Zbigniew Szczypiński: Węzeł gordyjski i sposoby jego rozplątania

28.04.2021

Photo by Foundry on Pixabay

To nie jest sytuacja komfortowa. Jako człowiek polskiej lewicy, (ale bez SLD), patrzę na to, co dzieje się na scenie politycznej z lekkim takim zażenowaniem.

Trzy partie tworzące blok lewicowy w Sejmie, spotkały się z premierem Mateuszem Morawieckim. Po spotkaniu każda strona osobno, na swoich konferencjach prasowych ogłosiła sukces. No i zaczęło się!

Po stronie rządzących widać zadowolenie, nawet czołowy harcownik PiS-u marszałek Terlecki pochwalił Lewicę za to, co się stało. Po stronie Lewicy słychać uzgodniony wspólny przekaz – te pieniądze są dla Polaków, te pieniądze nam się po prostu należą i trzeba było porozumieć się z rządzącymi bez względu na to, kim są – po to, aby pieniądze nie przepadły. Dla Polski, ale i dla całej UE.

Po stronie pozostałych partii tworzących opozycję (Konfederację wyłączam, bo dla nich UE to samo zło), piekli się. Jesteśmy świadkami ostrych, bardzo brutalnych ataków na Lewicę za to, że rozmawiała z premierem, że zapowiedziała głosowanie „za” w Sejmie, za umożliwienie Jarosławowi Kaczyńskiemu zignorowania Zbigniewa Ziobry i jego Solidarnej Polski trwanie przy władzy.

To jest węzeł gordyjski, nie do rozplątania. Chyba że znalazłby się jakiś wódz na miarę Aleksandra Macedońskiego, który poradził sobie przy użyciu miecza. Ale kto dziś chodzi z mieczem, teraz modna jest raczej maczeta a jej użytkownicy to zwykli kibole.

Popatrzmy na całość sporu z boku; bez emocji, którą prezentują aktorzy sceny politycznej grający o wielką stawkę, jaką jest utrzymanie lub zdobycie władzy.

Spróbuję wyróżnić dwa poziomy działań aktualnych aktorów: poziom strategiczny i poziom taktyczny. Może to być przydatne do formułowania ocen i wystawiania cenzurek biorącym udział w tym sporze.

Na poziomie strategicznym nie ulega wątpliwości, że trzeba przyjąć pieniądze unijne, te w formie dotacji, jak i te w formie nisko oprocentowanej pożyczki. To przecież jest nowy Plan Marshalla, plan, z którego Polska nie mogła po wojnie skorzystać jako państwo w radzieckiej strefie wpływów, wyznaczonej przez trzy państwa, które uznały się za zwycięskie w II Wojnie Światowej.

Nieskorzystanie z tych pieniędzy, teraz gdy jesteśmy członkiem UE, byłoby błędem kosmicznym, błędem nie do wytłumaczenia nigdy i nikomu. Tak więc trzeba było zagłosować za przyjęciem unijnych pieniędzy zostawiając na aucie partię Ziobry i Konfederację.

Poziom strategiczny, jak zawsze, operuje w dłuższym horyzoncie czasowym, w tym przypadku ten długi horyzont to są miesiące, może nawet lata. To nie jest sprawa do rozstrzygania na już, na teraz, w maju tego roku.

Tu nie ma wyboru, nie można zakładać, że postawimy się twardo Kaczyńskiemu a on zmuszony przystanie na nasze warunki. Kaczyńskie dobrze wie, że partie opozycyjne muszą poprzeć ratyfikację umowy z UE, bo nieprzyjęcie tych pieniędzy w imię odsunięcia go od władzy nie zostanie zaakceptowane przez Polaków – z badań wynika, że za przyjęciem tych pieniędzy opowiada się blisko 70% ludności.

Myślenie, że prezes wszystkich prezesów przestraszy się wyjścia z UE jest błędem. Prezes chciałby budować swoją satrapię z nim jako satrapą bez żadnych hamulców, jakie nakłada na nas europejskie prawo i instytucje. Wyprowadzenie Polski z UE głosami demokratycznej opozycji to spełnienie najtajniejszych snów prezesa o potędze władzy bez unijnych hamulców. Bez żadnych hamulców. To oczywiście czysta spekulacja, ale tu nie ma innych dowodów, innych niż intuicja.

Można jeszcze wiele o tym, co działo się i mogłoby się dziać na poziomie strategicznym, ale to już się stało. Lewica ogłosiła swój sukces, jakim jest przyjęcie przez premiera jej warunków. Można i tak, pojęcie sukcesu jest bardzo subiektywne.

Na poziomie taktycznym sytuacja jest bardziej złożona. Morawiecki spotkał się z Lewicą, bo to ona przedłożyła dokument zawierający jej oczekiwania i warunki porozumienia. Pozostałe partie opozycyjne jedynie występowały medialnie mówiąc raczej o obaleniu tego rządu, o stworzenia rządu technicznego do czasu wyborów z premierem Kosiniakiem-Kamyszem i Gowinem jako marszałkiem sejmu. Trudno to uznać za dobrą ofertę dla rządzących, jej przyjęcie oznaczałoby kapitulację. Prezes nie kapituluje nigdy.

Atakowanie Lewicy za negocjacje dotyczące KO jest raczej wyrazem frustracji, pochodnej od planów będących dobrym przykładem wishful thinking, życzeniowego myślenia występującego często wśród sfrustrowanych ludzi.

Powiem więcej, gdyby Morawiecki zgodził się na rozmowy z KO i PSL to opowieść byłaby zupełnie inna, przedstawiano by to tak, jak teraz robi to Lewica.

To smutne. Sukces strategiczny, czyli wymuszony, jako że innego wyjścia niż przyjęcie pieniędzy wynegocjowanych przez Morawieckiego nie było – i klęska taktyczna, jako że cała ta awantura kończy się dalszym trwaniem rządu. A w nim Zbigniewa Ziobry jako ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.

Najgorsze co mogło stać się, stało się!

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
 
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com