26.08.2021
Bardzo często w debacie publicznej używane jest określenie „scena polityczna”. To na tej scenie obserwujemy zachowania różnych polityków-aktorów. Używamy też innych określeń zaczerpniętych z teatru, mówimy o niektórych politykach jak o reżyserach politycznego widowiska.
No to może warto pójść „po całości” i potraktować politykę jak teatr, polityczny teatr — a wszystko, co w polityce się dzieje, jak spektakl teatralny.
Jeżeli tak, to warto wymienić główne składowe spektaklu. Są nimi:
Teatr, reżyser, aktorzy, widownia.
Na pewno zacząć trzeba od samego teatru – budynku, ustroju politycznego i jego podstawowych treści. Polski teatr polityczny – ten, który widzimy obecnie – powstał trzydzieści lat temu w okresie wielkiej zmiany, transformacji ustrojowej w Polsce po 89 roku. To niezły budynek, posadowiony na dobrych fundamentach – wartościach i dokumentach – takich jak konstytucja z 1997 roku. Pewnie przydałyby się jakieś drobne korekty i uzupełnienia, jak to zawsze po upływie dłuższego okresu, ale fundamentalne założenia są dobre.
Drugim ważnym elementem tej konstrukcji jest postać reżysera – kogoś, kto proponuje i reżyseruje spektakle w teatrze politycznym. Mieliśmy różnych reżyserów, mających często całkowicie różne od poprzedników koncepcje i gusta, dobierających różne środki scenograficzne, efekty dźwiękowe i oświetlenie sceny. To byli różni reżyserzy, którzy obejmowali te swoje funkcje w wyniku decyzji wyborczych publiczności teatralnej, która w określonych prawem terminach wypowiadała się na temat ich działalności.
I tu jest pierwszy z dużych problemów – decyzje, najważniejsze decyzje dla funkcjonowania narodowego teatru politycznego, są wypadkową emocji, braku podstawowej wiedzy o tym, czym jest ten teatr, ilości posiadanych pieniędzy i narzędzi kształtowania opinii odbiorców o granych sztukach na scenie politycznego teatru. To nierozwiązywalny problem w ramach przyjętego modelu wyboru reżyserów, a tym samym treści i formy sztuk, jakie wejdą do repertuaru. Chyba że dojrzejemy do tego, aby kluczowe decyzje zapadały nie w wyniku decyzji publiczności teatralnej a algorytmów sztucznej inteligencji, samoprogramującej się i samouczącej. Ale to dopiero za jakiś czas…
Kolejnym elementem tej całości są aktorzy. Aktor jest tym, który buduje widowisko teatralne; od jego wrażliwości, inteligencji, ale i umiejętności gry aktorskiej, od jego warsztatu zależy w ogromnym stopniu odbiór sztuki, ocena publiczności; ocena, która przekłada się na najważniejsze decyzje reżysera.
Aktorzy w polskim narodowym teatrze politycznym są bardzo różni. Są wirtuozi gry i kompletni partacze, ludzie szerokich horyzontów i tacy, których wyobraźnia nie przekracza powierzchni ich mieszkania. Są zorientowani na realizację dużych projektów tworzonych dla dobra wspólnego wszystkich tworzących teatr polityczny — i tacy, którzy wybór i objęcie roli aktora traktują jedynie jak okazję dla realizacji własnych celów, często materialnych. Najczęściej dotyczy to takich ludzi, których kwalifikacje oraz potencjał intelektualny i zawodowy nie rokują dobrze poza sceną teatru politycznego. To właśnie oni są najlepszym materiałem do rozgrywania przez reżyserów ich szalonych koncepcji, budowanych na urazach, fobiach i traumach.
W każdej z dotychczasowych odsłon polskiego teatru politycznego takich ludzi było sporo, nigdy jednak tak dużo jak w teatrze obecnym. Główny reżyser tego teatru wypracował sobie pozycję absolutnego hegemona; kogoś, kto nie będąc na scenie, a nawet za kulisami — rozgrywa swoje widowisko, grając najważniejszymi ludźmi, których obsadził na stanowisku premiera czy prezydenta — o marszałku sejmu nie wspominając. To groźny spektakl, który musi się skończyć katastrofą – czy to zawalenia się całego teatru, czy wyjścia na ulicę zagniewanej widowiskiem publiczności.
Albo, albo…
Ostatnim członem tej konstrukcji jest publiczność. To wielka zbiorowość, o jej zachowaniach opowiadają prawa wielkich liczb i rachunek prawdopodobieństwa. To one ukazują się w wynikach badań opinii i zachowań społecznych teatralnej publiczności.
Największą wadą publiczności teatru politycznego jest jej niskie zaangażowanie w życie teatralne. Znacząca część publiczności mówi wprost i głośno – mnie to nie dotyczy, ja się tym nie interesuje, niech tam inni to robią, ja zajmuję się sobą, swoją rodziną no i może najbliższym kręgiem przyjaciół i znajomych. To, że są tacy ludzie – to normalne, ważne jednak ilu ich jest.
W Polsce jest ich zdecydowanie za dużo, to źle rokuje na przyszłość.
Powyższe uwagi formułowane są na poziomie bardzo ogólnym. Porównanie z tym, co dzieje się w rzeczywistości w polskiej polityce nie powinno sprawiać wielu trudności. Każdy, kto stara się być świadomym uczestnikiem tego spektaklu łatwo sobie odpowie na wszystkie podstawowe pytania:
- jaki jest polski teatr polityczny w 2021 roku?
- kto jest jego głównym reżyserem?
- jakich mamy aktorów politycznej sceny?
- jaka jest polska publiczność, przed którą ten spektakl się rozgrywa?
Od tych odpowiedzi, od ich głębi i poważnego potraktowania zależy los nas wszystkich.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.


Po 2 miesiącach zaczynam podejrzewać że byłem jedyny słuchaczem podcastu Rzeczpospolita kościelna Magdaleny Rigamonti z 22.06.2021 w TokFM. Innych nie było albo słuchali nieuważnie. Tamże Ludwik Dorn w 44 minucie 5 sekundzie wypowiada, znad pucharka z lodami, słowa: Przez politykę ambony konsolidujemy, pewną, nie jestem w stanie obliczyć, 15-17 procent [… no, tych tego], a resztę dobierzemy polityką portfela…. Żeby to dało nam sporo ponad 30%.
Ponieważ socjologia polska nie wykazuje odsetka tych niedemokratycznych wyborców jest to precedens – ilościowy szacunek prawdziwej partyjnej siły Kościoła R-K.
Co jeszcze trzeba upublicznić, aby rozpocząć rozmowę o demokratyczności wladz naszego państwa? Zejdźmy z poziomu abstrakcji polskiego teatru politycznego na ziemię. Mówmy o konkretach ustroju.
Ja też słuchałem tych wywiadów prowadzonych przez tą dobrą dziennikarkę. Wywiadu z Ludwikiem Dornem, socjologiem ale i bajkopisarzem, bardziej znanym z tej drugiej roli nie słuchałem. a szkoda.
Zgadzam się w pełni z konkluzją Pańskiego wpisu.
Pozdrawiam
Chyba nie polecam słuchania całości, choć jest dostępna. Artykulacja Trzeciego Bliżniaka jest uciążliwa i niemiła dla ucha, a do tego (rozmowa w kawiarni?) zaszumiona jest odgłosami tła.
Proszę zaufać mojej transkrypcji, istotę sprawy ujmuje.
Cykl tych podcastów red. Rigamonti wydaje się przełomowy na drodze do uzyskania odpowiedzi na pytanie „Dlaczego politycy boją się Kościoła?”. To pytanie jeszcze nie padło i ciekawe, czy się doczekamy prawdziwej odpowiedzi. Przecież zachwiałaby podstawami deklarowanego ustroju naszego państwa. Niedemokratyczna zagraniczna korporacja nie może namaszczać władz w demokracji. A jednak wypiera się temat z dyskursu, może właśnie dlatego.
Badacze procesów wyborczych, socjologowie nie zajmują się takimi badaniami. Nie powstała mapka okręgów wyborczych z podanym odsetkiem wyborców skutecznie zaagitowanych z ambon. A nieprawdą jest, że takie badanie przeprowadzone przemyślanym formularzem ankiety z pytaniami kontrolnymi byłoby niemożliwe. Błąd pomiaru dawałoby się z czasem zminimalizować kolejnymi ankietami. Koszt dobrego badania na poziomie 300-500 tys. zł też wydaje się nie do przyjęcia. Tylko, po co to komu?! Lepiej nie ruszać.
A kto teraz przypomina, że tzw. sondaż na próbie reprezentatywnej z defincji ma błąd 3 p.p. A jakże lubują się komentatorzy w analizach zmian na poziomie JEDNEGO punkta procentowego.
Jakież to wnioski nie są wyciągane z takich fluktuacji. The show must go on.