27.06.2021

Słowo „zarobek” stało się fetyszem zaśmiardłego ducha czasu. Usprawiedliwieniem zachodzących wypaczeń. Co wyraźnie widać w trakcie czytania książki Jamesa Gleicka Szybciej. Książki będącej dla ludzi rozmiłowanych w naśladownictwie złych konceptów – uniwersalną wymówką i tłumaczeniem. Ale dla ludzi skupionych na życiu zgodnym z logiką – przekleństwem. Niestety, przekleństwem uświadomionym ZA PÓŹNO. Za nie w porę, gdyż rozpędzonych minut nie można zatrzymać.
Nie można też zatrzymać presji oszalałego pośpiechu. Presji wywieranej przez nasze skomercjalizowane otoczenie. Przez otoczenie wzywające nas do racjonalniejszego wykorzystania czasu.
Poszukiwanie czasowych rezerw stało się więc naszą obsesją. Oszczędniejsze gospodarowanie czasem okazało się jednak rozczarowujące i wiele osób, które uległy tym naciskom, uprzytomniło sobie, że w zamian za ułudne pozyskanie czasu przeznaczonego na rekreację, otrzymało kolejną rekompensatę w postaci wydłużenia dotychczasowej roboty i popadnięcia w jeszcze większy pracoholizm.
Mogliśmy temu rozczarowaniu zapobiec wtedy, gdyby nauka miała przed sobą inne priorytety. Jeśli by koncentrowała się na radykalnej poprawie jakości człowieczego życia, a nie na jego przedłużaniu. A nie na bezproduktywnej pogoni za lepszą wydajnością niewykorzystanych chwil.
Nieraz przywoływany przeze mnie Boy, w jednym z felietonów zapytał wprost, czy nasze życie polegać ma na tym, że człowiek będzie dłużej rąbał w pieluchę i nadal borykał się będzie ze sprawnością w podeszłym wieku. Niestety, pytanie to, mimo opływu lat, aktualne jest wciąż. I pozostanie takim na następne tysiąclecia, ponieważ nauka poszła w kierunku opłacalności.
***** ***
Szukać ze świecą, kredą w kominie zapisać należałoby eksponat naukowca dobrowolnie rezygnującego z pieniężnych korzyści; społeczny, darmowy i bezinteresowny, to współczesny wybryk natury, dziwoląg i podejrzana figura; Maria Curie-Skłodowska, to na tle dzisiejszych – ewenement.
Nawiasem mówiąc, nie ma sensu wytykać naukowych egoistów jeno, boć prawdą jest, że do komercyjnego trendu doszlusowało niejedno pazeranckie środowisko. Choćby sportowe. Niegdyś amatorskie, teraz nastawione na finansowe korzyści. Albo handel obojętnie czym: bronią, papu, szczepionkami.
Ekonomiczne psy ogrodnika opanowały glob i nie ma takiego zakątka Ziemi, gdzie by nie dotarły ze swoim kagankiem oświaty. Mędrcy od zarobku cudzym kosztem, zardzewiałych praw rynku i altruistycznego rozprowadzania jakichkolwiek towarów, poszli po rozum do pustych czerepów i wymyślili, że ich sakiewka poczuje się milej, gdy żywność lub techniczne produkty w rodzaju dobrych laptopów i smartfonów, trafią na śmietnik zamiast do rąk potrzebujących.

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM
