17.05.2021

Trwa nieustanny festiwal komentarzy i opinii na temat „Polskiego Ładu”. I tak będzie jeszcze długo, bo opozycja nie prezentuje żadnej alternatywy. Gorzej – nawet, wtedy kiedy pojawi się taki program to będzie to działanie reaktywne.
„Polski Ład”, wcześnie zwany „Nowym Ładem” zapowiadany był już od kilku miesięcy. Jego wcześniejszej prezentacji przeszkodziła epidemia, duża ilość nowych zachorowań i bardzo dużo zgonów powodowanych covidem. Rządzący nie prezentowali wtedy tak optymistycznego programu, bo to byłoby źle odebrane przez „suwerena”.
Opozycja mogła jednak opracować swój program na czas po epidemii; mogła, mając taki program przedstawić go na tydzień przed Jarosławem Kaczyńskim. To było możliwe, trzeba było jednak myśleć perspektywą, a nie jak to powiedział Borys Budka w znanym wywiadzie, że nic nie można zrobić Jak tak się postrzega swoją rolę to lepiej wycofać się z walki i zająć się pisaniem pamiętników o tym, jak to zostałem prezesem największej partii opozycyjnej w trudnych czasach pisowskiej dominacji i nic nie zrobiłem, bo nie było można
Prezentacja programu opozycji, nawet gdyby to był tylko program Koalicji Obywatelskiej, stworzyłby jednak taką sytuację, w której to do jej programu odnoszone byłyby pomysły Kaczyńskiego i Morawieckiego, to ona byłaby aktywna a rządzący reaktywni.
Nic nie mówię o tym, że taki program mogła też zaproponować lewica; mogła, gdyby było ją na to stać, tak jak było ją stać na poparcie rządowego planu odbudowy po epidemii głosząc, że to jej wielki sukces.
Można tak bez końca, można tak długo, ale to nie ma większego sensu – koń, jaki jest każdy widzi…
To, czym chciałbym się zająć to pojawienie się w dyskursie społecznym kategorii klasa. Pojęcie klasa w rozumieniu jej jako przydatnego narzędzia opisu struktury społeczeństwa, jego zróżnicowania dochodowego, kulturowego nie mówiąc o fundamentalnej różnicy określonej stosunkiem do własności, a zwłaszcza własności środków produkcji odeszło w Polsce niebyt wraz z transformacją ustrojową po 89 roku.
Wtedy do opisu społecznej struktury weszło pojęcie warstwy (za amerykańską socjologią) z podziałem na wyższą, średnią i niższą i logicznym tego rozwinięciem na wyższą-wyższą, wyższą-średnią i wyższą-niższą i dalej w tej samej konwencji na wyższą-średnią, średnią-średnią, średnią-niższą oraz wyższą-niższą, średnią-niższą i niższą-niższą.
To prosta konstrukcja 9 warstw społecznych. Przynależność do każdej określała wysokość rocznego dochodu.
Nie daje się jednak uciec od bardziej skomplikowanych struktur klasowych, pochodnych od Pirra Bourdieu, Maksa Webera czy Karola Marksa. Nie czas tu na te wszystkie subtelności, warto jednak przypomnieć, że już w najważniejszej pracy Adama Smitha „Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów” z 1776 roku znajdujemy precyzyjny opis podziałów społecznych, wynikających z różnicy podstawowych interesów pracowników i pracodawców. To jest według Smitha najważniejsza przyczyna napięć i konfliktów społecznych – pracownicy zawsze chcą jak najwyższych płac, pracodawcy jak najniższej. Miało to być przedmiotem umowy zawieranej pomiędzy tym grupami.
Piszę o tym, dlatego że wsłuchując się w gorącą dyskusję o tym, kto ma sfinansować „Polski Ład” bardzo łatwo rozróżnić głosy ludzi o lewicowej wrażliwości opowiadających się za solidarnością społeczną i potrzebą opieki słabszych ze strony państwa (nawet takiego jak państwo PiS) – i takich, dla których każdy jest kowalem swojego losu i to od niego, jego pracy i przedsiębiorczości zależy poziom jego życia i możliwość zaspakajania potrzeb, każdych potrzeb.
Ta dyskusja nie ma sensu. Jeżeli utrzymujemy zasadę wyłaniania władz w wyborach powszechnych, to zawsze tych słabszych, tych biedniejszych będzie więcej i to ich reprezentanci lub ci, o których ludzie tak będą myśleć wygrają wybory. To właśnie dlatego w dawnych czasach wprowadzone były cenzusy majątkowe, dające prawa wyborcze tylko niektórym, to właśnie dlatego rzeczpospolita szlachecka była państwem dla 12% społeczności – reszta to byli niewolnicy, żywy inwentarz, który można było kupić i sprzedać.
To, że takie działania zmierzające do poprawy biedniejszej części społeczeństwa, poprawy za pieniądze ściągnięte od tych bogatszych są słuszne i sprawiedliwe jest wartością uniwersalną. Tak jest wszędzie w cywilizowanym świecie
W Polsce mieliśmy degresywny system podatkowy i to trzeba było zmienić. Czy dokładnie tak, czy od tych progów, od takiego pułapu dochodów – to wszystko może i powinno być przedmiotem dyskusji.
Zasada nie!
Jeżeli tego nie zrozumiemy to Jarosław Kaczyński zrealizuje swoje marzenie o tym, że będzie rządził wiecznie. A to dopiero byłaby klęska wszystkich myślących i czujących ludzi w Polsce.
Niedoczekanie!

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Ten „…nieustanny festiwal komentarzy i opinii na temat „Polskiego Ładu”’ jest zrozumiały ponieważ został on ogłoszony raptem dwa dni temu. Za kilka dni, za tydzień temperatura komentowania będzie się stopniowo obniżała. Komentarze zresztą stają się coraz bardziej konkretne i w całym tym programie widać dużo więcej znaków zapytania niż odpowiedzi. To bardziej program wyborczy niż realny program zmian. Już dzisiaj widać, że głównymi dawcami pieniędzy dla realizacji tego programu mają być ludzie zarabiajacy powyżej 4 tys. zł netto, przedsiębiorcy i samorządy.
*
Jestem bardzo krytyczny wobec opozycji zwłaszcza parlamentarnej, zwłaszcza wobec KO/PO i Lewicy, ale ogłaszanie przez którąkolwiek z tych partii programu byłoby działaniem nieskutecznym. Program należy pozostawić na kampanię wyborczą, a PiS moim zdaniem popełnił zdecydowany falstart wyborczy ogłaszając ten program.
*
Pandemia sie jeszcze nie skończyła, a biorąc pod uwagę ryzyko 4-tej fali i niechęć do szczepienia się ponad 40% społeczeństwa czeka nas jeszcze jedno załamanie zdrowotne. Wynikające także i z tego, że ludzie masowo wyruszą na wakacje i na weekendy letnie, a masowo otwierane usługi gastronomiczne, sportowe i hotelowe przyspieszą pandemię. Kolejnym problemem już jest i jeszcze dodatkowo będzie pogłębiający sie kryzys zdrowotny Polaków, wyrażający się nie tylko wzrostem śmiertelności ale wieloma innymi problemami wynikającymi z samej pandemii (depresje) i zaniedbań w codziennej pracy podstawowej opieki zdrowotnej.
*
Samo ogłoszenie programu przez PiS nie rozwiązuje żadnego z problemów rządzącej koalicji – zwłaszcza różnic interesów poszczególnych partii Gowina i Ziobry. Te partie, żeby przetrwać w wyborach muszą ustawiać się w zdecydowanej kontrze do PiS, bo na miejsca na listach wyborczych liczyć nie mogą.
A co Pan, Panie Slawku sądzi o tym głównym problemie dotyczącym tego jak budować lepsze społeczeństwo, czy nadrzędną rolą państwa jest dbanie o sprawiedliwe podatki rozumiane jako danina na rzecz dobra wspólnego, czy nadal ma być tak, ze to najbiedniejsi płacą najwięcej w podatkach, wszystkich podatkach, na rozwój społecznych usług takich jak szkoła czy zdrowie itd, itd…
Nie mam nic przeciwko reformie systemu podatkowego, tak aby zamożniejsza część Polaków składała się w większym stopniu na wyrównywanie szans zwłaszcza dzieci i młodzieży, rozwój usług społecznych, w tym m.in. reformy edukacji oraz gruntownej reformy całego systemu ochrony zdrowia. Taka reforma musi spełniać kilka warunków:
– zaufanie do rządzących, że chcą realnej zmiany a nie korumpowania swojej klienteli politycznej,
– transparentność – pełna przejrzystość przeznaczenia i wydatkowania zwiększonych wpływów podatkowych,
– najpierw trzeba przygotować gruntowną reformę całego systemu edukacji i szkolnictwa wyższego, jeszcze bardziej gruntowną reformę systemu ochrony zdrowia – dopiero na tak przygotowane reformy podwyższać składki podatkowe,
– ochrona środowiska połączona z transformacją energetyczną na rzecz przeciwdziałania zmianom klimatycznym jest jednym z głównych priorytetów,
– samo podwyższanie podatków zamożniejszej części społeczeństwa to zdecydowanie za mało aby Polska się rozwijała – potrzebne są jeszcze rozwiązania stabilizujące system i zwiększające skale inwestycji prywatnych, które w ostatnich latach drastycznie spadły, oraz wdrożenie całego arsenału rozwiązań systemowych proinnowacyjnych – przemyślany system takich działań na tyle zwiększy wpływy budżetowe, że przeprowadzenie wymienionych a pewnie także innych, koniecznych reform ma szansę powodzenia.
*
Dopiero cały pakiet zawierający m.in. w/w kierunki działań – pakiet przyjęty w szerokiej dyskusji społecznej i konsensusie sił politycznych ma szansę dać dobre rezultaty.
Inaczej PiS po prostu zmarnotrawi podwyższone podatki (także w postaci zwiększonej składki zdrowotnej) na programy społeczne o charakterze korupcji politycznej, kompletnie niesprawiedliwe przez brak selektywności, podobne do 500+. PiS umie tylko zabierać Polakom pieniądze i je rozdawać, a zatem kompletnie nie gwarantuje rozwoju Polski. Owszem gwarantuje dalszą dewastację i niszczenie perspektyw życia kolejnych pokoleń.
A to się cieszę – jesteśmy po tej samej stronie a już się balem…
Pełna zgoda na to, że warunkiem pierwszym jest zaufanie do rządzących, my go nie mamy ale znacząca część „suwerena” ma i w tym jest problem. Budowanie nadziei na tym, że my przedstawimy program odpowiedzialnego państwa, przywrócenia zasady trójpodziału władz, niezawisłości sądów, wolności prasy i tym podobnych wzniosłych celów i to wystarczy by przekonać biednych ludzi do tego, że to lepszy program niż wzrost ich portfeli jest złudą. Trzeba mieć program w którym jest to i to. Tylko jednak jest tak, że opozycja może tylko mówić a rząd, mając europejskie pieniądze – robić.
Nie mam prostych recept, coraz bardziej realny jest scenariusz gwałtownej zmiany powodowanej a to awanturą wewnątrz obozu władzy a to zupełnie innym wydarzeniem którego nikt nie jest w stanie przewidzieć – byleby nie za bardzo bolało…
Kiedyś Tusk powiedział, że nie ma z kim przegrać. Dokładnie to samo mógłby powtórzyć teraz Kaczyński.
Przy tylu wpadkach, tylu aferach, takim popisie niekompetencji, a także zwykłej arogancji wobec innych jakie zaprezentował PiS aż się w głowie nie mieści, że na szeroko rozumianej opozycji nie ma NIKOGO, ani jednej osoby z choćby śladową charyzmą, która by nadała ton opozycji. Gwiazdki pojawiają się i wypalają od razu jedna po drugiej. Był Petru, był Zandberg, był Biedroń, był Trzaskowski ( chociaż tu jest jeszcze jakaś nadzieja). Byli i minęli. Dlatego anty-pisowska część społeczeństwa jest wręcz wygłodniała jakiegokolwiek lidera, jest wygłodniała tak bardzo, że mianuje na niego nawet takiego Hołownię. Gościa może wcale niegłupiego, ale znanego do tej pory głównie jako… połowa duetu Hołownia-Prokop z TVNu… Aczkolwiek kimkolwiek by nie był nowy lider będzie miał znacznie trudniej niż Kaczyński i świta. Elektorat liberalny jest bardziej rozgarnięty, bardziej tym samym krytyczny. Pamiętacie Ryśka Petru ? Czym zawinił ? Ot, chłop czasem pomylił przysłowia i poleciał sobie z przyjaciółką na wakacje. I szambo wywaliło. Zniszczyli go właśni wyborcy. W Pisie robią z milion razy gorsze rzeczy, ale przez ich elektorat absolutnie wszystko jest im wybaczane.
Czy jakiś jeden lider antypisowki się w końcu pojawi ? Raczej nie. Co najwyżej każda partia z osobna musi zacząć narzucać swoją narrację, a nie tylko skupiać się na krytyce działań rządu.
Czy PiS będzie rządził wiecznie, a przynajmniej jeszcze długo ? Raczej też nie. Duża część ich elektoratu jest, mówiąc brutalnie, wymierająca. A do głosowań wchodzą coraz młodsze roczniki, które nawet jeśli nie są liberalne i czy proeuropejskie, to będą wybierać Konfederacje czy jej kolejne wcielenia. A już teraz zwycięstwa Pisu, wcale nie są przytłaczające: dla Dudy reelekcja nie była spacerkiem, a wybory z 2018 które według Kaczyńskiego miały mu dać może nawet większość konstytucyjną dały mu… 5 głosów ponad większość (teraz jak się ze trzech walnie w głosowaniu a dwóch będzie akurat w kiblu to muszą anulować bo przegrają). Zresztą sam PiS trzeszczy w szwach a trzyma go jeszcze w ryzach, tylko coraz bardziej odklejony od rzeczywistości „naczelnik”.
Jedyne co mnie w jakiś sposób boli to widok tych mas młodych ludzi, którzy naprawdę mają dość PiSu i czynnie to pokazują. Ale ciekawy jestem jak wielu z nich, czy raczej czy ktokolwiek z nich, zadzwoni czasem do babci i dziadka na wsi, częściej niż na święta i na urodziny i porozmawia, przyjedzie czasem, wytłumaczy, poprzekonuje. A potem taka starsza osoba, bez dostępu do szerokich mediów, z jednym TVP w telewizji i księdzem z ambony jest poddawana powolnemu praniu mózgu. I kończy się kolejną wygrana PiSu.
Mnie bardziej martwią ludzie młodzi którzy zagłosowali na PiS. Znam paru takich, ludzie z którzy od bierzmowania nie byli w kościele, mieszkają razem bez ślubu, piją, biorą narkotyki i ani trochę nie żyją zgodnie z linią partii i kościoła, głosowali na zasadzie: bo to prawicowa partia, oni dobrze chcą, a tamte to lewaki, no i tak to niestety jest w tym kraju, przegrana PiSu czeka nas chyba dopiero po śmierci kaczora i konflikcie w Pisie o władzę, ich elektoratowi nie przeszkadza nic, z tą machiną propagandową wałki z respiratorami na setki milionów uszły im na sucho, a ośmiorniczki za parę zł i zegarek Nowaka kosztowały PO wybory.
To bardzo dobra analiza polskiej sceny politycznej. Chciałbym dorzucić tylko jedną refleksję dotyczącą tego pesymizmu co do wyniku wyborów, tych najblizszych i następnych. Chłodna analiza prowadzi do takich ponurych wniosków jakie Pan zaprezentował wyżej. Jako stary już człowiek który trochę czasu w polityce „robił” powiem tylko, ze to są nieprzewidywalne procesy i zjawiska .Rola przypadku jest tak wielka, że tu nie ma mądrych i żadna politologia niczego nie wyjaśni. Przyszłości nie ma, ona się staje…
Owszem, elektorat PiSu częściowo wymiera, chociaż wcale nie jest tak, że wśród 30latków nie ma zwolenników PiSu. Prawie ich nie ma wśród rewolucyjnych (prawo młodości) 18-20latków, którzy wybierają raczej skrajne opcje, ale z wiekiem mogą te skrajne poglądy łagodzić i zawrzeć kompromis z rzeczywistością, a to może oznaczać, że np PiS stanie się dla nich zjadliwy.
Ale tak czy owak, zgadzając się, że PiS obecnie jest w stanie mniej elektoratu mobilizować niż choćby 2 lata temu – problemem jest opozycja, która w obecnym wydaniu raczej potencjalny elektorat demobilizuje. I tu wyjątkiem jest wspominany przez Pana Hołownia.
Pisałem już na tych łamach, że kiedyś wsparłem ruch SH, kiedy był najpoważniejszym kontrkandydatem Dudy, finansowo.Parę złotych na kampanię wyborczą.
Chociaż na tym się mój wkład skończył, to SH (a pewnie jego sztab) conajmniej raz w tygodniu informuje mnie o swoich działaniach, swoich planach i komentuje bieżącą politykę – ot ostatnio o wycofaniu pomysłu by sprzedawać las.
Jeśli ktoś ma szansę wygrać, to on.
Mnie też ze wszystkich analiz wynika, że ruch i partia Polska 2050 ma na opozycji największe szanse. Jest tam sporo rozsądnych ludzi – jeżeli sam SH nie popełni grzechu pychy, ma szansę, której nie chciała wykorzystać PO – zreformowania Polski w kierunku nowoczesnego, demokratycznego państwa prawa, zapewniającego obywatelom stabilne i sprawiedliwe warunki egzystencji.
Bardzo dobry tekst o nas wszystkich, choć chyba lepiej byłoby powiedzieć
połowa tekstu (nie w sensie, że o połowie społeczeństwa, ale o połowie
problemu). Problemem jest chyba rodzaj politycznej krótkowzroczności i
„narwaństwa”, które nas akurat cechują chyba „od zawsze”. Bardzo dobrze
zarysowano błędne koło/kulę, której biegunami są naiwności rządzonych i
populizm rządzących. Nie podzielam jednak „optymizmu” Autora wyrażonego w
ostatnim słowie tekstu. I nie chodzi mi tu o aktualia; tj. PiS i
opozycję („opozycję”?). My tę lekcję przerabiamy od wielu lat i na pewno
doczekamy się jej nowej odsłony. Mnie się kiedyś wydawało, że ludzie są
w stanie kupić jakieś dłuższe rozumowanie, np. o związku z produkcji
pieniędzy/tytułów i np. inflacji (w tym inflacji w sensie „wycierania
się” rozmaitych wartości). Dziś myślę, że to iluzja.
Bardzo dobry tekst; „Jeżeli utrzymujemy zasadę wyłaniania władz w wyborach
powszechnych, to zawsze tych słabszych, tych biedniejszych będzie więcej
i to ich reprezentanci lub ci, o których ludzie tak będą myśleć wygrają
wybory.” I to jest właśnie istota sprawy. Nieusuwalna. M.in dlatego, że nie da się tym biedniejszym wytłumaczyć, ze otrzymaną dziś forsę zeżre jutrzejsza inflacja. a jak tym bogatszym zaczną coraz więcej zabierać, to część z nich zwieje z kraju, a pozostali zbiednieją i nie będzie już komu zabierać. To takie błędne koło/kula, na której biegunach są naiwność i nasze „jakoś to będzie” rządzonych oraz populizm rządzących. Można dyskutować na temat winnych tej sytuacji, ale to jej nie zmieni. Między totalitaryzmem, a demokracją tak dużo miejsca nie ma. Demokratyczna Grecja jest jakby trochę biedniejsza od autokratycznych Chin czy Płd. Korei. To,oczywiście również wpływ różnic mentalności, ale i przed wojną najszybciej rozwijały się Włochy i Niemcy. Koniec tego rozwoju był wprawdzie fatalny, ale to przecież gorsze (szczególnie Niemcy) nacje. A nam się uda! Tak więc ostatnie słowo tekstu wydaje się nieszczególnie uzasadnione.
Czy ma Pan na myśli to „niedoczekanie'” ?
Ja wiem, ze to słabe ale nic więcej (wiek) zrobić nie mogę jak tylko to, że wyrażę nadzieję, że stanie się coś nieprzewidywalnego – rola przypadku w polityce jest ogromna – wiem coś o tym i Jarosław się przewróci jak to już raz się w 2015 roku się zdarzyło. Tak na zimno to wyborów przyspieszonych czy w normalnym terminie nie przegra i wtedy dokończy budowy satrapii z nim jako satrapą w roli głównej. Jedyna dla mnie pociecha, ze pewnie tego nie doczekam…
>…takie działania zmierzające do poprawy biedniejszej części społeczeństwa, poprawy za pieniądze
>ściągnięte od tych bogatszych są słuszne i sprawiedliwe jest wartością uniwersalnllą.
>Tak jest wszędzie w cywilizowanym świecie…..
Logiczne??? Oczywiście, że logiczne. Ale nie w całym cywilizowanym świecie tylko w polskim matryksie.
Skandynawia była o wiele biedniejsza i głodniejsza od Polski ale sama wyciągnęła się z biedy na tyle skutecznie, że nad Wisłą jest do dziś symbolem dobrobytu i „państwa opiekuńczego”. Tymczasem idea, że to bogaci mają płacić za dobrobyt biednych była i jest tam zupełnie obca. Autor nie musi dowierzać anonimowej skrybie – niech lepiej zapyta kolegę po piórze red. Koraszewskiego o znaczenie dwóch szwedzkich porzekadeł: „Alla måste dra jämt” oraz „alla måste göra rätt för sig” (czyli „wszyscy muszą ciągnąć po równo” oraz „każdy musi zarobić na siebie”). Szwedzcy ekonomiści (tacy jak słynny Wicksell albo para Rehn-Meidner) rozumieli, że dobrobyt bierze się z pracy i wysokiej produkcyjności. System podatkowy ma być instrumentem zapewniającym 1) wystarczającą ilość środków na realizację państwa dobrobytu i 2) eliminującym z rynku nisko produkcyjne miejsca pracy oraz stymulującym rozwój technologiczny. Skandynawowie świetnie rozumieli, że przerzucenie podatków z biednych na bogatych nie zapewni wystarczającej ilości środków do realizacji założonych celów. Dlaczego??? Ubezpieczenia polegają na składce wszystkich ubezpieczonych w zależności od sposobu użycia systemu a nie w zależności od zamożności klienta. Czy można sobie wyobrazić system ubezpieczeń AC i OC opłacany jedynie przez posiadaczy drogich samochodów i bez uwzględniania ilości przejechanych kilometrów podczas gdy posiadacze rzęchów (czyli 90% pojazdów na polskich drogach) byliby ze składek zwolnieni dla społecznej sprawiedliwości???? Czy myślicie, że jest inaczej w wiecznie niedofinansowanej polskiej służbie zdrowia???Słowo składka jest dla Skandynawów kluczowe w kontekście podatków bo przecież chodzi o finansowanie serwisu społecznego (drogi, szkoły, szpitale, policja), z których biedni korzystają w przeważającej większości. Skandynawowie pierwsi zrozumieli, że potrzeby są tak duże, że jeśli wszyscy nie będą płacić, każdy za siebie, to nie starczy środków. W Polsce lewica (i autor też) wiele opowiada o konieczności progresywnego opodatkowania. Tymczasem w Skandynawii ta część podatków, która opłaca „składki” realizowana jest „od zawsze” przez podatek……liniowy (w Szwecji średnio 32% a więc wyższy niż najwyższy próg podatkowy w Polsce (średnio bo w bogatych okręgach podatkowych płaci się… mniej a biednych….więcej). Tak, bogaci i bardzo bogaci płacą dodatkowy podatek znacznie zwiększający ich obciążenie podatkowe, ale te pieniądze z założenia nie idą na wydatki „opiekuńcze” – bo te, z założenia, mają być opłacone jedynie przez podatki-składki. Dziwi mnie, że te skandynawskie prawdy odkrył w Polsce dopiero PIS ze swoim Polskim Ładem – za dobrobyt ludzie muszą zapłacić sami a nie liczyc na państwo. Problem w tym, że zwiększenie opodatkowania nie jest ani powszechne (biedni mają być zwolnieni z obciążeń) ani związane ze zwiększaniem produkcyjności przez wszystkich. Biedni będą dostawać marginalnie więcej serwisu, za który nie będą musieli płacić a przyciśnięte zostaną jedynie małe, marginalnie opłacalne „przedsiębiorstwa”. Za dziurę podatkową zapłaci głównie UE więc Polski Ład jakoś dojedzie do kolejnych wyborów zanim pieniądze nie zostaną ostatecznie przejedzone. Zwiększona produkcyjność ponownie okaże się mirażem, tak jak to było z peerelowskimi „planami” i gierkowskim „rozmachem”. Nieruchawe z definicji państwowe „czebole” nie będą żadnymi kołami zamachowymi gospodarki bo ich celem nie jest walka o przetrwanie na konkurencyjnym rynku, tylko utrzymywanie klienckiego zatrudnienia, przeważnie w bizantyńskim modelu „rodzina na swoim”. Podobnie, celem administracji nie będzie organizacja nowoczesnej rynkowej infrastruktury ale zapewnianie gwarantowanego bytu stale rosnącej armii klientów politycznych, o ile możliwości, też w modelu „rodzina na swoim”. Po okresie stosunkowo szybkiej modernizacji Europy Wschodniej, głównie za pieniądze niemieckich i brytyjskich podatników, stoimy na starcie nowego globalnego wyścigu, do którego kraje byłej komuny zupełnie nie są przygotowane a nasz sposób podejścia do modernizacji (typowy dla myślenia autora) niemal gwarantuje, że nie tylko nie zbudujemy opiekuńczego państwa ale, że odstęp od Europy Zachodniej zacznie się powiększać na nowo.
A to mi się dostało !
Ale nie tak do końca i zaraz to wykaże
W tym co dotyczy krajów skandynawskich trzeba dodać jeszcze jedną zmienną – to są kraje protestanckie. W protestantyzmie zupełnie inaczej kształtowane są postawy do pracy niż w katolicyzmie. Tam jest przesłanie mówiące o tym, że bóg pomaga tym którzy chcą sami sobie pomóc pracując, w katolicyzmie nacisk jest na modlitwę a nie pracę. To dlatego już ponad 100 lat temu sformułowano tą prostą zależność, ze kraje protestanckie są bogate a katolickie biedne i coś nadal jest na rzeczy.
Dodatkowym czynnikiem stała się ropa naftowa – bogactwo naturalne na które Skandynawowie nie zapracowali a odkryli ale pewnie bóg tak chciał.
Pełna zgoda co do końcówki tekstu – myślę tak samo a może mocniej
Pozdrawiam.serdecznie
Panie Zbigniewie,
Ropa w Danii, Szwecji, Finlandii!?
Widziałem Norwegię zanim im trysło. Nie był to biedny kraj. Może nie aż tak bogaty jak Szwecja, czy Dania, ale bogatszy niż Finlandia. Zresztą różnice poziomów wewnątrz ówczesnej wspólnoty skandynawskiej – taka lokalna UE – nie były zbyt duże.
Chętnie bym z Panem się posprzeczał w sprawie podatków, lecz już nie ogarniam tego co chętnie bym robił. Pozwolę sobie przytoczyć to co powiedział Churchill. A mianowicie, że wiara w to, że można osiągnąć dobrobyt przy pomocy podatków jest taka sama jak wiara w to, że stojąc w wiadrze, można się wznieść, ciągnąć do góry jego uchwyt.
Pozdrawiam serdecznie.
Gdyby sukces Skandynawii wyjaśniał jedynie luteranizm a nie logiczne (i praktyczne) wnioski wysunięte ze skrajnej biedy panującej tam jeszcze gdy w Polsce „szalał” pozytywizm to jak wyjaśnić sukcesy historycznej katolickiej Wenecji albo dzisiejszego Veneto czy Lombardii albo niemieckiej ultrakatolickiej Bawarii??? Oczywiście nie przyjmuje Pan do wiadomości tego co zrozumiał (i od razu przekręcił) PIS ze skandynawskiego podejścia do dobrobytu. Kosztuje on tak dużo, że nawet odebranie bogatym wszystkiego, jak sobie to wyobrażali bolszewicy, nie starczy na polepszenie losu biednych. PIS proponuje podwojenie wydatków na zdrowie do 7% BNP co już przeraża rzesze tych co zapłacą. W Skandynawii na zdrowie wydaje się tymczasem 12-14% BNP. Tu nie pomoże modlitwa tylko sięgnięcie do obywatelskich kieszeni, tyle że w Skandynawii wszyscy rozumieją, że służba zdrowia musi ich kosztować i płacą wszyscy (tak jak w Polsce wszyscy kierowcy muszą płacić AC i OC) a w Polsce, w pisowskim ładzie jedni mają płacić a drudzy mają dostawać. Coś jakby według reguły, która według Pana ma panować w całym cywilizowanym świecie. Pan Skalski już zwrócił uwagę, że ropa naftowa trafiła się tylko Norwegii, podczas gdy dobrobyt biednych Szwedów budowały Electrolux i Ericsson a dobrobyt jeszcze biedniejszych Finów Nokia (która zaczynała od produkcji kaloszy). Norwegia, o czym Pan nie wie (albo zapomina), nie przejada dochodów z ropy naftowej. Te pieniądze odkładane są w specjalnym funduszu. Podczas gdy Norwegowie płacą za swój dobrobyt (szkoły, zdrowie, sprzątanie etc.) tak jak wszyscy Skandynawowie, w Polsce rozmawia się o zwolnieniu jak największej części dochodów od podatku. PIS obiecuje zwolnienie od podatku dochodów do 30K PLN. Charakterystyczne, że inspiracji szukamy tu również w Skandynawii. Parę lat temu na dowód, że tak wysokie dochody mogą być nieopodatkowane podawano przykład Finlandii, gdzie dochody miałyby być zwolnione od podatku do wysokości 50K euro. Istotnie, podatek państwowy pobierany jest w Finlandii i w Szwecji dopiero od dochodu powyżej 50K euro. Ale zapomniano wyjaśnić Polakom oczarowanym takim systemem, że w Skandynawii państwo NIE PŁACI za służbę zdrowia, za szkoły, za pomoc społeczną ani opiekę nad emerytami (ani za wiele innych rzeczy). Te wydatki pokrywane są z liniowych lokalnych podatków PIT w wysokości od 29 do 36% (w zależności od regionu Szwecji) a tu o żadnych zwolnieniach dla mało zarabiających nie ma mowy. Wracając do pańskich uwag o (rzekomej) roli dochodów z ropy naftowej warto pamiętać, że podczas gdy Norwedzy zrobili wszystko by je odizolować od swojej gospodarki, to w Polsce kiedy parę lat zaświeciła perspektywa nagłego wzbogacenia się dochodami z łupkowego gazu ziemnego zarówno rząd jak i ówczesna opozycja z miejsca zaczęły się dzielić się marzeniami jak miałyby one wpłynąć na zwiększenie polskiego dobrobytu. Jak te dochody miałyby zostać użyte dla zwalczania polskiej biedy deus ex machina. Nikt nie zastanawiał się jakby użycie tych dochodów w „zbożnym celu” wpłynęło na konkurencyjność (i tak słabo konkurencyjnej) polskiej gospodarki. Mając do wyboru model norweski, w którym społeczeństwo samo płaci za swój dobrobyt, i model saudyjski, w którym za dobrobyt społeczeństwa płaci państwo wybrano bez namysłu właśnie model saudyjski. OK, może to przez katolicyzm choć mnie się wydaje, że dla saudyjskich pieniędzy równie dobrze przeszlibyśmy i na islam. Ale takie podejście nie przybliży nam ani dobrobytu ani społecznej sprawiedliwości. Nie twierdzę, że model skandynawski nie ma swoich wad, ale sprawdził się doprowadzając zarówno niezniszczoną wojną Szwecję jak i wyniszczoną wojną biedną, nie posiadającą oprócz drewna żadnych zasobów Finlandię do dobrobytu (za czasów carskich Finlandia była o wiele biedniejsza od Królestwa Polskiego). PIS zrobił jeden racjonalny krok na przód stwierdzając, że na zdrowie (i inne cele) trzeba wydawać przynajmniej dwa razy tyle co uprzednio zamiast przejadać pieniądze, Opozycja powinna przypilnować by ciężar tego przedsięwzięcia był rozłożony po równo i by w pogoni za środkami na ten cel gospodarka była nakieowana na zwiększanie produkcyjności w oparciu o rynkową konkurencyjność zamiast marnowania miliardów na dotacje dla „słusznych”, „strategicznych, itp. t.j. państwowych przedsięwzięć (ile można by zrobić za miliardy wkładane corocznie w kopalnie węgla???)
No to teraz się porobiło. Dyskutujemy o szczegółach, o tym czy taki próg czy inny, o tym kto ma płacić więcej a kto mniej i od czego to powinno zależeć. To jest dyskusja merytoryczna a Polski Ład jest programem politycznym . Jego jedynym celem jest wygranie, przyspieszonych wyborów i utrzymanie się u władzy ekipy, która wie ze jej – władzy – utrata oznacza koniec świata, koniec profitów, procesy i wyroki (a jest za co).
Dlatego prezes obieca wszystko, każdą bzdurę byleby była to taka bzdura, którą „suweren” kupi.
I dlatego też, zgadzając się z wieloma tezami a z wieloma nie nie będę polemizował, to są różne światy.
Oczywiście wiem, że ropa przydarzyła się Norwegom, wiem też jak mądrze postępuje władza z tymi pieniędzmi – to pochodna od kultury protestantyzmu i tego jak tam postrzega się świat i to co może ale i powinien robić człowiek, każdy człowiek
Czy po tej propagandowej chucpie pt. PŁ nie pozostanie jedynie zaczyn do dyskusji o po-pisowskiej Polsce? Czy jednak przyniesie ona coś dobrego i potrwa wystarczająco długo?
Testujemy, kolejny raz, reaktywność opozycji (czy epitet tak zwanej nie jest tu zasłużony?).
Mętna idea o ukrytych intencjach (wyborczych?), powstała jak zwykle w tajny sposób, za to wspaniała przykrywka na ewentualne rozliczenia reżimu za calokształt, wzmocniony śmiertelnością pademiczną itd.
Media rozbierają temat na wszelkie sposoby, a ktoś czytał projekty ustaw, które przecież nie istnieją?
Ale szum jest, żle czy dobrze, byle z nazwiskiem. Straszne.
Pod koniec dnia robię przegląd materiałów medialnych. Natrafiłem na nowe objawienie polityczne. Człowieka, który swoje kamienne pięści i takiż spiżowy charakter polityczny starannie przed nanmi ukrywa. Czasami jednak, w chwili szczerości uchyla rąbka tajemnicy. Duża sprawa…
https://natemat.pl/355377,rozbrajajaca-wypowiedz-andrzeja-dudy-prezydent-musi-byc-twardy
Prezydent Andrzej Duda jest doskonale dopasowanym elementem budowy państwa opartego na woli politycznej a nie na prawie.
W tym państwie liczy się tylko wola polityczna prezesa rządzącej partii – powiedział to wprost Jarosław Kaczyński w wywiadzie w którym stwierdził, ze decyzję o majowych-kopertowych wyborów podjął on a nikt inny. To jest ta „kropka nad i” – wiedzieliśmy to wszyscy ale dowodu nie było. To, że prezes tak powiedział odbieram jako dowód na to, że prezes już czuje się satrapą, rządzi on i tylko on a wszyscy inni, jakiś prezydent, jakiś premier, jakaś marszałek sejmu o pozostałych ministrach nie wspomnę to tylko figurki do przestawiania na szachownicy wedle woli prezesa.
Najbardziej smutne jest to, że i prezes i prezydent ale i minister sprawiedliwości i prokurator generalny, minister oświaty i nauki są prawnikami. Dyplom ukończenia studiów prawniczych, nawet na dobrych uczelniach, nawet doktorat z prawa – nie jest żadną gwarancją przestrzegania prawa i konstytucji…
Tak to się porobiło, że trudno będzie posprzątać ten bałagan