Zbigniew Szczypiński: Czyja jest Polska?4 min czytania

()

11.06.2021

Nie da się uciec od rzeczywistości (bo rzeczywistość skrzeczy). To, co dzieje się na polskiej scenie politycznej, tu i teraz, nie pozwala na żadne subtelne analizy dotyczące relacji podstawowych wartości i kategorii społecznych. To nie ten czas, teraz trzeba wypowiedzieć się na tematy bieżącej polityki.

Wszyscy pamiętamy nocne wystąpienie Jana Olszewskiego odwoływanego z urzędu Prezesa Rady Ministrów (funkcja premiera pojawiła się później) i jego dramatyczne pytanie – czyja ma być Polska?

Nie jaka ma być, a czyja – ten wybór Janowi Olszewskiemu wydawał się podstawowym dylematem tamtego czasu. Przypomnijmy – to były pierwsze lata nowej Polski, z prezydentem Wałęsą, z całą armią ludzi demokratycznej opozycji z czasów PRL w rządzie, parlamencie, wszędzie.

Minęło dwadzieścia lat i problem czyja ma być Polska został rozwiązany. Rządzą ludzie, którzy nie mają żadnych wątpliwości – Polska jest ich, dobrych panów, wiernych żołnierzy Jarosława Kaczyńskiego, o którym mówią Naczelnik, przywołując postać Józefa Piłsudskiego.

Mamy kryzys demokracji, światowy zresztą. Takie jest podstawowe przesłanie nowej administracji amerykańskiej, z którą nasze władze nie mają żadnych relacji. Wsłuchując się w to, co mówią nasi przedstawiciele rządu, co robi i mówi prezydent Duda odnoszę wrażenie, że czekają oni na powrót Donalda Trumpa – a prezydenta Bidena postrzegają jako wypadek przy pracy, po którym powrócą silne rządy silnego człowieka.

Do różnych kategorii demokracji, demokracji z przymiotnikami – a to demokracja ludowa (sprzeczność logiczna), a to demokracja liberalna doszła nowa – demokracja wyborcza. Demokracja wyborcza to taki stan, w którym odbywają się wprawdzie wybory, ale warunki, w jakich się one odbywają są zaprzeczeniem porządku demokratycznego.

Polska to przykład takiego kraju. Wybory się odbywają, ale nie są przestrzegane elementarne zasady demokracji – patrz przykład ostatnich wyborów prezydenckich i roli telewizji z nazwy publicznej i całkowicie nieuprawnioną aktywność premiera i całego rządu po stronie jednego z kandydatów. Takich przykładów niedemokratycznego porządku wprowadzanego przez władze wyłonione w wyborach powszechnych jest w naszym kraju bardzo wiele. Od likwidacji Trybunału Konstytucyjnego, upolitycznienia całego wymiaru sprawiedliwości, przejmowania mediów na czele z Telewizją Polską, ograniczania – wszędzie, gdzie się da – samorządności, do całkowitego upolitycznienia szkolnictwa i kultury.

To najbardziej znane przykłady, można wejść w głąb i pokazać tego znacznie więcej.

To, co powyżej całkowicie wystarczy, aby postawić tezę, że jesteśmy tuż przed nowym etapem budowy państwa autorytarnego, jak nazwał nas i Węgrów prezydent Obama. Ten nowy etap to zmanipulowanie wyniku wyborczego, gdyby okazał się on niekorzystny dla władzy. Czy naprawdę możemy być pewni, że ta grupa, która tyle razy złamała Konstytucję, która stale demonstruje postawę – Polska jest nasza a wam wara – powstrzyma się przed oszustwem wyborczym, gdy zajrzy jej w oczy widmo utraty władzy i poniesienia odpowiedzialności za delikty konstytucyjne i zwykłe przestępstwa urzędnicze?

Ja nie mam żadnych wątpliwości – gdy przyjdzie taka chwila, zrealizuje się po latach znane powiedzenie Józefa Stalina – nieważne jak kto głosuje, ważne kto głosy liczy.

O marszałku Terleckim powiedziano już wszystko: to, co mówi Terlecki jest tym, co myśli Kaczyński. Zapowiedź poddania pod glosowanie wniosku opozycji o odwołanie Terleckiego z funkcji wicemarszałka Sejmu odbieram jako sygnał – PiS ma już pewność, że wniosek upadnie, że rządzący obronią marszałka pokazując opozycji środkowy palec mówiąc, jesteśmy demokracją a wy przegraliście kolejne starcie.

Za taką tezą przemawiają wszystkie głosy przedstawicieli rządu i rządzącej partii, które pogłębiają sens wypowiedzi marszałka Terleckiego. To nie był wybryk jednej osoby, to postawa całej partii rządzącej. Myślę również, że Jarosław Gowin po raz kolejny pokaże swoją elastyczność i nie dołączy do tych, którzy zagłosują za odwołaniem Ryszarda Terleckiego.

To pierwsza linia frontu politycznej wojny. Na zapleczu, co nie znaczy, że to mniej ważne, minister Czarnek wprowadza zmiany w lekturach szkolnych mających budować światopogląd młodego pokolenia, zwiększając obecność tekstów Karola Wojtyły i znanej kiedyś pisarki Kossak-Szczuckiej oraz likwidując samodzielność szkół, które mają być całkowicie podporządkowane administracji rządowej.

To jest wojna w długim horyzoncie czasowym, to jest wojna o wychowanie nowego Polaka na miarę wyobrażeń prezesa.

Sześć już lat Gliński i Czarnek, których prezes powołał na ważne stanowiska rozwalają fundamenty świadomości Polaków. Nowa polityka historyczna ma cofnąć nas do XIX wieku; do świata, którego już nie ma.

Ale to jest świat rządzącej nowej elity, elity wyłonionej w wyniku wyborów. Świat urojony, ale coraz bardziej realny.

To gorzka puenta, ale innej być nie może.

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

4 komentarze

  1. slawek 11.06.2021
    • z.szczypinski@chello.pl 12.06.2021
      • slawek 12.06.2021
        • z.szczypinski@chello.pl 12.06.2021