Marek Jastrząb: Medytacje o rozlanym mleku3 min czytania

()

02.06.2021

Powiada się, że przed ciągniętym na egzekucję pojawia się niewidzialna przestrzeń, uniemożliwiająca powrót do przeszłości. Jednak powrót ten nie ma bezpiecznej formy. Przybiera skale, poziomy i zakresy jeszcze zamglone, a już nieosiągalne, jeszcze rozświetlające mrok, a już nasączone jadem pesymizmu, bezapelacyjnością, syndromami przedwczesnej rejterady z życia, ucieczki, która nadaje rzeczywistości – nowy sens.

Mój wzrok, rozjarzony gasnącymi zmysłami, odsłania przede mną porzucone chwile zdziwień, które, stwierdzam, kiedyś należały do mnie i dawno temu były moim nieupozowanym paktem ze światem. Mówię więc sobie, że jestem teraz uosobieniem prochu: wierzę w nadzwyczajność swojej znikomości, w bycie pyłem, którego tragedia polega na biologicznej degradacji; za każdym razem, gdy zabieram się za szukanie najświeższych wiadomości, czynię to z lękiem. Szczególnie ostatnio, czytając powiadomienia o śmierci ludzi wyciskających na mnie piętno.

Czynię to z obawą, bo nie wiem, co znajdę. W zastraszającym tempie ubywa mi znany świat, a na dodatek, razem z nim, obumierają we mnie – oczekiwania i mam wtedy wrażenie, iż za często odchodzą ludzie szlachetni, a na opuszczone po nich miejsca, wskakują komiczne figurki z koszmarnych kreskówek; wymykają się z istnienia takie potęgi, jak Kapuściński, Herbert, Lem, Gombrowicz, a zamiast nich gramolą się na piedestały i drabinki skwaśniałe pokurcze i hucpiarskie fachury od oceny ich dorobku.

Lecz są i tacy, którym żaden wyrok, żadna tragedia, nie przeszkadzają dobrze się trzymać i być notorycznie zadowolonym z całokształtu swojego postępowania. Odwrotnie, od im większego kociokwiku się opędzają, tym bardziej chcą go sobie chwalić.

Wtedy pociechą dla nich jest wiara w to, że na sumieniu nie mają wyrzutów, na co dzień kierują się natchnieniami, dążą do celów, o których w gruncie rzeczy nic nie wiedzą, a cele te prowadzą ich do wrażeń o niejasnym przeznaczeniu. I w tej osobliwej aureoli trwogi, przychodzą do ich głów spóźnione obrazy uchodzącego świata. Potem uprzytamniają sobie, że nie ma nic żałośniejszego, aniżeli widok dowcipnisia bez powodu; swoim upiornym optymizmem, nieszczerą postawą i słowotokiem głuszca, wyprowadzają w szczere pole niejednego wyznawcę realizmu. A gdy „zaniepokojeni zatroskani”, zostawiają ich w zaciszu szaleństwa, odczuwają, że stosowane przez nich metody rozwiązywania problemów są starym zwiastunem wiary w to, że nie wydobyte na jaw marzenia, zostaną odwzajemnione bez nich. Lecz również i o tym wiedzą, że choć są odporne naprawdę, to i tak nikt rozsądny nie zechce trudzić się ich zrozumieniem.

Rankiem, gdy wstają, wolniutko dochodzą do pełni władz umysłowych. Natomiast w niespiesznych obrzeżach południa zaczynają się u nich odwrotne procesy: odchodzenia od zmysłów. I te procesy martwią ich na dłużej, bo razem ze świadomością, dociera do nich pytanie o to, kim są de facto. Stwierdzają więc, że ich ciemnogrodzka wiara w przyszłość wcale nie ma umocowania w rzeczywistości. Kątem jaźni wyczuwają, że uczestniczą w grze o niewyjaśnionych zasadach, że nawet w środku nocy, wyrwani z krzyków, demonstrują, że jest im bardzo nieźle, wstrząsająco świetnie, niczego nie chcą i niczego nie żądają, na wszystko się godzą, przy czym bucha z nich wręcz obrzydliwa pewność, że to, o czym bzdurzą, jest zgodne z tym, co się o nich sądzi.

Marek Jastrząb

Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

źródła obrazu

  • jastrzab: BM

One Response

  1. Waldemar Korczynski 02.06.2021