14.06.2021

Działania obecnych włodarzy, przypominają naukowca, który obciąwszy pchle nogi, na próżno prosi, by skakała. Z czego wysnuwa wniosek: po amputacji kończyn, pchła głuchnie.
*
Słowo o przypowieści: JA CI CHLEBEM, A TY WE MNIE KAMIENIEM.
Naprzeciw siebie stoją diabeł i anioł. Diabeł ma w ręku kamień, anioł – chleb. Z tym że kamień jest o niewielki, a chleb ma rozmiary młyńskiego koła. Jak się takim bochenkiem gwizdnie w ucho, to od razu widać, po czyjej stronie jest racja.
*
Odczuwamy coraz silniej, a reagujemy coraz mniej, bo nie ma w nas zapotrzebowania na subtelność. Czujemy się jak dumne i blade herosy, bo poruszyliśmy tapetowy TEMAT i nikt na nas nie nakrzyczał. Pozostajemy więc moralnie usprawiedliwieni, że odfajkowaliśmy swoje święte oburzenie i nadal możemy raczkować w glorii człowieka odważnego i mamy gwarancję, że nikt nie zareaguje na nasze protesty, gdyż nie w tym rzecz, by coś zmienić, ale by mleć jęzorem.
Tak czy owak, mamy ubaw po samą grdykę, że tylko się usmarkać z radochy; jesteśmy kryci z obu stron, bo – nie wychylając się zbytnio – mówimy o faktach i dowodach, a jednocześnie wiemy, że są głosami tak skutecznymi, jak puszczenie bąka w upojną noc.
*
Jakkolwiek zdajemy sobie sprawę, że agresje, znieczulice i zawiści zataczają szerokie kręgi i towarzyszą ludzkości od początków ziemskiego padołu, to przecież z każdym dniem obserwujemy nasilenie się rozmiarów tych zjawisk.
*
Odraza do wymiany racjonalnych argumentów, liczne spory ideowe prowadzone językiem wulgarnym i napastliwym, są przenoszone do naszych domów. Wędrują pod strzechy, a z telewizyjnych sprawozdań i sejmowych wiadomości, zwykli obywatele czerpią wzory do naśladowania.
*
Tych, którzy są świadomie głupawi, jest mrowie, tych, co się oburzają na chamstwo, jest garstka. Grupka lękających się pobicia lub zbluzgania, która woli międlić w sobie przekleństwa – szeptem.
*
Złe przeczucia przed narażeniem się partyjnym przeciwnikom są uzasadnione, szczególnie wtedy, gdy zna się dyspozycyjność policji, opieszałość i nieskuteczność sądów, gdy uświadamiamy sobie, że mamy popsute i pobłażliwe prawo: litościwe dla przestępcy, bezduszne i restrykcyjne wobec ofiar.
*
Niedocenieni przez Historię, odrzuceni w intratach, zaprotestowali. Korzystając z nadarzającej się okazji do pokazania się z lepszej strony, tryumfalnie wchodzą na miejsca niegdysiejszych beneficjantów.
Niestety, jak każdy sukces musi być okupiony ciężką pracą, tak i należenie do uprzywilejowanej grupy, wymaga spełnienia określonych warunków. Jednym z nich jest działanie oparte na wiedzy. Znajomości realiów współczesnego świata. Świata bogatego w kulturową różnorodność i zrozumienie zachodzących w nim procesów.
*
Człowiek stale poszukujący, lecz nie za często odnajdujący, podwójny, lecz jednolity, wieloraki, lecz prosty, ezoteryczny, lecz materialny, jest dziełem Przyrody. Spirala wzrostu człowieczej świadomości jest zależna i wyznaczalna poziomem wiedzy. To przez jej niedostatek nie potrafi przebrnąć, to ona wyznacza mu egzystencjalne ograniczenia i wyrządza poznawczą krzywdę.
*
Nauka doinwestowana i oświata opłacalna, wynalazczość przynosząca wymierne korzyści, byłyby to nader szkodliwe pomysły na państwowy dobrobyt, pomysły samobójcze, bo na cóż wtedy byśmy narzekali? Gdzie by się podziało pokazywanie nas palcami, szydzenie z naszej ciasnoty umysłowej? Jak, przy wzroście świadomości społecznej, w otoczeniu ludzi światłych, mielibyśmy utrzymać jaskiniowe przekonania na tematy takie, jak Historia? Gdzie by się podziało wmawianie nam, że jesteśmy narodem nieudaczników, patałachami skazanymi na niepowodzenia, na wieczne rozpamiętywanie klęsk, drwinę z naszej ciasnoty umysłowej, ksenofobii? Jak, przy wzroście świadomości społecznej, w otoczeniu ludzi światłych, mielibyśmy utrzymać troglodyckie zapatrywania na temat, np. Ewolucji? I najważniejsze: czy przy rozgarniętych obywatelach możliwe byłby nieustająco złe scenariusze reform?
*
Wszystkim nam zależy, by nasz kraj był coraz piękniejszy. Kierowany przez ludzi mądrych, a nie przemądrzałych. Wrażliwych, lecz nie – przewrażliwionych. Mam dosyć mętnych obietnic bez pokrycia w rzeczywistości. Dożywotnich karierowiczów. Landrynkowych wizjonerów nieokreślonego jutra. Politycznych zawirowań. Nierozsądnych postanowień. Karuzeli stanowisk. Prawa oznaczającego bezprawie.
Chcę znaleźć umiejących sprawić, by żyło się w nim mądrzej, a każdy mógł wreszcie powiedzieć, że jest u siebie. Że naprawdę walczymy z biedą, jesteśmy bezpieczni na ulicach i w domu, nie martwimy się o pracę, mamy czas na wychowywanie dzieci i zlikwidowaliśmy biurokratyczną ignorancję.
Chcę doczekać do poważnej dyskusji o tym, co należałoby poprawić. Celowo mówię „poprawić” a nie – zburzyć, zniszczeć, rozpocząć jeszcze raz, czyli zmienić w coś na kształt ponownego odkrycia Ameryki. Wynalezienia bardziej okrągłego koła.
W zmianach bowiem przejawiamy niezdrową i szkodliwą skłonność do archaicznego nowatorstwa; mamy ciągoty do wiecznego udoskonalania tego, co już jest dobre, sprawdzane i przynosi efekty. Specjalizujemy się w cyklicznych wymianach koncepcji, szumnych zapowiedziach i marnych efektach, czyli w otwieraniu dawno otwartych drzwi i mnożeniu planów. Przeważnie chcemy zdyskwalifikować wszystko, co było stare i rozpocząć od nowa. Jednak niektóre poprzednie i już wypróbowane rozwiązania należałoby zachować. Słowem, brakuje nam ducha kontynuacji, a cierpimy na nadmiar uzdrowicieli.
*
Czekając na łatwiejsze dni, może nie warto wspominać minionych; czas pędzi nie w tę stronę, co my i choć się nam wydaje się, że jesteśmy w stanie pokierować nim, ulegamy złudzeniu. Bo złudzeniem jest myśl o nieskażonych powrotach do tego, co przeszło, ponieważ jeśli nawet nastąpi cud i nagle stanie się tak, jak sobie wymarzyliśmy w najśmielszych snach, rzeczywistość będzie miała już dla nas inną formę i czego innego będziemy od niej oczekiwać.
*
Nie wszyscy ulegli dominacji idiotów i nie każdy dał się zauroczyć tandetnym gustom dyktatorów umysłowej nędzy! Jeszcze są ludzie wrażliwi! Nadal istnieje piękno, film, książki, muzyka, malarstwo, chodzimy do teatru.
Nasze obecne mody i rankingi, oglądalność i pozostałe wciórności, wkrótce zaczną wyciągać kopyta i zdychać na potęgę, jak szczury w „Dżumie”. Obecni troglodyci brykną w niebyt, a większość z nich wejdzie do szpar i na powrót stanie się bezkresną małością.
Ale co tu gadać o wyciąganiu wniosków z Historii! Cmentarny duch obstrukcyjnych czasów znany był dużo wcześniej, gdyż o podobnej inwazji przeciętniaków pisał już sto lat temu Marcel Proust: rozkręcone albo połamane sprężyny mechanizmu odpychającego przestały funkcjonować, przedostawały się tu tysiące ciał obcych, odbierając temu środowisku wszelką homogeniczność, charakter, barwę. Faubourg Saint – Germain, niby stara zramolała matrona, odpowiadało już tylko lękliwymi uśmiechami bezczelnym lokajom, którzy pchali się na salony, pili oranżadę i przedstawiali swoje metresy. (Czas Odnaleziony PIW 1979 str. 928).

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM
