Zbigniew Szczypiński: Nadchodzi polityczne przesilenie, oby nie bolało…

17.08.2021

Wiele zdarzeń i oświadczeń wskazuje na to, że zbliża się kres władzy PiS i Jarosława Kaczyńskiego. To, co normalne w demokratycznych państwach prawa – zmiana rządu i nowy układ sił w Parlamencie prowadzący zwykle do przedterminowych wyborów po sześciu latach rządów Zjednoczonej (do niedawna) Prawicy – nie nastąpi zgodnie z regułami demokratycznego państwa. Stawiam dolary przeciw orzechom, że zmiana władzy w Polsce będzie bardzo burzliwa, towarzyszyć jej będą gwałtowne wydarzenia i wielkie skandale, mam nadzieję – ale maleńką taką, że nie będzie bolało.

Sytuacja, w której z koalicji, ale i z rządu, odeszli Jarosław Gowin i jego kilku posłów a prezes wszystkich prezesów musi kupować głosy w sposób jawnie korupcyjny, jest zupełnie nowa, kłopotliwa dla wszystkich z wyjątkiem Zbigniewa Ziobry i jego Solidarnej Polski. Odejście Gowina z koalicji oznacza ogromne wzmocnienie ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Bez Solidarnej Polski nawet mistrz brudnych rozgrywek sejmowych nie utrzyma większości. Oczywiście zawsze można dokonać jawnego zamachu, ogłosić stan wyższej konieczności i rządzić dekretami — jego, naczelnika państwa. To da się zrobić, władza ma wystarczające siły, aby tak rządzić, jedyny tylko problem to to, jak na zamach zareaguje świat. Unia Europejska wystarczająco długo ogrywana przez polskie władze nie ma procedur, aby nas wyrzucić, zastosowanie sankcji i kar finansowych władza wykorzysta do tego, aby przekonać Polaków, że dalsze pozostawanie w Unii, wtedy gdy Unia przestanie płacić, nie ma sensu. Pisowski elektorat to kupi, a resztę uciszy Mariusz Kamiński.

To najczarniejszy scenariusz; mało prawdopodobny, ale możliwy. To, że w ogóle możemy go rozważać jest już samo w sobie straszne.

Polityka jest jednak procesem tak dynamicznym, tak mało przewidywalnym, że można jedynie pisać różne scenariusze po to tylko, aby ukazać możliwe zagrożenia.

Chciałbym jednak wrócić do Zbigniewa Ziobro, to naprawdę mroczna postać na polskiej scenie politycznej. W mojej opinii to człowiek dla demokracji w Polsce groźniejszy niż sam prezes. Zbigniew Ziobro za wszelką cenę chce zostać premierem. Jako premier mający wiedzę z czasów, gdy podlegała mu prokuratura — byłby bardzo silny, nie tak jak Mateusz Morawiecki, bez zaplecza politycznego, wiszący tylko na łasce prezesa. Zbigniew Ziobro już raz odszedł od Jarosława Kaczyńskiego; jak to się skończyło dobrze pamiętamy, gdy łamiącym się głosem, na wiecu, publicznie, skamlał o łaskę. Prezes był łaskawy, Ziobro wrócił, ale ani Jarosław Kaczyński, ani Zbigniew Ziobro nie zapomną tamtych chwil.

Solidarna Polska i jej wódz jest autorem tak zwanej reformy wymiaru sprawiedliwości. To Zbigniew Ziobro i jego wiceministrowie publicznie mówią, że ich reforma to obrona naszej suwerenności, a to jest tak fundamentalna sprawa, że żadne pieniądze unijne nie są tego warte, aby od niej odstąpić. Konflikt z TSUE, konflikt z całą Unią powstał głównie z jego przyczyny. Teraz gdy pozycja Zbigniewa Ziobry wzrosła, zagrożenie wyjściem z Unii jest większe niż kiedykolwiek. Nie w obronie niezagrożonej przecież suwerenności a własnej pozycji, Ziobro gotów jest rzucić na szalę miliardy z Unii i całkowite zamrożenie stosunków z całym cywilizowanym światem. On i jego wspaniali młodzi ministrowie dla utrzymania swoich pozycji zrobią wszystko, nawet postawią się prezesowi wszystkich prezesów. Magister Ziobro wysyła „na drzewo” wszystkich profesorów polskich i europejskich uniwersytetów; jego do niedawna wiceminister, autor tej skandalicznie głupiej ustawy o IPN a obecnie europoseł, na europejskiej scenie wygłasza tezy jeszcze bardziej absurdalne niż Korwin Mikke, gdy zasiadał w parlamencie europejskim.

To są kadry Zbigniewa Ziobry. To są ludzie, którzy wiedzą, że poza parlamentem, poza tym rządem będą nikim. To naprawdę silna motywacja. Po takich ludziach, którzy nie mają żadnego dorobku, żadnego osadzenia w jakimkolwiek znaczącym środowisku możemy spodziewać się wszystkiego.

Wszystkiego, co najgorsze.

Będąc tylko obserwatorem wydarzeń muszę odnieść się jeszcze do wojny na sondaże. Mamy w Polsce dużo różnych firm badających opinię publiczną. Jest ich tak wiele, że zawsze można znaleźć taką, której sondaż jest dla nas korzystny. To bardzo smutne po tym, gdy w 1996 albo 97 (nie pamiętam dokładnie) jako poseł sprawozdawca uzasadniałem potrzebę powołania Centrum Badania Opinii Publicznej jako rządowej instytucji osadzonej w budżecie państwa — po to, aby była choć jedna instytucja badawcza działająca na rynku badań opinii wolna od wymogów rynku i konieczności uzyskania dodatniego wyniku finansowego ze swojej działalności. Teraz mamy szalejący rynek i każdy może zamówić badania tak, aby to „jego było na wierzchu”.

Chciałbym prosić wszystkich posługujących się wynikami badań opinii o pamiętanie o dwóch sprawach:

– po pierwsze, badanie przedstawia jedynie wyniki rozkładu odpowiedzi na zadane pytania. To werbalna reakcja na werbalny bodziec I nic więcej.

– po drugie, liczy się trend, a nie pojedynczy wynik, tylko trend z wielu badań, w dłuższym okresie, daje podstawy od prognozowania.

Zaczyna się trudny dla wszystkich czas. Do nieuchronnego nasilenia się zakażeń covidem (patrz na sytuację w Izraelu, najszybciej zaszczepionym kraju świata) dochodzi nieuchronne przesilenie polityczne.

Obyśmy tylko przeżyli i jedno i drugie.

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com