Wiśle.
- Wstrzymanie upaństwawiania szpitali samorządowych i tworzenia w związku z tym nowych instancji.
Konstytucja, rzecz jasna, wszystko to będzie mogła zatwierdzić lub zmienić.
Wielki, złożony problem to wszystko, co związane z Kościołem. Zdecydowanie do rozstrzygnięcia w konstytucji. Ale związany z Kościołem problem zakazu aborcji musi być choć w części rozstrzygnięty jeszcze do jej uchwalenia. Nawet gdyby to miało być naruszeniem konstytucji, parlament i rząd muszą znaleźć sposób, aby kobiety natychmiast odzyskały możliwość przerwania patologicznej ciąży. Za tym opowiada się 78 proc. badanych, choć docelowo za aborcją na życzenie opowiada się 32, zaś przeciw 46 procent. Aborcja to ważny problem, lecz nie jedyny, którym się kierują wyborcy, a zdominował dyskusję, jakby od niego zależało wszystko. Nie na próżno Kaczyński podrzucił opozycji ten zakaz, wiedząc, że ją podzieli. Jeśli skutecznie, to strony zostaną przy swoich słusznych poglądach, a nie będzie żadnych aborcji i nawet badania prenatalne staną się trudno dostępne.
Prezes liczy na to, że politycy i wyborcy opozycji nie potrafią odróżnić spraw ważnych od najważniejszych, że będą bezwzględnie walczyć o wszystko, kosztem rozsądnego kompromisu, że wierzą, iż z koszmarnej sytuacji jest krok do krainy szczęśliwości i wreszcie, że nie podzielają poglądu Leszka Millera, iż po to wymyślono czas, aby nie robić wszystkiego naraz.
Dobrze będzie, gdy się prezes przeliczy.
Szanowni współdyskutanci Studia Opinii,
W pogoni za masowym odbiorcą umieściłem powyższy tekst na Wyborcza.pl, gdzie – jak podają – jest 220 tys. prenumeratorów. Nie wiem ile osób go przeczytało. Sądząc po liczbie komentarzy, głównie hejtu, sporo.
Tam wszakże tekst po tekście leci co chwila i każdy przesuwa się szybko. A zależy mi choćby na kilku wyważonych opiniach, które charakteryzują SO.

Ernest Kajetan Skalski
Ur. 18 stycznia 1935 w Warszawie) – dziennikarz i publicysta,
z wykształcenia historyk.

Jak zwykle u redaktora Skalskiego – po całości. Te propozycje są słuszne, mam tylko jedną taką refleksję – to pozostanie na stronie SO i nie wywola reakcji głównych graczy politycznych. Zwykle jest tak, że słuszne postulaty ( czy ktoś jeszcze pamięta taką frazę – postulat to coś do zrealizowania po stu latach) zgłaszają wnikliwi analitycy a w realnej polityce liczy „kto kogo” .Ale warto mówić takie rzeczy choćby po to aby potem nikt nie mógł powiedzieć, ze nie widział.
Raport Gęgaczy tez był i przeminął bez większego skutku. Postulaty strukturalne tez nie zdobędą poparcia w społeczeństwie, które nie rozumie, co to jest struktura. Byc może bardziej nośne byłyby postulaty personalne: finansowe i kontrwywiadowcze rozliczenie Kaczyńskiego, Ziobry, Macierewicza, i Rydzyka. Rozliczenie afery SKOKow. Bezwzględne dochodzenia w kuriach pod katem finansów oraz ukrywania pedofilii.
Pomysł koalicji partii opozycyjnych wysunąłem parę lat temu, jeszcze przed ostatnimi wyborami. Pokrótce to byłoby tak:
Trzeba stworzyć koalicję. Nazwa jeszcze do uzgodnienia, tu roboczo nazwę ją „Europa”. W tej koalicji będą np. partie: Europa Platforma (teraz Koalicja), Europa Polska 2050, Europa PSL, Europa Nowa Lewica itd.
Każda partia wystawia swoich kandydatów do parlamentu, prezentuje swój program itd. Wyborcy będą głosować na swoich kandydatów i programy, ale wszystkie głosy oddane na różne partie idą na konto koalicji. „Europa” zdobywa absolutną większość.
Amen.
Pozostaje jeszcze problem, jak podzielić mandaty wśród zwycięzców w danym okręgu. Tu można by się dogadać przed wyborami, coś ustalić, a po wyborach dopasować do ustaleń, choćby przez rezygnacje niektórych wybranych osób.
Próbowałem zainteresować tym pomysłem polityków różnych partii, ale nie widać było chęci współpracy między partiami opozycyjnymi. Dobre pomysły współpracy na czas bycia w opozycji podsuwał już wcześniej Marek Borowski, ale bez skutku.
W przypadku wygranej opozycji oczywiście dobrze będzie zlikwidować wymysły i skutki działalności PiSu. Ale co do opracowania czegoś nowego, postępowego, jestem pesymistą. Każda prawie partia będzie starać się lizać d… Kościołowi, nie tylko partia Gowina, więc żadnych zmian pozytywnych nie będzie, co najwyżej częściowy powrót do dawnego stanu.
Kto się dotychczas nie dogadał, w spokojnych warunkach, nie będzie dogadywał się także w koalicji rządzącej. Obiecają tradycyjnie pochylić się nad problemami po tym jak posprzątają po PiSie. Teraz, towarzysze, mamy ważniejsze sprawy.
Dobrze by było stworzyć rząd fachowców i im pozwolić działać, ale niestety nic się nie zmieniło od czasu kiedy Mieczysław Rakowski napisał słynny artykuł „Dobry fachowiec, ale bezpartyjny”.
Nie bardzo rozumiem, czy autor zastanawia się nad sposobem na powrót do UE i demokracji liberalnej czy jedynie chodzi mu o odsunięcie PIS od władzy? A to ważne, bo przedstawione pomysły raczej gwarantują powiększanie dzisiejszego chaosu nie wnosząc nic w zamian do obrony demokracji.
Tylko jeden przykład to propozycja by: Przekazywanie przez spółki skarbu państwa do budżetu całego zysku, bez prawa wydawania na inne cele. Ich władze byłyby powoływane na kadencję, w konkursach….
Cel zbożny, by ukrócić Orleny, ale spółki „skarbu państwa” to nie przedsiębiorstwa państwowe a la PRL tylko spółki akcyjne działające zgodnie z obowiązującym Kodeksem Spółek Handlowych. Spółki „skarbu państwa” nie oznaczają bynajmniej 100% własności ale taką spółkę, w której Skarb Państwa ma wystarczająco dużo udziałów by nią w praktyce zarządzać. Jak w przypadku Orlenu, gdzie Skarb Państwa jest właścicielem jedynie 30% kapitału. Propozycja red. Skalskiego jest więc w istocie jeszcze bardziej pisowska od pomysłów samego PISu – praktycznie wywłaszcza prywatny zainwestowany w dobrej wierze w spółce kapitał. Gdyby zrealizować ten pomysł to byłaby to jeszcze lepsza (i o wiele tańsza) metoda na tkz. repolonizację. Po co kupować aż 30% Orlenu, skoro wystarczyłoby jedynie 5% albo nawet 1% by taka spółka musiała przekazywać cały swój zysk państwu „bez prawa wydawania go na inne cele” czyli na dywidendy albo inwestycje. Czy możnaby sobie wyobrazić inną lepszą inwestycję???? Podobnie ma się rzecz ze zbiurokratyzowaniem powoływania zarządów przez obowiązkowe kadencje i konkursy. Inna sprawga, czy takie zakazy uratowałyby w Polsce wolność słowa nie dopuszczając (w założeniu) do przejęcia Polska Press przez Orlen bo te regionalne gazetki i tak stały nad grobem a świadomy sytuacji rynkowej (i rewolucji technicznej) poprzedni właściciel od dawna przebierał nóżkami byle się tylko pozbyć kramu przy pierwszej lepszej okazji zanim nie będzie za późno.
Chciałbym zwrócić uwagę na dwie kwestie. Najpierw abstrakcyjnie.
Podziwiam i szanuję inicjatywy p. redaktora Ernesta Skalskiego. Do uwag p.PIRSa i p. Slomianowskiego dodam jedną; wymienialiśmy już kiedyś podobne uwagi z p. ES: w tej układance wszystko będzie działać jeśli PO otrzyma jedynki na listach, w każdej innej sytuacji to się nie da poskładać. Już kilka ostatnich wyborów to dowiodło, a szczególnie te z grą ustawioną na p. Rafała Trzaskowskiego. To takie podsumowanie. A już konstruktywnie: jeśli przystępując do takiej organizacji nie będzie z góry ustawionego sposobu przydzielania numerów na listach wyborczych, to trudno będzie oczekiwać sukcesu w przyszłości.
A teraz nie abstrakcyjnie a realnie. Te rozważania i marzenia o konstytuancie mogą zostać rozbite w puch np. przez bieżącą politykę, zmianą ordynacji wyborczej itp ruchy – „wielkiego stratega”, który jako jedyny jak na razie prowadzi grę i to on będzie ustawiał planszę i pionki, a nie mózgowcy opozycji.
W tym układzie liczy się to co jest teraz ważne i planowanie zmian radykalnych, obyczajowych, kościelnych, lewicowych itp, jest dzieleniem skóry na niedźwiedziu. Tematem dnia dzisiejszego jest złamanie kręgosłupa „dobrej zmiany” przez powołanie rządu technicznego, żeby kiedyś jeszcze była jakaś nadzieja na wolne wybory. Taki rząd z natury rzeczy bardziej potrzebuje Gowina i Konfederacji niż Lewicy, natomiast będzie potrzebował cichego wsparcia także ze strony Lewicy. Wyartykułowanie efektywnych politycznie celów takiego rządu mającego obalić rząd Pisu może być teraz najważniejszym zadaniem.
Proszę zwrócić uwagę, że Kaczyński postawił na wojenkę światopoglądową. Zapewne nie bez starannych badań i analiz. Ta linia podziału ma mu zapewnić przewagę. I zapewne jakiś czas jeszcze zapewni jeżeli opozycja nie podejmie bardziej inteligentnej gry propagandowej, jednoznacznie antykościelnej. Pedofilia kleru to jak widać za mało, a cały czas operujemy na emocjach. Potrzebna jest jednoznaczna deklaracja ze strony partii opozycyjnych, że instytucja polskiego KRK jest wrogiem i działa na szkodę kraju, a nie jak w PO dyskusja czy kobietom należą się prawa człowieka, czy nie. To już do końca ośmiesza Platformę.
Z mojego punktu widzenia będzie niemal obojętne czy rządzi PiS, PO, czy Hołownia, bo to prawie jedno i to samo. KRK zachowa swoje wpływy i dalej będzie ciągnął Polskę w mroki Średniowiecza (ciekawe zresztą jak PO czy PL2050 wyobrażają sobie przeciągnięcie na swoją stronę i okiełznanie KRK? – to retoryczne pytanie – zaoferują mu więcej niż Kaczyński?, co mogą mu zaoferować?).
Ja rozumiem, że wiele osób nie może uwierzyć w to co się stało z KRK i nie chce przyjąć do wiadomości konsekwencji całej historii. Ale to sprawa priorytetowa – odsunięcie KRK od władzy w Polsce (Kaczyński jest jedynie podczepiony). Potem można spokojnie realizować V RP pana Redaktora Skalskiego.
Warunek konieczny by zaszły jakiekolwiek zmiany na lepszy w tym kraju : REALNY rozdział KRK od państwa..
To się samo nie wydarzy, to trzeba wywalczyć! To będzie ciężki bój bo KRK w Polsce jest u szczytu potęgi i ma bezwzględne poparcie Watykanu. Mamy przyszłą alternatywę: świecka RP w standardzie europejskiego państwa prawa, ze spacyfikowanym politycznie Kościołem i bez konkordatu albo autorytarne państwo wyznaniowe ze stolicą w Watykanie i poza UE. Wybór należy do Polaków.
Realny rozdział KRK od państwa jest nierealny, bez zrzucenia tego odważnika z szali wagi wyborczej. Co niemożliwe bez przerobienia naszych ziomków masowo w ludzi myślących.
Rozumiejących, że Bóg przemawia do nich przez ich własne sumienie, a nie ustami „sług bożych”. Co przecież nie są święci i bez grzechu. Rodzina Romanowów też się nabrała na Griszkę Rasputina, bo przedstawiał się jako „sługa boży”. A pozostał w pamięci Rosjan jako symbol niesłychanie jurnego rozpustnika.
Jeżeli ludzie powszechnie uznają, że nic się nie da zrobić, to już po nas.
Propozycja Pana Redaktora Skalskiego, aby nadchodzące wybory odbyły się z wyraźnym celem utworzenia Konstytuanty tak, aby w następnej kadencji uchwalić nową ustawę zasadniczą, jest bardzo ciekawa i oryginalna. Szczególnie nośne i chwytliwe mogłoby być hasło V RP (piątej Rzeczypospolitej). Jeżeli dobrze rozumiem to pomysł z założenia ma pomóc opozycji utworzenie w miarę jednolitego porozumienia bez zacierania różnic między formacjami. Jedność w różnorodności. Dzisiaj wszyscy obserwujemy, że opozycja ma z tym wyraźne problemy. Partykularyzmy wyraźnie uniemożliwiają jej rozsądne połączenie wysiłków, na czym zyskuje obecna koalicja rządząca. Jednocześnie Autor, podobnie do wielu komentatorów zauważa, że samo odsunięcie PiSu od władzy bez atrakcyjnego programu to za mało. „Wyborcy oczekują wielkiej wizji i tego, że natychmiast zobaczą i poczują zmianę.”
*
Zastanówmy się przez chwilę czy rzeczywiście pomysł Konstytuanty i nowej Konstytucji stanowi wielką wizję i szansę na szybką zmianę? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Dla ludzi zajmujących się myśleniem o Polsce zawodowo lub niemal zawodowo, systemowo czy tylko hobbystycznie proces projektowania i uchwalania nowej konstytucji jest wielką nadzieją na lepsze rozwiązania większości problemów i wspólnych spraw. Ilu takich ludzi jest w Polsce – 5%, 10%, 15% czy 20 %? Czy wszyscy oni myślą podobnie? Jakaś część z tej grupy ludzi źródła problemów upatruje nie tyle w niedoskonałych rozwiązaniach obowiązującej Konstytucji, ile w jej podeptaniu, wykoślawieniu i/lub nie przestrzeganiu jej rozwiązań. Zakładając nawet, że takich ludzi jest 30% to nadal zdecydowana większość – ok.70% do nich nie należy. Dla tej większości inna propozycja programowa może stanowić atrakcyjną wizję przyszłości.
*
Jeżeli nie nowa Konstytucja, to jaka wizja mogłaby być bardziej atrakcyjna dla tychże, hipotetycznych 70% populacji? Ze starego, powszechnie uznanego kanonu politycznego „chleba i igrzysk” (stanowiącego pierwotnie hasło pospólstwa rzymskiego) można domniemywać, że propozycja „chleba” jest dla tej części populacji bardziej istotna niż nowa konstytucja. Większość tej części społeczeństwa, z coraz większym zniecierpliwieniem i zniechęceniem obserwuje, jak rządząca ekipa sama dzieli się chlebem między sobą, a gawiedzi dostarcza coraz bardziej gorszących igrzysk. Widać to wyraźnie w spadających sondażach poparcia pisowskich władz. To poparcie spadałoby szybciej, gdyby opozycja miała bardziej atrakcyjne propozycje na przyszłość, a zarazem gdyby umiała się porozumieć.
*
Jeżeli wizję „chleba” przełożyć na język konkretów to znalazłoby się w niej wiele bardzo ważnych rzeczy. I te wspomniane przez Redaktora Skalskiego „…ochrona zdrowia i polityka emerytalna” jak i te, które na swoich sztandarach niósł PiS a niczego nie rozwiązał: polityka socjalna wyrównywania szans (500+), masowa budowa mieszkań na wynajem i/lub w przystępnych cenach, etc. Do takich spraw niewątpliwie powinna należeć polityka państwa zmierzająca do podnoszenia stopy życiowej, przeciwdziałania inflacji i ograniczania wzrostu podatków, polityka przyspieszenia wzrostu PKB z uwzględnieniem transformacji energetycznej, poprawa jakości zatrudnienia (kodeks pracy), program powszechnej cyfryzacji, reformy systemu edukacji aby wyrównywać szanse dzieci i młodzieży ze wszystkich środowisk, oraz poprawić jakość i nowoczesność naszego systemu edukacji w skali europejskiej. To naturalnie tylko przykłady spośród szerokiej palety koniecznych kierunków zmian. Hasłami dla takiej wizji mogłoby być dokonanie skoku cywilizacyjnego i poprawa jakości życia.
*
Te uwagi nie przekreślają w żadnym razie propozycji Autora. Moim zdaniem stanowią raczej ich uzupełnienie i rozwinięcie. Odwołując się do skrótów myślowych w postaci haseł – ich układ mógłby być następujący: Poprawa jakości życia i dokonanie skoku cywilizacyjnego tak, aby utrwalić te zmiany w postaci V RP.
*
Reasumując – biorąc pod uwagę ogrom zadań jaki czeka naszą klasę polityczną i szerzej wiele kręgów zawodowych, wydaje się, że na przedyskutowanie i przyjęcie nowej Konstytucji (V RP) jedna kadencja może być stanowczo za mało. Tym bardziej, że nowa Konstytucja powinna być raczej zapisem dobrych praktyk społecznych, niż teoretycznych postulatów demokracji fasadowej znanej z III RP. Ponadto samo uchwalanie Konstytucji wymaga uspokojenia nastrojów i zastąpienia otwartego konfliktu plemiennego szerokimi debatami społecznymi.
a jeśli Państwo chcecie zorientować się jakie prawdziwe problemy ma nasza polityka, to proszę na dzisiejszym onecie przeczytać artykuł Kamila Dziubki „Walka na „szczury” i plotki o partyjnym przewrocie. Co się dzieje w PO?”
Podzielam ten sceptycyzm. PiS ma w garści kontrolny pakiet w postaci unijnego Funduszu Odbudowy, którego nikt nie odważy się zawetować narażając się na gniew oczekujących na poprawę bytu ludzi. Uchwalony Fundusz będzie przedstawiany jako zasługa władzy mimo obstrukcji opozycji. Ale nie można rezygnować, chociaż sądzę, że w rywalizacji wyborczej większą siłę przebicia od wielkich wizji ( konstytuanta ) będą miały konkretne zapowiedzi, w miarę możliwości nie konfrontujące Kościoła i nie straszące prawicowych wyborców. Z tego co wymienia ES nadawałoby się np.wstrzymanie CPK ( niszczące dla istniejących lotnisk), finansowanie samorządów bez partyjnego rozdzielnika, profesjonalna administracja, przekonujący mechanizm zwalczania korupcji ( zero tolerancji). Ludzie będą oczekiwać jakiejś perspektywy lepszych płac i sprawiedliwych (rozważnych) podatków. Ważne będzie zobowiązanie poszanowania niezawisłych sądów i wolnych mediów jednak na wiodący temat narzuca się polepszenie ochrony zdrowia: dla znękanego i zdziesiątkowanego epidemią społeczeństwa nie będzie ważniejszej sprawy. Wydaje się, że kto w tym obszarze przedstawi bardziej wiarygodny plan, ten wygra wybory.
nie mam dzisiaj szczęścia do zamieszczania odsyłaczy, ale chciałem zamieścić dzisiejszy artykuł Kamila Dziubki może teraz się w końcu uda, tytuł:
Walka na „szczury” i plotki o partyjnym przewrocie. Co się dzieje w PO
nie podaję gdzie bo to chyba jest powód że nie przechodzi, ale do łatwego znalezienia
opisuje gdzie Rzym a gdzie Krym a gdzie realia głównej części naszej opozycji w związku z tym o czym tylko możemy sobie pomarzyć
>K. będzie zwodził i znienacka zarządzi wybory w przodującej gospodarce Europy,
A ponieważ to K. (jako obecny rząd RP) ma największe prawdopodobieństwo w oczach wyborców, że to jego Nowy Ład sfinansuje Sugar Dady – UE, więc nie potrzeba nawet specjalnej wyobraźni by przewidzieć skutki wyborów…..UE ciągle rozprawia o praworządności ale z pewnością nie będzie ryzykowała obecnego status quo. Panna młoda, jaka jest, cała Unia świetnie widzi, ale czy przestanie być zezowata tylko dlatego, że zagrozi się jej wstrzymaniem obiecanego posagu???
Podobnie z groźbami Polexitu. Polska będzie dużo rozprawiać o swoim honorze i suwerenności ale nie zrobi niczego za co musiałaby zapłacić z własnej kieszeni (i nie chodzi tu tylko o Polexit ale praktycznie o wszystkie inwestycje publiczne – tam gdzie Unia nie dotarła ze swymi pieniędzmi tam rzeczywistość wciąż jest we wczesnych latach dziewięćdziesiątych). Cóż, taki marriage of convenience…obie strony pomstują i obie korzystają na całego.
Jednego w wyliczance autora mi brakuje: rozliczenia karnego partii, prezesów i polityków sprawujących obecnie władzę
Napisałem pod artykułem p. Ernesta Skalskiego już dużo. Jednak na zakończenie chciałbym jeszcze coś dodać. Rozważania na temat konstytuanty uważam jako cel nr 2. Jako pierwszy cel uznaję konieczność powołania ciała kierowniczego koordynującego działanie opozycji. Bieżące noce i dnie są (mam nadzieję, że nie były) idealnym czasem do zaproponowania rządu ekspertów, który powinien powstać teraz w wyniku obrad takiego ciała. Wszelkie działania powinny być temu podporządkowane a tutaj cytat z własnego poprzedniego wpisu: Wyartykułowanie efektywnych politycznie celów takiego rządu mającego obalić rząd Pisu może być teraz najważniejszym zadaniem.
Przyglądam się opozycji. Dzisiaj śledziłem wypowiedzi p Mariusza Janickiego w Loży prasowej. Tak jakbym miał na ławie wyłożone myśli thinktankowców PO. Mogę tylko odnieść się do tego stanowiska przywołując jako podsumowanie politykę przedwojenną w Wielkiej Brytanii. Macie do wyboru wojnę albo hańbę. Wybieracie hańbę a wojnę też będziecie mieli, tylko na warunkach przeciwnika. Jedyne co dziś pozytwynego przeczytałem, to w audycji red. Stankiewicza padły podobno takie słowa:
Zdaniem Jana Filipa Libickiego „rozpoczął się proces »awuesizacji« Zjednoczonej Prawicy”. -Jarosław Gowin domagał się szacunku dla koalicjantów. Jarosław Kaczyński nigdy tego szacunku nie miał, więc pojawia się pytanie o kres cierpliwości Gowina. Lider Porozumienia ma klucze do zbudowania nowej rzeczywistości politycznej i powołania rządu ekspertów – stwierdził polityk PSL.
Interesuje mnie to tylko o tyle, aby skrócił się czas trwania tego rządu. Trzeba zastanowić się, w jaki sposób mądrze wydać unijne pieniądze. Do tego potrzebny jest rząd ekspertów – powiedział Paweł Kowal.
Moja propozycja jest taka: po odejściu Pis-u od władzy zmienić nazwę kraju na Demokratyczna Republika Polski. Albo jeszcze lepiej: Liberalno-Demokratyczna. Jaro przewróci się w grobie razem z Korwinem.