Zbigniew Szczypiński: „Polski Ład” jako program polityczny

17.05.2021

woman in black shirt covering face with hands

Trwa nieustanny festiwal komentarzy i opinii na temat „Polskiego Ładu”. I tak będzie jeszcze długo, bo opozycja nie prezentuje żadnej alternatywy. Gorzej – nawet, wtedy kiedy pojawi się taki program to będzie to działanie reaktywne.

„Polski Ład”, wcześnie zwany „Nowym Ładem” zapowiadany był już od kilku miesięcy. Jego wcześniejszej prezentacji przeszkodziła epidemia, duża ilość nowych zachorowań i bardzo dużo zgonów powodowanych covidem. Rządzący nie prezentowali wtedy tak optymistycznego programu, bo to byłoby źle odebrane przez „suwerena”.

Opozycja mogła jednak opracować swój program na czas po epidemii; mogła, mając taki program przedstawić go na tydzień przed Jarosławem Kaczyńskim. To było możliwe, trzeba było jednak myśleć perspektywą, a nie jak to powiedział Borys Budka w znanym wywiadzie, że nic nie można zrobić Jak tak się postrzega swoją rolę to lepiej wycofać się z walki i zająć się pisaniem pamiętników o tym, jak to zostałem prezesem największej partii opozycyjnej w trudnych czasach pisowskiej dominacji i nic nie zrobiłem, bo nie było można

Prezentacja programu opozycji, nawet gdyby to był tylko program Koalicji Obywatelskiej, stworzyłby jednak taką sytuację, w której to do jej programu odnoszone byłyby pomysły Kaczyńskiego i Morawieckiego, to ona byłaby aktywna a rządzący reaktywni.

Nic nie mówię o tym, że taki program mogła też zaproponować lewica; mogła, gdyby było ją na to stać, tak jak było ją stać na poparcie rządowego planu odbudowy po epidemii głosząc, że to jej wielki sukces.

Można tak bez końca, można tak długo, ale to nie ma większego sensu – koń, jaki jest każdy widzi…

To, czym chciałbym się zająć to pojawienie się w dyskursie społecznym kategorii klasa. Pojęcie klasa w rozumieniu jej jako przydatnego narzędzia opisu struktury społeczeństwa, jego zróżnicowania dochodowego, kulturowego nie mówiąc o fundamentalnej różnicy określonej stosunkiem do własności, a zwłaszcza własności środków produkcji odeszło w Polsce niebyt wraz z transformacją ustrojową po 89 roku.

Wtedy do opisu społecznej struktury weszło pojęcie warstwy (za amerykańską socjologią) z podziałem na wyższą, średnią i niższą i logicznym tego rozwinięciem na wyższą-wyższą, wyższą-średnią i wyższą-niższą i dalej w tej samej konwencji na wyższą-średnią, średnią-średnią, średnią-niższą oraz wyższą-niższą, średnią-niższą i niższą-niższą.

To prosta konstrukcja 9 warstw społecznych. Przynależność do każdej określała wysokość rocznego dochodu.

Nie daje się jednak uciec od bardziej skomplikowanych struktur klasowych, pochodnych od Pirra Bourdieu, Maksa Webera czy Karola Marksa. Nie czas tu na te wszystkie subtelności, warto jednak przypomnieć, że już w najważniejszej pracy Adama Smitha „Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów” z 1776 roku znajdujemy precyzyjny opis podziałów społecznych, wynikających z różnicy podstawowych interesów pracowników i pracodawców. To jest według Smitha najważniejsza przyczyna napięć i konfliktów społecznych – pracownicy zawsze chcą jak najwyższych płac, pracodawcy jak najniższej. Miało to być przedmiotem umowy zawieranej pomiędzy tym grupami.

Piszę o tym, dlatego że wsłuchując się w gorącą dyskusję o tym, kto ma sfinansować „Polski Ład” bardzo łatwo rozróżnić głosy ludzi o lewicowej wrażliwości opowiadających się za solidarnością społeczną i potrzebą opieki słabszych ze strony państwa (nawet takiego jak państwo PiS) – i takich, dla których każdy jest kowalem swojego losu i to od niego, jego pracy i przedsiębiorczości zależy poziom jego życia i możliwość zaspakajania potrzeb, każdych potrzeb.

Ta dyskusja nie ma sensu. Jeżeli utrzymujemy zasadę wyłaniania władz w wyborach powszechnych, to zawsze tych słabszych, tych biedniejszych będzie więcej i to ich reprezentanci lub ci, o których ludzie tak będą myśleć wygrają wybory. To właśnie dlatego w dawnych czasach wprowadzone były cenzusy majątkowe, dające prawa wyborcze tylko niektórym, to właśnie dlatego rzeczpospolita szlachecka była państwem dla 12% społeczności – reszta to byli niewolnicy, żywy inwentarz, który można było kupić i sprzedać.

To, że takie działania zmierzające do poprawy biedniejszej części społeczeństwa, poprawy za pieniądze ściągnięte od tych bogatszych są słuszne i sprawiedliwe jest wartością uniwersalną. Tak jest wszędzie w cywilizowanym świecie

W Polsce mieliśmy degresywny system podatkowy i to trzeba było zmienić. Czy dokładnie tak, czy od tych progów, od takiego pułapu dochodów – to wszystko może i powinno być przedmiotem dyskusji.

Zasada nie!

Jeżeli tego nie zrozumiemy to Jarosław Kaczyński zrealizuje swoje marzenie o tym, że będzie rządził wiecznie. A to dopiero byłaby klęska wszystkich myślących i czujących ludzi w Polsce.

Niedoczekanie!

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com