10.08.2021

Przez wszystkie lata rządów Zjednoczonej Prawicy – a właściwie Jarosława Kaczyńskiego – umacniało się we mnie przekonanie, że jesteśmy w rękach szaleńca, człowieka głęboko sfrustrowanego po przejściach związanych z odejściem brata bliźniaka i matki.
Wiele razy pisałem o tym, jak musi się czuć człowiek przeraźliwie samotny, otoczony armią ochroniarzy, którzy osłaniają go wszędzie, nawet w Sejmie. Pisałem, że nikt nie byłby w stanie wytrzymać takiego życia bez popadnięcia w fiksacje, a nawet szaleństwo.
Jako logiczne wydawało mi się, by domagać się od państwa polskiego, aby na wzór choćby Stanów Zjednoczonych publikować coroczny raport o zdrowiu tak ważnej – najważniejszej – osoby w państwie. Skoro taki raport powstaje w kraju o tak ugruntowanej demokracji, jak Stany — przy wszystkich zastrzeżeniach, jakie można mieć do praktyki procedur demokratycznych, choćby związanych z wyborami prezydenta Stanów Zjednoczonych, gdzie nikt kto nie ma kilku a najlepiej kilkunastu milionów dolarów nie ma szans, aby choćby zaistnieć w kampanii wyborczej — to fakt, że konsylium lekarskie bada prezydenta i publikuje treść oceny stanu jego zdrowia szerokiej publiczności przemawia za tym, aby i w Polsce było tak samo.
Pisząc te teksty wiedziałem, że nic takiego się nie stanie, chodziło mi tylko o pozostawienie śladu w społecznej świadomości, tak aby kiedyś ktoś zdołał przeforsować takie praktyki w stosunku do ludzi władających Polską. Kolejne decyzje Jarosława Kaczyńskiego będące mocnym argumentem za tezą o szaleństwie tego człowieka, to wysyłanie „na drzewo” wyroków TSUE, czy Trybunału Praw Człowieka i Obywatela, jawne pogardzanie i odrzucanie wyroków polskich sądów zawsze wtedy, gdy wyrok zapada nie pomyśli władzy, szykanowanie polskich sędziów za wydawanie wyroków zgodnych z prawem, ale niezgodnych z oczekiwaniem władzy, rozpoczynanie szaleńczych inwestycji mających tylko jedną zaletę – pokazania mocy rządzących bez względu na koszty i brak logicznych przesłanek do ich podjęcia – wszystko to można było zrozumieć przywołując szaleństwo głównego decydenta, prezesa Polski, naczelnika itd., itd…
A tu zmiana. Prezes wszystkich prezesów mówi o potrzebie … likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego i wykonaniu wyroku TSUE, o możliwym odejściu od zamachu na TVN i amerykański koncern medialny, negatywnie ocenia całość reformy a właściwie deformy całego wymiaru sprawiedliwości w wykonaniu Zbigniewa Ziobro, ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Poszukiwania większości w sejmie w sytuacji, gdy koalicjanci stawiają warunki trudne do spełnienia przez Prawo i Sprawiedliwość – a więc prezesa osobiście – kupowanie swoich posłów ogromną podwyżką uposażeń poselskich, podwyżką likwidującą z naddatkiem ich obniżkę, którą prezes jednoosobowo narzucił Sejmowi po słynnej wpadce premier Szydło, przyznającej sobie i swoim ministrom bardzo wysokie nagrody, o których miała do powiedzenia tylko tyle, że im się po prostu należały. Teraz, w nowej sytuacji, prezes daje 60% podwyżki, wtedy gdy odmawia się podwyżek plac w sferze budżetowej, gdy nie ma pieniędzy dla personelu medycznego, pracowników urzędów administracji państwowej, nie ma pieniędzy dla nikogo. Dla rządzących są, nawet duże.
To tylko wybrane przykłady świadczące o tym, że to nie szaleństwo a zimna kalkulacja korzyści i strat, jakie trzeba ponieść, aby realizować jedyny i najważniejszy cel, jakim jest utrzymanie władzy. Aby to było możliwe Jarosław Kaczyński musi otrzymać do swojej dyspozycji pieniądze europejskie.
Za takie wielkie pieniądze będzie można kupić swój elektorat trzynastą czy czternastą emeryturą, ogromnymi dotacjami do polskiego rolnictwa, wykupieniem wszystkich niewygodnych mediów tak, aby przekaz do narodu płynął tylko z partyjnej telewizji Jacka Kurskiego. Utrzymanie rządów w takim kraju jak Polska, który stracił swoje znaczenie na arenie międzynarodowej, który zmierza do wyjścia z Unii Europejskiej, gdyby przestała ona odgrywać rolę bankomatu – jest trudne a będzie coraz trudniejsze. Bez unijnych pieniędzy to będzie niemożliwe, dlatego też zmiana w zachowaniu prezesa i podległych mu instytucji.
Jeżeli tak jest — to jest to jeszcze gorsza sytuacja niż ta, która w uzasadnieniu decyzji naczelnika mogła wskazać na szaleństwo i frustracje. Szaleniec musi popełnić błąd, przekroczyć granice szaleństwa, cyniczny, zimny polityk może rządzić znacznie, znacznie dłużej…

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Moim zdaniem to są raczej oznaki schyłku i pewnego zagubienia. Ani zapowiedź pozornych ustępstw wobec UE, ani zachowania wobec Amerykanów w sprawie TVN, ani dzisiejsze wyrzucenie Gowina nie wyglądają na cyniczną, zimną kalkulację. Wskazują na dość desperackie miotanie sie od ściany do ściany. Co oczywiście nie znaczy, że finał tej formacji nie będzie dla POlski kosztowny lub katastrofalny.
To pewnie mniej ważne czy to co się dzieje, a dzieje się, dzieje, jest warunkowane szaleństwem czy zimną kalkulacją i krańcowym cynizmem. Liczy się efekt a ten jest tragiczny. To co się dzieje obecnie wprowadza nas na nowy, wyższy poziom absurdu. Piszę to po komisji na której żadna poprawka opozycji nie przeszła i ustawa Lex Suski będzie za chwilę głosowana. Wszystko wskazuje na to, ze przejdzie. Wchodzimy na naprawdę niebezpieczną ścieżkę z której powrót może boleć
Oni już nie odejdą. Idą śladem PZPR i nic nie wskazuje na to, żeby ten trend miał się odwrócić. Mają już wszystko – prokuraturę, sądy, sejm, prezydenta, policje, wojsko, media wszelkiego rodzaju, poparcie kościoła, poparcie baranów kupione socjalem i postępującą centralizację, przez którą samorządy i niezależne instytucje są co raz słabsze. W myśl zasady, że jeśli nie możesz wroga pokonać to do niego dołącz zacznie działać co raz większa część krajowego prywatnego biznesu (wzorem Solorza). Unia Europejska może tylko odciąć kroplówkę ale i tu można mieć wątpliwości, bo jednak jesteśmy rynkiem zbytu i montownią tym samym trzymając świat zachodniego biznesu w delikatnym szachu – nikt gwałtownie nie zrezygnuje z fabryk w które inwestował ostatnie naście lat, a nasi rządzący potrafią firmom uprzykrzyć pracę. Także bez tragicznego kryzysu gospodarczego i biedy już się pisowców nie pozbędziemy. Liczenie że PiS upadnie po śmierci Kaczyńskiego też są dość iluzoryczne. Po pierwsze może żyć jeszcze wystarczająco długo by przeprowadzić to wszystko co zamierza, po drugie jego następca wcale nie musi być lepszy, a wręcz przeciwnie. Chociaż mam cichą nadzieję że po jego odejściu, wszyscy w Pisie rzucą się sobie do gardeł.